Od Eleusis do Tarnowskich Gór

Winieta tytułowa krakowskiego miesięcznika „Iskra” poświęconego sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego, nr 4 sierpień 1910
Winieta tytułowa krakowskiego miesięcznika „Iskra” poświęconego sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego, nr 4 sierpień 1910

Jan Kaczor – zapomniany tarnogórski działacz narodowy

Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis działało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii-Nadrenii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Jan Kaczor (1878-1947) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, delegat na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 roku, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca

CZĘŚĆ IX

„Iskra” 1910-19141

W poprzednim numerze „Montes Tarnovicensis” opisałem obszernie udział J. Kaczora w obradach Sejmu filareckiego w Kosowie (19.07 – 05.08 1910). W okresie bezpośrednio poprzedzającym to wydarzenie, praca w krakowskiej centrali Eleusis uległa przyspieszeniu i zmianom organizacyjnym. Jednym z elementów tych zmian było rozpoczęcie, od maja 1910 r., druku miesięcznika „Iskra”, poświęconego sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego. Od początku swego istnienia, miesięcznik ten wzbudzał wielkie zainteresowanie wśród Elsów westfalskich, reprezentowanych przez J. Kaczora i St. Janickiego. Rozpowszechniali prenumeratę wśród robotników i wszelkimi sposobami wspierali jego wydawanie, również dopłacając osobno do kosztów jego druku, gdyż pismo nie miało charakteru komercyjnego i nie przynosiło spodziewanych zysków ze sprzedaży. Poza tym Kaczor i Janicki pisywali artykuły do „Iskry” z prośbą o ich druk, co spotykało się z oczywistą aprobatą redakcji. Już w trzecim numerze z lipca 1910 r., ukazała się w dziale korespondencji odezwa Janickiego zachęcająca do zakupu miesięcznika. Przedstawiam jej skrót:

„Westfalia, czerwiec. Moi drodzy! Po przeczytaniu obu zeszytów „Iskry” radość wstąpiła we mnie, więc chwytam za pióro, by się nią z wami podzielić. Wybaczcie mi, jeśli źle, niezgrabnie to napiszę, bo jestem robotnikiem na dalekim pielgrzymstwie, a nas tu w szkole niemieckiej po polsku ani słowa nie uczą; tego, co umiem – sam się nauczyłem z elementarza. Piszę też, jak potrafię.

Gdy tu człowiek tak się mozoli o kawałek chleba powszedniego wśród tych wielu i wielu kopalń westfalskich, które już tylu naszych braci pojadły i gdy się bada trochę położenie ludu polskiego (…), to o mało serce człowiekowi nie pęknie z żalu. Do tego musi się tu patrzeć na znieważania naszego ludu przez obcych; a tym większy żal, gdy się widzi jak często lud nasz sam winien, że go tak traktują. (…) Wkradła się bowiem i tu do nas straszliwa choroba: alkoholizm. Nie baczą nasi bracia, że są tu na pielgrzymstwie, że powinni tu poczuć, że są i zostać muszą Polakami. Rozpanoszył się tu szkaradny nałóg pijaństwa, karciarstwa, palenia tytoniu i wiele innych złych nałogów, i przez nie to życie naszych tutejszych ludzi jest nędzne. (…) Boli mnie to, że muszę tak pisać o moich Braciach, ale to prawda wszystko (…). Dlatego też wołam do wszystkich robotników i wszystkich wychodźców polskich: Bracia, otwórzcie oczy i otrząśnijcie się z brudu, stańcie z nami do pracy dla naszego biednego narodu, stańcie w obronie Matki naszej, która leży w więzach i potrzebuje pomocy naszej; bracia, pokażmy, żeśmy potomkami wielkich bohaterów polskich. (…) Zapisujcie sobie „Iskrę” jak najliczniej, bo to pismo dla nas, abstynentów, – pożyteczne bardzo dla każdego Polaka robotnika. Sami się dźwigajmy, sami zdobądźmy poszanowanie dla nas wśród obcych, przez to, że okażemy się lepszymi i wyższymi od nich moralnie. Tego nikt za nas nie zrobi i nawet ubolewania nic tu nie pomogą. Kto nie chce kalać imienia polskiego robotnika, niech się łączy z nami w jeden związek robotniczy wstrzemięźliwości (…). Robotnik” (S. Janicki – A.L.)

W następnym numerze „Iskry”, w sierpniu 1910, wypowiedział się na jej łamach J. Kaczor.

Głos robotnika o poprawie robotniczej doli

„Robotnik czy to w kopalni, fabryce, czy na roli, powinien starać się wszelkimi sposobami, ażeby swoje stanowisko polepszyć. Ale w obecnych czasach nie jest to tak oczywiste i to z wielu powodów. Piszę tu o stosunkach robotnika w Westfalii, gdzie pracodawcy niemieccy są bardzo dobrze zorganizowani i robią z robotnikiem, co im się żywnie podoba i już przyszło do tego, że nim handlują, jak za dawnych czasów niewolnikami. Mam tu na myśli biura przymusowe wskazywania pracy. Robotnik, co prawda organizuje się w rozmaitych organizacjach, ażeby się jakoś z tej biedy wydobyć, ale to wszystko daremne. Nie chcę przez to powiedzieć, że organizacje nie są dobre; byłoby o wiele gorzej gdyby ich nie było, szczególnie bardzo wiele zawdzięcza robotnik polski Zjednoczeniu Zawodowemu Polskiemu2, które dobrze broni swych członków.

Ale chcę tu skierować oczy robotnika na innego wroga, który jest jeszcze niebezpieczniejszy, jak kapitalista niemiecki. To jest wróg niewidzialny, bo siedzi w nas samych, a jest bardzo potężny; są to nasze marne nałogi. Mam tu na myśli najpierw cztery główne nałogi, to jest: używanie alkoholu, tytoniu, gry w karty, loterię, i rozpustę. Uważam te cztery nałogi za bardzo szkodliwe dla stanu robotniczego.

Trza pamiętać, że każdy człowiek jest panem swego losu. A więc: chcesz bracie, aby ci się lepiej powodziło, to wyrzuć tego wroga, który ci tamuje drogę do lepszej doli, a zobaczysz, że gdy się go pozbędziesz, to będziesz miał czas do poważnego myślenia nad swym położeniem; a pamiętaj, że nikt ci nie pomoże, jeżeli się sam nie zabierzesz do pracy nad sobą.

Prócz alkoholu drugim – równie zgubnym nałogiem jest tytoń, niepotrzebny zwłaszcza dla tych robotników, którzy całe życie są zmuszeni pracować w nieczystym powietrzu, trujących gazach, o czym świadczą ich blade twarze. Po pracy powinien się robotnik starać, ażeby móc swe płuca przewietrzyć świeżym powietrzem, a nie zanieczyszczać ich i to kosztem swej kieszeni; a co za tym idzie – przez palenie tytoniu dajemy ogromne sumy rządowi pruskiemu, które on potem przeznacza na wykupienie ziemi Polakom spod nóg, a przez to skazujemy się sami na wygnanie i tułactwo. Bracie! Pomyśl dobrze nad tym, a sumienie twoje powie tobie co masz robić. Rzuć to paskudztwo, bo to niegodne Polaka; Polak ma inną pracę w wolnych chwilach, a nie bawienie się tak dzikim zwyczajem, jak palenie cygar. Zostawmy to Niemcom.

Teraz coś o kartach; miałem sposobność poznać, jak to często robotnicy w Westfalii zagrywają się w karty i to nawet przez całe noce i dni wolne od pracy, przy czym przegrywają pokaźne sumy. Lecz choćby i wygrywali, to na jedno wychodzi, bo to jest zawsze kradzież cudzego grosza, tylko w inny sposób. Mój Boże, gdy się widzi okropny zanik polskości w dzieciach tych graczy, to serce pęka z żałości. Co się stanie z tym pokoleniem naszym? Ojciec zamiast poświęcić wolne chwile swemu dziecku i pouczyć z elementarza, lub poczytać jaką dobrą książkę z dziejów bohaterów naszych, zabiera i zachęca innych do gry w karty i kradnie sobie i innemu czas i pieniądz.

Bracia zawróćcie z tej drogi i zajmijcie stanowisko wychowawcze wobec młodego pokolenia! Pamiętajcie, że musicie zdać rachunek przed Bogiem i Ojczyzną z pracy swojej i biada wam, jeżeli nie oddacie dzieci waszych takich, jakimi mają być, to jest Polakami.

Muszę też swoje zdanie wypowiedzieć i o rozpuście. Zrobiłem tu w Westfalii rozmaite spostrzeżenia i nieraz włosy człowiekowi na głowie stają, gdy słyszy o zwyrodniałych czynach, które prowadzą nieraz do zabójstwa i to pośród Polaków. Gdy pomyślę, że mam pisać tak o swoim narodzie, to mi pióro ustaje. Oto młodzież nasza często ginie w niemieckich szpitalach ze skutków niemoralności, rozpusty! Tu wzywam wszystkich ludzi dobrej woli, aby się podejmowali pracy dla naszej młodzieży, aby ją ratowali od zwyrodnienia. Na tej drodze potrzeba pracy i to wytrwałej, ażeby naród nasz nie stał się podścieliskiem niemieckim.

Podaję do wiadomości, że obecnie ludzie dobrej woli wzięli się do pracy i zakładają koła Wyzwolenia w Westfalii. Teraz połączono je wszystkie w jeden okręg (MT 82), aby móc lepiej działać, oraz utworzono w towarzystwie Wyzwolenia oddziały poczwórnie wstrzemięźliwych3 i jest już pokaźna liczba tych ostatnich w Westfalii. A więc fundament położony; zapraszamy wszystkich Polaków do pracy nad podniesieniem narodu naszego. Robotnicy stawajcie do szeregów naszych, jest to waszym świętym obowiązkiem, wznieść się na stanowisko wyższe materialne i duchowe. Poczwórna abstynencja może los robotnika polepszyć; poczwórna abstynencja daje nam sposobność do poznania wyższego życia duchowego, daje nam zapał do dążenia do wyższych celów. Więc do pracy w Imię Boże, jak kto umie, jak kto może. Wulkan” (J. Kaczor – A. L.)

W siódmym numerze „Iskry” z 1911 r., w dziale korespondencji, wypowiedzieli się wspólnie Kaczor z Janickim, co sądzą o pijaństwie wśród rodaków na obczyźnie, podając też przy okazji receptę na tę plagę – powszechne zakładanie nowych oddziałów organizacji abstynenckiej Wyzwolenie, której przewodniczyli od czerwca 1910 r.: „Wierzymy w to wszyscy i jesteśmy o tym silnie przekonani, że pijaństwo było głównym powodem upadku naszej nieszczęśliwej Ojczyzny. A czemuż mimo to nie poprawimy się? Czy tylko może dlatego że i nasi ojcowie pijakami byli? Mamy oczy, a nie widzimy, mamy uszy, a nie słyszymy, mamy rozum, a nie pojmujemy, co za straty narodowi naszemu alkohol wyrządza. Bo co ojców zgubiło, to synów nie zbawi, to jest jasnym jak na dłoni i dziwić się wobec tego wypada, że szersze zrozumienie sprawy antyalkoholowej jest w naszym społeczeństwie tak nędzne, tak mizerne, tak marne. Aby przeciwdziałać zgubnej pracy wrogów naszych t. j. rządu pruskiego i hakatystów, pozakładano wiele towarzystw, które co prawda wielkie przysługi naszemu narodowi oddały, ale ile to więcej byśmy mogli zdziałać, gdybyśmy tak wszędzie pozakładali Wyzwolenia. Bracia kochani, giniemy w potopie pijaństwa – a czemu to się nie poprawimy? Czy tylko może z miłości dla niemieckich gościnnych karczmarzy? Spojrzyjmy jakie to szkody wyrządza narodowi naszemu alkohol; ile to rocznie wydajemy na ten piekielny trunek, co za wielkie kapitały byśmy mogli oszczędzić, gdybyśmy tę truciznę alkoholową porzucili. Do dzieła więc bracia, stańmy ramię przy ramieniu, a pijaństwo niech zniknie z pośród nas. Czas byłby po temu najwyższy: czas byłby, abyśmy częstującemu nas alkoholem mogli odpowiedzieć: dziękuję, nie piję, jam Polak. Wtedy dopiero będziemy się mogli lepszej przyszłości spodziewać. Co daj Boże. Jan G., Stanisław T.” (J. Kaczor, St. Janicki – A.L.)

Oprócz cytowanej powyżej korespondencji Kaczora i Janickiego, ukazywały się również w „Iskrze” regularnie sprawozdania sekretarza Janickiego ze zjazdów westfalskiego Wyzwolenia, któremu przewodniczył J. Kaczor. Niestety, ostatni ślad kontaktu z redakcją „Iskry” miał miejsce we wrześniu 1911 roku, kiedy wydano list Janickiego, w którym opisywał poziom oświaty wśród ludu polskiego na obczyźnie. Od tamtej pory, aż do zakończenia druku pisma w 1914 roku, z powodu wybuchu I wojny światowej, nie ukazała się ani jedna wzmianka o działalności abstynenckiej robotników w Westfalii. Było to związane ze zbliżającym się otwarciem pierwszej Kuźnicy Wychowania Narodowego przez prof. W. Lutosławskiego, zwiastującej rozłam w Eleusis i utworzenie konkurencyjnego Zakonu Kowali przy znacznym udziale Kaczora i Janickiego. (MT82 i 98)

Próba druku „Iskry” w Westfalii

Jak wspomniałem wcześniej, redakcja „Iskry” napotykała od początku na trudności w zdobyciu środków na jej druk, opisując to tak: „Pieniędzy mamy strasznie mało. Dość wiedzieć, że nie możemy nawet zapłacić drukarni i za papier z prenumeraty, ale żebrać musimy po ludziach dobrej woli o pomoc. Miliony wydają Polacy corocznie na trunki, tytoń, karty, zapychają krwawo zapracowanymi pieniądzmi kieszenie najgorszych naszych wrogów (...), a na dobrą gazetę, na pismo, które budzić chce polskie sumienia, wzywa do zastanowienia się i poprawy, do służby narodowi – na to pieniędzy nie ma, dopiero trzeba błagać, żebrać! Ogromnie to smutne. Do tych nielicznych przyjaciół, którzy zrozumieli wagę naszej pracy, zwracamy się więc z prośbą o wytężenie wszystkich sił, o rozszerzanie naszych zasad i naszego pisemka. Kto zjedna „Iskrze” choć paru czytelników, wyświadczy nieocenioną przysługę naszej Sprawie.”

Pomoc w podtrzymaniu druku „Iskry” od początku deklarowali Kaczor z Janickim. W dniu 17.06.1910 pisał Kaczor do A. Wodziczki: „Co się tyczy „Iskry” – moi drodzy, to liczcie na nas, my będziemy się starali ją podtrzymać, tylko dajcie nam wciąż do wiadomości, gdy wam brak pieniędzy, my się przygotowali dla „Iskry” wszystko poświęcić i da Bóg, że ją podtrzymamy.”

W liście do S. Cywińskiego z dn. 05.09.1910 S. Janicki pisał: „Z kasy naszej dajemy Wam miesięcznie 15 marek. Lecz mam już kilku nowych abonentów, więc będzie także kilkanaście marek; a resztę gdyby zabrakło, to musimy się zebrać i już będzie rzecz załatwiona. Da się to wszystko zrobić, byle byli do tego ludzie ofiarni; lecz tych nam, chwała Bogu, coraz więcej przybywa. Z przeniesieniem „Iskry” zajmujemy się, – i zapewne uda nam się ją tutaj przenieść; nie kosztowałaby nas tyle ona. Może za 35-40 mk. moglibyśmy drukować 500 egz. A może uda nam się drukować „Iskrę” we własnej drukarni, co się tak przedstawia. Ja zjednałem tutaj w sąsiedniej miejscowości pewnego polskiego księgarza (M. Jarczyńskiego – A.L.) dla naszej Sprawy4. Jest to człowiek bardzo zdolny, liczy lat 31. Jest żonaty, i ma większą księgarnię niż ja, i ma przy tym małą drukarnię, w której, gdyby ją trochę powiększono, można by „Iskrę” drukować, skorobyście nam rękopis dobry nadesłali.”

W dalszej części listu snuje Janicki wizję utworzenia szerszego interesu wraz z Kaczorem i Jarczyńskim, ale ma wątpliwości: „Otóż Ja, Wulkan (Kaczor – A.L.) i On, a może jeszcze ktoś, mielibyśmy z naszych poszczególnych interesów utworzyć spółkę (albowiem na dziś dawanie darmowo my jeszcze za słabi), która by dostarczała abstynentom wszystkim na obczyźnie towarów spożywczych i innych potrzebnych. Lecz na przeszkodzie stanęła nam ta myśl, że przez tworzenie takiej spółki (która z powodu posiadania większego kapitału, mogłaby taniej towar odbiorcom dostarczać) utrudnilibyśmy byt pojedynczych, samodzielnie istniejących handlowców polskich. Ci traciliby swych odbiorców, a chcąc pozostać..., musieliby do naszej spółki wstępować. Uznaliśmy więc myśl naszą jako dążącą do tworzenia wielkiego kapitalizmu, a niszczącą stan średni. Namyślamy się teraz dalej rzecz tę postanowić. Jeśliś to dobrze zrozumiał, to proszę Cię napisz mi w tym Twe zdanie.

Tymczasem ja z owym nowicjuszem chcę się materialnie połączyć, to jest nasze obie księgarnie5 zlać w jedno, drukowanie jego powiększyć i „Iskrę” drukować. Lecz i do tego potrzebny kapitał, a tu wiesz jacy „jesteśmy bogaci”. Gdyby ludzkość już była odrodzona, nie byłoby o to kłopotu, lecz trudno, wpierw ją dopiero odrodzić trzeba, a to wymaga trudów i zabiegów. Jednakowoż Bóg nad nami i da nam zapewne to, co będzie dla nas najlepszym, byleśmy sami także o dobro dbali.(…) Tymczasem na dziś kończę bo pracy wiele, a ludzi mało, lecz Bóg za to zdrowia nam dodaje, a postęp sprawy zachęca nas do wytrwałości. Ściskam Cię i wszystkich serdecznie Wasz Stach Janicki”

J. Kaczor w liście do A. Wodziczki 15.09.1910 r. pisał: „Co do „Iskry” to są widoki, że będziemy ją mogli sam drukować.” Jednak do druku „Iskry” na terenie Westfalii nigdy nie doszło, bo M. Jarczyński wycofał się ze wcześniejszych zobowiązań, które były związane również z jego wyjazdem na teren Galicji o czym napiszę wkrótce.

ciąg dalszy nastąpi
Armin Lach

 

Źródło do cz. IX: S. Janicki: odezwa, J. Kaczor: „Głos robotnika o poprawie robotniczej doli”, J. Kaczor oraz S. Janicki: list do redakcji w: krakowski miesięcznik „Iskra” nr 3 i 4 1910 oraz nr 7 1911; S. Pigoń: „Z Komborni w świat”, Warszawa 1983, s. 249-251; „Iskra” nr 1 1911 – odezwa redakcji; BUKUL, Arch. Eleusis – listy J. Kaczora do A. Wodziczki pisane w 1910 r. z dn.: 17.06 i 15.09, Rkp. 941, kor. A. Wodziczki,, k. 94-101; Arch. Eleusis - list S. Janickiego do S. Cywińskiego z dn. 05.09.1910 r., Rkp. 936, kor. S. Cywińskiego, k. 24-30.

(Endnotes)
1.  „Iskra” (1910-1914) jako miesięcznik „poświęcony sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego” ukazywała się najpierw w Krakowie, później we Lwowie. Formalnie redaktorem pisma był J. Ligęza, faktycznie Stanisław Pigoń, który w stopce figuruje jako wydawca. „Iskra” Pigonia miała nieco inny profil niż jego poprzedniczka gliwicka, która ukazywała się tylko w 1903 r. S. Pigoń we wspomnieniach pisał: „Wzrastające potrzeby organizacyjne, wymagające komunikowania się z licznymi kołami i z członkami rozproszonymi daleko po świecie, wywołały konieczność jakiegoś częściej ukazującego się pisma. Rocznik („Eleusis czasopismo Elsów” - A.L.), z rzadka i nieregularnie się pojawiający, nie mógł tu wystarczyć. Wygotowywaliśmy więc i rozsyłali członkom drukowane „Listy okrężne”, ale i te ukazywały się nieperiodycznie, wypełnione były zresztą sprawami ściśle organizacyjnymi. Tymczasem chodziło o pismo regularne, propagandowo-oświatowe dla szerszych warstw w naszym duchu. Nasunął się więc pomysł wskrzeszenia zawieszonej przed paru laty ,,Iskry”. Chociaż właściwie po dawnej ,,Iskrze” wzięliśmy tylko nazwę; nowe pismo mało co przypominało swą poprzedniczkę. Było skromniejsze: arkusz druku miesięcznie, bez okładki - aby taniej. Oczywiście nie opłacało się samo. Opodatkowaliśmy się na ten cel, od czasu do czasu nadchodziły drobne ofiary z zewnątrz, (...) robotnicy nie szczędzili ofiar, a kolportaż wśród nich nie pociągał kosztów. Redakcja (...) przypadła mnie. Przez półpięta roku (1910-1914) byłem redaktorem, korektorem, administratorem, chłopcem do posyłek i przemytnikiem pisma, a w znacznym stopniu także jego autorem. Dostarczali artykułów przygodnie członkowie koła, (…) otrzymywałem też korespondencję od naszych górników (od J. Kaczora i S. Janickiego – A.L.) . Resztę: artykuły wstępne, seryjne, kronikę, trzeba było wypełnić samemu. Pismo było poświęcone sprawom wychowania narodowego i jego też zagadnieniom przydzielono tam najwięcej miejsca; zamieszczało oczywiście także artykuły tyczące się propagandy wstrzemięźliwości, ale głównie przynosiło opowiadania historyczne, sylwetki literackie, poruszało też zagadnienia bieżącego życia narodowego. Numer w numer nieledwie drukowałem tam serię: „Ze skarbnicy wieszczów”, popularne ujęcia najwybitniejszych dzieł naszej wielkiej poezji. Nie cofaliśmy się też przed poruszaniem żywotnych spraw politycznych. (...) Wojna wreszcie nadeszła w swojej postaci i jednym tchnieniem żelaznych ust zgasiła naszą „Iskrę”.”
2.  Zjednoczenie Zawodowe Polskie, ZZP - organizacja związkowa powstała jako centrala polskich związków zawodowych w 1902 roku w Bochum w Westfalii. Początkowo organizacja skupiała górników, później rozszerzyła swoją działalność także na inne grupy zawodowe, stając się najsilniejszą organizacją polską w Niemczech, która w przededniu wybuchu I wojny światowej skupiała ponad 75 tys. członków. ZZP uczestniczyło w strajkach górników w Westfalii w 1905 i 1912 r. i na Górnym Śląsku w 1913 r. W 1911 siedzibę centrali ZZP przeniesiono do Katowic na Górnym Śląsku, a w 1919 r. do Poznania w Wielkopolsce. Od 1913 roku prezesem ZZP był Józef Rymer z Górnego Śląska, który reprezentował związkowców w Naczelnej Radzie Ludowej w Poznaniu od 1918 i w Polskim Komisariacie Plebiscytowym w Bytomiu w 1920.
3.  Poczwórna abstynencja – drugi doskonalszy oddział w westfalsko-nadreńskim okręgu Wyzwolenia – autorski projekt zarządu okręgu ,reprezentowanego przez J . Kaczora i S. Janickiego, uchwalony 20-go października 1910 r. na zjeździe okręgowych delegatów w Bruckhausen.  W dniu 20-go lutego 1911 r., na piątym zjeździe Delegatów Związku Tow. Wyzwolenia w Poznaniu, Stanisław Janicki (jako oficjalny delegat z Wesfalii-Nadrenii) starał się o utworzenie oddziałów poczwórnej abstynencji w organizacji na całym terytorium Niemiec. Jednak większość delegatów opowiedziała się przeciwko temu wnioskowi. („Świt – miesięcznik dla popierania ruchu wstrzemięźliwości” Nr 88, 03/1911). Członków oddziałów poczwórnej wstrzemięźliwości na terenie Westfalii-Nadrenii traktowano jak członków próbnych w Eleusis i po odpowiedniej rekomendacji przyjmowano ich od razu na członków zwyczajnych do organizacji. Tak więc działalność Wyzwolenia, opanowanego we władzach przez Eleusis, stała się oficjalnym środkiem do agitacji na rzecz tej tajnej organizacji.
4.  Marcin Jarczyński posiadał małą ręczną drukarnię, księgarnię i sklep papierniczy w Habingshorst. Wydał śpiewnik narodowy i przedrukowywał „Przedświt” Krasińskiego. O istnieniu drukarni i jego działalności policja pruska nic nie wiedziała. (S. Drygas: „Czas zaprzeszły”, Warszawa 1970., s. 125-126). Michał Dereżyński (członek zarządu Eleusis w okręgu westfalsko-nadreńskim od 1912 r.) we wspomnieniach (pod pseudonimem M. Pałuczanin) „Z życia emigranta”, opublikowanych w 1930 r., w dodatku niedzielnym (nr 40 i 41) do „Gazety Szamotulskiej” wymienia Jarczyńskiego, obok Stanisława Janickiego, Jana Kaczora i Jana Skraburskiego, jako wiodącą postać w Eleusis i organizacji abstynenckiej Wyzwolenie na obczyźnie. Przypisuje mu również negatywne cechy: „(...) przebiegły M. Jarczyński, księgarz z Habingshorstu, (…) w życiu prywatnym niestety niezbyt chlubnie się prowadził, a karierę swą skończył bardzo smutnie”. „5 II 1913 r. policja zrewidowała lokal M. Jarczyńskiego w Habinghorst (poprzednia rewizja odbyła się 28 X II 1912 r.) i zarekwirowała 702 egzemplarze utworów Z. Krasińskiego, 12 broszur o wychowaniu narodowym, 47 śpiewników, 37 odezw wydanych przez powiatowy Komitet Wyborczy oraz 17 szpil i 9 par guzików z emblematami narodowymi.” (W. Chojnacki: „Księgarstwo polskie w Westfalii i Nadrenii do 1914 roku” w: „Studia Polonijne”, t. 4, Lublin 1981)
5.  St. Janicki był właścicielem księgarni polskiej, którą założył w maju 1910 roku w Castrop, wkrótce po powrocie z dwumiesięcznego kursu historii Polski, który odbył się w styczniu i lutym u prof. W. Lutosławskiego w Warszawie.
 

Okładka Montes nr 99

Okładka Montes nr 99