Tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny

Amfiteatr plenerowy w Reptach. Stan z listopada 2017 r.
Amfiteatr plenerowy w Reptach. Stan z listopada 2017 r.

CZĘŚĆ XXIII

Trwające w latach 1975-1980 fuzje tarnogórskiego ośrodka rehabilitacyjnego ze szpitalem w Piekarach Śląskich i kilkoma innymi podmiotami w Specjalistyczny Zespół Urazowo-Ortopedyczny i Rehabilitacji „Repty – Piekary” uznane zostały za niezbyt udane posunięcie. Na pewno nie był to całkowicie zmarnowany czas

Dużym powodem do dumy było w tym okresie np. utworzenie w Reptach Kliniki Neurotraumatologii Śląskiej Akademii Medycznej. Nastąpiło to w sierpniu 1976 r. decyzją Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej

Uwieńczyło to kilkuletnie starania, jakie podejmował ordynator oddziału neurotraumatologii, prof. Hieronim Powiertowski. Został on kierownikiem nowo utworzonej kliniki, będąc jednocześnie od października 1975 r, zastępcą dyrektora SZOUiR do spraw neurochirurgii. Hieronim Powiertowski bardzo dobrze czuł się w Reptach. Swoją rozległą wiedzę chętnie przekazywał innym. Prowadził tu kursy szkolenia zawodowego z zakresu neurotraumatologii.

Zastępcą Hieronima Powiertowskiego w Klinice został Stanisław Hendryk. W 1978 r. dołączył do nich dr Witold Zajączkowski. Mimo trudnych warunków, wykonywano rocznie około 150 zabiegów operacyjnych. Dotyczyły one między innymi guzów mózgu, dyskopatii lędźwiowej, kraniostenozy czy pourazowej plastyki przedniego dołu czaszki. Zajmowano się też chirurgią zespołów niedokriwennych kończyn, osiągając bardzo dobre rezultaty.

W tym czasie prof. Hieronim Powiertowski wiele razy występował na zjazdach naukowych, jak również wizytował ośrodki neurochirurgiczne we Francji. Zajmował się wybudzaniem chorych nieprzytomnych po urazach, stworzył nawet własną skalę nieprzytomności. W tych latach jednak baza diagnostyczna w Reptach nie była wystarczająca do tak skomplikowanych operacji. Dało też znać o sobie pogarszające się zdrowie prof. Hieronima Powiertowskiego. W związku ze złożoną rezygnacją, 28 lutego 1978 r. został on odwołany ze stanowiska zastępcy dyrektora Specjalistycznego Zespołu Urazowo-Ortopedycznegp i Rehabilitacji „Repty – Piekary” do spraw neurochirurgii, a od października 1979 r. przeszedł na emeryturę. Zmarł 21 stycznia 1983 r. W październiku 1979 r. kierownikiem Kliniki Neurotraumatologii został dr hab. Ryszard Mrówka. Władze Śląskiej Akademii Medycznej, chcąc polepszyć sytuację Kliniki, podpisały z dyrekcją Szpitala Górniczego przy ul. Roosevelta w Bytomiu umowę o przeniesieniu kliniki do tejże lecznicy. W styczniu 1980 r. Klinika Neurotraumatologii została formalnie przeniesiona z Rept do Bytomia.

Niecałe pięć lat funkcjonowania SZUOiR-u zapisało się jako okres ożywionej działalności kulturalnej. Pacjenci mający sporo wolnego czasu mogli skorzystać z usług biblioteki. Prowadziła ją Danuta Kocolt przy współpracy z Apolonią Kucznik. Do dyspozycji było ponad dwa tysiące czterysta książek oraz około czterdziestu tytułów czasopism.

Sporym zainteresowaniem cieszyła się sala kinowa, funkcjonująca w jednym z pawilonów oddanych do użytku w 1975 r. Seanse odbywały się trzy razy w tygodniu, a przychodziło na nie ponad dwustu widzów. Oprócz pokazów filmów, organizowano tutaj spotkania z ciekawymi ludźmi. Gościli na nich np. aktorka filmowa i teatralna Małgorzata Braunek czy też aktor z Teatru Polskiego w Warszawie Witold Pyrkosz.

Odbywały się tam też występy kopalnianych zespołów rozrywkowych. W sprowadzeniu ich do SZUOiR-u pomagały rady zakładowe poszczególnych kopalń. Prócz nich występowały szkolne zespoły artystyczne. Pacjenci mieli do dyspozycji także różnego rodzaju prostsze rozrywki, jak salę pingpongową, bilard, automaty do gry w piłkę nożną. Krótko działała kręgielnia. Położony w niej parkiet okazał się mało trwały i trzeba było ją zamknąć. Na początku 1979 r. była ona już nieczynna.

W 1978 r. powstał kabaret „Daj Boże zdrowie”, składający się z pracowników zatrudnionych w tarnogórskiej części SZUOiR-u. Kabaret za każdym razem starał się wystąpić z przedstawieniem premierowym. „To nie to, co jakiś tam Broadway, gdzie musicale idą po parę lat!” – pisała z uznaniem miejscowa prasa. Autorami tekstów byli Marceli Niedzielski, Janusz Kocolt czy Edward Ziemiański. Ten ostatni komponował muzykę, a piosenki śpiewała Alina Pietrucha. W monologach i skeczach występowali prócz nich także Marian Kisiel czy Andrzej Czajkowski.

Nobilitacją dla tarnogórskiego SZUOiR-u była możliwość goszczenia finalistów Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego Służby Zdrowia. Z dumą podkreślano, że 11 i 12 lutego 1980 r. już po raz trzeci miała miejsce w Reptach ta impreza.

W SZUOiR-ze funkcjonowała Izba Pamięci i Tradycji. Jej opiekunem był Bolesław Drohomirecki. W izbie odbywały się niekiedy okolicznościowe spotkania. Z okazji rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, 9 maja 1977 r. otwarto tam wystawę filatelistyczną „Za wolność waszą i naszą”. Towarzyszyło jej spotkanie z kombatantami wojennymi.

Nie tylko kombatanci odwiedzali tarnogórski SZUOiR. Pod koniec wiosny 1976 r. do Rept zawitali uczestnicy wycieczki pociągiem przyjaźni, która dotarła do województwa katowickiego z Doniecka. Tym razem była to licząca czterdzieści osób grupa. Przewodził jej Wasilij Aleksiej, I sekretarz komitetu rejonowego partii komunistycznej KPZR w Krasnym Limenie w obwodzie donieckim. Goście ze Związku Radzieckiego zwiedzili też przy okazji sąsiednią Sztolnię Czarnego Pstrąga.

Zainteresowanie tarnogórską częścią SZUOiR-u wykazywali krajowi literaci. Na początku lata 1978 r. przybyła tu kilkunastoosobowa grupka poetów i prozaików, reprezentujących katowicki oddział Związku Literatów Polskich. W tym gronie był I sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej przy oddziale ZLP Władysław Bochenek, prezes katowickiego oddziału ZLP Wilhelm Szewczyk, a także Stanisław Wilczek, Feliks Netz, Bolesław Lubosz i Stanisław Horak. Nie ustawały też odwiedziny ze strony osób zawodowo związanych z lecznictwem i rehabilitacją. Przykładowo 22 maja 1979 r. do Rept przybyła grupa uczestników kilkudniowego sympozjum, organizowanego w Katowicach pod hasłem „Praca osób z ograniczoną sprawnością do pracy - rehabilitacja zawodowa i stwarzanie możliwości zatrudnienia.”

Popularne w tamtym okresie było tworzenie ścieżek zdrowia, czyli oznakowanych tras do aktywnej gimnastyki, gdzie na poszczególnych przystankach należało wykonać rozmaite ćwiczenia opisane na tablicach. W reptowskim parku taka ścieżka utworzona została w kwietniu 1980 r., a jej trasa prowadziła na południe od zabudowań szpitalnych, od stadionu do rejonu boisk asfaltowych. Przy jej budowie zaangażowali się szczególnie ordynatorzy Rajmund Brzoza i Andrzej Kwolek, a oficjalną lustrację ścieżki przeprowadziła komisja pod kierownictwem Ireny Szastok. W tym czasie w tarnogórskiej części SZUOiR-u pracowało ponad trzydziestu lekarzy i kilkunastu terapeutów. Przeciętny czas leczenia wynosił sześć tygodni. Pacjenci mogli korzystać z przepustek w soboty i dni przedświąteczne. Nowością był utworzony właśnie dział psychoterapii. Kierowała nim Danuta Turzańska. W dziale tym pracowali psycholodzy, logopedzi i muzykoterapeuci.

Mimo tych wszystkich starań los inwalidów rehabilitowanych w Reptach daleki był od sielanki, a czekająca ich rzeczywistość częstokroć ich przerastała. Akcentowała to dziennikarka Barbara Namysł. Jej tekst „Odwracanie wyroków” opublikowany został 25 stycznia 1979 r. przez katowicki „Dziennik Zachodni”. Zwróciła ona uwagę, jak trudne są losy młodych inwalidów, odrzucanych przez najbliższych i zmuszonych do wegetowania w domach opieki społecznej. Powszechną przeszkodą w polskiej architekturze były wtedy dla nich schody, zbyt wysokie progi, za ciasne framugi drzwi. Autorka tekstu podkreślała, jak smutny los mieli nawet ci inwalidzi, którzy otrzymali mieszkanie. Panowała w nim zazwyczaj pustka i cisza, której nie przerywał nawet dzwonek telefonu, który był dla nich rzadko osiągalny. W artykule prasowym zwrócono uwagę na kolejny problem. Wbrew nadziejom pracowników SZUOiR-u, bezpośrednie przechodzenie z rehabilitacji leczniczej do zawodowej było wtedy niezmiernie rzadkie. Wyleczeni inwalidzi wcale nie chcieli podejmować nauki zawodu. Toteż dyrekcja musiała prowadzić nabór uczniów do szkoły na terenie całego kraju. Przyjmowano więc młodzież dotkniętą inwalidztwem wrodzonym oraz nabytym w dzieciństwie. Osoby posiadające rentę inwalidzką stanowiły ledwie 20 procent uczniów.

Jednym z powodów takiego stanu był biurokratyczny wymysł, żeby naukę rozpoczynać tylko i wyłącznie 1 września. Jeśli więc pacjent skończył leczenie w październiku czy listopadzie, musiał i tak czekać z rozpoczęciem nauki do września roku następnego. Drugim powodem była postawa lekarzy orzekających w komisjach lekarskich, w których stwierdzano inwalidztwo zaliczane do pierwszej grupy lub do drugiej grupy. Częstokroć lekarze-orzecznicy stwierdzali u pacjentów przeciwwskazania do każdej pracy. To powodowało, że tacy inwalidzi tracili chęć do podejmowania szkoleń.

Antymotywujący był też obowiązujący w PRL system prawny. Renty były wówczas na tyle wysokie, że pozwalały żyć bezczynnie całymi latami. Jednocześnie rencista, który podjął pracę i osiągnął więcej, niż 2 tysiące złotych dochodu, tracił prawo do renty.

Pracownicy przezawodowania śledzili losy swoich podopiecznych, opuszczających szkołę w Reptach. I tak 55 procent absolwentów trafiało do zakładów pracy przemysłowych bądź usługowych, a 36 procent - do spółdzielni inwalidów.

Gospodarze szkoły w Reptach zauważyli bardzo negatywne zjawisko u młodzieży, przybywającej tu na naukę z kraju. Opłakane były skutki nadmiernej nadopiekuńczości matek wobec swych dzieci-inwalidów. Zauważono też, że nauczyciele we wcześniejszych szkołach bezpodstawnie stosowali wobec inwalidów przysłowiową taryfę ulgową, podpisując świadectwa szkolne osobom, które nie zasługiwały na awans do kolejnej klasy. Tak więc młodzi inwalidzi nie zostali nauczeni konfrontacji z brutalną rzeczywistością Polski Ludowej. Straty wywołane takim postępowaniem oceniano w Reptach jako niemożliwe nigdy już do odrobienia.

C.d.n.
Tomasz Rzeczycki

 

Okładka Montes nr 97

Okładka Montes nr 97