Piotr, Peter, Petrus i inni

Stare - nowe maszkarony na Nakielskiej
Stare - nowe maszkarony na Nakielskiej

Wielu czytelników Montesa uczestniczy czasami w dyskusjach o śląskiej gwarze, języku, odrębnej tożsamości i historii, której nijak zmienić się nie da. Rzecznicy istnienia tej tożsamości, jak i ci, którzy w nią powątpiewają, przytaczają własne argumenty. Gdy dyskusja jest poważna i poważni są w niej partnerzy, często odnieść można wrażenie, że gdyby poprosić polemistów o zamienienie się rolami, mogliby równie dobrze dowodzić tez przeciwnych.

Toczą się też mniej wyrafinowane dysputy na temat roli hanysów i goroli. Bywa, że uczestniczą w nich ludzie, którzy na Śląsku mieszkają kilkadziesiąt lat. Pada w nich czasem z jednych ust słowo heimat, a z drugich mała ojczyzna. Bo dla tych, którzy o tych sprawach poważnie rozmawiają, każde inne miejsce na świecie istnieje tylko jako cel - co najwyżej -  wycieczki.  Tak sobie  w jałowych rozmowach czas płynie.

Rok upłynął od czasu, gdy w ZSBA urządzono skromną wystawę zdjęć tarnogórskich detali architektonicznych. Uczniowie i ich opiekunka pani Anna Sopuch nie wiedli ze sobą dyskusji na temat własnych tożsamości. Nie zastanawiali się jakim językiem mówili ci, co te detale robili lub zapragnęli, by one zdobiły ich domy. Chodzili po mieście i cykali zdjęcia wychodząc z założenia, że tak trzeba. Nim je czas do końca nie strawi w heimacie, albo w małej ojczyźnie, do których należą od ponad stu lat. Są ich częścią, choć żadnym językiem i  gwarą mówić nie potrafią.

Wystawa trafiła potem do TCK i Galerii Barwy Śląska. Ale przeminęłaby jak wiele słów rzucanych na wiatr, gdyby nie Gwarek i Montes.
Dzięki Gwarkowi, który drukuje cykl „Małe jest piękne”, w  maszkaronach na domu przy Nakielskiej, rodzina rozpoznała swego dziadka, Piotra Mrochena, który dom zbudował. Sprawdziłem w spisie z 1912 roku. Zgadzało się. Z tym, że nie Piotr, a Peter.

Jakie to ma znaczenie? Żadnego. Maszkarony pod wpływem tego niewątpliwego faktu, nie zarumieniły się ze szczęścia, ani nie zbladły ze strachu. Zmieniły się jednak. Dostrzegłem to, całkiem niedawno. Jedne zostały naprawione, inne odnowione. Nieprawdopodobne wprost, że odbyło się to bez sympozjów, kongresów i zjazdów.

Równie nieprawdopodobnym, ale jednak prawdziwym, okazało się, że dzięki Montesowi działalność na polu odkrywania widzialnego, a niezauważanego, została dostrzeżona daleko poza Śląskiem. Pan dr Arkadiusz Kuzio - Podrucki przekazał bowiem wiadomość, że cykl o tarnogórskich detalach architektonicznych w Montesie dostrzegł - i w prywatnej z nim korespondencji skomentował - hr. Petrus Henckel von Donnersmarck pisząc - “...Die bildliche Auflistung der architektonischen Verzierungen an den Gebäuden hat mit besonders gut gefallen. Hier sind viele “stille” Schätze zu entdecken!...” ( Szczególnie spodobała mi się prezentacja architektonicznych ornamentów na budynkach. Jest tu wiele “cichych” skarbów do odkrycia).
Tak. Na pewno warto było przedstawić te architektoniczne szczegóły i nie ma wątpliwości, że wiele innych rzeczy można odnaleźć, przypomnieć i pokazać.

Od siebie dodałbym, że może też zadbać, by ocalały. Nie trzeba do tego wielogodzinnych dysput.
Panią Sopuch wspierali również inni. Nie będę tu publikował ich listy. Ale napiszę, iż wiem, że ona nie pytała ich wcześniej o tożsamość, ani oni jej nie pytali. Po prostu pomagali, bo dotyczyła ona cząstki Tarnowskich Gór. Pomagali, bo to ich miasto. Małe, wielkie miasto ludzi takich, jak oni.
Do nich i dla nich są też te słowa.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 36

Okładka Montes nr 36