Tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny

Zabudowania ośrodka rehabilitacyjnego widziane od strony wschodniej. Stan z listopada 2017 r.
Zabudowania ośrodka rehabilitacyjnego widziane od strony wschodniej. Stan z listopada 2017 r.

CZĘŚĆ XXII

Minęło ledwie kilkanaście miesięcy od momentu oddania do użytku ostatnich budowanych pawilonów, gdy Górnicze Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej „Repty” w Tarnowskich Górach straciło status samodzielnej placówki

Na mocy zarządzenia wojewody katowickiego Stanisława Kiermaszka, z 30 września 1975 r., od dnia następnego, czyli od 1 października 1975 r., połączone zostały organizacyjnie cztery podmioty: Wojewódzka Poradnia Rehabilitacyjna, Wojewódzkie Warsztaty Ortopedyczne w Bytomiu, Wojewódzki Szpital Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich oraz Górnicze Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej „Repty” w Tarnowskich Górach. Nowy twór otrzymał nazwę Specjalistyczny Zespół Urazowo-Ortopedyczny i Rehabilitacji „Repty – Piekary” w Tarnowskich Górach, w skrócie: SZUOiR.

Oficjalnie podawano, że fuzja tylu podmiotów miała usprawnić pracę piekarskiego szpitala.

Odtąd tamtejsi pacjenci mieli po operacjach od razu być kierowani do Rept, zwalniając łóżka dla kolejnych potrzebujących. Wcześniej zdarzało się, że chorzy miesiącami przebywali w piekarskim szpitalu. Teraz do dyspozycji pacjentów kierowanych z Piekar Śląskich, zarezerwowano w Reptach 100 łóżek.

Nieoficjalnie przyczyną mariażu reptowsko-piekarskiego były rozgrywki personalne wokół postaci dotychczasowego dyrektora naczelnego GCRLiZ, Józefa Juszki.

W takich okolicznościach powołano SZUOiR „Repty – Piekary”. Dyrektorem naczelnym połączonych placówek został dr Janusz Daab, dotychczasowy szef piekarskiego szpitala. Józef Juszko został zaś mianowany dyrektorem do spraw rehabilitacji w SZUOiR „Repty – Piekary”, natomiast lekarzem naczelnym w Reptach został dr Jan Solawa.

Przy tej okazji warto przybliżyć sylwetkę tego ostatniego. Jan Solawa urodził się w 1922 r. w Baranowie koło Pleszewa w Wielkopolsce. W 1965 r. doktoryzował się rozprawą „Leczenie ciężkich urazów czaszkowo-mózgowych z zastosowaniem blokady wegetatywnej”. Zanim w maju 1972 r. przeszedł do GCRLiZ, przez dwa lata pracował w Zakładzie Anestezjologii Akademii Medycznej w Poznaniu. W Reptach został od października 1972 r. kierownikiem bloku operacyjnego, a nieco ponad dwa lata później, od listopada 1974 r., zastępcą dyrektora naczelnego do spraw rehabilitacji.

Reorganizacja spowodowała, że Józef Juszko pozostał jak dotąd faktycznym kierownikiem reptowskiej placówki, formalnie podległej pod dyrekcję w Piekarach Śląskich. Faktycznie jednak Janusz Daab nie ingerował z Piekar Śląskich w pracę reptowskiego Centrum. Łącznikiem między Reptami a Piekarami stał się Stefan Kaczmarek, powołany na dyrektora administracyjnego w SZUOiR-ze.

Józef Juszko równolegle od września 1975 r. został na okres pięciu lat powołany na stanowisko kierownika działającej w Reptach Kliniki Rehabilitacji Instytutu Chirurgii na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej. Jak widać Juszce nie brakowało obowiązków. Można też dodać, że w latach 1974-1977 był też członkiem Rady Naukowej Instytutu Medycyny Pracy w Przemyśle Węglowym i Hutniczym w Sosnowcu, gdzie między innymi prowadził wykłady.

Ponad pół roku po utworzeniu SZUOiR-u reportaż na temat jego reptowskiej części opublikowała 2 maja 1976 r. w „Tygodniku Powszechnym” Elżbieta Kudla. Porównała ona SZUOiR do specyficznego obozu treningowego, w którym jednak stawką nie są medale i sława. Autorka wyliczała w tekście zajęcia i urządzenia do ćwiczeń, takie jak tor wodny do nauki chodzenia w basenie, masaże wirowe czy podwodne natryski oraz batut gimnastyczny, na którym ćwiczą osoby po amputacjach. Szacowała, że ponad pięć godzin trzeba przeznaczyć na przemierzenie korytarzy biegnących przez pawilony. Z tego też względu, z powodu rozległego terenu, wprowadzana była łączność bezprzewodowa oraz monitory telewizyjne dla potrzeb szkoleniowych. Uwagę autorki zwróciło też, że pacjenci nie noszą piżam, lecz obcisłe bluzy i spodnie, podobne do dresów sportowców.

Czytelnik reportażu dowiadywał się, żę w Reptach funkcjonowała agencja pocztowa, sklep spożywczo-garmażeryjny, czy „otwarte jeziorko przystosowane do sportów wodnych z jacht-klubem.” Miała też powstać palmiarnia w krytym dziedzińcu pomiędzy basenem krytym a sąsiednim pawilonem. Jeszcze przed końcem roku miało zostać uruchomione kino.

Kolejną informacją, jaka mogła zadziwić czytelnika była taka, że reptowscy pacjenci mogli liczyć na pomoc w nabyciu samochodów, a potem na przystosowanie ich systemów sterowniczych do możliwości ruchowych inwalidów.

Dziennikarze odwiedzający Repty chętnie cytowali wypowiedzi Józefa Juszki. Tak też uczyniła autorka tekstu opublikowanego przez „Tygodnik Powszechny”. Józef Juszko wyliczał, że w ciągu minionych lat wyleczono tutaj ponad 20 tysięcy osób. W niektórych ciężkich przypadkach leczenie trwało kilka lat. Zdarzały się też przypadki przyjęcia do pracy byłych pacjentów. W SZUOiR-ze zatrudnionych było wtedy na pełnym etacie czterech paraplegików.

Wizyty kolejnych reporterów w Reptach stanowiły dobrą okazję, by przybliżyć Polakom realia życia inwalidów oraz proces ich dochodzenia do częściowej sprawności. Tak też było w przypadku artykułu, jaki 16 października 1976 r. opublikowała katowicka „Trybuna Robotnicza”. Czytelnik dowiadywał się z tekstu, że pacjenta należy uwolnić od kompleksów związanych z kalectwem, a w psychice każdego człowieka istnieje potrzeba działania i społecznej przydatności. W związku z tym ludzi skazanych na przymusową bezczynność trzeba uaktywnić. W jakimś stopniu udawało się to w Reptach, skoro nawet pacjenci, którzy mieli przyznane wysokie renty, planowali powrót do pracy.

Reportaż ukazywał też zmianę, jaka zaszła w przeciągu szesnastu lat istnienia placówki. Na początku, przed laty, niemal każdy pacjent był ofiarą wypadku przy pracy. Teraz jest ich znikoma liczba. Wśród pacjentów spotkać można za to takich, którzy przechodzili przez tory kolejowe, albo nie przestrzegali przepisów ustawy o ruchu drogowym. Rosnąca liczba wypadków drogowych stała się już wtedy problemem społecznym.

Cytowany w tekście Feliks Woźniczka przyznawał, że w przeszłości popełniono błędy, wynikające z chęci stworzenia pacjentom jak najbardziej luksusowych warunków.„Szybko jednak okazało się, że otaczany wszechstronną opieką chory zdolny był do normalnego życia, ale tylko w... Reptach. Mniejszy niż u nas komfort oraz inne kłopoty dnia codziennego czyniły go bezradnym.” Dlatego teraz każdy z chorych zobowiązany był do odwiedzin w domu rodzinnym - co miesiąc, lub gdy stan zdrowia się poprawi, to co tydzień. Po to, aby przygotować się do przyszłej samodzielności.

W tekście znalazło się też miejsce na delikatną krytykę rzeczywistości. Mimo licznych sukcesów, jakimi mogła poszczycić się placówka, niestety wielu pacjentów Rept uskarżało się na niedbale wykonany wózek inwalidzki, czy protezę. Takie mankamenty znacznie utrudniały im życie.

Osobnym tematem na artykuł prasowy mogła się stać kuriozalna decyzja o rozszerzeniu działalności ośrodka rehabilitacyjnego w kierunku, jaki był właściwy dla Państwowych Gospodarstw Rolnych, a nie dla szpitali. Otóż niedługo po stworzeniu SZUOiR-u udało się w Reptach zrealizować pomysł stworzenia tuczarni świń, który już w minionych latach był parokrotnie podejmowany. Tym razem stało się to na skutek decyzji Urzędu Miejskiego z 17 września 1976 r. oraz poleceń Komitetu Miejskiego PZPR, które wynikały z zarządzenia nr 51 Prezesa Rady Ministrów z 5 sierpnia 1976 r. Na reptowską placówkę służby zdrowia nałożono obowiązek hodowli stu tuczników w cyklu rocznym, w celu wykorzystania odpadów pokarmowych ze stołówki na pasze dla trzody chlewnej. Było to pochodną pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Polsce, konkretnie niedoborów mięsa.

Reptowski ośrodek nie był w tym odosobniony, na wiele zakładów pracy nałożono taki obowiązek. Już 25 września 1976 r. zezwolenie na budowę chlewni wydał Wydział Gospodarki Terenowej Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach. Założenia techniczno-ekonomiczne inwestycji opracowano w grudniu 1976 r. Tuczarnia powstała na terenie gospodarstwa ogrodniczego, czyli na wschód od drogi dojazdowej do ośrodka rehabilitacyjnego, niedaleko ul. Pyskowickiej. Hodowla nie ograniczyła się tylko do świń, przez pewien czas trzymano także owce i barany.

C.d.n.
Tomasz Rzeczycki

 

Okładka Montes nr 96

Okładka Montes nr 96