Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

20 lat inwigilacji

Starszy nobliwy pan mecenas, przesiadujący w latach 60. XX wieku przy kawie w kawiarni na tarnogórskim Rynku, nie wyglądał na śmiertelnego wroga ludowego państwa. Ale za takiego uważany był przez Służbę Bezpieczeństwa, której agenci obserwowali go przez dwadzieścia lat

 

Stanisław Mach urodził się 10 kwietnia 1903 roku w Przychodach, w powiecie olkuskim. Jego rodzicami byli posiadający spore gospodarstwo rolne Franciszek i Maria z domu Gomułka. Jednak ich synowi nie marzyła się praca na roli. Podjął studia prawnicze na uniwersytetach w Poznaniu i Wilnie. Po ukończeniu prawa pracował jako sędzia w Wilnie. Gdy wybuchła II wojna światowa wrócił do rodzinnej miejscowości, gdzie wstąpił do oddziału Armii Krajowej. Przez kilka lat był propagandystą Delegatury Rządu Londyńskiego. W 1945 roku przeniósł się do Zabrza, gdzie był prokuratorem. Wkrótce zamieszkał w Tarnowskich Górach i został sędzią w Sądzie Powiatowym.

Zwolennik Mikołajczyka

Pod koniec 1945 roku Stanisław Mach doprowadził do rozłamu w Stronnictwie Ludowym i założył w mieście gwarków w styczniu 1946 roku koło Polskiego Stronnictwa Ludowego, którego został prezesem. Do partii – jak pisali w raportach ubecy – organizując w powiecie tarnogórskim kolejne koła PSL „dobierał ludzi z prywatnej inicjatywy i elementy kułackie, reprezentował interesy kupców”. Od razu dał się poznać jako wróg Polskiej Partii Robotniczej i ludowej Polski, o którym agent bezpieki pisał, że ma „wysoki stopień inteligencji”. Kiedy 3 maja 1946 roku na tarnogórskim Rynku doszło do manifestacji, podczas której uczestnicy wznosili wrogie wobec PPR okrzyki, jej zorganizowanie funkcjonariusze PUBP przypisali Stanisławowi Machowi. Podczas referendum w 1946 roku namawiał do głosowania według wskazówek byłego premiera emigracyjnego rządu Stanisława Mikołajczyka, którego PSL poparł w czasie wyborów do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 roku. Podczas serii aresztowań działaczy Mikołajczykowskiego PSL pisał skargi na szykanowanie ludowców. Po zwycięstwie Bloku Demokratycznego w wyborach i ucieczce Mikołajczyka na Zachód oraz rozwiązaniu PSL Stanisław Mach nie zaprzestał działalności. Usiłował utworzyć wraz z kolegami w powiecie tarnogórskim PSL Lewicę. Do 1949 roku udało mu się zorganizować kilkunastoosobowe koła w Miasteczku Śląskim, Pniowcu i Świerklańcu. Jednak w 1949 roku doszło do włączenia wszystkich partii ludowych do utworzonego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, w którym Stanisław Mach nie objął żadnej funkcji, pozostając szeregowym członkiem, co zmniejszyło jego polityczną rolę.

Jawna działalność przeciwko programom robotniczych partii sprawiła, że Stanisławem Machem od 1946 roku zainteresował się Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach. Poddany został agenturalnej obserwacji. Wprawdzie nie został aresztowany, ale podejrzewany o wrogą propagandę, co rusz oskarżany był o niecne czyny, bowiem bezpieka szukała na niego haków, żeby go posadzić za kratkami lub przynajmniej skompromitować w oczach otoczenia.

Nieudane oczernianie sędziego

Przejawem takich kompromitujących akcji było oskarżenie Stanisława Macha o to, że podczas okupacji był dowódcą ukraińskiej policji we Lwowie i posługiwał się nazwiskiem Machnicki. Świadkami w tej sprawie byli repatrianci ze Lwowa, którzy po wojnie przesiedleni zostali do Bytomia. Zarzut ten, którym zajął się Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach, jako pierwszy postawił Tadeusz Czajkowski. Jednak po konfrontacji Stanisława Macha z jeszcze dwoma repatriantkami z kresów wschodnich Marią Senorną i jej córką, które oświadczyły, że Mach podobny był do Machnickiego, funkcjonariusze UB 14 czerwca 1946 roku doszli do wniosku, iż „nie ma mowy, aby była to jedna i ta sama osoba”.

Kolejne znacznie poważniejsze podejrzenie pojawiło się w 1949 roku. Jeden z agentów bezpieki o kryptonimie „Kamień” doniósł swoim mocodawcom o podejrzeniu przynależności sędziego do tajnej organizacji zbrojnej. Konspiracyjna grupa miała spotykać się w Bielsku i Brzezinach Śląskich. O przynależność do niej posądzali funkcjonariusze bezpieczeństwa jeszcze trzy osoby: Piotra Kokota, Feliksa Krawczyka z Tarnowskich Gór i Piotra Kostorza z Brzezin Śląskich. Dlatego Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach wszczął w 1949 roku sprawę o kryptonimie „Omega” mającą wyjaśnić wrogą aktywność Stanisława Macha, który podejrzewany był nawet „o działalność szpiegowską na rzecz obcego wywiadu”. Jednak przypuszczenia bezpieki nie potwierdziły się, a cała afera okazała się rozdętą przez agenta „Kamienia”, który „wyolbrzymiał fakty i stwarzał fałszywe sytuacje”. Sprawę „Omega” ubecy zakończyli w lipcu 1954 roku.

Z sędziego na adwokata

Mimo to posądzenia te odbiły się w istotny sposób na zawodowej karierze sędziego. W 1953 roku, zamiast awansować na prezesa Sądu Powiatowego w Tarnowskich Górach, Stanisław Mach został przeniesiony do pracy w Katowicach – wówczas Stalinogrodzie. Być może przyczyniły się do tego także decyzje Macha, który oddalił roszczenia majątkowe gmin wobec katolickich parafii w Miasteczku Śląskim i Tarnowskich Górach. Kariera sędziego zakończyła się dla Macha w styczniu 1954 roku, gdy został zwolniony z sądu w Stalinogrodzie. Początkowo starał się o posadę doradcy prawnego w przemyśle węglowym, by ostatecznie zostać adwokatem, a później przewodniczącym Zespołu Adwokackiego w Tarnowskich Górach. Bezpieka, obawiając się jego dalszej działalności, objęła go inwigilacją. Obserwacją Stanisława Macha zajęli się tajni współpracownicy o pseudonimach „Kraków”, „Klaudek” i „Starzewski”.

W wyniku ich doniesień funkcjonariusze zainteresowali się żoną Stanisława Macha, Reginą, która jako mgr farmacji prowadziła aptekę przy ulicy Krakowskiej 7 w Tarnowskich Górach. Na pierwszym piętrze tej kamienicy mieszkali też państwo Machowie, a z nimi urodzony 13 lutego 1939 roku Władysław Kosmalski, syn Reginy Mach z pierwszego małżeństwa z Tadeuszem Kosmalskim. To właśnie na nieletnim pasierbie Stanisława Macha skupiła się uwaga bezpieki w maju 1955 roku, kiedy to funkcjonariusze przejęli kilka pocztówek rozesłanych przez przybranego syna do znajomych w różnych miastach Polski. Podejrzliwi ubecy dopatrzyli się w treści kartek pocztowych szyfrowanych zapisów. Jednak te absurdalne zarzuty upadły po sprawdzeniu charakteru pisma Władysława Kosmalskiego, którym bezpieka przestała się interesować dopiero w 1959 roku po jego tragicznej śmierci w Tatrach.

Za to pod obserwacją nadal znajdował się Stanisław Mach. Agenci donosili regularnie o jego wrogich wypowiedziach na zebraniach ZSL, podczas których podważał wiodącą rolę PZPR, domagając się w 1957 roku wysuwania przez ludowców własnej listy kandydatów do Gromadzkich Rad Narodowych.

Ostatnie lata

Mimo starań agentom nigdy nie udało się złapać adwokata na jakimś niecnym występku i regularnie donosili, że mecenas prowadził się od strony moralnej bez zarzutu, u siebie w mieszkaniu nikogo nie gościł, ani nie zawierał bliższych kontaktów z pracownikami sądu. Doniesienia dotyczyły nawet kwestii majątkowych. Agent „Kraków” dziwił się, że mecenas w 1964 roku przyjechał na spotkanie samochodem marki „Skoda” i przeprowadził się do willi wartej 700 tys. zł.

Jego malejąca od 1960 roku działalność polityczna dostrzeżona została przez prowadzących sprawę operacyjnego rozpoznania.

Podporucznik Jan Folęga z KP MO w Tarnowskich Górach pisał: o Machu „nie jest w stanie przedsięwziąć żadnych kroków, które by kolidowały z obecną rzeczywistością”. W związku z tą opinią 30 maja 1966 roku z tarnogórskiego KP MO, w której sprawą Stanisława Macha po przejęciu akt z PUBP zajmowali się od 10 listopada 1956 roku oficerowie operacyjni, wysłana została informacja do Naczelnika Wydziału C KWMO w Katowicach o zaniechaniu dalszego prowadzenia sprawy operacyjnej obserwacji. Po przekazaniu sprawy do archiwum figuranta – aż do jego śmierci w 1987 roku – pozostawiono jedynie w kartotece ewidencji operacyjnej.

Ryszard Bednarczyk