Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Ucieczka z wojska

Za dezercję z wojska i nielegalne przekroczenie granicy musiał odpowiedzieć młody tarnogórzanin. Zamarzyło mu się przedostać na Zachód. Zamiast jednak na teren Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, trafił do aresztu

Młody człowiek odbywał zasadniczą służbę wojskową w Opolu.

Poborowy pobyt w ludowym Wojsku Polskim uznał za mniej atrakcyjną perspektywę, niż próbę przedostania się na Zachód. Mając 21 lat, mógł sobie dopiero planować życie.

Na ten sam krok zdecydował się także jego kolega z wojska, dwudziestodwuletni mieszkaniec Zabrza. Zabrzanin jako pierwszy opuścił opolską jednostkę wojskową, udając się 17 sierpnia 1986 r. w nieznanym kierunku. Dwa dni później opuścił jednostkę mieszkaniec Tarnowskich Gór.

Droga do RFN wiodła przez Czechosłowację. Obaj panowie udali się w Karkonosze. We wschodniej części tego pasma górskiego postanowili przedrzeć się przez granicę. Dokonali tego na prawym odcinku strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza, Graniczne Budy. Terytorium PRL opuścili 24 sierpnia 1986 r. około godziny 16. w rejonie znaku granicznego VI/25.

W tamtym czasie Polacy potrzebowali paszportu i zaproszenia, żeby móc legalnie wyjechać do Czechosłowacji. Liczba polskich turystów w państwie Czechów i Słowaków była niewielka. Osoba mówiąca po polsku zwracała więc od razu uwagę. Nic więc dziwnego, że obaj uciekinierzy zostali dosyć szybko ujęci. Już 27 sierpnia 1986 r. obaj byli w rękach czechosłowackich służb.

Te jednak nie od razu wydaliły uciekinierów ze swego terytorium. Stało się to dopiero dwa tygodnie później, 9 września 1986 r., gdy w samo południe zostali oni przekazani stronie polskiej na przejściu granicznym w Kudowie Zdroju. Wraz z nimi wydaleni zostali jeszcze trzej inni złapani uciekinierzy. Byli to dwaj uczniowie Liceum Ogólnokształcącego i Zawodowego w Kielcach, którzy podobnie przekroczyli granicę czechosłowacką w Karkonoszach, ale w rejonie Wielkiego Szyszaka.

Tomasz Rzeczycki