Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Od Eleusis do Tarnowskich Gór

1906 rok – pierwszy kurs w Seminarium Wychowania Narodowego przy ul. Batorego 1 w Krakowie zorganizowany dla Elsów-robotników z Górnego Śląska i Westfalii. Przy stole pośrodku siedzi prof. Wincenty Lutosławski. Przy tablicy stoi Edward Rybarz (1884-1940), w 1905 r. skazany w Gliwicach na 6 miesięcy więzienia za przynależność do Eleusis. Bliski współpracownik Stanisława Janickiego i Jana Kaczora w okresie powstań śląskich i plebiscytu. Wraz z Janickim współzałożyciel w 1920 r. Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego i w 1921 r. organu prasowego tej partii - „Gońca Śląskiego”. W 1922 r. wybrany na posła do Sejmu Śląskiego wraz z Janickim ze wspólnej listy Bloku Narodowego i z tego samego okręgu wyborczego nr III.  Źródło: Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie. Utwór w domenie publicznej
1906 rok – pierwszy kurs w Seminarium Wychowania Narodowego przy ul. Batorego 1 w Krakowie zorganizowany dla Elsów-robotników z Górnego Śląska i Westfalii. Przy stole pośrodku siedzi prof. Wincenty Lutosławski. Przy tablicy stoi Edward Rybarz (1884-1940), w 1905 r. skazany w Gliwicach na 6 miesięcy więzienia za przynależność do Eleusis. Bliski współpracownik Stanisława Janickiego i Jana Kaczora w okresie powstań śląskich i plebiscytu. Wraz z Janickim współzałożyciel w 1920 r. Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego i w 1921 r. organu prasowego tej partii - „Gońca Śląskiego”. W 1922 r. wybrany na posła do Sejmu Śląskiego wraz z Janickim ze wspólnej listy Bloku Narodowego i z tego samego okręgu wyborczego nr III. Źródło: Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie. Utwór w domenie publicznej

Jan Kaczor – zapomniany tarnogórski działacz narodowy

Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis działało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii-Nadrenii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Jan Kaczor  (1881- †?) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, delegat na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 roku, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca

CZĘŚĆ VII

 

Wstęp

Celem sześcioczęściowego cyklu artykułów pt. „Od Eleusis do Tarnowskich Gór” („Montes Tarnovicensis” 2016/2017 nr 80-85) było ukazanie postaci Stanisława Janickiego na tle jego działalności narodowej w Niemczech, która stała się, w wyniku wielu zbiegów okoliczności, powodem przyjazdu do Tarnowskich Gór w marcu 1919 roku. W trakcie gromadzenia nowych materiałów źródłowych, związanych z zamysłem napisania rozszerzonej biografii Stanisława Janickiego, z czasu jego pobytu na terenie Westfalii-Nadrenii w latach 1908-1918, okazało się, że niezwykle ważną i równorzędną postacią, wspierającą go w pracy narodowej, był Jan Kaczor, prawie zupełnie pominięty w dotychczasowych opracowaniach historycznych.

Działalność Jana Kaczora na terenie Tarnowskich Gór została częściowo opisana przez J. Nowaka w „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry” oraz J. Pfaffa w „Polskim ruchu narodowowyzwoleńczym w Tarnowskich Górach w okresie powstań śląskich i plebiscytu 1918-1922”. Natomiast materiał źródłowy, dotyczący jego działalności na terenie Niemiec, sprzed przyjazdu do Tarnowskich Gór, jest znacznie rozproszony i co najważniejsze – nie opracowany. Główną jego bazę stanowi tzw. małe archiwum EleusisI Biblioteki Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (prywatne zbiory T. StrumiłłyII przekazane po jego śmierci przez żonę Stefanię). Jednak największa część, z niezwykle ważnych dla mnie rękopisów, pochodzących z prywatnych zbiorów prof. Wincentego LutosławskiegoIII, pozostaje nadal niedostępna w Archiwum Nauki Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, ze względu na trwającą od kilku już lat inwentaryzację.

Pisząc o Janie Kaczorze będę wielokrotnie odnosił się do wcześniejszych tekstów zawartych w „Montes Tarnovicensis”, zaznaczając w skrócie np. MT80, co oznaczać będzie „Montes Tarnovicensis” 2016 nr 80. Treści zawarte w niniejszym artykule, będą też siłą rzeczy, w pewnej części, rozszerzeniem opisu działalności St. Janickiego, która była bezpośrednio związana z Janem Kaczorem. Czytelników, którzy są w posiadaniu jakichkolwiek informacji o opisywanej przeze mnie postaci, proszę o kontakt z redakcją MT.

* * *

Fenomen socjologiczny (chyba nigdy wcześniej, ani potem nie powtórzony) dotyczący burzliwego rozwoju polskiej emancypacji obywatelskiej wśród chłopskiej emigracji zarobkowej na terenie Westfalii-Nadrenii na przełomie XIX/XX w. (szczególnie w zaraniu I wojny światowej) został przez historyków dogłębnie przebadany. Na uznanie zasługuje praca J. Kozłowskiego: „Rozwój organizacji społeczno-narodowych wychodźstwa polskiego w Niemczech 1870-1914”, jednak umyka tu czytelnikowi indywidualizm przemian obyczajowych, intelektualnych i materialnych poszczególnych postaci, na rzecz chęci całościowego ogarnięcia tematu.

Mam nadzieję, że na przykładzie dotychczas zebranych materiałów źródłowych, dotyczących Jana Kaczora, i w zakresie dodatkowym Stanisława Janickiego, ukażę ten proces, traktując te postacie jako wzorcowych przedstawicieli rzeczonych zmian.

Jan Kaczor

Jan Kaczor przyszedł na świat w 1881 rokuIV (nie udało mi się ustalić w jakiej miejscowości). W liście do T. Strumiłły z dnia 28 lutego 1911 roku pisał: „pochodzę z poznańskiego z powiatu kępińskiego przy granicy śląskiej”. W 1896 roku wybrał się na emigrację zarobkową do zachodnich Niemiec. Wkrótce zapoznał się z dorosłym życiem i wszechobecnym w jego środowisku alkoholizmem, z którym walczył potem skutecznie przez wiele lat. W liście z 1910 r. do Zarządu Eleusis w Krakowie pisał: „Przed zapoznaniem się ze sprawą eleuzyńską, tułałem się po świecie od ­15-tego roku mego życia i to po rozmaitych prowincjach państwa niemieckiego, ale nie wiedziałem nic o lepszym życiu duchowym, jak tylko tyle: potrzeba pracować na pieniądze, ażeby te zaś przeżyć i to w rozmaity sposób. A jako człowiek samotny, to najwięcej potrzebowałem na rozmaite hulanki i pijaństwo, choć co prawda nie piłem ze smakiem wódki i piwa, tylko inni ludzie pili, a znajdując się w ich towarzystwie musiałem też pić, bo to takie robotnicze przysłowie: jak nie pijesz wódki, to nie jesteś chłopem, tylko babą. I jest to w zwyczaju, że gdy ojciec pije, to i syneczkowi naleje, choć dopiero 3-letniemu i cieszy się, gdy ten duszkiem kieliszek wysuszy i mówi przy tym: patrz, jak stary, to będzie z niego chłop i tak się dzieje pomiędzy naszym biednym narodem.

A gdyby człowiek nie chciał pić, to nie dostałby ani żony, bo i nasze dziewczęta na to zwracają uwagę i mówią: to nie chłop, kiedy wódki nie pije, bo też gdy się ożeni, to nie rozweseli, ani nie zaśpiewa w domu. Choć muszę zaznaczyć, że mój Ojciec lubi bardzo pić wódkę, a gdy się upije, to nigdy nie śpiewa, ale zaraz śpi. Ale nie u wszystkich ludzi jednaka natura. Bardzo dużo poznałem dziewcząt, co to tak mocno zważały na to, aby ich przyszli małżonkowie lubili wypić, a zaś zaśpiewać i rozweselić. Ale gdy się pobrali, to zaś jej się ten częsty wesoły stan męża sprzykrzył, bo gdy ten mężulek nieraz przyszedł późno wieczorem do domu rozweselony od wódki, to jak się rozśpiewał, to się tej żonie owej wesołości odechciało, bo mężulek nie tylko śpiewał, ale i bił niemiłosiernie żonę i dzieci, nie przepuszczał ani garnkowi, ani misce. Już często widziałem, że gdy taki rozweselony mąż przyszedł do domu, to za jedną godzinę narobił tyle szkody w domu swoim, to jest na miskach, garnkach i statkach (dawn. naczynia kuchenne – A.L.), że musiał zaś 14 dni pracować na tę szkodę, ażeby zarobić na pokrycie i poreperować potłuczone statki. Ale cóż, żeby to było po raz ostatni – gdzie tam, gdy sobie zaś podpił, to zaś szło do tego samego. Tak zaraz owa żona, co to lubiła wesołego pijaka, już nieraz na klęczkach prosiła Boga, ażeby jej męża zachował od picia wódki. Nieraz słyszałem, jak taka żonusia mówiła: oj żebym ja sobie była wróżyła tego tam za męża, co to wódki nie pije, u niego dobrobyt, zgoda, miłość, tam czyste niebo, ale już teraz za późno, u nas nędza, bieda, wolałabym już umrzeć – tak, to są fakty, widziałem to wszystko na własne oczy.”

* * *

W 1901 roku przeniósł się Kaczor na teren Westfalii do Dahlhausen, gdzie podjął pracę na kopalni. Oprócz pracy zawodowej zaczął aktywnie działać w polskich organizacjach. Musiał się cieszyć dużym zaufaniem w swoim środowisku, bo został wkrótce wybrany na prezesa polsko-katolickiego Towarzystwa Świętego Wacława w Dahlhausen-Linden oraz sekretarza Towarzystwa Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata. W tym momencie należy napisać jak ważną rolę odgrywały powyższe towarzystwa wśród polskiej emigracji zarobkowej na terenie Westfalii i Nadrenii.

 

Towarzystwa polsko-katolickie oraz „Świętojózafacie”

W odpowiedzi na brak stałej polskiej opieki duszpasterskiej, wśród szybko rosnących i pozbawionych przywództwa inteligencji skupisk wychodźczych, zaczęły, pod koniec XIX wieku, spontanicznie powstawać na terenie Westfalii i Nadrenii robotniczo-rzemieślnicze stowarzyszenia polsko-katolickie. Nie były one stowarzyszeniami kościelnymi w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ zajmowały się nie tylko sprawami religijnymi, lecz przede wszystkim wzajemną pomocą, podnoszeniem dobrobytu członków i oświatą ludową. Były one więc świeckimi stowarzyszeniami kościelnymi, których zadaniem było „moralne i materialne podniesienie członków w zgodzie z Kościołem katolickim i na podstawie jego nauki.” Towarzystwa p.-k. ściśle współpracowały z założonym w 1880 roku w Poznaniu Towarzystwem Czytelni Ludowych, którego zadaniem statutowym było zakładanie bibliotek z polską prasą i książkami na terenach najbardziej zagrożonych germanizacją. Tow. p.-k. zajmowały się również aktywnie zwalczaniem alkoholizmu.

Ogromną rolę we wspieraniu już istniejących i zakładaniu nowych tow. p.-k. odegrało czasopismo „Wiarus Polski”, założone w 1890 r. przez ks. LissaV. W szeregu publikowanych w nim artykułów dobitnie podkreślano, że towarzystwa mają chronić przed wynarodowieniem i utratą wiary katolickiej. W maju 1904 roku red. „Wiarusa Polskiego” Antoni BrejskiVI zwołał zgromadzenie prezesów wszystkich towarzystw polsko-katolickich z udziałem m.in. J. Kaczora, na którym powołano „Związek wzajemnej pomocy polskich towarzystw katolickich dla Westfalii, Nadrenii i prowincji sąsiednich”. Należy podkreślić, że na gruncie tow. p.-k. zaczęły powstawać inne polskie organizacje, ale już o charakterze całkowicie świeckim, jak np.: „Sokół”, „Straż”, „Wyzwolenie”.

* * *

W 1890 roku, wymieniony już ks. Liss założył tzw. „Świetojózafacie” i zainicjował składkę na ubogich gimnazjalistów z obczyzny. Głównym jego celem było wychowanie rodzimego duchowieństwa. Ludzie ofiarowywali pieniądze, a ks. Liss kwitował dochód i rozchód w „Wiarusie Polskim”. „Świetojózefacie” jako organizacja nie radziła sobie najlepiej, dochody były niezadowalające, a zarządzanie przechodziło z rąk do rąk. Doszło nawet do sprzeniewierzenia części składek.

Sytuacja uległa zmianie na lepsze, kiedy 1 listopada 1907 roku, na gruzach „Świętojózafacia”, powstało Towarzystwo Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata, m.in. przy udziale Jana Kaczora. W jego statucie czytamy m.in.: „Zadaniem Towarzystwa jest wspieranie młodzieży polskiej, szczególnie uczęszczającej do szkół średnich i wyższych, a pragnącej przeważnie poświęcić się stanowi duchownemu”.

Działalność „Świętojózafacia” i TPN pod wezw. św. Jozafata nie przyniosła na przestrzeni lat spodziewanych efektów. Na kilku wykształconych duchownych, żaden nie podjął posługi kapłańskiej na terenie Westfalii i Nadrenii ze względu na politykę germanizacyjną władz kościelnych w Niemczech, współpracujących w tym zakresie z rządem.

 

Wstąpienie do Eleusis

W 1907 roku wstąpił Jan Kaczor do stowarzyszenia patriotyczno-religijnego Eleusis w kole Dahlhausen-Linden; moment utworzenia tego koła opisałem w MT81.

St. DrygasVII we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” tak opisywał działalność Kaczora w Eleusis: „Duszą koła w Dahlhausen-Linden był Jan Kaczor. Choć robotnik i bez jakiegokolwiek wykształcenia, umiał przekonywająco mówić. Na każdym zebraniu, w którym uczestniczył, nawoływał do wstrzemięźliwości w imię przyszłej Polski. Nasze zespoły składały się przeważnie z pięciu osób, a zebrania odbywały się w domach prywatnych lub, gdy była pogoda, pod gołym niebem. Małe grupki osób nie zwracały niczyjej uwagiVIII i można było w spokoju naradzić się nad naszą (zewnętrzną – A.L.) działalnościąIX w Towarzystwie Św. Wacława, w kole śpiewuX czy w „Sokole". Każdy z członków podejmował się jakiegoś zadania uświadamiającego. Szczególny nacisk kładziono na czytanie dzieł wieszczów oraz powieści Sienkiewicza, Prusa i Konopnickiej.

Jan Kaczor w swoisty sposób przeprowadzał tę akcję. Przeczytał sobie „Bartka Zwycięzcę" Sienkiewicza i na najbliższym zebraniu „Sokoła" oraz Towarzystwa Św. Wacława mówił na ten temat całą godzinę. To samo było z „Placówką" Prusa. Umiejętne streszczanie wartościowych pozycji literatury przysparzało czytelników i przeobrażało ich sposób myślenia.”

Przytaczam dalszą cześć wypowiedzi Kaczora z listu do Zarządu, związaną z jego działalnością w Eleusis: „Błogosławiona niech będzie ta chwila, w której poznałem życie poczwórnej abstynencji tj. Eleusis, tu szczęście, tu niebo i niech Bóg wynagrodzi tego człowieka (prof. Lutosławskiego – A.L.), który stworzył tak szlachetny cel dla ludu. Ach ta wódka, to największy wróg ludzkości, gorszy od samego Lucyfera, ona jest przyczyną wszystkich zbrodni na świecie. Oznajmiam, że kto się upija, ten nie ma prawa mówić o oświacie ludu, bo on sam tej oświaty nie zna. A ile to mamy jeszcze takich panocków, co ludowi prawią o oświacie, a oni sami mniej jej mają, jak ten lud, bo lud się na nich zapatruje, a oni go demoralizują. Ile to razy, gdy mówiłem na zebraniach o zgubnych skutkach alkoholu, to jakiś tam redaktor z tego drwił, a potem szedł do knajpy i pił z ludem, co lud widząc takiego bohatera polskiego w knajpie przy kieliszku, więc go też naśladuje i miał w sobie to za ubliżenie, gdy mu czasem jaki abstynent mówił, że źle robi, gdy się upija. Razu pewnego, gdy mówiłem o alkoholizmie, to musiałem wysłuchać, jak mi jeden starszy robotnik z oburzeniem zarzucał, że przecież pan ekonom pije, nauczyciel pije i ksiądz pije, a ja śmiem tej przyjemności robotnikowi zakazywać, mówi, że przecież to Pan Bóg stworzył. Ja mu na to odpowiedziałem, że przecież Pan Bóg stworzył też rozmaite trujące jagody i grzyby, a czemu tych nie je, że Pan Bóg też dał każdemu rozum, ażeby badał co mu wolno używać, a co nie. Oznajmiam, że póki wyższa inteligencja nie zacznie lepszym przykładem służyć ludowi, póty nie będzie lepiej. Lud da się poprowadzić, potrzeba mu tylko dzielnych przewodników i to wyrobionych abstynentów. Póki lud nie porzuci pijaństwa, póki nie zajrzy do książki, póty nie ma mowy o lepszej przyszłości dla narodu naszego. Piszę to wszystko z mego własnego doświadczenia i na ten temat można by całe tomy pisać.”

 

Własna działalność gospodarcza

Wkrótce po wstąpieniu do Eleusis zrezygnował Jan Kaczor z pracy na kopalni i rozpoczął działalność na własny rachunek. Tak o tym pisał w liście do Zarządu, podkreślając, że swój awans zawodowy zawdzięcza wyłącznie abstynencji: „Oświadczam, iż jestem 3 lata Elsem i mogę śmiało powiedzieć, że Eleusis to szczęście i wyzwolenie ludzkości. Z nieba został zesłany ten człowiek, co je wskrzesił, nie jestem zdolny opisać szczęścia jakiego doznaję, gdy sobie wspomnę na chwilę przystąpienia do Eleusis. Ale z tej całej radości, z całej piersi wołam do całego Narodu polskiego: Narodzie polski, stań się cały Elsem, a osiągniesz wszystko to czego pragniesz. Jest to wielkie szczęście i łaska boża zostać prawdziwym Elesem. Od dnia, gdy poznałem prawdziwą drogę do oświaty, już nie mam troski o marne życie, bo poznałem te prawdziwe słowa Chrystusa, gdzie mówi: starajcie się o Królestwo Boże, a to drugie będzie wam dane i gdy mówi: módl się i pracuj. Święte słowa, teraz je dopiero poznaję.

Już często mówiłem, że gdy człowiek zostanie Elsem, to nie potrzebuje się wcale i materialną stroną kłopotać, bo ona tak idzie za nim, jak mara, bo prawdziwy Els nic na marne nie traci, a poza tym jest pracowity i pilny, bo on wie, że on jest po to na świecie, ażeby żył i wyżył się dla drugich, a przez to duszę swą udoskonalił.

Jestem 9 lat w Westfalii, 6 lat pracowałem w kopalni, obecnie 3 rok prowadzę piekarnię i skład korzeni (przypraw – A.L.) i towarów spożywczych. Oświadczam, że mój dorobek zawdzięczam tylko abstynencji, dodając też jeszcze, że na nic nie zdadzą się wszystkie zabiegi organizacji robotniczych, jeżeli i one nie zaczną zwalczać pijaństwa i marnotrawstwa, bo to do niczego nie prowadzi. Pijaństwo jest większym wrogiem dla stanu robotniczego, niż kapitalista niemiecki, bo człowiek nietrzeźwy nie jest zdolny stawić czoła kapitaliście, bo jest za słaby, bo nie ma funduszy, bo on nie myśli o oszczędności, on swój zarobek przepije i zmarnuje. I póki nie stanie się stan robotniczy trzeźwym, póty zostanie zawżdy popychadłem kapitału, bo mam to doświadczenie, że chcąc swój byt polepszyć, to trzeba się samemu polepszyć, bo każdy człowiek jest panem swego szczęścia. Jako robotnik odczuwam ten stan robotniczy bardzo i żal mi, że nie mogę być pomiędzy moim stanem zrozumiany, ale mam nadzieję, że Bóg dokona tego, że naród przejrzy. Kończę moje wywody tym hasłem: Więc do pracy w imię Boże, jak kto umie, jak kto może. WulkanXI Jan Kaczor”

* * *

W ramach uzupełnienia informacji o początkach działalności gospodarczej Jana Kaczora, zacytuję St. Drygasa, który we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” pisał: „Łatwy start mieli wykwalifikowani rzemieślnicy, natomiast ciężką drogę musieli przebyć przyszli kupcy. Na założenie małego kramiku pracowały całe rodziny.

Ojcowie w kopalniach brali nadgodziny, by więcej pieniędzy przynieść do domu, matki podejmowały się różnych usług, a nawet pomagały dzieci. Gdy zgromadzono odpowiednią kwotę pieniężną, zakładano sklepiki obsługiwane przez córki, podczas gdy ojcowie nadal ciężko pracowali w kopalniach. Gdy mieszkałem w Dahlhausen, byłem świadkiem powstawania takiego interesu. Jan Kaczor, pracownik kopalni „Hasen-winkel", zarabiał jak wielu innych. Był oszczędny i z odłożonych pieniędzy założył sobie wytwórnię wód mineralnych (wody sodowej i lemoniady). Musiało mu to dać dość duży dochód, bo po niejakim czasie wydzierżawił dom z piekarnią, sprowadził z kraju młodego fachowca i począł wypiekać chleb. Nie było tu dla niego konkurencji.

 

Początkowo po otwarciu piekarni pracował jeszcze w kopalni, później kupił konia i wóz do rozwożenia chleba i rozwoził chleb nie tylko rodakom zamieszkałym w Dahlhausen-Linden, ale i poza granice tej miejscowości. Czynnością tą zajęty był od rana do późnego wieczora. Wreszcie otworzył sklep towarów spożywczych, który prowadziła żona, podczas gdy on nadal rozwoził chleb. Po kilku latach stał się głównym udziałowcem fabryki kawy słodowej w Gelsenkirchen.”

 

Działalność stowarzyszenia Eleusis w latach 1907-1908

Pierwsze koła Eleusis na terenie Westfalii powstały w 1905 roku z inicjatywy Elsów śląskich, ale ich rozwój nie był zbyt dynamiczny, brakowało charyzmatycznego przywództwa. Jan Kaczor w dwóch pierwszych latach swojego członkostwa (1907-1908) nie zajmował żadnego kierowniczego stanowiska w tej organizacji.

W dniu 3 XI 1907 roku, reprezentanci kilku kół z Westfalii i Nadrenii spotkali się w Bochum w mieszkaniu Kazimierza SilińskiegoXII, celem omówienia ważniejszych spraw organizacyjnych. Na zebraniu tym był obecny Tadeusz Strumiłło, powracający z Londynu przez Bochum do Krakowa. Z Bochum postanowiono uczynić centrum kół Eleusis na Westfalię i Nadrenię.

T. Strumiłło w swoim dzienniku zanotował: „Stanąłem w Bochum-Süd, gdzie na peronie oczekiwał mię Stach PieniężnyXIII i paru tutejszych braci-Elsów. Poszliśmy najpierw do kościoła, a potem do mieszkania brata Kazimierza Silińskiego – żonatego i dzietnego, – górnika, który jednak myśli o założeniu zakładu introligatorskiego, ma majstra z Krakowa i dwu chłopców uczących się. Pieniężny chce z nimi spółkę utworzyć i ma się tu przenieść od grudnia.

Do Silińskiego zeszło się stopniowo kilkunastu młodych i starszych robotników-Elsów, którzy przyjechali z różnych stron Westfalii i Nadrenii, aby wspólnie ze mną się naradzić nad dalszym prowadzeniem Sprawy. Rozpytałem się najpierw o stan rzeczy dzisiejszy i pokazuje się, że nie jest tak znów źle, jak rozgłaszano, tj. policja jeszcze na trop kółek eleuzyńskich nie wpadła i nikogo osobiście do odpowiedzialności nie pociągnęłaXIV, ale „Wyzwolenie” (MT82) – związek antyalkoholowy uznała za organizację polityczną i dowiedziałem się, że niektórzy jej członkowie – właśnie Elsowie – korespondowali z nienawistnymXV dla Prus Lutosławskim. Strach padł na Elsów, szeregi młodszych, nowszych, nie dość bacznie przez Przybyłę przyjmowanych przerzedziły się, zdarzyły się łamania ślubów, były nawet brzydkie zdrady i denuncjacje, słowem to było owym zachwianiem się Sprawy. Ale dotyczy to niemal wyłącznie Bottropu, tam też Pietreczko ma najtrudniejszą sprawę, by znów ruch wszcząć; powiada jednak, że kilku starszych, lepiej wyrobionych braci są gotowi trwać w organizacji i zebrania wznowić. W innych punktach grupki są niewielkie, więc tym łatwiej i bezpieczniej zebrania odbywać się mogą; wszyscy się zgodzili na powierzenie przewodnictwa Pieniężnemu. Doradzałem im podział pracy na tajną, ściśle poufną – w gronie najzupełniej pewnych „swoich” ludzi – i jawniejszą, szersząXVI, bez jakiegokolwiek napomykania o organizacji poczwórnej wstrzemięźliwości, z budzeniem tylko poczucia polskości, nauką języka, zachęcaniem do czytania takiego „Pana Tadeusza” zamiast głupich powiastek.

Stowarzyszeń polskich rozmaitych jest tu dosyć, ale działalność ich nie jest dość energiczna, dowództwo zwykle kuleje przez ambicje osobiste, brak poświęcenia i szerszych horyzontów; na to samo choruje pono i pismo tutejsze „Wiarus Polski” … Słowem wszędzie potrzeba ludzi – wyrobionych, szlachetnych, pracowitych; nasi chłopcy, żeby tylko trwali w rozwijaniu się i swej cnocie – przygotują się na dzielnych kiedyś kierowników tych różnych instytucji. Nie jest jednak tak źle, owszem idzie z wolna wszystko ku lepszemu i teraz.

Nastrój ogólny zebrania był dobry – było dość nadziei i zapału; pomimo ciężkich czasów pięciu naszych członków – od pół roku kandydujących – przystąpiło dziś po odbytej spowiedzi na członków zwyczajnych i na moje ręce złożyło przysięgę dożywotniej wstrzemięźliwości i wiernej służby Ojczyźnie.”

* * *

Dnia 25 września 1908 roku odbyło się kolejne zebranie, w którym uczestniczyło jedenastu Elsów. Wybrano centralny zarząd dla kierowania kołami w Westfalii i Nadrenii. W jego skład weszli: Kazimierz Siliński (przewodniczący), Augustyn ­WawrzynowskiXVII (zastępca przewodniczącego i sekretarz) oraz Józef DrygasXVIII (skarbnik). Zarząd ten zatwierdził regulamin westfalsko-nadreński (7-punktowy), w którym były zawarte i omówione najważniejsze sprawy tamtejszych kół. Regulamin w głównych swych założeniach (cel istnienia kół, podział członków, itp.), nie różnił się od regulaminu krakowskiego. Znalazła się w nim również informacja o zależności kół w Westfalii i Nadrenii od Krakowa. Oznaczało to, że 25% ogólnej sumy składek będzie przesyłanych do ogniska krakowskiego, a w razie rozwiązania – cały majątek przejdzie do jego dyspozycji. Regulamin stwierdzał też, że Elsowie, którzy ukończyli kursy robotnicze, mają być nauczycielami kółek i doradcami zarządu. Zarząd westfalsko-nadreński był jedynym formalnym zarządem wyższego szczebla poza Galicją (zarządem w Krakowie).

27-go września, dwa dni po zawiązaniu zarządu westfalsko-nadreńskiego Eleusis, przybył ponownie do Bochum Tadeusz Strumiłło. W swoim dzienniku pisał: „W Bochum na stacji oczekiwali mię Stach Pieniężny, Augustyn i FeliksXIX. U Silińskich, Kazimierza niedługo widziałem, bo poszedł na nocną pracę; mówił coś tonem malkontenta o nieporządku w organizacji, o braku systematycznych zebrań i sprężystości w kierownictwie. Stach po jego wyjściu tłumaczył mi, że Kazimierz sam za mało się do pracy przykłada, że on, Stach od przyjazdu i tak kółka wszystkie objechał, że mu czasu mało na pracę pozostawia jego teraźniejsze introligatorsko-księgarsko-kolporterskie zajęcie, którego nadto nie lubi. – Wszyscy niecierpliwie wyczekują następnej niedzieli – dnia zjazdu z Lutosławskim w Bleybergu na granicy Belgii.”

Zjazd Elsów-robotników westfalskich, zwołany przez prof. Wincentego Lutosławskiego, odbył się 4-go października 1908 roku w belgijskim mieście Bleyberg. Jedną z wytycznych, przekazanych przybyłym delegatom, było pobudzenie sprawy eleuzyńskiej poprzez werbowanie nowych członków, spośród najbardziej aktywnych i zaufanych działaczy wśród polskich organizacji.

 

Przejęcie przewodnictwa w Eleusis

Po powrocie ze zjazdu zadecydował J. Kaczor o zwerbowaniu Stanisława Janickiego do EleusisXX – znał go doskonale z towarzystwa polsko-katolickiego św. Wacława w Dahlhausen-Linden i z pracy w tow. gimnastycznym „Sokół”. Ta decyzja wywołała cały ciąg zdarzeń, które pozytywnie zaważyły na dalszej działalności Eleusis na terenie Westfalii i Nadrenii. Wkrótce po wstąpieniu do Eleusis, latem 1909 roku, nawiązał Janicki kontakt listowny z twórcą tej organizacji, profesorem Wincentym Lutosławskim. Moment ten i jego konsekwencje opisałem obszernie w MT80. Na skutek tej korespondencji zadecydował arbitralnie Lutosławski o zmianie Zarządu westfalsko-nadreńskiego, bez konsultacji tej decyzji z Zarządem krakowskim – przewodniczącym został Jan Kaczor, a sekretarzem w randze wiceprzewodniczącego Stanisław Janicki. O tym, że musiało to być zaskoczeniem dla Zarządu krakowskiego świadczy pierwszy list Stanisława Janickiego napisany do Tadeusza Strumiłły (ps. Dąb) z dnia 11 października 1909 roku: „Kochany Dębie! Mam Ci odpisać na list twój pisany 7.10.09 do Feliksa Silińskiego z jegoż polecenia. Ale najpierw chcę Ci zaznaczyć, iż ja jestem Stanisław Janicki, a poznałem Sprawę z początkiem roku tego. W maju roku tego odwiedził nas BratXXI St. CywińskiXXII. Sprawa rozwija się powoli lecz stale, przynajmniej Idea abstynencka wsiąka coraz bardziej w lud nasz kochany. Nas sam w Dahlhausen-Linden jest 11stu. Wiem na pewno, że gdy Bogu zaufamy i własną siłę odgrzebywać będziemy, ostatecznie dojdziemy do Celu. Nie ma takiej przeszkody, która by na drodze naszej nas wstrzymać mogła, więc musimy dojść, bo – Bóg z nami. Pisałem do OjcaXXIII (Lutosławskiego – A.L.), list mój mu się podobał, podarował mi książeczkę „Nieśmiertelność duszy”, – niech go Bóg błogosławi. (…) Teraz proszę Cię, nie weź mi za złe, iż tak niedbale pisałem, bo nie mam czasu, a ręka od taczki jest ciężka. Jestem żonaty półtora roku, liczę 25 lat. Od czasu jak przystąpiłem do Eleusis, duży krok postąpiłem naprzód. Kazimierz Siliński nie jest przewodnikiem. Jest nim Jan Kaczor. Sekretarzem ja jestem. Ściska Cię Twój Brat Stanisław Janicki.”

* * *

Można się zastanawiać, dlaczego to Kaczor został przewodniczącym Eleusis, a nie Janicki, w którym Lutosławski widział przyszłego Misjonarza Wychowania Narodowego. Odpowiedź wydaje się dosyć oczywista – to Kaczor miał większe doświadczenie oraz był bardziej znany i rozpoznawalny w środowisku robotniczym na terenie Westfalii. Tak oto rozpoczęło się wspólne zarządzanie obu panów w Eleusis, a wkrótce również w organizacji abstynenckiej Wyzwolenie.

Ciąg dalszy nastąpi
Armin Lach

 

Źródło: Archiwum Eleusis BUKUL – List J. Kaczora do T. Strumiłły z dn. 28 lutego 1911 roku: Rkp. 939, korespondencja T. Strumiłły, K-O; k. 1-6; J. Kaczor: „Moje zdanie o sprawie Eleusis!”, Dahlhausen 1910, Rkp. 923,k. 350-352; List S. Janickiego do T. Strumiłły z dn. 11 października 1909 roku, Rkp. 939; kor. T. Strumiłły, D-J; k. 414-416; Dziennik T. Strumiłły - zbiory reprograficzne A. Prinke z Poznania; J. Kozłowski: „Rozwój organizacji społeczno-narodowych wychodźstwa polskiego w Niemczech 1870-1914”, Wrocław 1987; S. Drygas: „Czas zaprzeszły”, Warszawa 1970; W. Lutosławski: „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1910; Cz. Kowalczyk: „Towarzystwo Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata”, S. Kunca „Towarzystwa polsko-katolickie na wychodźstwie” oraz M. Siekierski: „Koła śpiewacze na obczyźnie” w: „Pamiętnik Wystawy Przemysłowej w Bochum od 19-27 lipca 1913 roku”, Oberhausen 1913; „Walne zgromadzenie Świętojózafacia w Wanne”, „Gazeta Toruńska” nr 257/1907; „Walne zgromadzenie Towarzystwa Pomocy Naukowej pod opieką św. Jozafata”, „Gazeta Toruńska” nr 75/1908; S. Pigoń: „Z Komborni w świat”, Warszawa 1983.

 

 

I. Duże, oficjalne archiwum Eleusis spłonęło w Krakowie podczas I wojny światowej. Tak o tym pisał S. Pigoń w swoich wspomnieniach „Z Komborni w świat”: „Wracając do spraw Eleusis zapisać tu wypadnie na rachunek I wojny jedną dotkliwą stratę: zniszczenie archiwum. Wybuch wojny rozmiótł nas po świecie. Kilku członków, którzy zostali na miejscu, gdy Rosjanie podeszli pod Kraków, uległo popłochowi. Wydało im się, że wkroczywszy do miasta komenda rosyjska nie będzie miała większych zmartwień niż wyśledzenie gniazda eleuzyńskiego. Pospiesznie więc spalono bogate archiwum. Ofiarą ognia padła obszerna korespondencja odbierana przez W. Lutosławskiego w pierwszych latach jego Seminarium Wychowania Narodowego (…). Przepadło również i późniejszej, eleuzyńskiej, korespondencji sporo. Osobiście bardzo ubolewałem nad stratą przygotowanego do druku materiału rękopiśmiennego na VII tom „Eleusis”. Byłem jego redaktorem. Tom miał zobrazować zasięg naszej działalności wśród robotników, miał być w całości wypełniony życiorysami naszych braci z Westfalii i Śląska, zestawionymi według wskazówek rozesłanej im ankiety. Chodziło o uwydatnienie, co ich doprowadziło do naszej sprawy i co ona im dała. Kilkadziesiąt zebranych autobiografii z różnych ośrodków byłoby nieocenionym materiałem do dziejów uświadomienia narodowego w masach robotniczych zaboru pruskiego. Niestety, przepadły i one w tamtym całopaleniu. Nad stratą archiwum będzie bolał historyk naszego ruchu (np. jeśli się w ogóle taki znajdzie).”
II. Strumiłło Tadeusz (1884-1958) („Montes Tarnovicensis”, nr 5, 12.04.2001 r.: „Dr Tadeusz Zgierski-Strumiłło „Dąb”), filozof, pedagog. Przed I wojną światową, w związku Eleusis, druga osoba po Wincentym Lutosławskim do 1912 r., potem nieformalny przewodniczący tej organizacji we frakcji galicyjskiej. Zaangażowany w ruch skautowy. W latach 1918-21 Naczelny Inspektor Harcerstwa w Ministerstwie WRiOP. W 1933 r. wybrany członkiem Międzynarodowego Biura Skautowego. Wykładowca pedagogiki i psychologii na KUL-u i w Katowicach. W latach 1937-38, dyrektor liceum pedagogicznego w Tarnowskich Górach. W czasie II wojny światowej zaangażowany w prace tajnych kompletów w Krakowie. Po wojnie lektor języka rosyjskiego na Uniw. A. Mickiewicza w Poznaniu i wykładowca historii filozofii w seminarium duchownym Zgromadzenia Chrystusowców.
III. Wyjątek stanowią materiały z tych zbiorów, które ukazały się drukiem staraniem samego W. Lutosławskiego; są to: dwa pierwsze listy S. Janickiego do Lutosławskiego z 1909 roku wydane trzykrotnie m.in. w broszurze „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1910 oraz listy S. Janickiego do Lutosławskiego z 1912 roku, pisane w czasie jego pobytu w tlemceńskiej Kuźnicy Wychowania Narodowego: „Myśli polskiego robotnika” w: „Odrodzenie”. Pismo poświęcone szerzeniu wstrzemięźliwości i poprawie obyczajów. Organ polskich abstynentów w Ameryce, drukowane w odcinkach od kwietnia do grudnia 1913 roku. Dodatkowym, ale jednostkowym materiałem, jest rękopis sprawozdania z pobytu S. Janickiego w Kuźnicy Wychowania Narodowego w 1912 roku, którego kopię uzyskałem w 2016 roku dzięki uprzejmości jednej z pracownic Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie – S. Janicki: „Moje sprawozdanie z pobytu mego w Kuźnicy w Tlemcen w Algierii od 11 stycznia roku 1912, aż do 24 września roku 1912.”, Tlemcen 1912.
iv. Data urodzin Jana Kaczora nie jest bezpośrednio potwierdzona w materiale źródłowym, aczkolwiek po dogłębnej, krzyżowej jego analizie możliwe jest jej orientacyjne wyliczenie – nie należy jej traktować jako ostateczną.
v. Franciszek Liss (1855-1933) – duchowny katolicki, doktor teologii i filozofii, prałat papieski, redaktor, wydawca i publicysta, polski działacz narodowy w Prusach, duszpasterz Polaków w nadreńsko-westfalskim zagłębiu przemysłowym, założyciel i wydawca „Wiarusa Polskiego” z Bochum.
vi.  Brejski Antoni (1867-1929) –  działacz narodowy na terenie Westfalii i Nadrenii, redaktor „Wiarusa Polskiego”, w odrodzonej Polsce wiceprezes Syndykatu Dziennikarzy Pomorskich.
vii. Drygas Stanisław – westfalski krawiec, członek Eleusis od 1907 r., „kursista”, czyli absolwent Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie.
viii. Stowarzyszenie Eleusis było na terenie Niemiec organizacją nielegalną, uznawaną przez władze za niebezpieczną i wywrotową, ściganą przez policję. Na Górnym Śląsku przynależność do Eleusis była uznawana wręcz za zdradę stanu, a członków tej organizacji skazywano na kary bezwzględnego więzienia. Na terenie Westfalii-Nadrenii szykany nie były tak bezwzględne, ale jednak dotkliwe. Jedną z ofiar dekonspiracji był Stanisław Janicki, który za przynależność do Eleusis został zwolniony z pracy na kopalni i musiał założyć własną działalność gospodarczą, aby zdobyć środki na utrzymanie rodziny.
ix. Działalność w Eleusis była podzielona na wewnętrzną  i zewnętrzną. Wewnętrzna polegała na samodoskonaleniu w oparciu o: poczwórną wstrzemięźliwość, udział w życiu Kościoła katolickiego, czytanie polskiej literatury oraz naukę kaligrafii, ortografii, logiki i matematyki. Działalność zewnętrzna polegała na uświadamianiu narodowym na zebraniach innych polskich organizacji oraz wśród najbliższych sąsiadów.
x. Koła śpiewackie na obczyźnie zorganizowane były w „Związku Kół Śpiewackich dla Westfalii, Nadrenii i sąsiednich prowincji”. Pierwsze, pod nazwą „Lutnia”, powstało w Gelsenkirchen w 1894 roku. Następne zakładano przeważnie w oparciu o towarzystwa polsko-katolickie, które miały już oddziały śpiewu. Tak więc rok po roku, zakładały się koła śpiewacze w miejscowościach, gdzie były liczniejsze kolonie polskie, a ich prezesi organizowali doroczne zjazdy. Zadaniem kół śpiewaczych było krzewienie i utrwalanie mowy polskiej poprzez naukę piosenek ludowych, pieśni nabożnych i chóralnych. W 1912 roku na terenie Westfalii i Nadrenii było 85 kół śpiewaczych, zorganizowanych w 7-miu okręgach z 4000 członków.
xi. Wulkan – pseudonim J. Kaczora w Eleusis; posługiwał się również pseudonimem Gerwazy.
xii. Siliński Kazimierz – westfalski górnik, potem introligator, ojciec Feliksa – przewodniczący centralnego zarządu Eleusis w okręgu westfalsko-nadreńskim w latach 1908-1909.
xiii. Pieniężny Stanisław ps. „Bor”, bądź „Bór”, westfalski Els, ukończył kurs robotniczy w krakowskim Seminarium Wychowania Narodowego pod kierownictwem W. Lutosławskiego w 1907 r., a następnie przez okres sześciu miesięcy działał z polecenia W. L. w jego zastępstwie, w USA wśród tamtejszych kół bractwa. Jego misja, tak jak się spodziewał, nie przyniosła pożądanych efektów. Na terenie Westfalii zajmował się kolportażem książek, co ułatwiło mu kontakt z kołami i udzielenie ideowej pomocy ich członkom. Z Westfalii przeprowadził się do Galicji, skąd przybył wraz z T. Strumiłłą na zjazd Elsów-robotników z wychodźstwa w Bleyberg w Belgii 01-03.11.1912. Pisywał artykuły do krakowskiego miesięcznika poświęconego sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego „Iskra”. Podczas I wojny światowej powrócił do Westfalii.
xiv. Patrz przypis nr 6.
xv. W 1905 r., podczas procesu sądowego w Gliwicach przeciwko Elsom śląskim, rozesłano za prof. W. Lutosławskim listy gończe. Z powodu zagrożenia aresztowaniem, nie mógł Lutosławski wjeżdżać na teren państwa niemieckiego. W związku z tym, w 1906 r., zorganizował w Krakowie kursy dla Elsów-robotników z Górnego Śląska i Westfalii w Seminarium Wychowania Narodowego przy ul. Batorego 1.
xvi. Patrz przypis nr 9.
xvii. Wawrzynowski Augustyn – zastępca przewodniczącego i skarbnik w centralnym zarządzie dla kierowania kołami w Westfalii i Nadrenii w latach 1908-1909.
xviii. Drygas Józef – westfalski górnik, członek Eleusis od 1907 roku, sekretarz w centralnym zarządzie Eleusis w okręgu westfalsko-nadreńskim w latach 1908-1909, ojciec Stanisława.
xix. Silinski Feliks – westfalski Els, podobnie jak S. Drygas i S. Pieniężny, ukończył kurs Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie, inicjator koła Eleusis w Dahlhausen-Linden, do którego wstąpił  Jan Kaczor (1907) i Stanisław Janicki (1908). Członek towarzystwa gimnastycznego „Sokół”, w którym uczył gramatyki i historii Polski.
xx. W liście z 1909 r., skierowanym do prof. Wincentego Lutosławskiego, St. Janicki pisał:„ (…) nie tak dawno wstąpiłem w szeregi eleuzyńskie. Bo jak przejeżdżałeś zeszłego roku przez Belgię, to dopiero pierwszy raz usłyszałem od Brata Jana Kaczora coś o tym. Więc z Nowym Rokiem (1908/1909 - A. L.) dopiero przystałem.”
xxi.  Członkowie Eleusis zwracali się do siebie grzecznościowo w formie: Brat i Siostra, aby podkreślić łączące ich więzi.
xxii. Cywiński Stanisław (1887-1941), historyk literatury, filozof, studiował w UJ pod kierunkiem Tarnowskiego i Chrzanowskiego, od 1908 był członkiem Eleusis i wychowawcą na kursach dla robotników organizowanych przy Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie.
xxiii. S. Drygas we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” pisał: „Wincentego Lutosławskiego zwaliśmy Ojcem, bo tak od założenia Eleusis zwracali się doń uczniowie. „Ojcostwo” to zostało także przeniesione przez pierwszych kursistów Przybyłę i Pieniężnego do Westfalii. Wszelkie listy pisane do Lutosławskiego zaczynały się zawsze od słowa „Drogi Ojcze”, nie zaś „Panie Profesorze”.
CZĘŚĆ VII
Wstęp
Celem sześcioczęściowego cyklu artykułów pt. „Od Eleusis do Tarnowskich Gór” („Montes Tarnovicensis” 2016/2017 nr 80-85 ) było ukazanie postaci Stanisława Janickiego na tle jego działalności narodowej w Niemczech, która stała się, w wyniku wielu zbiegów okoliczności, powodem przyjazdu do Tarnowskich Gór w marcu 1919 roku. W trakcie gromadzenia nowych materiałów źródłowych, związanych z zamysłem napisania rozszerzonej biografii Stanisława Janickiego, z czasu jego pobytu na terenie Westfalii-Nadrenii w latach 1908-1918, okazało się, że niezwykle ważną i równorzędną postacią, wspierającą go w pracy narodowej, był Jan Kaczor, prawie zupełnie pominięty w dotychczasowych opracowaniach historycznych.
Działalność Jana Kaczora na terenie Tarnowskich Gór została częściowo opisana przez J. Nowaka w „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry” oraz J. Pfaffa w „Polskim ruchu narodowowyzwoleńczym w Tarnowskich Górach w okresie powstań śląskich i plebiscytu 1918-1922”. Natomiast materiał źródłowy, dotyczący jego działalności na terenie Niemiec, sprzed przyjazdu do Tarnowskich Gór, jest znacznie rozproszony i co najważniejsze – nie opracowany. Główną jego bazę stanowi tzw. małe archiwum EleusisI Biblioteki Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (prywatne zbiory T. StrumiłłyII przekazane po jego śmierci przez żonę Stefanię). Jednak największa część, z niezwykle ważnych dla mnie rękopisów, pochodzących z prywatnych zbiorów prof. Wincentego LutosławskiegoIII, pozostaje nadal niedostępna w Archiwum Nauki Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, ze względu na trwającą od kilku już lat inwentaryzację.
Pisząc o Janie Kaczorze będę wielokrotnie odnosił się do wcześniejszych tekstów zawartych w „Montes Tarnovicensis”, zaznaczając w skrócie np. MT80, co oznaczać będzie „Montes Tarnovicensis” 2016 nr 80. Treści zawarte w niniejszym artykule, będą też siłą rzeczy, w pewnej części, rozszerzeniem opisu działalności St. Janickiego, która była bezpośrednio związana z Janem Kaczorem. Czytelników, którzy są w posiadaniu jakichkolwiek informacji o opisywanej przeze mnie postaci, proszę o kontakt z redakcją MT.
* * *
Fenomen socjologiczny (chyba nigdy wcześniej, ani potem nie powtórzony) dotyczący burzliwego rozwoju polskiej emancypacji obywatelskiej wśród chłopskiej emigracji zarobkowej na terenie Westfalii-Nadrenii na przełomie XIX/XX w. (szczególnie w zaraniu I wojny światowej) został przez historyków dogłębnie przebadany. Na uznanie zasługuje praca J. Kozłowskiego: „Rozwój organizacji społeczno-narodowych wychodźstwa polskiego w Niemczech 1870-1914”, jednak umyka tu czytelnikowi indywidualizm przemian obyczajowych, intelektualnych i materialnych poszczególnych postaci, na rzecz chęci całościowego ogarnięcia tematu.
Mam nadzieję, że na przykładzie dotychczas zebranych materiałów źródłowych, dotyczących Jana Kaczora, i w zakresie dodatkowym Stanisława Janickiego, ukażę ten proces, traktując te postacie jako wzorcowych przedstawicieli rzeczonych zmian.
Jan Kaczor
Jan Kaczor przyszedł na świat w 1881 rokuIV (nie udało mi się ustalić w jakiej miejscowości). W liście do T. Strumiłły z dnia 28 lutego 1911 roku pisał: „pochodzę z poznańskiego z powiatu kępińskiego przy granicy śląskiej”. W 1896 roku wybrał się na emigrację zarobkową do zachodnich Niemiec. Wkrótce zapoznał się z dorosłym życiem i wszechobecnym w jego środowisku alkoholizmem, z którym walczył potem skutecznie przez wiele lat. W liście z 1910 r. do Zarządu Eleusis w Krakowie pisał: „Przed zapoznaniem się ze sprawą eleuzyńską, tułałem się po świecie od ­15-tego roku mego życia i to po rozmaitych prowincjach państwa niemieckiego, ale nie wiedziałem nic o lepszym życiu duchowym, jak tylko tyle: potrzeba pracować na pieniądze, ażeby te zaś przeżyć i to w rozmaity sposób. A jako człowiek samotny, to najwięcej potrzebowałem na rozmaite hulanki i pijaństwo, choć co prawda nie piłem ze smakiem wódki i piwa, tylko inni ludzie pili, a znajdując się w ich towarzystwie musiałem też pić, bo to takie robotnicze przysłowie: jak nie pijesz wódki, to nie jesteś chłopem, tylko babą. I jest to w zwyczaju, że gdy ojciec pije, to i syneczkowi naleje, choć dopiero 3-letniemu i cieszy się, gdy ten duszkiem kieliszek wysuszy i mówi przy tym: patrz, jak stary, to będzie z niego chłop i tak się dzieje pomiędzy naszym biednym narodem.
A gdyby człowiek nie chciał pić, to nie dostałby ani żony, bo i nasze dziewczęta na to zwracają uwagę i mówią: to nie chłop, kiedy wódki nie pije, bo też gdy się ożeni, to nie rozweseli, ani nie zaśpiewa w domu. Choć muszę zaznaczyć, że mój Ojciec lubi bardzo pić wódkę, a gdy się upije, to nigdy nie śpiewa, ale zaraz śpi. Ale nie u wszystkich ludzi jednaka natura. Bardzo dużo poznałem dziewcząt, co to tak mocno zważały na to, aby ich przyszli małżonkowie lubili wypić, a zaś zaśpiewać i rozweselić. Ale gdy się pobrali, to zaś jej się ten częsty wesoły stan męża sprzykrzył, bo gdy ten mężulek nieraz przyszedł późno wieczorem do domu rozweselony od wódki, to jak się rozśpiewał, to się tej żonie owej wesołości odechciało, bo mężulek nie tylko śpiewał, ale i bił niemiłosiernie żonę i dzieci, nie przepuszczał ani garnkowi, ani misce. Już często widziałem, że gdy taki rozweselony mąż przyszedł do domu, to za jedną godzinę narobił tyle szkody w domu swoim, to jest na miskach, garnkach i statkach (dawn. naczynia kuchenne – A.L.), że musiał zaś 14 dni pracować na tę szkodę, ażeby zarobić na pokrycie i poreperować potłuczone statki. Ale cóż, żeby to było po raz ostatni – gdzie tam, gdy sobie zaś podpił, to zaś szło do tego samego. Tak zaraz owa żona, co to lubiła wesołego pijaka, już nieraz na klęczkach prosiła Boga, ażeby jej męża zachował od picia wódki. Nieraz słyszałem, jak taka żonusia mówiła: oj żebym ja sobie była wróżyła tego tam za męża, co to wódki nie pije, u niego dobrobyt, zgoda, miłość, tam czyste niebo, ale już teraz za późno, u nas nędza, bieda, wolałabym już umrzeć – tak, to są fakty, widziałem to wszystko na własne oczy.”
* * *
W 1901 roku przeniósł się Kaczor na teren Westfalii do Dahlhausen, gdzie podjął pracę na kopalni. Oprócz pracy zawodowej zaczął aktywnie działać w polskich organizacjach. Musiał się cieszyć dużym zaufaniem w swoim środowisku, bo został wkrótce wybrany na prezesa polsko-katolickiego Towarzystwa Świętego Wacława w Dahlhausen-Linden oraz sekretarza Towarzystwa Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata. W tym momencie należy napisać jak ważną rolę odgrywały powyższe towarzystwa wśród polskiej emigracji zarobkowej na terenie Westfalii i Nadrenii.
Towarzystwa polsko-katolickie oraz „Świętojózafacie”
W odpowiedzi na brak stałej polskiej opieki duszpasterskiej, wśród szybko rosnących i pozbawionych przywództwa inteligencji skupisk wychodźczych, zaczęły, pod koniec XIX wieku, spontanicznie powstawać na terenie Westfalii i Nadrenii robotniczo-rzemieślnicze stowarzyszenia polsko-katolickie. Nie były one stowarzyszeniami kościelnymi w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ zajmowały się nie tylko sprawami religijnymi, lecz przede wszystkim wzajemną pomocą, podnoszeniem dobrobytu członków i oświatą ludową. Były one więc świeckimi stowarzyszeniami kościelnymi, których zadaniem było „moralne i materialne podniesienie członków w zgodzie z Kościołem katolickim i na podstawie jego nauki.” Towarzystwa p.-k. ściśle współpracowały z założonym w 1880 roku w Poznaniu Towarzystwem Czytelni Ludowych, którego zadaniem statutowym było zakładanie bibliotek z polską prasą i książkami na terenach najbardziej zagrożonych germanizacją. Tow. p.-k. zajmowały się również aktywnie zwalczaniem alkoholizmu.
Ogromną rolę we wspieraniu już istniejących i zakładaniu nowych tow. p.-k. odegrało czasopismo „Wiarus Polski”, założone w 1890 r. przez ks. LissaV. W szeregu publikowanych w nim artykułów dobitnie podkreślano, że towarzystwa mają chronić przed wynarodowieniem i utratą wiary katolickiej. W maju 1904 roku red. „Wiarusa Polskiego” Antoni BrejskiVI zwołał zgromadzenie prezesów wszystkich towarzystw polsko-katolickich z udziałem m.in. J. Kaczora, na którym powołano „Związek wzajemnej pomocy polskich towarzystw katolickich dla Westfalii, Nadrenii i prowincji sąsiednich”. Należy podkreślić, że na gruncie tow. p.-k. zaczęły powstawać inne polskie organizacje, ale już o charakterze całkowicie świeckim, jak np.: „Sokół”, „Straż”, „Wyzwolenie”.
* * *
W 1890 roku, wymieniony już ks. Liss założył tzw. „Świetojózafacie” i zainicjował składkę na ubogich gimnazjalistów z obczyzny. Głównym jego celem było wychowanie rodzimego duchowieństwa. Ludzie ofiarowywali pieniądze, a ks. Liss kwitował dochód i rozchód w „Wiarusie Polskim”. „Świetojózefacie” jako organizacja nie radziła sobie najlepiej, dochody były niezadowalające, a zarządzanie przechodziło z rąk do rąk. Doszło nawet do sprzeniewierzenia części składek.
Sytuacja uległa zmianie na lepsze, kiedy 1 listopada 1907 roku, na gruzach „Świętojózafacia”, powstało Towarzystwo Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata, m.in. przy udziale Jana Kaczora. W jego statucie czytamy m.in.: „Zadaniem Towarzystwa jest wspieranie młodzieży polskiej, szczególnie uczęszczającej do szkół średnich i wyższych, a pragnącej przeważnie poświęcić się stanowi duchownemu”.
Działalność „Świętojózafacia” i TPN pod wezw. św. Jozafata nie przyniosła na przestrzeni lat spodziewanych efektów. Na kilku wykształconych duchownych, żaden nie podjął posługi kapłańskiej na terenie Westfalii i Nadrenii ze względu na politykę germanizacyjną władz kościelnych w Niemczech, współpracujących w tym zakresie z rządem.
Wstąpienie do Eleusis
W 1907 roku wstąpił Jan Kaczor do stowarzyszenia patriotyczno-religijnego Eleusis w kole Dahlhausen-Linden; moment utworzenia tego koła opisałem w MT81.
St. DrygasVII we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” tak opisywał działalność Kaczora w Eleusis: „Duszą koła w Dahlhausen-Linden był Jan Kaczor. Choć robotnik i bez jakiegokolwiek wykształcenia, umiał przekonywająco mówić. Na każdym zebraniu, w którym uczestniczył, nawoływał do wstrzemięźliwości w imię przyszłej Polski. Nasze zespoły składały się przeważnie z pięciu osób, a zebrania odbywały się w domach prywatnych lub, gdy była pogoda, pod gołym niebem. Małe grupki osób nie zwracały niczyjej uwagiVIII i można było w spokoju naradzić się nad naszą (zewnętrzną – A.L.) działalnościąIX w Towarzystwie Św. Wacława, w kole śpiewuX czy w „Sokole". Każdy z członków podejmował się jakiegoś zadania uświadamiającego. Szczególny nacisk kładziono na czytanie dzieł wieszczów oraz powieści Sienkiewicza, Prusa i Konopnickiej.
Jan Kaczor w swoisty sposób przeprowadzał tę akcję. Przeczytał sobie „Bartka Zwycięzcę" Sienkiewicza i na najbliższym zebraniu „Sokoła" oraz Towarzystwa Św. Wacława mówił na ten temat całą godzinę. To samo było z „Placówką" Prusa. Umiejętne streszczanie wartościowych pozycji literatury przysparzało czytelników i przeobrażało ich sposób myślenia.”
Przytaczam dalszą cześć wypowiedzi Kaczora z listu do Zarządu, związaną z jego działalnością w Eleusis: „Błogosławiona niech będzie ta chwila, w której poznałem życie poczwórnej abstynencji tj. Eleusis, tu szczęście, tu niebo i niech Bóg wynagrodzi tego człowieka (prof. Lutosławskiego – A.L.), który stworzył tak szlachetny cel dla ludu. Ach ta wódka, to największy wróg ludzkości, gorszy od samego Lucyfera, ona jest przyczyną wszystkich zbrodni na świecie. Oznajmiam, że kto się upija, ten nie ma prawa mówić o oświacie ludu, bo on sam tej oświaty nie zna. A ile to mamy jeszcze takich panocków, co ludowi prawią o oświacie, a oni sami mniej jej mają, jak ten lud, bo lud się na nich zapatruje, a oni go demoralizują. Ile to razy, gdy mówiłem na zebraniach o zgubnych skutkach alkoholu, to jakiś tam redaktor z tego drwił, a potem szedł do knajpy i pił z ludem, co lud widząc takiego bohatera polskiego w knajpie przy kieliszku, więc go też naśladuje i miał w sobie to za ubliżenie, gdy mu czasem jaki abstynent mówił, że źle robi, gdy się upija. Razu pewnego, gdy mówiłem o alkoholizmie, to musiałem wysłuchać, jak mi jeden starszy robotnik z oburzeniem zarzucał, że przecież pan ekonom pije, nauczyciel pije i ksiądz pije, a ja śmiem tej przyjemności robotnikowi zakazywać, mówi, że przecież to Pan Bóg stworzył. Ja mu na to odpowiedziałem, że przecież Pan Bóg stworzył też rozmaite trujące jagody i grzyby, a czemu tych nie je, że Pan Bóg też dał każdemu rozum, ażeby badał co mu wolno używać, a co nie. Oznajmiam, że póki wyższa inteligencja nie zacznie lepszym przykładem służyć ludowi, póty nie będzie lepiej. Lud da się poprowadzić, potrzeba mu tylko dzielnych przewodników i to wyrobionych abstynentów. Póki lud nie porzuci pijaństwa, póki nie zajrzy do książki, póty nie ma mowy o lepszej przyszłości dla narodu naszego. Piszę to wszystko z mego własnego doświadczenia i na ten temat można by całe tomy pisać.”
Własna działalność gospodarcza
Wkrótce po wstąpieniu do Eleusis zrezygnował Jan Kaczor z pracy na kopalni i rozpoczął działalność na własny rachunek. Tak o tym pisał w liście do Zarządu, podkreślając, że swój awans zawodowy zawdzięcza wyłącznie abstynencji: „Oświadczam, iż jestem 3 lata Elsem i mogę śmiało powiedzieć, że Eleusis to szczęście i wyzwolenie ludzkości. Z nieba został zesłany ten człowiek, co je wskrzesił, nie jestem zdolny opisać szczęścia jakiego doznaję, gdy sobie wspomnę na chwilę przystąpienia do Eleusis. Ale z tej całej radości, z całej piersi wołam do całego Narodu polskiego: Narodzie polski, stań się cały Elsem, a osiągniesz wszystko to czego pragniesz. Jest to wielkie szczęście i łaska boża zostać prawdziwym Elesem. Od dnia, gdy poznałem prawdziwą drogę do oświaty, już nie mam troski o marne życie, bo poznałem te prawdziwe słowa Chrystusa, gdzie mówi: starajcie się o Królestwo Boże, a to drugie będzie wam dane i gdy mówi: módl się i pracuj. Święte słowa, teraz je dopiero poznaję.
Już często mówiłem, że gdy człowiek zostanie Elsem, to nie potrzebuje się wcale i materialną stroną kłopotać, bo ona tak idzie za nim, jak mara, bo prawdziwy Els nic na marne nie traci, a poza tym jest pracowity i pilny, bo on wie, że on jest po to na świecie, ażeby żył i wyżył się dla drugich, a przez to duszę swą udoskonalił.
Jestem 9 lat w Westfalii, 6 lat pracowałem w kopalni, obecnie 3 rok prowadzę piekarnię i skład korzeni (przypraw – A.L.) i towarów spożywczych. Oświadczam, że mój dorobek zawdzięczam tylko abstynencji, dodając też jeszcze, że na nic nie zdadzą się wszystkie zabiegi organizacji robotniczych, jeżeli i one nie zaczną zwalczać pijaństwa i marnotrawstwa, bo to do niczego nie prowadzi. Pijaństwo jest większym wrogiem dla stanu robotniczego, niż kapitalista niemiecki, bo człowiek nietrzeźwy nie jest zdolny stawić czoła kapitaliście, bo jest za słaby, bo nie ma funduszy, bo on nie myśli o oszczędności, on swój zarobek przepije i zmarnuje. I póki nie stanie się stan robotniczy trzeźwym, póty zostanie zawżdy popychadłem kapitału, bo mam to doświadczenie, że chcąc swój byt polepszyć, to trzeba się samemu polepszyć, bo każdy człowiek jest panem swego szczęścia. Jako robotnik odczuwam ten stan robotniczy bardzo i żal mi, że nie mogę być pomiędzy moim stanem zrozumiany, ale mam nadzieję, że Bóg dokona tego, że naród przejrzy. Kończę moje wywody tym hasłem: Więc do pracy w imię Boże, jak kto umie, jak kto może. WulkanXI Jan Kaczor”
* * *
W ramach uzupełnienia informacji o początkach działalności gospodarczej Jana Kaczora, zacytuję St. Drygasa, który we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” pisał: „Łatwy start mieli wykwalifikowani rzemieślnicy, natomiast ciężką drogę musieli przebyć przyszli kupcy. Na założenie małego kramiku pracowały całe rodziny.
Ciąg dalszy na str. 6
Ciąg dalszy ze str. 5
Ojcowie w kopalniach brali nadgodziny, by więcej pieniędzy przynieść do domu, matki podejmowały się różnych usług, a nawet pomagały dzieci. Gdy zgromadzono odpowiednią kwotę pieniężną, zakładano sklepiki obsługiwane przez córki, podczas gdy ojcowie nadal ciężko pracowali w kopalniach. Gdy mieszkałem w Dahlhausen, byłem świadkiem powstawania takiego interesu. Jan Kaczor, pracownik kopalni „Hasen-winkel", zarabiał jak wielu innych. Był oszczędny i z odłożonych pieniędzy założył sobie wytwórnię wód mineralnych (wody sodowej i lemoniady). Musiało mu to dać dość duży dochód, bo po niejakim czasie wydzierżawił dom z piekarnią, sprowadził z kraju młodego fachowca i począł wypiekać chleb. Nie było tu dla niego konkurencji.
Początkowo po otwarciu piekarni pracował jeszcze w kopalni, później kupił konia i wóz do rozwożenia chleba i rozwoził chleb nie tylko rodakom zamieszkałym w Dahlhausen-Linden, ale i poza granice tej miejscowości. Czynnością tą zajęty był od rana do późnego wieczora. Wreszcie otworzył sklep towarów spożywczych, który prowadziła żona, podczas gdy on nadal rozwoził chleb. Po kilku latach stał się głównym udziałowcem fabryki kawy słodowej w Gelsenkirchen.”
Działalność stowarzyszenia Eleusis w latach 1907-1908
Pierwsze koła Eleusis na terenie Westfalii powstały w 1905 roku z inicjatywy Elsów śląskich, ale ich rozwój nie był zbyt dynamiczny, brakowało charyzmatycznego przywództwa. Jan Kaczor w dwóch pierwszych latach swojego członkostwa (1907-1908) nie zajmował żadnego kierowniczego stanowiska w tej organizacji.
W dniu 3 XI 1907 roku, reprezentanci kilku kół z Westfalii i Nadrenii spotkali się w Bochum w mieszkaniu Kazimierza SilińskiegoXII, celem omówienia ważniejszych spraw organizacyjnych. Na zebraniu tym był obecny Tadeusz Strumiłło, powracający z Londynu przez Bochum do Krakowa. Z Bochum postanowiono uczynić centrum kół Eleusis na Westfalię i Nadrenię.
T. Strumiłło w swoim dzienniku zanotował: „Stanąłem w Bochum-Süd, gdzie na peronie oczekiwał mię Stach PieniężnyXIII i paru tutejszych braci-Elsów. Poszliśmy najpierw do kościoła, a potem do mieszkania brata Kazimierza Silińskiego – żonatego i dzietnego, – górnika, który jednak myśli o założeniu zakładu introligatorskiego, ma majstra z Krakowa i dwu chłopców uczących się. Pieniężny chce z nimi spółkę utworzyć i ma się tu przenieść od grudnia.
Do Silińskiego zeszło się stopniowo kilkunastu młodych i starszych robotników-Elsów, którzy przyjechali z różnych stron Westfalii i Nadrenii, aby wspólnie ze mną się naradzić nad dalszym prowadzeniem Sprawy. Rozpytałem się najpierw o stan rzeczy dzisiejszy i pokazuje się, że nie jest tak znów źle, jak rozgłaszano, tj. policja jeszcze na trop kółek eleuzyńskich nie wpadła i nikogo osobiście do odpowiedzialności nie pociągnęłaXIV, ale „Wyzwolenie” (MT82) – związek antyalkoholowy uznała za organizację polityczną i dowiedziałem się, że niektórzy jej członkowie – właśnie Elsowie – korespondowali z nienawistnymXV dla Prus Lutosławskim. Strach padł na Elsów, szeregi młodszych, nowszych, nie dość bacznie przez Przybyłę przyjmowanych przerzedziły się, zdarzyły się łamania ślubów, były nawet brzydkie zdrady i denuncjacje, słowem to było owym zachwianiem się Sprawy. Ale dotyczy to niemal wyłącznie Bottropu, tam też Pietreczko ma najtrudniejszą sprawę, by znów ruch wszcząć; powiada jednak, że kilku starszych, lepiej wyrobionych braci są gotowi trwać w organizacji i zebrania wznowić. W innych punktach grupki są niewielkie, więc tym łatwiej i bezpieczniej zebrania odbywać się mogą; wszyscy się zgodzili na powierzenie przewodnictwa Pieniężnemu. Doradzałem im podział pracy na tajną, ściśle poufną – w gronie najzupełniej pewnych „swoich” ludzi – i jawniejszą, szersząXVI, bez jakiegokolwiek napomykania o organizacji poczwórnej wstrzemięźliwości, z budzeniem tylko poczucia polskości, nauką języka, zachęcaniem do czytania takiego „Pana Tadeusza” zamiast głupich powiastek.
Stowarzyszeń polskich rozmaitych jest tu dosyć, ale działalność ich nie jest dość energiczna, dowództwo zwykle kuleje przez ambicje osobiste, brak poświęcenia i szerszych horyzontów; na to samo choruje pono i pismo tutejsze „Wiarus Polski” … Słowem wszędzie potrzeba ludzi – wyrobionych, szlachetnych, pracowitych; nasi chłopcy, żeby tylko trwali w rozwijaniu się i swej cnocie – przygotują się na dzielnych kiedyś kierowników tych różnych instytucji. Nie jest jednak tak źle, owszem idzie z wolna wszystko ku lepszemu i teraz.
Nastrój ogólny zebrania był dobry – było dość nadziei i zapału; pomimo ciężkich czasów pięciu naszych członków – od pół roku kandydujących – przystąpiło dziś po odbytej spowiedzi na członków zwyczajnych i na moje ręce złożyło przysięgę dożywotniej wstrzemięźliwości i wiernej służby Ojczyźnie.”
* * *
Dnia 25 września 1908 roku odbyło się kolejne zebranie, w którym uczestniczyło jedenastu Elsów. Wybrano centralny zarząd dla kierowania kołami w Westfalii i Nadrenii. W jego skład weszli: Kazimierz Siliński (przewodniczący), Augustyn ­WawrzynowskiXVII (zastępca przewodniczącego i sekretarz) oraz Józef DrygasXVIII (skarbnik). Zarząd ten zatwierdził regulamin westfalsko-nadreński (7-punktowy), w którym były zawarte i omówione najważniejsze sprawy tamtejszych kół. Regulamin w głównych swych założeniach (cel istnienia kół, podział członków, itp.), nie różnił się od regulaminu krakowskiego. Znalazła się w nim również informacja o zależności kół w Westfalii i Nadrenii od Krakowa. Oznaczało to, że 25% ogólnej sumy składek będzie przesyłanych do ogniska krakowskiego, a w razie rozwiązania – cały majątek przejdzie do jego dyspozycji. Regulamin stwierdzał też, że Elsowie, którzy ukończyli kursy robotnicze, mają być nauczycielami kółek i doradcami zarządu. Zarząd westfalsko-nadreński był jedynym formalnym zarządem wyższego szczebla poza Galicją (zarządem w Krakowie).
27-go września, dwa dni po zawiązaniu zarządu westfalsko-nadreńskiego Eleusis, przybył ponownie do Bochum Tadeusz Strumiłło. W swoim dzienniku pisał: „W Bochum na stacji oczekiwali mię Stach Pieniężny, Augustyn i FeliksXIX. U Silińskich, Kazimierza niedługo widziałem, bo poszedł na nocną pracę; mówił coś tonem malkontenta o nieporządku w organizacji, o braku systematycznych zebrań i sprężystości w kierownictwie. Stach po jego wyjściu tłumaczył mi, że Kazimierz sam za mało się do pracy przykłada, że on, Stach od przyjazdu i tak kółka wszystkie objechał, że mu czasu mało na pracę pozostawia jego teraźniejsze introligatorsko-księgarsko-kolporterskie zajęcie, którego nadto nie lubi. – Wszyscy niecierpliwie wyczekują następnej niedzieli – dnia zjazdu z Lutosławskim w Bleybergu na granicy Belgii.”
Zjazd Elsów-robotników westfalskich, zwołany przez prof. Wincentego Lutosławskiego, odbył się 4-go października 1908 roku w belgijskim mieście Bleyberg. Jedną z wytycznych, przekazanych przybyłym delegatom, było pobudzenie sprawy eleuzyńskiej poprzez werbowanie nowych członków, spośród najbardziej aktywnych i zaufanych działaczy wśród polskich organizacji.
Przejęcie przewodnictwa w Eleusis
Po powrocie ze zjazdu zadecydował J. Kaczor o zwerbowaniu Stanisława Janickiego do EleusisXX – znał go doskonale z towarzystwa polsko-katolickiego św. Wacława w Dahlhausen-Linden i z pracy w tow. gimnastycznym „Sokół”. Ta decyzja wywołała cały ciąg zdarzeń, które pozytywnie zaważyły na dalszej działalności Eleusis na terenie Westfalii i Nadrenii. Wkrótce po wstąpieniu do Eleusis, latem 1909 roku, nawiązał Janicki kontakt listowny z twórcą tej organizacji, profesorem Wincentym Lutosławskim. Moment ten i jego konsekwencje opisałem obszernie w MT80. Na skutek tej korespondencji zadecydował arbitralnie Lutosławski o zmianie Zarządu westfalsko-nadreńskiego, bez konsultacji tej decyzji z Zarządem krakowskim – przewodniczącym został Jan Kaczor, a sekretarzem w randze wiceprzewodniczącego Stanisław Janicki. O tym, że musiało to być zaskoczeniem dla Zarządu krakowskiego świadczy pierwszy list Stanisława Janickiego napisany do Tadeusza Strumiłły (ps. Dąb) z dnia 11 października 1909 roku: „Kochany Dębie! Mam Ci odpisać na list twój pisany 7.10.09 do Feliksa Silińskiego z jegoż polecenia. Ale najpierw chcę Ci zaznaczyć, iż ja jestem Stanisław Janicki, a poznałem Sprawę z początkiem roku tego. W maju roku tego odwiedził nas BratXXI St. CywińskiXXII. Sprawa rozwija się powoli lecz stale, przynajmniej Idea abstynencka wsiąka coraz bardziej w lud nasz kochany. Nas sam w Dahlhausen-Linden jest 11stu. Wiem na pewno, że gdy Bogu zaufamy i własną siłę odgrzebywać będziemy, ostatecznie dojdziemy do Celu. Nie ma takiej przeszkody, która by na drodze naszej nas wstrzymać mogła, więc musimy dojść, bo – Bóg z nami. Pisałem do OjcaXXIII (Lutosławskiego – A.L.), list mój mu się podobał, podarował mi książeczkę „Nieśmiertelność duszy”, – niech go Bóg błogosławi. (…) Teraz proszę Cię, nie weź mi za złe, iż tak niedbale pisałem, bo nie mam czasu, a ręka od taczki jest ciężka. Jestem żonaty półtora roku, liczę 25 lat. Od czasu jak przystąpiłem do Eleusis, duży krok postąpiłem naprzód. Kazimierz Siliński nie jest przewodnikiem. Jest nim Jan Kaczor. Sekretarzem ja jestem. Ściska Cię Twój Brat Stanisław Janicki.”
* * *
Można się zastanawiać, dlaczego to Kaczor został przewodniczącym Eleusis, a nie Janicki, w którym Lutosławski widział przyszłego Misjonarza Wychowania Narodowego. Odpowiedź wydaje się dosyć oczywista – to Kaczor miał większe doświadczenie oraz był bardziej znany i rozpoznawalny w środowisku robotniczym na terenie Westfalii. Tak oto rozpoczęło się wspólne zarządzanie obu panów w Eleusis, a wkrótce również w organizacji abstynenckiej Wyzwolenie.
Ciąg dalszy nastąpi
Armin Lach
Źródło: Archiwum Eleusis BUKUL – List J. Kaczora do T. Strumiłły z dn. 28 lutego 1911 roku: Rkp. 939, korespondencja T. Strumiłły, K-O; k. 1-6; J. Kaczor: „Moje zdanie o sprawie Eleusis!”, Dahlhausen 1910, Rkp. 923,k. 350-352; List S. Janickiego do T. Strumiłły z dn. 11 października 1909 roku, Rkp. 939; kor. T. Strumiłły, D-J; k. 414-416; Dziennik T. Strumiłły - zbiory reprograficzne A. Prinke z Poznania; J. Kozłowski: „Rozwój organizacji społeczno-narodowych wychodźstwa polskiego w Niemczech 1870-1914”, Wrocław 1987; S. Drygas: „Czas zaprzeszły”, Warszawa 1970; W. Lutosławski: „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1910; Cz. Kowalczyk: „Towarzystwo Pomocy Naukowej pod wezwaniem św. Jozafata”, S. Kunca „Towarzystwa polsko-katolickie na wychodźstwie” oraz M. Siekierski: „Koła śpiewacze na obczyźnie” w: „Pamiętnik Wystawy Przemysłowej w Bochum od 19-27 lipca 1913 roku”, Oberhausen 1913; „Walne zgromadzenie Świętojózafacia w Wanne”, „Gazeta Toruńska” nr 257/1907; „Walne zgromadzenie Towarzystwa Pomocy Naukowej pod opieką św. Jozafata”, „Gazeta Toruńska” nr 75/1908; S. Pigoń: „Z Komborni w świat”, Warszawa 1983.
I. Duże, oficjalne archiwum Eleusis spłonęło w Krakowie podczas I wojny światowej. Tak o tym pisał S. Pigoń w swoich wspomnieniach „Z Komborni w świat”: „Wracając do spraw Eleusis zapisać tu wypadnie na rachunek I wojny jedną dotkliwą stratę: zniszczenie archiwum. Wybuch wojny rozmiótł nas po świecie. Kilku członków, którzy zostali na miejscu, gdy Rosjanie podeszli pod Kraków, uległo popłochowi. Wydało im się, że wkroczywszy do miasta komenda rosyjska nie będzie miała większych zmartwień niż wyśledzenie gniazda eleuzyńskiego. Pospiesznie więc spalono bogate archiwum. Ofiarą ognia padła obszerna korespondencja odbierana przez W. Lutosławskiego w pierwszych latach jego Seminarium Wychowania Narodowego (…). Przepadło również i późniejszej, eleuzyńskiej, korespondencji sporo. Osobiście bardzo ubolewałem nad stratą przygotowanego do druku materiału rękopiśmiennego na VII tom „Eleusis”. Byłem jego redaktorem. Tom miał zobrazować zasięg naszej działalności wśród robotników, miał być w całości wypełniony życiorysami naszych braci z Westfalii i Śląska, zestawionymi według wskazówek rozesłanej im ankiety. Chodziło o uwydatnienie, co ich doprowadziło do naszej sprawy i co ona im dała. Kilkadziesiąt zebranych autobiografii z różnych ośrodków byłoby nieocenionym materiałem do dziejów uświadomienia narodowego w masach robotniczych zaboru pruskiego. Niestety, przepadły i one w tamtym całopaleniu. Nad stratą archiwum będzie bolał historyk naszego ruchu (np. jeśli się w ogóle taki znajdzie).”
II. Strumiłło Tadeusz (1884-1958) („Montes Tarnovicensis”, nr 5, 12.04.2001 r.: „Dr Tadeusz Zgierski-Strumiłło „Dąb”), filozof, pedagog. Przed I wojną światową, w związku Eleusis, druga osoba po Wincentym Lutosławskim do 1912 r., potem nieformalny przewodniczący tej organizacji we frakcji galicyjskiej. Zaangażowany w ruch skautowy. W latach 1918-21 Naczelny Inspektor Harcerstwa w Ministerstwie WRiOP. W 1933 r. wybrany członkiem Międzynarodowego Biura Skautowego. Wykładowca pedagogiki i psychologii na KUL-u i w Katowicach. W latach 1937-38, dyrektor liceum pedagogicznego w Tarnowskich Górach. W czasie II wojny światowej zaangażowany w prace tajnych kompletów w Krakowie. Po wojnie lektor języka rosyjskiego na Uniw. A. Mickiewicza w Poznaniu i wykładowca historii filozofii w seminarium duchownym Zgromadzenia Chrystusowców.
III. Wyjątek stanowią materiały z tych zbiorów, które ukazały się drukiem staraniem samego W. Lutosławskiego; są to: dwa pierwsze listy S. Janickiego do Lutosławskiego z 1909 roku wydane trzykrotnie m.in. w broszurze „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1910 oraz listy S. Janickiego do Lutosławskiego z 1912 roku, pisane w czasie jego pobytu w tlemceńskiej Kuźnicy Wychowania Narodowego: „Myśli polskiego robotnika” w: „Odrodzenie”. Pismo poświęcone szerzeniu wstrzemięźliwości i poprawie obyczajów. Organ polskich abstynentów w Ameryce, drukowane w odcinkach od kwietnia do grudnia 1913 roku. Dodatkowym, ale jednostkowym materiałem, jest rękopis sprawozdania z pobytu S. Janickiego w Kuźnicy Wychowania Narodowego w 1912 roku, którego kopię uzyskałem w 2016 roku dzięki uprzejmości jednej z pracownic Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie – S. Janicki: „Moje sprawozdanie z pobytu mego w Kuźnicy w Tlemcen w Algierii od 11 stycznia roku 1912, aż do 24 września roku 1912.”, Tlemcen 1912.
iv. Data urodzin Jana Kaczora nie jest bezpośrednio potwierdzona w materiale źródłowym, aczkolwiek po dogłębnej, krzyżowej jego analizie możliwe jest jej orientacyjne wyliczenie – nie należy jej traktować jako ostateczną.
v. Franciszek Liss (1855-1933) – duchowny katolicki, doktor teologii i filozofii, prałat papieski, redaktor, wydawca i publicysta, polski działacz narodowy w Prusach, duszpasterz Polaków w nadreńsko-westfalskim zagłębiu przemysłowym, założyciel i wydawca „Wiarusa Polskiego” z Bochum.
vi. Brejski Antoni (1867-1929) –  działacz narodowy na terenie Westfalii i Nadrenii, redaktor „Wiarusa Polskiego”, w odrodzonej Polsce wiceprezes Syndykatu Dziennikarzy Pomorskich.
vii. Drygas Stanisław – westfalski krawiec, członek Eleusis od 1907 r., „kursista”, czyli absolwent Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie.
viii. Stowarzyszenie Eleusis było na terenie Niemiec organizacją nielegalną, uznawaną przez władze za niebezpieczną i wywrotową, ściganą przez policję. Na Górnym Śląsku przynależność do Eleusis była uznawana wręcz za zdradę stanu, a członków tej organizacji skazywano na kary bezwzględnego więzienia. Na terenie Westfalii-Nadrenii szykany nie były tak bezwzględne, ale jednak dotkliwe. Jedną z ofiar dekonspiracji był Stanisław Janicki, który za przynależność do Eleusis został zwolniony z pracy na kopalni i musiał założyć własną działalność gospodarczą, aby zdobyć środki na utrzymanie rodziny.
ix. Działalność w Eleusis była podzielona na wewnętrzną  i zewnętrzną. Wewnętrzna polegała na samodoskonaleniu w oparciu o: poczwórną wstrzemięźliwość, udział w życiu Kościoła katolickiego, czytanie polskiej literatury oraz naukę kaligrafii, ortografii, logiki i matematyki. Działalność zewnętrzna polegała na uświadamianiu narodowym na zebraniach innych polskich organizacji oraz wśród najbliższych sąsiadów.
x. Koła śpiewackie na obczyźnie zorganizowane były w „Związku Kół Śpiewackich dla Westfalii, Nadrenii i sąsiednich prowincji”. Pierwsze, pod nazwą „Lutnia”, powstało w Gelsenkirchen w 1894 roku. Następne zakładano przeważnie w oparciu o towarzystwa polsko-katolickie, które miały już oddziały śpiewu. Tak więc rok po roku, zakładały się koła śpiewacze w miejscowościach, gdzie były liczniejsze kolonie polskie, a ich prezesi organizowali doroczne zjazdy. Zadaniem kół śpiewaczych było krzewienie i utrwalanie mowy polskiej poprzez naukę piosenek ludowych, pieśni nabożnych i chóralnych. W 1912 roku na terenie Westfalii i Nadrenii było 85 kół śpiewaczych, zorganizowanych w 7-miu okręgach z 4000 członków.
xi. Wulkan – pseudonim J. Kaczora w Eleusis; posługiwał się również pseudonimem Gerwazy.
xii. Siliński Kazimierz – westfalski górnik, potem introligator, ojciec Feliksa – przewodniczący centralnego zarządu Eleusis w okręgu westfalsko-nadreńskim w latach 1908-1909.
xiii. Pieniężny Stanisław ps. „Bor”, bądź „Bór”, westfalski Els, ukończył kurs robotniczy w krakowskim Seminarium Wychowania Narodowego pod kierownictwem W. Lutosławskiego w 1907 r., a następnie przez okres sześciu miesięcy działał z polecenia W. L. w jego zastępstwie, w USA wśród tamtejszych kół bractwa. Jego misja, tak jak się spodziewał, nie przyniosła pożądanych efektów. Na terenie Westfalii zajmował się kolportażem książek, co ułatwiło mu kontakt z kołami i udzielenie ideowej pomocy ich członkom. Z Westfalii przeprowadził się do Galicji, skąd przybył wraz z T. Strumiłłą na zjazd Elsów-robotników z wychodźstwa w Bleyberg w Belgii 01-03.11.1912. Pisywał artykuły do krakowskiego miesięcznika poświęconego sprawom wstrzemięźliwości i wychowania narodowego „Iskra”. Podczas I wojny światowej powrócił do Westfalii.
xiv. Patrz przypis nr 6.
xv. W 1905 r., podczas procesu sądowego w Gliwicach przeciwko Elsom śląskim, rozesłano za prof. W. Lutosławskim listy gończe. Z powodu zagrożenia aresztowaniem, nie mógł Lutosławski wjeżdżać na teren państwa niemieckiego. W związku z tym, w 1906 r., zorganizował w Krakowie kursy dla Elsów-robotników z Górnego Śląska i Westfalii w Seminarium Wychowania Narodowego przy ul. Batorego 1.
xvi. Patrz przypis nr 9.
xvii. Wawrzynowski Augustyn – zastępca przewodniczącego i skarbnik w centralnym zarządzie dla kierowania kołami w Westfalii i Nadrenii w latach 1908-1909.
xviii. Drygas Józef – westfalski górnik, członek Eleusis od 1907 roku, sekretarz w centralnym zarządzie Eleusis w okręgu westfalsko-nadreńskim w latach 1908-1909, ojciec Stanisława.
xix. Silinski Feliks – westfalski Els, podobnie jak S. Drygas i S. Pieniężny, ukończył kurs Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie, inicjator koła Eleusis w Dahlhausen-Linden, do którego wstąpił  Jan Kaczor (1907) i Stanisław Janicki (1908). Członek towarzystwa gimnastycznego „Sokół”, w którym uczył gramatyki i historii Polski.
xx. W liście z 1909 r., skierowanym do prof. Wincentego Lutosławskiego, St. Janicki pisał:„ (…) nie tak dawno wstąpiłem w szeregi eleuzyńskie. Bo jak przejeżdżałeś zeszłego roku przez Belgię, to dopiero pierwszy raz usłyszałem od Brata Jana Kaczora coś o tym. Więc z Nowym Rokiem (1908/1909 - A. L.) dopiero przystałem.”
xxi. Członkowie Eleusis zwracali się do siebie grzecznościowo w formie: Brat i Siostra, aby podkreślić łączące ich więzi.
xxii. Cywiński Stanisław (1887-1941), historyk literatury, filozof, studiował w UJ pod kierunkiem Tarnowskiego i Chrzanowskiego, od 1908 był członkiem Eleusis i wychowawcą na kursach dla robotników organizowanych przy Seminarium Wychowania Narodowego w Krakowie.
xxiii. S. Drygas we wspomnieniach „Czas zaprzeszły” pisał: „Wincentego Lutosławskiego zwaliśmy Ojcem, bo tak od założenia Eleusis zwracali się doń uczniowie. „Ojcostwo” to zostało także przeniesione przez pierwszych kursistów Przybyłę i Pieniężnego do Westfalii. Wszelkie listy pisane do Lutosławskiego zaczynały się zawsze od słowa „Drogi Ojcze”, nie zaś „Panie Profesorze”.