|
Oto cel życia, pracy i istnienia artysty: z danej mu gleby żywota i z własnej
natury oraz z ojcowizny znoju, potu, przemocy, obłędu i gorzkiej męki wydobyć
nieprzemijającą postać piękna, oczarowaniem zniewolić i zawojować człowieka,
zauroczyć całe pokolenie, powalić śmierć na kolana, obezwładnić ją i zakotwiczyć
wieczność ramionami własnej sztuki.
W
odniesieniu do muzyki głos ludzki to jedno z „narzędzi” w bogatej i wielobarwnej
rodzinie instrumentów służących do jej tworzenia i odtwarzania. Od strony
anatomicznej narząd głosu przypomina swoją budową instrumenty dęte - składa się
bowiem z systemu rur powietrznych, z których najważniejsza to krtań zawierająca
dwie drgające fałdy - struny głosowe. Jego funkcjonowanie determinowane jest
przez ośrodkowy układ nerwowy, który według współczesnej teorii R.Hussona
kieruje bezpośrednio całym narządem, w tym drganiami strun głosowych. Niemniej
istotną rolę pełni tutaj układ oddechowy, dostarczając mu powietrza, a także
artykulacyjno/rezonacyjny na którego działanie składają się jama ustna, język,
gardło oraz rezonatory - zatoki czołowe, szczękowe, płuca, tchawica.
|
Narząd głosu stanowi fizjologiczną podstawę śpiewu, który
w odróżnieniu od mowy, nie jest wrodzonym zestrojem ruchowym i wymaga
osobnego kształcenia głównych jego składowych. Dla techniki wokalnej
fundamentalne znaczenie ma więc tzw. podparcie oddechowe (z wł.appoggio) -
to umiejętność wyśpiewania na jednym oddechu większej liczby dźwięków, w
oparciu o równoczesne napięcie mięśni oddechowych, szczególnie
dolnożebrowych i brzusznych. Kolejne ważkie elementy to fonacja, na którą
składają się intonacja, samo brzmienie głosu oraz następny - artykulacja, a
w niej dykcja. Efekt finalny, a więc śpiew to złożony proces będący efektem
współdziałania wszystkich tych elementów. |
|

Pamiątkowy znaczek pocztowy z Józefem Pawlikiem
|
Ze względu na zakres i właściwości dźwiękowe ludzkiego głosu w
obowiązującym na żeńskie i męskie podziale, mamy głębiej idący, dzielący je pod
względem samego brzmienia. Przykładowo koloraturowe (sopran) charakteryzują się
jasnym brzmieniem, stosunkowo małą siłą i dużą ruchliwością, dramatyczne
(mezzosopran, tenor, baryton) natomiast ciemnym brzmieniem, dużą siłą i małą
ruchliwością.
Szkolnictwo muzyczne w Polsce kształci śpiewaków na trzech szczeblach, z których
najbardziej rozbudowany profil dydaktyczny mają akademie muzyczne. Obok
przedmiotów ogólnomuzycznych, lekcji śpiewu jako podstawy, do obligatoryjnych
należy przykładowo gra sceniczna, kształcąca młodych adeptów w aktorskiej
ekspresji, „oswajająca” ich z wymogami, a zarazem trudami interpretacji
scenicznej.
Na osobowość artystyczną śpiewaka składać się winno wiele cech, obok doskonałego
słuchu także to, co nazwać można ogólnie przyjętym określeniem „pięknego głosu”
owego daru, który często po długich latach uszlachetniania poprzez żmudne
ćwiczenia, zmaganiem się z materią muzyczną, a często też z własnymi
ograniczeniami i słabościami, rozbrzmiewa piękną kantyleną.
Nie bez znaczenia mają w tym kontekście walory innej natury, takie jak
umiejętności współpracy, współdziałania w zespole ludzkim, odporność na stres w
warunkach jakie charakteryzują, publiczny występ. Udział w wystawieniu dzieła
scenicznego, w tej wielopoziomowej formule z udziałem najczęściej dużego aparatu
wykonawczego - orkiestry, zespołu chóralnego, baletu, często wielogodzinna gra
na scenie, w muzycznej i aktorskiej realizacji partii - wymaga odpowiedniej
kondycji psychicznej, nie mówiąc już o tężyźnie fizycznej. Przykładów jest tutaj
wiele - choćby dramaty muzyczne Ryszarda Wagnera, których co najmniej
trzygodzinny czas trwania, to reguła. Jeśli by patrzeć z punktu specyfiki tej
profesji nie bez kozery można stwierdzić, że jej uprawianie wiąże się z ciągłymi
wyzwaniami, permanentną i wytężoną pracą nad kształtowaniem wrażliwości i
artystycznym rozwojem.
Śląsk to region o bogatych tradycjach teatrów operowych, z wpisaną w jego
historię działalnością sceny międzywojennego Teatru Polskiego w Katowicach,
konkurujących z nią placówek niemieckich w Bytomiu, Gliwicach i Zabrzu (Dreistädte
Theater ) po wojnie zaś bytomskiej Opery Śląskiej. To właśnie przez szereg lat
teatr w Bytomiu był kuźnią talentów, tutaj swoje pierwsze sceniczne „kroki”
stawiali m.in. Andrzej Hiolski i Wiesław Ochman.
W gronie znamienitych głosów sceny, ciekawych i twórczych osobowości, które
przez lata budowały artystyczną jej wizytówkę był również Józef Pawlik.
Jego muzyczna przygoda zaczęła się jeszcze w rodzinnych Tąpkowicach. Rozlegający
się po miejscowości donośny i miły dla ucha młodzieńczy głos, kojarzony był
przez mieszkańców z innym, znanym na całym świecie - Jana Kiepury.
I na wzór mistrza, dzięki wrodzonej muzykalności, dobrej muzycznej pamięci
nauczył się wykonywanych przez niego popularnych utworów. Jak wspomina, „w tym
czasie wyśpiewywałem to wszystko, co wpadło mi w ucho, pieśni religijne, kolędy
ba nawet całe msze po łacinie”.
Przez czas nauki w tarnogórskim Liceum Pedagogicznym był aktywnym członkiem
szkolnego chóru, prowadzonego wówczas przez prof. A. Wójcikiewicza. W 1949r.
egzamin maturalny i nakaz pracy w Państwowym Ośrodku Wychowawczym w Szczawnie
Zdroju, w charakterze nauczyciela i wychowawcy. Jego mieszkańcami były dzieci
macedońskie i greckie, które na skutek wojny domowej w Grecji znalazły
schronienie w naszym kraju. W grupie małych podopiepiecznych byli tacy, którzy
swoje życie związali z Polską, a wśród nich Paulos Raptis późniejszy znany
śpiewak operowy, Petre Nakowski ambasador Macedodonii w Warszawie, czy literat i
tłumacz Nikos Chadzinikolau. Pomimo dużego zaangażowania w pracę wychowawczą,
awansu na kierownika Domu Dziecka, Józef Pawlik podjął decyzję o rezygnacji z
wykonywanej pracy - Jego powołaniem była muzyka.
Dlatego też, gdy w 1953r. organizował się Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” znalazł
się w licznej grupie pasjonatów i po pomyślnej weryfikacji umiejętności
muzycznych, a przede wszystkim wokalnych stał się jego członkiem. W tych latach
obok „Mazowsza” to właśnie koszęciński zespół był wizytówką kraju i do
dzisiejszego dnia pełni niezwykle istotną kulturotwórczą rolę. W 1959r. w
trakcie licznych zagranicznych tourne „Śląsk” wystąpił w nowojorskiej Madison
Square Garden. Wśród siedmiotysięcznej widowni oklaskującej zespół, a w niej
licznej Polonii znaleźli się Jan Kiepura z Martą Egert oraz Artur Rubinstein.
Spotkanie z tak wielkimi osobistościami muzycznej society zapewne na długo
zapadło w pamięć członkom zespołu, a szczególnie symboliczne znaczenie miało dla
Józefa Pawlika.
Nowy rozdział w Jego życiu zaczął się w 1963r., gdy w grupie 26 śpiewaków stanął
do przesłuchania w bytomskiej Operze. Komisja weryfikująca ich umiejętności
wokalne, na czele której stał ówczesny kierownik artystyczny teatru Karol
Stryja, zakwalifikowała pomyślnie tylko jednego kandydata.
Zaczęła się wytężona praca - najpierw nauka i opracowywanie partii z
korepetytorem, próby sceniczne z udziałem reżysera i zespołu, wreszcie debiut.
Jeszcze w tym samym roku Józef Pawlik wystąpił w partii Jontka w moniuszkowskiej
„Halce”. A rola to niełatwa - wymaga bowiem nie tylko dużych umiejętności
wokalnych, lecz także aktorskich. Libretto nakreślone przez poetę i doskonałego
literata Włodzimierza Wolskiego obliguje śpiewaków, a szczególnie główne
postacie dzieła - Halkę i Jontka - do szczególnej ekspresji wyrażanej nie tylko
w śpiewie, lecz także aktorskiej grze. To obok „Strasznego dworu” opera
narodowa, więc każde jej wystawienie ma wręcz symboliczny wymiar i nakłada na
wykonawców szczególne wymogi.
Dzieła R.Wagnera umieszczano nieczęsto w repertuarach teatrów operowych
działających na Śląsku. W okresie międzywojnia prezentował je bytomski
Landestheater, także kilkakrotne wystawienia „Tannhäusera” były udziałem zespołu
opery katowickiej Teatru Polskiego. Niemniej jednak w proporcji do liczby innych
oper np. Pucciniego, Verdiego te wagnerowskie stanowiły niewielki procent,
szczególnie w odniesieniu do sceny polskiej. Odpowiednie kwalifikacje głosowe
solistów, a w tym przede wszystkim umiejętności techniczne warsztatu wokalnego,
reżyseria i niezbędne w przypadku takich działań zabezpieczenie techniczne - to
fundamentalne elementy.
Dlatego też wydarzeniem artystycznym o historycznym znaczeniu, było wystawienie
w 1964r. przez Operę Śląską „Holendra tułacza”. Obsadę stanowiły najprzedniejsze
głosy, m.in. Kazimierz Wolan (tytułowa postać) Stanisława Marciniak (Senta), a
także Józef Pawlik w partii Eryka, całość prowadził K. Stryja.
W recenzji spektaklu zamieszczonej w katowickich „Poglądach” oraz „Ruchu
muzycznym”, autorzy wskazywali na dobry poziom artystyczny i udane kreacje
solistów, podkreślali ogromny wkład pracy całego zespołu, pomimo nałożenia wielu
problemów scenicznych i wokalnych w realizacji tego dzieła.
Obok udziału w teatralnej codzienności, licznych przedstawieniach i udanych
pierwszoplanowych ról Alfreda w „Trawiacie” G. Verdiego, Don Josego w „Carmen”
G. Bizeta, Edgara w „Łucji z Lammermoor’u” G. Donizettiego, Pinkertona w „Madame
Butterfly” Józef Pawlik podjął także pracę w gliwickiej Operetce Śląskiej.
Prowadził także aktywną działalność koncertową m.in. z zespołami Filharmonii w
Zabrzu i Katowicach.
W 1972r. w setną rocznicę śmierci St. Moniuszki Poczta Polska wydała pamiątkowy
znaczek z widniejącymi nań dwiema postaciami głównych bohaterów operetki
„Ideał”- jedna z nich to Józef Pawlik.
Pomimo emerytury, na którą przeszedł w 1980r. kontynuował działalność
artystyczną w niemieckim teatrze operowym w Detmold. Do dzisiejszego dnia
pozostaje wierny swojej wielkiej życiowej pasji - muzyce i jak stwierdza, bez
śpiewu Jego życie nie miałoby sensu.
|