|
Pisząc i mówiąc o Śląsku, podkreśla się polski, niemiecki
i czeski charakter tej ziemi pogranicza. Niekiedy wyróżnia i dodaje się
Morawian. Do niedawna jeszcze mówiono o wyłącznie jednym – polskim (w
dodatku odwiecznym) jej charakterze. W dobie zacieśniania się więzów z
państwami Europy i znoszenia wszelkiego rodzaju cenzur, coraz więcej możemy
się dowiedzieć o niemieckim dziedzictwie na Śląsku. O Czechach, a
szczególnie o ich chlubnej przeszłości i dokonaniach, mówi i pisze się
bardzo mało.
|
W historiozofii Czesi nigdy nie byli tym wrednym
sąsiadem (mimo, że zdarzało im się kilkakrotnie spalić pół Polski). Ta
rola zarezerwowana była dla Niemców. Niemniej wiemy o nich prawie tyle,
co nic (tak samo jak o Śląsku – części składowej ich królestwa). Na
lekcjach więcej mogliśmy się dowiedzieć na przykład o królestwie
Hiszpanii. Czemuż to historia, dziejąca się przecież za miedzą, z
wydarzeniami zmieniającymi losy całej Europy, była pomijana, podawana w
mikroskopijnych porcjach? |
|
 |
| |
|
Herb Republiki Czech
ze śląskim orłem |
Wszak w czasach, kiedy obowiązujące wciąż podręczniki
historii powszechnej pisano, Czesi byli zaprzyjaźnionym narodem (troszkę
mniej oczywiście od narodu radzieckiego – ale zawsze). Przecież śpiewaliśmy
(najchętniej i najgłośniej za czasów Gierka głosami Vondraczkowej i Gotta)
na jedną nutę! I jechaliśmy na jednym wozie do tego samego celu.
Historia Czech (także ta gospodarcza, szczególnie końca XIX wieku i okresu
międzywojennego) traktowana była przez polskich ideologów wybiórczo i po
macoszemu z dwóch, uważam, powodów. Po pierwsze: koleje czeskich losów
rzadko bywały zbieżne z polskimi (z wyjątkiem pierwszych lat panowania
Mieszka I – Dubrawka, św. Wojciech), przeważnie zaś były sobie
przeciwstawne. Zbyt długo Czechy były znaczącym i spolegliwym członem
cesarstwa niemieckiego, by warto było ten fakt Polakom przedstawiać. Czas
buntu przeciw Niemcom też nie może świecić na lekcjach przykładem, bo
bojowników wiodła fałszywa religia. W czasach zaś, gdy Polska jęczała pod
knutem cara, Czesi szukali ratunku w Rosji (jak zresztą wszystkie pozostałe
słowiańskie narody).
Drugi powód jest bardziej skomplikowany i leży w samej polskiej naturze. Nie
toleruje ona w wymiernej bliskości i rzeczywistości osób i zjawisk
przerastających jej kondycję i wyobrażenie. Ponadto zwykła ona każdą sprawę
przyrównywać do siebie („słoń a sprawa polska”). I wszelka inność od wieków
widziana była źle, traktowana z lekceważeniem („pepik”), z pogardą („ty
parchu”) lub z nienawiścią („ ty Szwabie”). Wychowanie patriotyczne i
obywatelskie nie przewidywało lekcji ukazujących Czechów budujących swe
królestwo, wznoszących Złotą Pragę. Sprawiedliwość dziejowa sprawić powinna,
by przynajmniej południowy sąsiad (przy potęgach ze wschodu i zachodu) był
mniejszy i skromniejszy pod każdym względem. Tymczasem mniejszy jest on
jedynie jeśli idzie o obszar. Pod każdym innym sprawa wygląda rozmaicie.
Ślązacy tych uprzedzeń i oporów nie mają. Nagromadzili natomiast tyle
wspólnych z Czechami doświadczeń, przeżyli tyle lat w podobnym kręgu
cywilizacyjnym, że łatwiej mówić o podobieństwach niż różnicach. Stopień
pokrewieństwa bywał na przestrzeni wieków różny. Od bardzo bliskiego po
przybyciu Słowian do swych obecnych siedzib, do luźnego, w czasach
współczesnych.
Są naukowcy (nie tylko czescy), którzy twierdzą, że śląskie plemiona
Gołęszyców (z Opolem) i Lupiglajów (wokół Głubczyc), to w istocie plemiona
morawskie. Słynne zdanie z księgi henrykowskiej Czesi uznają za swoje (jak
już to w języku morawskim – czeski, tak jak polski, powstał znacznie
później). W nieudokumentowanych początkach życia na nowych terenach,
plemiona śląskie, morawskie i czeskie doświadczały podobnych losów. Najpierw
w tzw. „państwie Samona” (VII w.), potem w Rzeszy Wielkomorawskiej.
Prawdopodobnie o setki lat wcześniej niż Polanie przyjęli chrzest i zaznali
misji ewangelizacyjnej świętych Cyryla i Metodego. Upadek tego państwa
wykorzystał książę czeski Wratyław zakładając nad Odrą gród, nazwany jego
imieniem i podporządkujac sobie tutejsze plemiona. W XI i XII wieku Śląsk
znalazł się w orbicie ścierających się dwóch młodych państwowości: polskiej
i czeskiej. Stosunki z przedstawicielami (przeważnie uzbrojonymi) tak
jednej, jak i drugiej strony uwarunkowane były rezultatami toczących się
prawie bez ustanku wojen. Po dobrowolnym poddaniu się wszystkich księstw
śląskich zwierzchności lennej królów czeskich (początek XIII wieku), więzy z
sąsiadami z południa stały się silniejsze i bardziej pokojowe. Językiem
urzędowym był czeski, czesi stanowili znaczny procent urzędników i trochę
mniejszy mieszkańców miast.
Symptomatyczny jest artykuł 49 „naszego” Ordunku Gornego: „Poniewasz na
naszych gorach niemieczki, czeski y polski lud gwarcy i robotnicy są,
narządzuiemy aby bormistrz był takowy, co by oboiętną mowę dobrze umiał, do
którego bormistrza maią 4 radni panowie niemieczcy, co też obie mowy umieli,
a ieszcze zaś 4 polacy albo czescy, co by też niemieckie umieli, przydatne
być maią”. Oryginał, jak wiemy, został sporządzony w języku niemieckim
(mimo, że urzędowym był czeski), szybko przetłumaczono go na ówczesną
polszczyznę – język konfesyjny, obowiązujący na terenie kościelnego
diakonatu bytomskiego, podlegający jurysdykcji biskupa krakowskiego. Jednak
pomimo traktowania polszczyzny jako języka konfesyjnego górnośląskich
kościołów zwłaszcza w okolicach Bytomia i Pszczyny, tutejsza ludność nie
posługiwała się mową polską, lecz odrębnym językiem słowiańskim – śląskim.
Było dla niej obojętne, którym z języków włodarze miasta władali, gdyż
zarówno ówczesny polski, jak i czeski były w podobnym stopniu zbliżone do
potocznego języka śląskiego. |