|
W żadnym miejscu nie twierdziłem, że osoby zajmujące się
promocją miasta takich działań nie podejmują. Sesja naukowa i wmurowanie
płyty upamiętniającej Carla Wernicke, dobitnie świadczą o znawstwie
pracowników Wydziału Kultury i Promocji. Upieram się jednak przy
zintensyfikowaniu takich poczynań i przy rozszerzaniu wachlarza propozycji.
Nie wspomniałem, że „Montes” już dużo wcześniej pisał o Wernicke?
Rzeczywiście. Przepraszam.
Osoba zajmująca się Śląskiem tak intensywnie jak niżej podpisany, miała
ostatnio dużo okazji do rozmyślań. Stwarzały je wydarzenia dziejące się
zarówno na Górnym Śląsku, jak i przed kilku dniami – w Warszawie. Zacznijmy
od tych ostatnich. 6 maja członkowie Ruchu Autonomii Śląska i sympatycy
(doliczmy do nich i orkiestrę dętą) złożyli petycję w Kancelarii Premiera z
prośbą, by premier skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie
legalności dekretu Krajowej Rady Narodowej, który 6 maja 1945 roku
zlikwidował autonomiczne województwo śląskie. Nie tylko zdaniem liderów RAŚ,
lecz także wybitnych konstytucjonalistów i profesorów prawa, było to
działanie nieprawomocne. Oficjalne tego stwierdzenie przez Trybunał
skutkowałoby perspektywą przywrócenia Śląskowi autonomii. Jerzy Gorzelik –
lider RAŚ, Kazimierz Kutz i Henryk Waniek przez prawie godzinę rozmawiali z
dwoma ministrami na ten właśnie temat. I choć zdaniem ministrów, autonomia
dzisiaj jest pomysłem zbyt radykalnym, rząd opowiada się zdecydowanie za
decentralizacją. Ślązacy proponują, by opracować harmonogram prac
legislacyjnych związanych z ustanowieniem autonomii. Lider Platformy
Obywatelskiej na Górnym Śląsku – Tomasz Tomczykiewicz uważa, że należałoby
obecnie skodyfikować mowę śląską i po uzyskaniu jakichś – usankcjonowanych
naukowymi autorytetami – rezultatów, zmienić ustawę o języku i
mniejszościach narodowych i etnicznych. Tomczykiewicz zapewnia, że nie tylko
śląscy posłowie, ale całej Platformy Obywatelskiej, poprą te zmiany. Jak
widać sprawa autonomii i gwary przestaje być wymysłem i pretekstem garstki
oszołomów. Stają się przedmiotem coraz poważniejszych dyskusji i rozważań, z
udziałem najwyżej postawionych person. I ma rację Kazimierz Kutz twierdząc,
że już z racji tego, że sprawy te (autonomii i języka) wywołały tak dawno
nie widzianą energię społeczną, konsolidację armii ludzi wokół spraw Śląska,
należy zabiegi z nimi związane traktować z najwyższą uwagą i szacunkiem. Na
jeden z najważniejszych wyznaczników śląskości – na rodzinę, położył nacisk
i Kościół na Górnym Śląsku. W wielu miejscach (od 17 maja) w naszej
archidiecezji trwać będzie Metropolitalne Święto Rodziny. Z pewnością oprócz
sakralizacji i tak wyjątkowo traktowanej zawsze na Górnym Śląsku rodziny,
przyczyni się to święto do konsolidacji wiecznie rozdzielanych mieszkańców
diecezji katowickiej, gliwickiej, opolskiej. Służyć temu będą konferencje
naukowe (najważniejsza jeszcze w maju w Piekarach Śląskich), wystawy,
koncerty (związane z muzyką Gorczyckiego z Kielczy), występy („Śląska” i
gali „Śląskiego śpiewania” w Koszęcinie).
Tym centralnym i regionalnym akcjom i przedsięwzięciom wtórują lokalne.
„Przymierze Śląskie” będzie współorganizatorem konferencji na temat mowy
Śląskiej (30 czerwca w Katowicach). Zapraszamy też 29 maja do pałacu w Nakle
Śląskim na wykład i wystawę „Śląska religijność”.
Nawiązać do przeszłości i tradycji kulturowych postanowiono i w Kaletach.
Działalność rozrywkowo-oświatową (wciąż wiemy o dawnym Górnym Śląsku tyle,
co nic) postanowiono prowadzić w pomieszczeniu przyozdobionym starymi
zdjęciami Kalet i Jędryska. Lokal nazwano „Stalhammer”. Tak zwały się Kalety
na początku XX wieku. Zaczęły się protesty, oświadczenia, wizyty
dziennikarzy. Intensywność tych działań zaskoczyła nie tylko samych
zainteresowanych.
Każda starsza osoba żyje z jakimś bagażem przeszłości. Niektórych męczą jej
upiory. Czas leczy nie tylko rany. Szóste dziesięciolecie po wojnie i
zmieniony kształt i układ Europy uwolnić powinien każdego z
nacjonalistycznych fobii. Niestety, w każdej miejscowości ostali się
„obrońcy”, „strażnicy”, którzy na dźwięk niemieckiego słowa reagują
alergicznie. Nieważne, czy to wcześniejsza nazwa swojego miasta, czy zespołu
muzycznego – podobnie reagują np. na kształt gotyckiej litery. Przykłady
takich reakcji można mnożyć. Pech chce, że w Kaletach ludzie naznaczeni tym
syndromem należą do znanych i aktywnych. Tym bardziej powinno się wyraźnie
określić charakter ich działań: napiętnowanych uprzedzeniami i próbujących
niszczyć inicjatywy mieszkańców, szukających podniety i ostoi w atmosferze
lat minionych, w odnajdywaniu zaginionych miejsc i przypominaniu starych
obyczajów. „Przymierze Śląskie” udało się niedawno do Kalet, by twórcom i
współpracownikom klubu przekazać wyrazy poparcia i podzielić się wiedzą i
uwagami na tematy, które nas interesują. Swym autorytetem wsparli nas:
starosta Józef Korpak i burmistrz Józef Kalinowski.
Wybacz czytelniku, że więcej relacji dziś było niż rozmyślań. W dodatku
niepełnych i pobieżnych. Nie starczyło miejsca na opis dwudniowej
konferencji poświęconej postaci Carla Wernicke (160 rocznica urodzin). Pod
względem merytorycznym (ciekawe referaty części historycznej – w ratuszu) i
artystycznym (zachwycający koncert w kościele ewangelickim) przygotowany
perfekcyjnie. Używając terminologii sportowej: tą uroczystością weszliśmy do
ekstraklasy. Mam nadzieję, że w następnym numerze podzielę się wrażeniami z
podobnych imprez. |