|
Po zawojowaniu Śląska przez Prusy, po 46 latach panowania
Fryderyka Wielkiego, w chwili jego śmierci, jak pisał Bert Engelmann: „nędza
w kraju była ogromna, a najgorzej działo się na Śląsku, który, zanim
Fryderyk go zagarnął, był najbogatszą prowincją Habsburgów.”
Jeszcze po 120 latach panowania tu Prus państwo prawie nic nie zrobiło dla
części Górnego Śląska znajdującego się po prawej stronie Odry. Różne głosy i
nawoływania ale i potrzeby wreszcie odniosły skutek. W marcu 1858 oddano do
użytku linię kolejową Opole-Tarnowskie Góry i dalej do Mysłowic.
SONDERZUG
Przed plebiscytem 1921 roku, kiedy linia kolejowa z Tarnowskich Gór do Opola
była przejezdna, pewien malarz z Kotów dostał w Tarnowskich Górach bardzo
intratną robotę. Malował duży budynek użyteczności publicznej i za tę pracę
zarobił sporo pieniędzy. Po skasowaniu zarobku i spakowaniu się, poszedł z
drabinami i wiadrami do gospody żeby przepłukać kurz. Ponieważ pobyt w
gospodzie przedłużał się, malarz wyszedł na pociąg w czasie, kiedy była
długa przerwa między odjazdami. Studiując rozkład jazdy doszedł do wniosku,
iż właściwie to zarobił tyle pieniędzy, że może sobie wynająć „Sonderzug”
(pociąg specjalny).
A trzeba wiedzieć, że tam, gdzie przyjeżdżał „Sonderzug” zawsze odbywała się
ceremonia witania dostojnego gościa, gdyż zwykle niewielu było stać na
opłacenie przejazdu. Na stacji musiał być rozwinięty dywan od stopni wagonu
do budynku dworca. Zawiadowca stacji musiał być ubrany w mundur galowy z
wszystkimi odznaczeniami, przy pasie zapięty kordzik lub szablę. Każdy
pruski zawiadowca miał zwykle za sobą 12 lat służby wojskowej w randze
podoficera i po odpowiednim przeszkoleniu potrafił zarządzać stacją wg
regulaminów wojskowych.
Orderów i odznaczeń z wojska też mu nie brakowało.
Musiała być też orkiestra grająca skocznego marsza. W Tworogu dyżurna
orkiestra była 3-osobowa, na harmonię, flet i bęben. Muzykanci zazwyczaj
byli przy swoich zajęciach i gdy np. zostali wezwani przy orce, to wiązali
konia do pobliskiego płotu lub drzewa i biegli ile sił w nogach na dworzec.
Przy witaniu zacnego gościa, na peronie na baczność stał też cały personel
pomocniczy.
I właśnie wtedy zastukał telegraf, że nadjeżdża „Sonderzug”.
Zastanawiano się, kto też może być tym dostojnym gościem, który zaszczyci
swoją obecnością dworzec kolejowy w Tworogu. Podejrzewano, że może to być
ktoś z książęcej rodziny Hohenlohe i zastanawiano się czy nie podstawić pod
dworzec bryczki, by można było podjechać nią do zamku lub Koszęcina.
Pociąg zatrzymał się.
Orkiestra zaczęła ochoczo grać marsza, a zawiadowca stacji z biciem serca i
w niskim ukłonie podszedł do wagonu żeby otworzyć ważnemu gościowi drzwi
i...
Najpierw z wagonu wyleciały drabiny, później wytoczyły się wiadra, a na
końcu na stopniach pojawił się mocno podchmielony malarz. Oddano mu wszelkie
należne honory za wynajęcie „Sonderzugu”, zabrano drabiny i wiadra, wzięto
go pod ramiona, przeprowadzono przez dworzec i.... zrzucono ze schodów. Ów
malarz dożył bardzo sędziwego wieku, miał opinię fachowca bardzo wysokiej
klasy. Krążyła o nim anegdota, iż kiedy maluje sypialnię, to nie trzeba było
wynosić pierzyn ponieważ i tak by ich nie zachlapał.
Fryderyk Zgodzaj
Trochę ciekawostek o tej budowie dowiadujemy się z pamiętnika urzędującego
wówczas w Tworogu Prieura - leśniczego dóbr księcia Hohenlohe Ingelfingen w
Koszęcinie - potomka Hugenotów, których resztki po nocy św. Bartłomieja
znalazły schronienie w Prusach. Autor niestety nie podał roku początku tych
wydarzeń, ale był to najprawdopodobniej rok1854. Po opisie różnych
osobistych perypetii czytamy w tłumaczeniu:
„Między tymi wesołymi sprawami nadeszły przygotowania do budowy kolei Opole
- Tarnowskie Góry, która miała prowadzić przez środek świniowickich lasów.
Tworóg był zatłoczony różnymi mistrzami (Schachtweister), urzędnikami i
geodetami. Gospody, żydowscy kupcy, w ogóle Żydzi robili brylantowe
interesy. Ukazało się wezwanie Oberinga i Grabbowa dla posiadaczy zaprzęgów
konnych, by kto może swój zaprzęg za dobrym wynagrodzeniem oddał do
dyspozycji budowy. Po tym Berger, Arnold i ja złożyliśmy podanie służenia
dwukonną furmanką, co, wbrew oczekiwaniom, zostało przyjęte. Teraz wszystko
poszło w ten kram. Kupowano konie i wozy i oddawano je do dyspozycji kolei w
przewidywaniu znacznego zysku. Berger, który zdzierał sobie nogi, od czasu
do czasu otrzymał jakieś małe zamówienie, my dwaj nie zarobiliśmy ani
feniga. Cieszyliśmy się odwozem paru stosów kopalniaka, przez co można było
przetrzymać konie do następnego jarmarku a po tym, nauczeni doświadczaniem,
sprzedać je ze stratą. Wszystko to było głupie, bo w tym samym czasie
jednokonne zaprzęgi zarabiały do 45 talarów dziennie.
Teraz kolej kupowała drewno podkładowe w długościach 2 - 4 podkłady
kolejowe. Przerzynkę i obróbkę wzięła kolej na siebie. W terminie (listopad)
zjawili się z Koszęcina Knorr i Braunstein a od strony kolei mistrz
budowlany Pollak i młodzieniec w czarnym fraku i nędznej letniej narzutce,
przedstawiony jako Schneider, mający zająć się obróbką podkładów. Po
zakończeniu handlu mistrz budowlany zapytał o cenę przewozu materiałów z
Hanuska do Tworogu. Knorr odpowiedział - „prawdopodobnie 5 talarów.” „Tak
sobie też myślałem” - odpowiedział Pollak. Po tym stwierdziłem: „Jeżeli mnie
powierzycie przewóz, zrobię to za 4 talary.” „Zgoda” - powiedział Pollak i
podał mi rękę. W przyszłym tygodniu spiszemy odpowiednią umowę”.
W domu powiadomiłem o tym Bergera i Arnolda i obliczyliśmy, że możemy
zarobić co najmniej 1500 talarów. Od Pollaka nie nadeszła żadna wiadomość.
Wreszcie jednego dnia przyszedł do mnie Schneider i zaczął rozmawiać o
przewozie - że to jeszcze nie jest pewne, że go otrzymam. Miałem wrażenie,
że spodziewa się coś dostać, więc krótko go odprawiłem. Parę dni później
dowiedziałem się, że Pollak powierzył odwóz oberżyście Anspachowi.
Mianowicie za 7 1/2 talara za podkład i tak ci panowie mogli się dzielić
profitem.
Po krótkim czasie Schneider nabył ekwipunek zimowy i chodził w ładnym
futrze, miał złoty łańcuch i sygnet. A najpiękniej zdarzyło się po
zakończonej zwózce. Okazało się, że parę tysięcy podkładów więcej pozyskano
i odwieziono, aniżeli ich w rzeczywistości było i zakupiono. Grabbow był
wściekły i wysłał urzędnika, by brakujące podkłady szukał w lesie. (Podleśniczy)
Hanke otrzymywał 15 groszy dziennie jako przewodnik. Naturalnie wszystko na
darmo. Schneider zniknął z widowni, Pollak także. Pierwszy z nich
wydzierżawił sobie gospodę w Kamiennej Górze.
Jak rozmawiałem z Riesenfeldem o łamaniu słowa przez mistrza budowlanego, to
mi powiedział: Pan nie rozumie interesu. Kiedy rozmawia się z tego rodzaju
panem, należy wyciągnąć portfel i zapomnieć o paru stumarkowych banknotach.
Jeżeli je nie przyjmie, to należy go przeprosić i usprawiedliwić się brakiem
pamięci, jeżeli przyjmie, to interes ubity.
Tego jednak nie rozumiałem i wstydziłbym się królewskiemu mistrzowi
budowlanemu przedstawić taką ofertę. Żyd jednak miał rację - tak należało
zrobić. Byłem do tego za głupi.
To zdarzyło się przy budowie kolei Opole - Tarnowskie Góry, o której mówiło
się, że została bardzo tanio wybudowana. Most na Połomskim Potoku wznoszono
w środku zimy. Do ogrzania zaprawy, wody itp. Żydzi otrzymali zapłatę za 400
sągów drewna, podczas gdy dostarczali gałęzie i korzenie. Wcześniej
wspomniany Żyd Riesenfeld kupował sąg drewna za 15 tal., po dostarczaniu go
na miejsce otrzymywał 80 tal. To są tylko dwa przykłady, ale w ten. sposób
szło dalej. Jak się spotkali liferanci i urzędnicy przyjmujący strumieniami
płynęło wino. Knajpy nie były puste. W Tworogu panowało rozpustne życie i
kto miał do tego skłonności, stawał się pijakiem”.
Trasę tej linii kolejowej z Opola poprowadzono lewą strona Małej Panwi. Koło
Fosowskiej jednak ją przekroczono w przewidywaniu, że miejscowość ta stanie
się ważnym węzłem kolejowym, skąd w przyszłości miały poprowadzić
odgałęzienia do Strzelec Opolskich (oddano do użytku 15. XI. 1912), do
Kluczborka i w stronę Częstochowy do nadgranicznych Herb. Na lewy brzeg
powrócono koło Zawadzkiego.
Jeszcze w trakcie budowy kolei Opole - Tarnowskie Góry zaczęto w r. 1856
załatwiać sprawy odgałęzienia kolejowego z Tworoga poprzez Lubliniec, Olesno
do Kluczborka i dalej przez Oleśnicę do Wrocławia. Dla Lublińca podawano
różne z tego płynące korzyści, m.in. można odłożyć budowę drogi bitej do
Tworoga i przez to zaoszczędzić 52 000 talarów. Jednakże powierzchnie pod
budowę kolei powiat miał oddać bezpłatnie, a tu niektórzy właściciele, nie
wyłączając samego starosty, żądali wysokich odszkodowań. Inni zaś mieli
różne zastrzeżenia i roszczenia. Kiedy już doszło do porozumienia z
właścicielami gruntów i powiat znalazł niewielkie sumy na odszkodowania,
wyłoniły się następne trudności. Spółce Akcyjnej zabrakło pieniędzy.
Pertraktacje toczyły się w Opolu i Berlinie, ale stanęło na tym, że
lubliniecki powiat będzie musiał wpłacić na konto tej budowy 200 tys.
talarów, którą to sumę ostatecznie zmieniono na 150 tysięcy. Jednakże
lubliniecki powiat tonął już w długach i miejscowy sejmik nie zgodził się na
zaciąganie dalszych pożyczek.
Parę lat później, zmuszeni zaistniałą sytuacją, rozpoczęto prace pomiarowe
linii kolejowej Fosowskie - Kluczbork. Dobrodzień domagał się, by
przechodziła ona przez ich miasto i dalej przez Olesno. Dobrodzień wówczas
był miastem równorzędnym Lublińcowi, gdzie przecież znajdowało się starostwo
i inne władze powiatowe. Po otrzymaniu połączenia kolejowego Dobrodzień
mocno by się rozbudował i zyskał na znaczeniu, więc władze w Lublińcu nie
zgodziły się, by w ogóle przez teren ich powiatu przebiegało torowisko. Tak
więc z konieczności poprowadzono ją przez Myślinę, która wówczas należała do
powiatu wielkostrzeleckiego, przez Zębowice i parę małych miejscowości.
Uruchomienie nastąpiło 26 lipca 1869r.
W r. 1880 ta sama spółka Rechte Oderufer Bahn A.G. rozpoczęła prace wstępne
do przeprowadzenia linii kolejowej podrzędnego znaczenia (Bahn
untergeordneter Bedeutung Secundarbahn) z Kluczborka przez Olesno,
Lubliniec do Tarnowskich Gór. Koncesję na to otrzymała rok później. 15. IX.
1884r. oddano ją na całej długości do użytku.
Chociaż początkowo sądzono o jej podrzędnym znaczeniu, był to jednak strzał
w dziesiątkę. Już dziesięć lat później dobudowywano drugi tor a Tarnowskie
Góry rozbudowywały swój coraz ważniejszy węzeł kolejowy.
Wnet też z Lublińca (od 1. I. 1892r.) można było dojechać do granicznych
Herb, a stamtąd, już w zaborze rosyjskim, wąskotorówką do Częstochowy
(przebudowa na szerokie tory nastąpiła w r. 1908). Zaś 10. X. 1894r. oddano
do użytku kolej Lubliniec - Fosowska. Mimo usilnych zabiegów także tym razem
linia ta ominęła Dobrodzień.
|