|
Głęboka Sztolnia Fryderyk zbudowana została w latach
1821-1834, a więc w ciągu 14 lat. Prace rozpoczęto 21 kwietnia 1821 r. w
Zbrosławicach od wykonania rowu przy planowanym wylocie sztolni, czyli tak
zwanego roznosu długości 888 metrów. Prace te trwały pół roku. Podziemny
odcinek sztolni długości 4568 metrów do szybu Adolf ukończono w lipcu 1834
r. Na trasie sztolni wykonano 26 szybów wentylacyjnych. Uroczyste otwarcie
miało miejsce 15 listopada 1834 r. Wówczas to 28 urzędników górniczych
odbyło spływ łodziami pod górę biegu sztolni, czyli od wylotu do szybu
Adolf. Nikt z nich pewnie nie podejrzewał, że sto kilkadziesiąt lat później
sztolnia służyć będzie tylko do podziemnych przejażdżek turystycznych. Do
celów odwadniania kopalni Fryderyk sztolnia Fryderyk pracowała do 1904 r.
Później na ponad pół wieku stała się bezużyteczna.

Szyb Ewa Co prawda w przerwie międzywojennej w Tarnowskich
Górach zrodził się pomysł zbudowania kopalni pokazowej, ale brano wtedy pod
uwagę raczej inne wyrobiska, niż sztolnię Fryderyk. Wybuch wojny zniweczył
tamte plany. Dopiero po wypędzeniu z Tarnowskich Gór hitlerowców w 1945 r.
plany udostępnienia podziemia odżyły.
Kto pierwszy wpadł na pomysł urządzania podziemnych przejażdżek łodziami w
sztolni Fryderyk, trudno ustalić. Co prawda Czesław Piernikarczyk podaje w
jednej z publikacji, że to on w styczniu 1956 r. zgłosił tę propozycję.
Jednak już w 1938 r. na łamach miesięcznika Turysta w Polsce niejaki T.R.
pisał o ciągnących się kilometrami sztolniach od szybu Staszic, które
służyły do odwadniania. Autor tegoż tekstu stwierdzał, że wędrówka łodzią
sprawia niesamowite wrażenie i że jazda łodziami winna być bezwarunkowo
włączona do programu zwiedzania kopalni zabytkowej.
W 1947 r. na łamach Dziennika Zachodniego i Trybuny Robotniczej pisano, że
można płynąć łodziami około 30 kilometrów w sztolniach, by wypłynąć na
powierzchni do rzeczki Dramy. W obu przypadkach mowa jest, choć nie
explicite, o sztolni Fryderyk.
Powojenna penetracja podziemi tarnogórskich rozpoczęła się w 1948 r. za
sprawą Alfonsa Kopii. W marcu 1954 r. w podziemia zapuścili się członkowie
Sekcji Ochrony Zabytków Podziemnych, działającej w ramach Stowarzyszenia
Miłośników Historii i Zabytków Ziemi Tarnogórskiej.
Pierwszymi penetratorami tej grupy byli Czesław Piernikarczyk, Jerzy Spałek
i Paweł Spałek. Potem doszli do nich Franciszek Garus i Benedykt Świerc.
Zdaje się, że i przed członkami SOZP ktoś zapuszczał się do podziemi, skoro
w styczniu 1954 r. L. Jeżowski w miesięczniku Turysta pisał, że sztolnie są
właśnie przygotowywane do masowego zwiedzania. Cały czas jeszcze myślano o
uruchomieniu kopalni zabytkowej czy też pokazowej.
W 1955 r. sprawą zajęło się nawet Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w
Stalinogrodzie, podejmując stosowną uchwałę.
Wcześniej dokonano jednak odkrycia, które zwróciło uwagę na pewną
ciekawostkę z podziemia. Na barbórkę w 1954 r. tygodnik Wałbrzyska Trybuna
donosił, że w jednej ze starych sztolni członkowie Stowarzyszenia Miłośników
Historii i Zabytków Ziemi Tarnogórskiej zaobserwowali w wodzie ryby.
Po zbadaniu okazało się, że są to górskie pstrągi. Ta sama gazeta wiosną
1955 r. pisała o jeżdżeniu łódkami w sztolniach tarnogórskich. Niebawem miał
się zrodzić gotowy pomysł. W grudniu 1956 r. członkowie zespołu badawczego
wybrali się kajakiem na wyprawę rybacką do sztolni Fryderyk, aby złowić ryby
na wigilię uroczystości Narodzenia Pańskiego. W Polsce panował wtedy
stalinizm i w sklepach brakowało ryb. Wówczas to Czesław Piernikarczyk
zaproponował, aby odcinkowi sztolni Fryderyk od szybu nr 17 do wylotu nadać
nazwę Sztolnia Czarnego Pstrąga. Dlaczego czarnego? Pstrągi faktycznie
mieniły się tęczowo w zwykłym świetle, jednak pod ziemią w blasku lampy
karbidowej zdawały się być czarne.
Działaczy tarnogórskich nie stać było z własnych pieniędzy uruchomić
podziemną trasę turystyczną. W 1956 r. udali się z prośbą o dotację do płk.
Jerzego Ziętka, który wówczas był zastępcą przewodniczącego Prezydium
Wojewódzkiej Rady Narodowej oraz przewodniczącym powołanego rok wcześniej
Komitetu Zagospodarowania Tarnogórskich Zabytków Górniczo-Hutniczych.
Jak podaje Czesław Piernikarczyk, początkowo planowano urządzić zejścia do
sztolni za pomocą drabin ustawionych w dwu szybach. Ziętek jednak swtierdził,
żeby zdecydowali się zamiast drabin na klatki schodowe, gdyż znajdą się na
to pieniądze.
W grudniu 1956 r. oprócz przedwigilijnej wyprawy rybackiej dokonano także
innych prac badawczych w sztolni, świeżo noszącej miano Czarnego Pstrąga.
Otóż spenetrowano wtedy dwa szyby, planowane jako komunikacyjne. Stan szybu
nr 13 rozpoznano 24 grudnia 1954 r., a szybu nr 17 tydzień później – 31
grudnia 1956 r. W związku z tym, że 24 grudnia przypada dzień Adama i Ewy a
31 grudnia wspomnienie liturgiczne papieża św. Sylwestra I (314-335),
przebadane szyby postanowiono nazwać odpowiednio: nr 13 (wydrążony w 1826
r., głębokości 20 metrów) jako szyb Ewa, a nr 17 (pochodzący z 1828 r.,
głębokości 30 metrów) – jako szyb Sylwester. Dodajmy, że numeracja szybów
prowadzona była narastająco od wylotu sztolni w głąb podziemi, czyli szyb
Ewa znajduje się bliżej wylotu sztolni.
W lutym 1957 r. został opracowany w Sekcji Ochrony Zabytków Podziemnych
projekt udostępnienia odcinka sztolni Fryderyk długości 600 metrów pod nazwą
Sztolnia Czarnego Pstrąga, pomiędzy szybami wentylacyjnymi nr 13 i nr 17.
Dzięki decyzji Ziętka, Prezydium WRN w Katowicach w 1957 r. wyasygnowało 200
tysięcy złotych na prace adaptacyjne w sztolni. Drugie tyle uzyskano z
Funduszu Odbudowy Stolicy.
|