|
Nie wiemy, kto i jakiej narodowości w 1519 roku zbudował
pierwsze domy na terenie przyszłego miasta Tarnowskie Góry, pomiędzy wsiami Tarnowice, Repty i Sowice. Według wszelkiego prawdopodobieństwa
właścicielami zabudowań byli osadnicy złożeni głównie z miejscowej ludności.
Wiadomo za to, że budowniczymi w latach 1523-25 pierwszej katolickiej
kaplicy na terenie miasta byli zapewne polscy katolicy, których wspierał
biskup krakowski Piotr Tomicki. Ale już drewniany kościół w miejscu
przejętej od katolików kaplicy zbudowali w 1529 roku protestanci sprowadzeni
z Turyngii. Dwa lata później ci sami niemieccy osadnicy postawili murowaną
świątynię ewangelicką. Sprowadzeni przez protestanta margrabiego Jerzego
Hohenzolerna z Saksonii i Turyngii osadnicy byli górniczymi fachowcami i
katolicki piastowski książę opolski Jan Dobry z chęci zysku, jakie
przynosiło rozwijające się w mieście wydobycie srebra, nie sprzeciwiał się
osiedlaniu niemieckich ewangelików.

Sowice, gospoda i restauracja „Waldesruh” (Zacisze Leśne). Pocztówka z 1912
roku. W tym okresie przeszło 70% mieszkańców miasta podaje język niemiecki
jako ojczysty. Widokówka ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke w: Krzysztof Gwóźdź,
Zofia Krzykowska, Tarnowskie Góry na dawnej pocztówce, 2004r
Zresztą przybysze z Turyngii szybko asymilowali się z miejscową
polskojęzyczną ludnością. Większość pierwszych mieszkańców Tarnowskich Gór,
miasta w 1526 roku obdarowanego przywilejami osady górniczej, pochodziła z
okolicznych miejscowości Bytomia, Raciborza, Głubczyc oraz ziem
Rzeczypospolitej m.in. Krakowa. Choć nie brakowało osadników z Wrocławia,
Karniowa oraz terenu Frankonii i Czech. Mimo to w 1534 roku doszło w
Tarnowskich Górach do pierwszego konfliktu narodowościowego. Słabo opłacani
w większości polscy górnicy zbuntowali się przeciwko lepiej wynagradzanym i
pochodzącym z Turyngii i Saksonii zarządcom szybów. Zbuntowane pospólstwo
niszczyło urządzenia szybów. Podłożem tego buntu były jednak bardziej
nierówności społeczne niż problem narodowościowy czy religijny. Buntowników
uwięziono i powrócił spokój.
Jednak rozróżnienie i konflikt między narodowościami istniały, o czym
świadczą akta miejskie. W sierpniu 1597 roku przed sądem wójtowskim Jakub
Łaziebnik oskarżył Balcera Postrzigacza o obrazę. Podczas kłótni żona
Łaziebnika nazwała Postrzigacza „psem niemieckim”. Sam Postrzigacz nie
pozostał dłużny i nazwał małżeństwo Łaziebników „bękarckim narodem”.
Nie ulega wątpliwości, że przez pierwsze trzy wieki od lokacji Tarnowskich
Gór większość ludności była pochodzenia polskiego. O przewadze polskiej
ludności świadczy to, że od początku istnienia miasta gwarków 80% ludności
miała polsko brzmiące nazwiska. A na przełomie wieków XVI i XVII, w okresie
największego rozkwitu miasta i górnictwa srebra, w Tarnowskich Górach
mieszkało prawie trzy tysiące osób. W 1603 roku w mieście odnotowano 334
właścicieli domów, podczas gdy w Bytomiu zaledwie 188, a w Miasteczku
Śląskim 177. Choć po wojnie trzydziestoletniej ludność Tarnowskich Gór
zmalała do 800 mieszkańców, nadal w powszechnym użyciu był język polski.
Większość dokumentów miejskich pisana była po polsku, o czym świadczą
rękopisy zachowanych akt miejskich z XVI, XVII i początku XVIII wieku.
Wprawdzie zgodnie z prawem zawartym m.in. w Ordunku Gornym z 1528 roku
językami urzędowymi były czeski, niemiecki i polski. Zarówno burmistrz jak i
rajcy miejscy musieli znać te trzy języki. Jednak w sądach ziemskich
obowiązywał język polski. Jedynie pisma kierowane do kancelarii
Hohenzollernów i później Donnersmarcków pisane musiały być po niemiecku. I
zdarzało się jak w 1665 roku, że radnym w mieście trudno było znaleźć
niemieckiego pisarza, żeby spisać relację i wysłać na dwór Donnersmarckowi.
Przewaga polskiej ludności sprawiła, że niemieccy osadnicy uczyli się
polskiego i z biegiem lat polonizowali się. Przykładem przejmowania polskiej
mowy może być ustanowienie w 1561 roku drugiego obok niemieckiego urzędu
polskiego kaznodziei w ewangelickim kościele w Tarnowskich Górach. Aż do
1742 roku tarnogórscy protestanci wysłuchiwali bez przeszkód kazań
wygłaszanych przez niemieckiego i polskiego duchownego.
Na rzecz polskości działali także przybyli w 1675 roku z Opola jezuici Jerzy
Pośpiech i Tomasz Witkowicz. Od 1714 roku jezuici prowadzili szkołę
katolicką przy ulicy Zamkowej. Do tego gimnazjum uczęszczali po naukę
synowie polskich szlachciców z terenów Rzeczypospolitej, co sprzyjało
podtrzymywaniu polskości.
Sytuacja zmieniła się pod koniec XVIII wieku, kiedy to zaprzestano używać w
pismach urzędowych języka czeskiego. Związane to było z podbojem Śląska
przez państwo pruskie. Nowa administracja ustanawiała swoich urzędników,
którzy władali językiem niemieckim i większość pism urzędowych pisana była
po niemiecku. Jedynie pisma cechowe pisane były jeszcze w XVIII stuleciu w
języku polskim. Napływ z Dolnego Śląska, Prus i Niemiec głównie niemieckich
urzędników i przedsiębiorców sprawił, że polscy mieszczanie starali się, jak
również swoje dzieci, nauczyć języka niemieckiego, co ułatwiało kształcenie
zawodowe i kontakty handlowe z mieszkańcami innych prowincji pruskich. Co
ciekawe powiększająca się ilość niemieckich urzędników, kupców,
rzemieślników, pracowników nadzoru technicznego, wykwalifikowanych
robotników i żołnierzy garnizonu pruskiego zmuszona była także do poznawania
języka polskiego. Wierni językowi polskiemu pozostawali drobni kupcy,
rzemieślnicy i robotnicy, którym znajomość niemieckiego nie była potrzebna
do załatwiania spraw, a w razie konieczności korzystali z tłumacza.
Niemczyźnie sprzyjały też zarządzenia króla pruskiego. Od 1764 ślubów
udzielano jedynie poddanym, którzy znali niemiecki. Od 1811 roku wprowadzono
w kościele katolickim kazania po niemiecku. Co ciekawe, osiedlanie się od
1812 roku w mieście Żydów sprzyjało rozwojowi języka niemieckiego, bo
musieli oni przyjmować niemieckie nazwiska i posługiwać się urzędowym
językiem, zbliżonym zresztą do jidisz.
Cały wiek XIX to stopniowe niemczenie się ludności. Przy czym najbogatsze
mieszczaństwo, kupcy, przedstawiciele wolnych zawodów i urzędnicy to byli
Niemcy i Żydzi. Zaś robotnicy, służba domowa, drobni kupcy i rzemieślnicy
pozostali wierni językowi polskiemu. W 1828 roku na 2760 mieszkańców
Tarnowskich Gór po polsku mówiło 1976 osób, a po niemiecku 784 mieszkańców.
Nie ma już ludności posługującej się językiem czeskim. Po trzydziestu latach
na 5429 mieszkańców już 3352 mówi po niemiecku, a po polsku jedynie 2072
osób. Niemczenie się ludności Tarnowskich Gór było w pierwszej połowie XIX
wieku jedynie efektem zmian społecznych i ekonomicznych oraz napływu
przybyszy z Niemiec. Po 1872 roku i rozpoczęciu w okresie Kulturkampfu
przymusowej germanizacji, czyli wprowadzeniu szkolnictwa
niemieckojęzycznego, niemieckich kazań w kościołach i masowego osiedlania w
mieście urzędników z zachodu Rzeszy, liczba ludności niemieckiej zwiększyła
się głównie z powodu urzędowych szykan i nakazów. W 1910 roku 10376 osób,
czyli 76,4% mieszkańców miasta, podaje niemiecki jako język ojczysty.
Wyłącznie po polsku mówi jedynie 2276 osób, a 934 mieszkańców deklaruje
znajomość obu języków. Tak to w ciągu jednego stulecia Tarnowskie Góry stały
się miastem niemieckim.
|