|

Książę Henryk Brodaty ze święta Jadwigą i rodziną.
Rycina ze średniowiecznej kroniki.
W dotychczasowych
„Rozmyślaniach o Górnym Śląsku” starałem się ukazać różne strony
nienajweselszej sytuacji, w której znalazł się nasz region, wynikłej z
niezrozumienia spraw śląskich, z syndromu „odwróconych pleców”, z prostej
niewdzięczności w końcu. Dziś chciałbym się zastanowić, czy przypadkiem my
sami nie jesteśmy bez winy. Czy nasza postawa, nasze postępowanie nie jest
przyzwoleniem na autorytarne i krzywdzące decyzje centrali?
Poważnie traktuje się silnego. Ze słabeuszami nie przeprowadza się układów.
Siłą Górnego Śląska są jego mieszkańcy. A szczególnie ich liczba,
przewyższająca liczbę ludności niejednego kraju. Gdybyż jeszcze te miliony
potrafiły przemówić jednym głosem, wykazać zgodność i jednomyślność – tylko
szaleniec mógłby chcieć się im przeciwstawić. A my musimy patrzeć jak zwolna
Kraków traci wpływy na rzecz Poznania, Wrocław idzie ręka w rękę z
Gdańskiem, kokietując po drodze „ścianę wschodnią”. A posłowie – „nasi” –
siedzą jak boroki. Bo takich żeśmy wybrali – takich chcieliśmy! A może być
inaczej. I musi być, zważywszy na to ile temu krajowi poświęciliśmy krwi,
potu i łez. Za wydźwignięcie kraju z ruin i doprowadzenie go do obecnego
stanu, zapłaciliśmy degradacją przyrody i ludzi – pozbawionych pracy.
Płacono nam zaś najczęściej wzgardą i lekceważeniem.
Bezpośrednio po rozprawieniu się z komunizmem, 17 lat temu, obserwowaliśmy
wybuch aktywności obywatelskiej. Organizacje i stowarzyszenia powstawały jak
grzyby po deszczu. Samorząd gminny od samego początku okazał się największą
zdobyczą odzyskanej demokracji. Powstała prężna organizacja regionalna –
Związek Górnośląski, skupiająca w swych szeregach i w ciałach doradczych
całą ówczesną elitę polityczną i kulturalną Górnego Śląska. Była naturalnym
partnerem do rozmów. Ówczesny prezes związku - profesor Jerzy Wuttke w
sprawach dotyczących Górnego Śląska miał decydujący głos. Pod kierownictwem
pierwszego (i ostatniego niestety) wojewody – Ślązaka, Wojciecha Czecha,
zaczęliśmy realizować wspaniałe plany stworzone dla nas przez nas. Ponieważ
podobna sytuacja zaistniała także w samorządach, Górny Śląsk zaczął zmieniać
swe oblicze. Zapachniało prawdziwą samorządnością. Wszelkiego rodzaju „wszechpolacy”
pod dowództwem sotni KPN-u przystąpili do ataku. Udanego. Wojewoda Czech
został odwołany. Skończył się czas komitetów obywatelskich, organizacje
pozarządowe zaczęto traktować na równi z problemami przeciwdziałania
patologiom społecznym i do współpracy z nimi wystarczył powiat. Władzę
twardą ręką przejęły partie, w których jak wiadomo Ślązacy są, ale
traktowani jak dzieci i ryby. Partie – w terenie liczbowo i personalnie
mizerne, blade i nieruchawe, podczas i po wyborach głośne i ważne,
zawłaszczają wszystko, ostatnio nawet na niższych szczeblach samorządu.
Udaje się im, mimo apeli prasy i autorytetów, przepchać przez wybory nawet
tzw. „spadochroniarzy”. Po „obiecankach-cacankach” i po podsumowaniu
milionów głosów, szefowie partii zabierają się w Warszawie do roboty,
niezmiennie pokazując Ślązakom figę.
A my tutaj odgrzewamy stare swary i kibicujemy jak Ruch Autonomii Śląska
szydzi ze Związku Górnośląskiego, Ruch Obywatelski „Polski Śląsk” potępia
Mniejszość Niemiecką. Posłowie wybierając między odpowiedzialnością przed
wyborcami i interesem regionu, a posłuszeństwem władzom partii – niezmiennie
wybierają to drugie i interes własny.
Media centralne – zazwyczaj pomijające sprawy Śląska, lub piszące o nim
głupoty (przykłady na tych łamach podawałem), poważnie i przychylnie – z
zasięganiem opinii najwyższych autorytetów intelektualnych - piszą o
Ślązakach, gdy ci wykazują jakieś zdecydowanie, demonstrują swoją odrębność.
Ostatnio zdarzyło się to dwa razy: podczas spisu powszechnego (choć
zdeklarowanych narodowościowo ponad 170 tysięcy Ślązaków to zmarnowana przez
matactwa komisji spisowych i wrodzoną ostrożność, szansa na uzyskanie
naprawdę szokującego dla centrali wyniku) i przy podpisywaniu porozumienia
„Jedności Górnośląskiej” grupującej wszystkie najważniejsze organizacje
regionalne.
Centralistyczne władze zadrżały, gdyż niezależnie od niej (czyli partii)
powstaje na bądź co bądź ważnym skrawku Polski reprezentacja z którą trzeba
się będzie liczyć, przy której tymczasowi reprezentanci: posłowie i wojewoda
będą wyglądali jak chłopcy na posyłki. Jak wiemy prezes jednej z organizacji
został obsztorcowany przez szefa partii do której należał i Jedność
pozostała tylko na papierze. W Warszawie słychać było westchnienie ulgi.
Żeby być dobrze zrozumianym i nie posądzanym o zaściankowość, czy ekstremizm
(kłaniam się panie Stanisławie): Każde słowo tych i wcześniejszych rozmyślań
skierowane jest nie tylko do rodowitych Ślązaków. Jak już onegdaj napisałem,
Ślązakiem (definicja i Ruchu Autonomii Śląska i Związku Górnośląskiego) jest
ten, kto się nim czuje, niezależnie od opcji narodowościowej, wyznawanej
religii, czasu zamieszkiwania na tym terenie i miejsca, z którego się
przybyło. Z doświadczenia wiem, że wielu „imigrantów” bardziej wrosło w
ziemię górnośląską i więcej dla niej czyni, niż osiadli na niej od pokoleń.
Wszystkim więc dobrze życzącym tej ziemi zależeć powinno na tym, by się z
nią liczono. A wracając do na wstępie postawionego pytania. Co możemy zrobić
my sami, bez czekania na rozstrzygnięcia historii i łaskawość rządzących?
Powinniśmy częściej podkreślać swoją przynależność. Na szczęście minęły już
czasy, kiedy śląskość była (delikatnie mówiąc) źle widziana. Wpłynęła na to
postawa najwybitniejszych postaci polskiej nauki, muzyki (poważnej jak i
rozrywkowej), medycyny, kina i telewizji - otwarcie i z dumą do niej się
przyznających. Są to – znaczące i budujące – ale pojedyncze jednak
przykłady. Brakuje bardziej masowych i powszechnych deklaracji. Żeby dać
sygnał wszystkim Polakom, że Ślązacy nie zatracili się w wędrówce ludów
gierkowskiego cudu gospodarczego. Mało tego – że znacznie ich przybywa, gdyż
coraz więcej ludzi z ziemią tą się identyfikuje.
Co mam na myśli, mówiąc o naszych formach manifestacji? Nie wzywam tutaj do
tego, by tak jak w Bawarii na każdym kroku zawieszać i umieszczać flagę
Górnego Śląska – choć można się umówić, by raz, lub kilka razy w roku taką
czynność wykonać. Daleko nam do stopnia zorganizowania i skodyfikowania
spraw regionalnych nie tylko Katalończyków, czy Tyrolczyków, lecz także
Kaszubów.
Wystarczą drobne gesty: oglądanie i słuchanie audycji i programów
poświęconych Śląskowi. Nawet nie musimy w ich zawartość się wgłębiać. Ważna
jest tzw. słuchalność i oglądalność. Wcześniej, czy później ze względów
merkantylnych powstanie program telewizyjny w całości przeznaczony dla
Ślązaków. Nie z miłości do nas i z zafascynowania sprawami śląskimi – dla
zysku! Kupujmy także książki i czasopisma o Śląsku! W większości wydawane są
za własne pieniądze autorów – społeczników i wydawców-zapaleńców. Dajmy im
działać dalej – robią to dla nas, nie dla pieniędzy. Włączajmy się czynnie
do różnego rodzaju akcji inicjowanych czy to przez organizacje regionalne,
czy przez gazety (naklejki, akcje protestacyjne związane z mistrzostwami
Europy 2012, próbą wykluczenia Ruchu Chorzów z rozgrywek ekstraklasy i.t.p.)
Wspierajmy śląskie firmy, kupujmy śląskie produkty. Skoro w dzisiejszym
świecie tak bardzo liczy się pieniądz i w pogoni za nim niezliczone agencje
badania opinii i preferencji społecznych uważnie śledzą każdy ruch klienta,
to my możemy zadecydować jakie produkty, jakich firm życzymy sobie mieć na
sklepowych półkach, jakie gazety nas interesują, jakich programów nie
życzymy sobie oglądać w telewizji. Nie odpuszczajmy, proszę, imprez i
spotkań śląskich. Na „Śląskich Godach” powinny być tłumy. Na jedyną tego
typu imprezę – jak sama nazwa mówi – śląskie święto, przyjdźmy chociażby się
pokazać. Na spotkaniach „Górnośląskich Dni Dziedzictwa” powinno zabraknąć
miejsc stojących.
Konkretne pytanie dla czytelników: gdyby przyszło ustanowić święto Śląska
(lub osobno Górnego Śląska), jaką datę lub rocznicę wydarzenia wybrałbyś?
1. Dzień św. Jadwigi Śląskiej (16.X)
2. Święty Jacek. Rocznica śmierci (15.X) Rocznica beatyfikacji (17.IV)
Święto – 17.VIII)
3. Rocznica uchwalenia ustawy konstytucyjnej 15 lipca 1920 roku o autonomii
Śląska.
Która z tych propozycji najbardziej wam odpowiada. A może macie inne
propozycje? |