|
Przez stulecia obowiązywała zasada, że w przypadku
rodziców można być zawsze pewnym matki. Potomkowie Tauern są pewni, że ojcem
ich przodka, Odo Deodatusa był książę Guido von Donnersmarck ze Świerklańca.
Jeszcze jako hrabia po śmierci swej ukochanej żony Blanki był pewien, że nie
może posiadać potomstwa. Z posiadanych przez Tauernów dokumentów wynika, że
spotkał on w Paryżu Rozalię Parent, pochodzącą z Francji żonę obywatela
amerykańskiego. Owocem tego spotkania był chłopczyk. Fakt, że się pojawił
był dla Donnersmarcka darem niebios. Niezbitym dowodem, że jednak może mieć
dzieci, a tym samym będzie komu zostawić zgromadzoną fortunę. Imię Deodatus
– „dany od Boga” – nie było zatem przypadkowe.

Spotkanie w tarnogórskim „Sedlaczku” Wiadomo, że chłopczyk
urodził się w 1885 r. w Nowym Jorku a następnie został przewieziony do
Europy, gdzie w Berlinie go ochrzczono. Według dokumentów Rozalia w momencie
przyjścia na świat Odo Deodatusa miała ponad pięćdziesiąt lat. Była więc już
damą wiekową, a jak na ówczesne standardy to nawet bardzo wiekową. Wówczas
poziom wiedzy medycznej nie stał na tak wysokim poziomie, jak dzisiaj.
Należy więc przypuścić, że pani Rozalia - choć autentycznie żyjąca, zmarła w
1915 r. w Paryżu w wieku osiemdziesięciu lat – nie mogła być matką Odo
Deodatusa.
Współcześnie żyjący Odo Deodatus II – imiennik swego dziadka – wraz z
rodziną poszukują odpowiedzi, kto faktycznie był matką ich przodka. Szefem i
koordynatorem tych poczynań jest małżonka Odo Deodatusa, pani Beata Tauern.
W swych wyprawach badawczych zwiedzili już spory kawałek świata. Byli w
wielu miejscach i archiwach w Niemczech oraz Austrii, gdzie są góry Taury -
niem. Tauern – od których pochodzi ich nazwisko. Kolejne ślady jakie
znajdują coraz bardziej utwierdzają ich w przekonaniu, że Rozalia była matką
tylko na papierze. Przypuszczalnie Guido miał swego pierworodnego syna z
inną kobietą i to ze swego bliskiego otoczenia. Wiele wskazuje, iż była to
dama wysokourodzona. Dla ochrony jej dobrego imienia wpisano jako matkę Odo,
Rozalię Parent, sowicie zresztą za to wynagrodzoną. Wedle rodzinnego
przekazu informacja o prawdziwej matce Odo Deodatusa miała się znajdować w
prywatnych papierach, jakie pozostały po księciu Guido.
Odo Deodatus II wraz z małżonką Beatą, siostrą Cornerą oraz jej mężem
Peterem Heinzem, mieli tylko kilka dni, aby zajrzeć do katowickiego
archiwum. Dzięki pomocy archiwistów zdołali szybko odnaleźć dokumenty i
papiery, jakie mogły pomóc w rozwiązaniu zagadki ich rodziny. Niestety,
wiele dalszych śladów wprawdzie przybliża ich do tej odpowiedzi, ale tej
najważniejszej informacji – mimo wielogodzinnego wertowania tomów akt i
dokumentów – nie znaleźli.
Niewiele czasu pozostało im na zwiedzenie. W Katowicach zobaczyli m.in.
budynek Urzędu Wojewódzkiego z piękną, historyczną salą Sejmu Śląskiego.
Odwiedzili kolebkę swego rodu, czyli Świerklaniec. Zobaczyli jak rośnie
zasadzone podczas poprzedniego ich pobytu drzewo - czerwony klon. „Drzewo
Tauernów” upamiętnia ich związki z tą ziemią, jak również fakt ich odwiedzin
w tym miejscu. W Tarnowskich Górach spotkali się z przyjaciółmi i znajomymi,
m.in. z panią Gabrielą Horzela-Szubińską oraz Leokadią Wójcik, właścicielką
lokalu „Sedlaczek”. |