|

Mając zapewnioną
przychylność (także finansową) władz wojewódzkich (głównie wojewody Jerzego
Ziętka), mogąc bazować na świetnym zespole wizjonerów i sprawnych
organizatorów ze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, impreza ta
była przez wiele lat unikatową i wzorcową dla reszty nie tylko regionu, lecz
kraju. Formuła imprezy polegająca na udanym połączeniu trzech elementów:
barwnego historycznego pokazu (pochód, „skok przez skórę”), atrakcji
handlowo-kulinarnej (jarmark), występów artystycznych, przez długi czas była
niedoścignionym wzorem. Pod względem atrakcyjności wykonawców i oferowanych
na straganach towarów „Gwarki” przebijało jedynie (o dziesięciolecia
późniejsze) święto „Trybuny Robotniczej”.
Druga część historii „Gwarków” to ta, kiedy organizatorem i decydentem były
firmy i osoby prywatne: „Gwarki 2000”, „Woja”, „Relaks”. Obejmuje ona lata
1993-2006. Starszym mieszkańcom kojarzy się ona głównie z próbami
rozładowania młodej i nie zawsze trzeźwej publiczności na rynku.
Próbę przeniesienia koncertów na stadion „Gwarka” raczej można zaliczyć do
nieudanych. W roku 1981 „Gwarków” w naszym mieście zabrakło (dlatego też w
tym roku jest 50. rocznica powstania imprezy, lecz numer porządkowy nosić
powinna 49).
 W następnych
latach Stowarzyszenie próbowało podtrzymywać tradycję i odbywały się jakieś
namiastki święta – bez pochodu i z występami artystów których nazwiska
raczej nie porażały. To zubożenie oferty kulturalnej nałożyło się na
powszechny brak wszystkiego, dlatego nie było tak bardzo odczuwalne, W nowej
(po 1989 roku) sytuacji społeczno-politycznej, do głosu doszły idee
samorządności i regionalizmu, wzrosła niebywale aktywność mieszkańców.
Powrót do Dni Tarnogórskich Gwarków – sztandarowego wszak produktu
aktywności obywatelskiej i działalności regionalnej – w ich pełnej formie,
stał się potrzebą chwili.
Organizacja regionalna Związek Górnośląski postanowiła zmierzyć się z
zadaniem i zorganizować imprezę. Zrobiła to parokrotnie, za każdym razem
inaczej, poszukując optymalnej formuły. Ta część historii „Dni Tarnogórskich
Gwarków” (mimo, że pod wieloma względami bardzo interesująca) jest znana
najmniej i najrzadziej wspominana.
Z dwóch przynajmniej powodów warto ją przypomnieć. Po pierwsze: była to
jedyna jak na razie próba zorganizowania przez tzw. czynnik społeczny tak
dużego przedsięwzięcia. Bez grosza dotacji, mało, w umowie z gminą, miasto
zastrzegało sobie 50% zysków! Po drugie: w roku 1991 ”Gwarki” trwały dwa
tygodnie.
Po
Decyzja taka – podjęta przez komitet organizacyjny, składający się z
członków Związku Górnośląskiego i Stowarzyszenia Miłośników Ziemi
Tarnogórskiej była odpowiedzią na postulaty wielu środowisk, by ofertę
kulturalną miasta poszerzyć. Do tej pory bowiem było tak, że po „Gwarkach”
zbierano gratulacje, podsumowywano i zabierano się do przygotowań
następnych. Poza tym nie działo się nic.
W 1991 roku „Gwarki” nie ograniczały się tylko do sceny na rynku.
Poszczególne tygodnie otwierały pikniki w różnych dzielnicach miasta:
pierwszy w kopalni zabytkowej, drugi w Rybnej. Sceną najróżnorodniejszych
działań kulturalnych były wszelkie dostępne pomieszczenia: pierwsze prywatne
galerie i puby (poza galerią „Inny Śląsk” nieistniejące już Blues Bar i
DAB), kino „Światowid” (koncert Stanisława Sojki), kino „Europa” (przegląd
filmów o tematyce śląskiej Antoniego Halora, pierwszy pokaz filmu
fabularnego o Tarnowskich Górach „Na krańcach królestwa”, prapremiera
światowa filmu „Zakład karny”), dom kultury, sala „Faseru” ( tzw. „Gwarocki”
koncert dla miłośników rocka, z „Big Cycem”, „Sztywnym Palem Azji”,
„Formacją Nieżywych Schabuff”, „Habakukiem” i innymi), szkoła muzyczna.
Oprócz zwiększenia do maksimum ilości miejsc, w których można było obcować z
kulturą, staraliśmy się przedstawić jak najszerszy wachlarz działań i
dokonań artystycznych i kulturowych. Obok więc przedstawionych wyżej
projekcji filmowych był spektakl teatralny („Wesele na Górnym Śląsku” J.
Ligonia), wystawy obrazów konkurowały z ceramiką artystyczną, oprócz dzieł
artystów plastyków podziwiać mogliśmy malarstwo dziecięce (w tym na
asfalcie), wypiek chleba, bicie monet, popisy połykacza ognia, płukanie
galeny. Na Rynku pieśń chóralna ( Profesor Stuligrosz i „Poznańskie
Słowiki”) przeplatała się z ostrymi dźwiękami „Dżemu” z Ryszardem Riedlem i
gitarzystów „Perfektu” – Andrzeja Urnego i Jerzego Kawalca, śląskie
pieśniczki kabaretu „Antyki” i „Piekarskich Klachul” konkurowały z bigbandem
z Ukrainy. Miłośnicy folkloru mieli niebywałą okazję podziwiać zespoły z
Tajwanu, Jugosławii, Wysp Kanaryjskich.
Jak z tego widać (zwracam się do młodych czytelników), „Gwarki” miały i
różne nazwy i różne formy. Jedne były lepsze, inne stały na niższym
poziomie. Niestety rządziła nimi jedna prawidłowość: z biegiem lat stawały
się coraz mniej wyjątkowe i oryginalne (najlepsze wzory się naśladuje i
prześciga), coraz mniej tarnogórskie (stworzone dla tarnogórzan i przez
tarnogórzan). Tegoroczne jubileuszowe „Gwarki” organizuje po raz pierwszy
Miasto. Być może jest to początek kolejnego etapu ich historii. Z programu
wynika, że będą jednymi z lepszych imprez. Niemniej – jak uczy przytoczona
wyżej w znacznym skrócie historia – niczym już nikogo nie są w stanie
zaskoczyć, zadziwić. Nie przyciągną nowych miłośników grodu gwarków, jak
niegdyś. Przed laty, kiedy o turystyce kulturalnej jeszcze się nikomu nie
śniło, ludzie z Bydgoszczy, Lublina brali urlopy, by przyjechać do
Tarnowskich Gór na „Gwarki”. Życzę imprezie z okazji jubileuszu jak
najlepiej, niech będzie jednym z lepszych świąt miasta, czas jednak pomyśleć
nad imprezą, która byłaby specyficznie tarnogórska, nie dawała by się w
żaden sposób powielać, świadczyłaby znowu o pomysłowości, przywiązaniu do
tradycji i zmyśle organizacyjnym tarnogórzan i przysparzała rzesze
przyjaciół miasta.
|