|

Napoleoński krzyż przy ul. Gliwickiej
Oczywiście są jeszcze piękne literackie opisy bojów żołnierzy napoleońskich
w okolicach Tarnowskich Gór zawarte na stronach powieści Stefana Żeromskiego
„Popioły”.
Cedro i Olbromski, bohaterowie powieści, w drodze do oddziałów napoleońskich
w Mysłowicach, odpoczywali w przydrożnej karczmie w pobliżu Tarnowskich Gór.
Napadnięci przez pruskich jegrów odparli razem ze Ślązakami atak huzarów w
zabarykadowanej traktierni. Jeden z miejscowych uczestników bijatyki
stylizowaną gwarą śląską podsumował potyczkę takimi słowami: „ Rychtyg my
taką bitwę zwojowali, jak te pod Tarnowskimi Górami. Prusaków my pobili, a
teraz sami w nogi co pary w szkapach”.
Trzeba przyznać, że zarówno przepojony polskim patriotyzmem opis Żeromskiego,
jak i traktowanie przez historyków zbiorowej mogiły z krzyżem przy repeckiej
szosie, stały się krzywym zwierciadłem czasów napoleońskich w Tarnowskich
Górach. Łatwo bowiem zapominano, zwłaszcza w polonocentrycznym
relacjonowaniu dziejów, o bardzo złożonej i skomplikowanej sytuacji miasta
gwarków w owym czasie. A napoleońscy żołnierze polscy wcale nie byli
wyczekiwanymi z utęsknieniem malowanymi chłopcami, którzy wraz z ideami
cesarza Francuzów niosą wybawienie z pruskiej niewoli.
Po zajęciu w 1742 roku przez Prusaków Tarnowskich Gór pod nową administracją
państwową w mieście rozwijało się górnictwo i hutnictwo oraz urzędy związane
z tymi gałęziami przemysłu. Kilka miesięcy przed wkroczeniem wojsk
napoleońskich do Tarnowskich Gór z wielką pompą oddano do użytku sztolnię
odwadniającą Boże Wspomóż. Jednak klęska wojsk pruskich pod Jeną i Auerstädt
sprawiła, że do miasta 21 listopada wkroczył oddział 25 francuskich szaserów
dowodzonych przez porucznika Duregarda w towarzystwie trzech polskich
oficerów. Na prowiant dla żołnierzy i koni miasto wydało 65 talarów.
Francuzi nie zdobywszy, ukrytej wcześniej pruskiej kasy, wycofali się z
miasta. Zabrali ze sobą 75 butelek węgierskiego wina i 22 łokcie sukna.
Urzędnikowi górniczemu zabrali dwa konie warte 80 talarów, zostawiając w
zamian dwie chabety.
Tydzień później przez miasto przemaszerował oddział 50 jeźdźców pod
dowództwem kapitana Duperona z jednym polskim oficerem. Żołnierze zabrali 18
łokci sukna, 93 kwarty wina, tytoń i żywność o wartości 120 talarów.
Dodatkowo mieszczanie dali 400 talarów na kupno dwóch koni. Na początku
stycznia 1807 roku wkroczył do Tarnowskich Gór polski oddział dowodzony
przez porucznika Stanisława Trembeckiego. Polscy żołnierze pozrzucali z
urzędów pruskie orły, zabrali żywność i 200 łokci sukna wartego 200 talarów.
Rabunkowe poczynania pierwszych oddziałów napoleońskich wywołały niechęć
wśród mieszkańców, których w mieście żyło około 1,5 tysiąca.. Byli to
obywatele pochodzenia niemieckiego jak i polskiego. Większość sprzyjała
Prusakom i uznawała wejście wojsk napoleońskich za okupację. Ukrył się
burmistrz Leopold Kalischek. Część urzędników uciekła. Polacy aresztowali
landrata Karla Traugotta Henckel von Donnersmarcka za niezłożenie przysięgi
Hieronimowi Bonapartemu. Choć nie brakowało i mieszkańców sympatyzujących z
Polakami i Francuzami. Sporo młodzieńców uciekało wówczas przed poborem do
pruskiej armii.
To różnorakie traktowanie żołnierzy napoleońskich uwidoczniło się 6 stycznia
1807 roku podczas wkroczenia do Tarnowskich Gór oddziału pospolitego
ruszenia szlachty z okolic Zawiercia. Prawie 250-konnym oddziałem, do
którego dołączyły także szwadrony Trembeckiego i Gostkowskiego, dowodził
generał Mączyński, dziedzic Żarek koło Zawiercia. Polski oddział chciał
dotrzeć do Gliwic, ale przeszkadzali im pruscy huzarzy dowodzeni przez
rotmistrza Andreasa Witowskiego. Zachowały się z tamtych czasów wspomnienia
Tadeusza Konopki, napoleońskiego żołnierza, który opisał wkroczenie do
Tarnowskich Gór i potyczkę na Rynku. „Weszliśmy do miasta porządnego na
rynek, dobrze zbudowanego i widać było, że zamożnego z taborem, ale ludzi
małośmy widzieli, wszystko się to pochowało. Wyszedł pan burmistrz z
kilkunastu mieszczanami, czapki pod pachą trzymając – że oni chociaż pod
panowaniem Prusaków, ale jako jednaką mowę mają z Polakami, ich braćmi i
sąsiadami – i prosili na kwaterach rozgościć.” Jak dalej opisuje Tadeusz
Konopka, przezorni żołnierze woleli rozgościć się na rynku, gdzie wkrótce
zostali zaatakowani przez 20 huzarów Witowskiego. Jeźdźców wspierali
strzałami z karabinów miejscowi górnicy. Ucieczkę utrudniał łańcuch
rozciągnięty od domu Sedlaczka do podcieni. Konopka cięty pałaszem spadł z
konia i zemdlał. Tak dostał się do pruskiej niewoli, z której uciekł
najbliższej nocy. Do niewoli dostało się wówczas 12 oficerów i 150
żołnierzy. W ręce Prusaków wpadły działo, 3 moździerze, 150 koni, 10 wozów z
amunicją.
Jan Nowak w „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry” pisze, że podczas
bitwy część mieszczan znęcała się nad polskimi żołnierzami, ale
„Sympatyzujący z Polakami obywatele ukrywali żołnierzy w swoich domach,
którzy tym sposobem uszli niewoli”. To ofiary tej bitwy spoczywają zapewne
pod repeckim krzyżem. Walki huzarów Witowskiego z Polakami toczyły się
bowiem pomiędzy Reptami, Tarnowicami i Lasowicami.
Już nazajutrz doszło do odwetu, kiedy do miasta wkroczył
pięćdziesięcioosobowy oddział kawalerii porucznika Ostrowskiego i 200
chłopów uzbrojonych w piki i kosy. Polacy, grożąc spaleniem miasta i
powieszeniem urzędników, zażądali od mieszczan tysiąca talarów kontrybucji,
20 wołów i 60 koni. Miasto uratował radca górniczy Boscamp-Lasopolski, który
wyłożył 2 tysiące talarów. Kontrybucję zmniejszono, gdy wykryto, że dwaj
ranni polscy oficerowie znaleźli schronienie w domu żupnika Beyma. Równie
groźny dla mieszczan był najazd 50-osobowego oddziału kawalerii poruczników
Drzewieckiego i Białobrzeskiego. Kawalerzyści 4 kwietnia 1807 roku zrabowali
9 koni i 160 par butów zamówionych przez wojska francuskie oraz 400 talarów.
Żołnierze pobili wielu mieszkańców podczas pijatyk. Kres najazdom położył
rozejm zawarty w czerwcu 1807 roku. Łącznie z nałożoną kontrybucją
Tarnowskie Góry straciły na wojnach napoleońskich 7854 talary.
Kolejny wysiłek finansowy tarnogórscy mieszczanie ponieśli w 1813 roku, gdy
uzbierali 703 talary na uzbrojenie. Dostarczyli także 42 szable i 600 łokci
sukna. Na ogłoszony pobór do wojska pruskiego stawiła się jedynie połowa
rekrutów, powołując się na przepis, który zwalniał górników od służby w
wojsku. Sporo poborowych schwytali werbownicy podstępem, gdy młodzieńcy
wylegli na ulice, żeby zobaczyć grającą orkiestrę. Aż do 1817 roku przez
miasto maszerowały wojska rosyjskie, plądrując i bijąc mieszczan. Na
Karłuszowcu był żołnierski magazyn a w domu strzeleckim szpital. Rosjan
zmarłych na tyfus grzebano u zbiegu ulic Sienkiewicza i Monte Cassino.
Wojny napoleońskie przyczyniły się do upadku miasta oraz zmian ustrojowych w
Tarnowskich Górach. Wielu mieszczan zubożało. Brakło nawet pieniędzy na
węgiel i remont kotła maszyny parowej, która pompowała od 1797 roku wodę do
miejskich wodociągów. Z tego powodu mieszkańcy w latach 1808-1810 korzystali
z podmiejskich studni. W 1808 roku nowe prawo miejskie ustanowione przez
króla pruskiego i wzorowane na kodeksie Napoleona zniosło zależność miasta
od pana feudalnego. Częściowo zniesiono poddaństwo chłopów. Dwa lata później
zniesiono przymus cechowy. Prawo do osiedlenia się w mieście w 1812 roku
uzyskali Żydzi. Końcowym akcentem przemian było przeniesienie w 1818 roku
siedziby starosty do Bytomia. Zniesienie feudalnych zależności utorowało z
pewnością miastu drogę do późniejszego nieskrępowanego rozwoju.
|