|
W Tworogu w dniu 27.04.1853r. urodził się Franzowi Sobczykowi i Marii z d.
Riba syn, któremu dano na imię Carl. Jest to jedna z najbardziej zagadkowych i
ciekawych postaci na Górnym Śląsku pod koniec XIXw.

Nowa Wieś - kapliczka
Carl Sobczyk wśród znajomych uchodził za
człowieka dobrego, niczym nie wyróżniającego się wśród rówieśników w latach
młodzieńczych.
 |
 |
|
Dokument z 30 kwietnia 1853r.
o chrzcie Carolusa Sobczyka |
Wilderer Sobczyk - jedna
z wielu broszur poświęcona Rabsikowi |
W wojsku był wyborowym strzelcem w służbie
Kaisera Wilhelma I, dlatego cesarz też znał go osobiście. Po powrocie z wojska
zamieszkał w Nowej Wsi i zaczęły się kłopoty, ponieważ nie mógł znaleźć pracy.
Dysponujemy zapisem, że jakiś czas był robotnikiem sezonowym. Z biedy zaczął
kłusować a strzelać potrafił. Za kłusownictwo w końcu był ścigany i aresztowany,
w sumie od grudnia 1880r. do 1892r. przesiedział w więzieniach 9 lat i 3
miesiące. Po wyjściu na wolność chciał pracować i żyć jak normalny człowiek, ale
nie było mu to dane. Zaczął dalej kłusować i ukrywać się w lasach między
Koszęcinem, Lublińcem i Świniowicami z dwoma kompanami po fachu; Pigullą i
Samolem. Mieszkańcy okolicznych miejscowości nazwali go Rabsikiem. Nigdy na tym
samym miejscu nie przebywali dłużej niż trzy dni.

Podpisy Sobczyka i Rumpla na dokumentach urzędowych
W celu złapania kłusownika sprowadzono
specjalnie 6. Batalion Strzelców z Oleśnicy, ale po przeczesaniu lasu, gdzie
mógł się znajdować, żołnierze powrócili do koszar.
Carl Sobczyk w tym czasie znajdował się prawdopodobnie w lasach Rud
Raciborskich, tam też zasłynął jako kłusownik i skutecznie utrudniał życie
Księciu Victorowi II Hohenlohe - Schillingfürst. Pewnego dnia, stary górnik,
który mieszkał w Świniowicach, a pracował w Zaborzu, przyjechał w sobotę
pociągiem i szedł z Tworoga do Świniowic przez las piechotą. Była zima. Nagle z
lasu wyszedł nieznajomy człowiek i dołączył do idącego. Wyciągnął z kieszeni
ćwiartkę samogonu, utrącił szyjkę od butelki i poczęstował towarzysza marszu.
Górnik ze strachu nie odmówił. Idąc rozmawiali o różnych sprawach. Kiedy przy
Świniowicach las się kończył, nieznajomy miał zamiar wracać z powrotem. Wówczas
górnik zainteresował się, gdzie on mieszka. Ten odpowiedział, że w lesie.
Zapytał również czy się nie boi, np. Rabsika. Człowiek z lasu roześmiał się i
powiedział, że to on jest tym poszukiwanym Rabsikiem i zniknął w gęstwinie.
Zimową nocą 20 stycznia 1895r., podczas największych mrozów, Rabsik powrócił do
swojego lokum, które wynajmował u gospodarza Lorenza Ksienzyka (niedaleko
obecnego ronda). Gospodarz tej samej nocy zadenuncjował go pracownikowi Urzędu
Gminy Schroerowi z Nowej Wsi, nagroda wynosiła 500 marek.
Tworogowski żandarm Fieber natychmiast zorganizował obławę przy pomocy gajowych
Paula Brolla, Johanna Myrczyka i kilku silnych mężczyzn pracujących w lesie:
Johanna Dramskiego, Poloczka i Mrozika. Około godziny 23.00, żandarm Fieber
wezwał przez zamknięte drzwi Rabsika, żeby się poddał. W odpowiedzi Rabsik z
okna zranił gajowego Brolla, a następnie zastrzelił żandarma Fiebera, reszta
rozpierzchła się w popłochu. Mimo pełnej poświęcenia opieki, jaką był otoczony
Paul Broll przez swojego ojca Edgara z Bruśka, na skutek odniesionej rany zmarł
7.04.1895r., w wieku 34 lat, pozostawiając żonie Franzisce troje dzieci - Marię
9 lat, Marthę 7 lat i Franza 5 lat.
Zastrzelony Florian Fieber urodził się 19.06. 1850r. w Schnellewalde (Szybowice)
pow. Prudnik. Był synem pracownika leśnictwa Josefa Fiebera. Jego żoną była
Waleska Agnes z d. Klass z Tworoga. Umierając osierocił dziewięcioro dzieci w
różnym wieku, najstarszy Gustav miał 17 lat, Georg 15, Max 13, Fritz 12,
Elisabeth 11, Karl 9, Martha 5, Selma 3 i Victor 2. Grób żandarma znajdował się
na cmentarzu przykościelnym, po lewej stronie kapliczki św. Jana Nepomucena. Był
z białego marmuru, jak na ówczesne czasy bardzo elegancki, i co ciekawe Fieber
miał już w tym czasie na nagrobku zdjęcie w mundurze królewskiego żandarma z
napisem: „Kgl. Wachtmeister Florian Fieber, gestorben am 20 Januar 1895 durch
Sobczyk’s Morderhand, ruht”. Nagrobek ufundowali mu w dowód przyjaźni, jego byli
przełożeni i koledzy. W 1951r. zmarł ks. Victor Christen, nagrobek Fiebera
został rozebrany i osadzony na grobie ks. Christena, oczywiście, ze zmianami
inskrypcji. W ten sposób zachował się do dzisiaj. W oczy rzucają się wyraźnie
ślady po demontażu.
Rabsik poprzysiągł zdrajcy zemstę.
30 marca 1895r. zdradziecki gospodarz szedł do pracy w pniowieckiej prochowni.
Za mostem Granicznej Wody, między Nowa Wsią i Cegielnią, czekał na niego Rabsik.
Po oznajmieniu mu, że jest zdrajcą, strzelił do niego dwa razy, w ramię i w
brzuch (miejsce to upamiętnia do dzisiaj niewielka kapliczka zawieszona na
drzewie, tuż przy rzece).
Ksienzyk o własnych siłach dowlókł się do zagrody Grunera, ten zawiózł go
furmanką do domu, gdzie zmarł o 12.15 po południu. Umierającego denuncjatora
zdołał jeszcze przesłuchać tworogowski wójt Stahr. Od tego czasu Sobczyk był
poszukiwany nie tylko za kłusownictwo, ale i za trzy morderstwa.
Władza państwowa i Zarząd Dóbr Książęcych w Koszęcinie wyznaczyła za wskazanie
lub pojmanie go nagrodę w wysokości 5300 marek.
W maju 1895r. sędzia śledczy przy Królewskim Sądzie Ziemskim w Bytomiu, wysłał
list gończy, w którym opisuje Rabsika. Według tego opisu, Sobczyk liczył sobie
42 lata, 172cm wzrostu, był ciemnego zarostu, smukłej sylwetki, nosił wąs,
krótką bródkę, miał niskie czoło i lewe oko mu ciągle mrugało. Zaznaczono także,
że codziennie zmienia ubranie. W międzyczasie robotnik leśny Johann Dramski z
Tworoga, który brał udział w obławie nowowiejskiej, awansował na gajowego.
Pewnego razu dwaj adwersarze spotkali się niespodziewanie oko w oko i w tym
samym momencie przyłożyli sobie nawzajem broń do skroni. Pierwszy przemówił
Sobczyk mówiąć, że Dramski ma być rozsądny, opuścić broń i odejść a nic mu się
nie stanie. Tak też się stało.
W Tworogu przy zamku mieszkał balwierz - znachor (Heildinner) Ludwig Rumpel, ur.
21.VIII.1839r. Był to mężczyzna z pielęgnowaną, przyciętą brodą, o inteligentnej
twarzy, której powagi dostarczały jeszcze złote oprawki okularów.
Rodzina Rumplów od dawna mieszkała w Tworogu. Pochodzili z Romanshof koło
Wodzisławia (Loslau) pow. Rybnik. Jego ojciec Anton był właścicielem piwnic
winnych. Pierwsza odnaleziona tworogowska wzmianka wspomina w 1827r. o Alexie
Rumpelu.
Rumpel, będąc przenikliwą osobą przypuszczał, że żona Sobczyka Franziska z
d.Ziaja jest z mężem w kontakcie. Zaoferował jej, że jak dostanie ubitego
jelenia to postara się o paszport, by Rabsik mógł zbiec do Rosji, a później
dalej. Do granicy w tym czasie było ok. 40 km. Kłusownik przystał na tę
propozycję, ponieważ ziemia paliła mu się pod nogami. Nocą 15/16 lipca 1895r.
Rumpel dobił targu z Rabsikiem butelką wina, którą sam zaproponował. W winie był
proszek usypiający. Śpiącego Rabsika dostarczył policji na tragaczu (taczce) do
gnoju.
Kłusownik - morderca został osadzony w bytomskim więzieniu. Podczas rozprawy
sądowej w dniach 30.IX-1.X Sobczyk przyjął taktykę nie rozumienia języka
niemieckiego. Sędzia Sperlich wiele się nie patyczkował i sprowadził tłumacza
niemiecko-polskiego, radcę kancelarii o nazwisku Schwingel. Aresztowany prawie
nic nie jadł i ciągle powtarzał: a to piękny figiel, leśniczowie z Tworoga
napiją się teraz prawdziwego wina, żem się dał tak schwytać. Prokurator i służba
więzienna mieli poważne obawy by Sobczyk nie zmarł z głodu przed wydaniem
wyroku. Prokurator nawet zachęcał go do jedzenia, pocieszając, że być może wyrok
zostanie zamieniony na długoletnie więzienie. Wyrok jednak był łatwy do
przewidzenia. Sobczyk do końca był przekonany, że to jego żona wydała go wraz z
Rumplem. W liście pożegnalnym nazwał ją Judaszem.
Plac bytomskiego więzienia został dostosowany w dniu 8.01.1896r. do wykonania
wyroku.
Specjalnie z Wrocławia przyjechał kat o nazwisku Reidl. W tym dniu wykonał trzy
wyroki przez ścięcie. Pierwszy został ścięty Rabsik, był on 144 ofiarą kata.
Drugi został ścięty zazdrośnik Arlt z Bytomia, który powrócił z wojska i zabił
swoją narzeczoną, podejrzewając ją o zdradę.
Trzeci ścięty - za zabójstwo w pijackim amoku żony i dziecka - był maszynistą
lokomotywy w zakładach Siegeheims Rosbahn Tarnowitz
Sobczyk został pochowany przez ks. Myśliwca - proboszcza bytomskiego (częstego
gościa brynkowskich Donnersmarcków). Na pogrzeb policja wpuszczała tylko
krewnych. Przed wyrokiem Sobczyk napisał list do Kaisera Wilhelma II z prośbą o
ułaskawienie, powołując się na bezpośrednią znajomość z jego dziadkiem Wilhelmem
I. Urzędnicy jednak tak pokierowali listem, że Cesarz otrzymał go już po wyroku.
Jak się o tym dowiedział podobno strasznie się zdenerwował, że nie mógł sam
zdecydować o losie znajomego swego dziadka.
Tworogowski balwierz - znachor zainkasowawszy dużą nagrodę, dalej wykonywał swój
zawód i praktycznie wszystko poszło już w zapomnienie.
Po dziewięciu latach, nocą podjechała do znachora bryczka. Dwóch mężczyzn
(byłych kolegów Sobczyka) poprosiło go, żeby pojechał do Połomii w celu
odebrania połogu. Kiedy wyjechali z Brynka, niedaleko obecnej leśniczówki w
Brzeźnicy zatrzymali bryczkę, wyrzucili Rumpla na ziemię i tam pozbawili go
ostrym narzędziem atrybutów męskości (dla upamiętnienia tego wydarzenia
powieszono w tym miejscu kapliczkę na drzewie, która już dzisiaj nie istnieje,
ale pozostały w tym miejscu jeszcze gwoździe). Od tego czasu Rumpel chodził po
wsi w brązowym habicie pokutnym, głos mu się nieco zmienił i niedługo po tym, w
dniu 30.VII.1905r. zmarł. Grób był opodal prawego bocznego wejścia do kościoła.
Później w tym miejscu został pochowany Hermann Ziora vel Zierfels.
Po wykonaniu wyroku na Sobczyku pojawiło się o nim bardzo dużo publikacji w
języku niemieckim i polskim.
Zyskał sławę i popularność na Górnym Śląsku. Najdokładniej jego życiorys i
przebieg procesu opisał świadek tamtych czasów Conrad Zschiedrich w broszurce za
30 Pf. p.t. „ Der Wilderer Sobczyk und sein Prozes vor dem Schwurgericht zu
Beuthen O/S”, wydanej pod koniec 1895 r., jeszcze przed straceniem Sobczyka (w
opracowaniu znalazło się kilka błędów związanych z datami, imionami,
miejscowościami, zawodami itp. wynikających z niedoinformowania).
Tematem tym też żywo interesowała się polskojęzyczna gazeta „Katolik”
W okolicach Tworoga i Rud Raciborskich na przełomie wieku znana była piosenka,
której melodii już nikt nie pamięta: Sobczyk był dobry chlop, w lasach on
przebywal, czterdziestu ich było, czterdziestu ich było, wszystko mu
towarzyszyło.
Fryderyk Zgodzaj
|