|
Z dala od ludzi wykształconych, na końcu świata, kto wam
Pomaga skarby odkrywać i je szczęśliwie do światła podnosić?
Tylko rozum i uczciwość, tylko te dwa klucze
Prowadzą do każdego skarbu, który ziemia kryje.
Ten wierszyk Johanna Wolfganga Goethego, jak
na tak krótki i okazjonalny utwór stał się przyczyną wielu polemik oraz
nieporozumień interpretacyjnych godnych dzieł większych i wybitniejszych.
Zdawkowy czterowers przetrwał do naszych czasów dzięki wpisaniu go, a właściwie
wklejeniu kartki w z tekstem, do Złotej Księgi gości kopalni Fryderyk, której
szyby znajdowały się na podtarnogórskich polach. Wybitny poeta przyjechał
zwiedzić kopalnie 4 września 1790 roku jako tajny radca w świcie księcia
sasko-weimarskiego Karola Augusta. Magnesem przyciągającym wówczas gości do
niepozornej kopalni srebra i ołowiu na krańcach Rzeszy była maszyna parowa
zainstalowana 2 lata wcześniej do odwadniania szybów.
Miejscowi gwarkowie powitali niemieckiego wieszcza napuszonym wierszem pełnym
aluzji do starogermańskiej mitologii. Górnicy w księdze gości napisali
następujący dwuwers:
Witaj nadobny synu Tuista
Tutaj na drugim tronie dzikiej Morwenji
Zachwycony rozwijającym się górnictwem Goethe zrewanżował się słowem pisanym
dopiero w karecie wiozącej go do Krakowa. Na prośbę Wilhelma Redena, dyrektora
Urzędu Górniczego we Wrocławiu, Goethe skreślił na kartce czterowiersz, który
posłaniec Redena wkleił bądź przepisał na stronie 12 pamiątkowej księgi kopalni
Fryderyk. Kto wie, czy pruski urzędnik uczyniłby równie chętnie, gdyby
przewidział, jak negatywny oddźwięk wywoła lektura tego wiersza.
Pierwsze zdanie przygany wpisał do księgi gości 26 lipca 1791 roku Jan Gotlieb
Schummel, proboszcz kościoła św. Elżbiety we Wrocławiu. Opinię Schummela,
pisarza żyjącego w latach 1748-1813, na temat tekstu Goethego możemy poznać
dzięki broszurce „Podróż przez Śląsk w lipcu i sierpniu 1791 roku”. Schummel,
którego twórczość Goethe nieraz potraktował bardzo krytycznie, oskarżył poetę o
kosmopolityzm i brak patriotyzmu.
Podobne zarzuty powtórzył w 1835 roku Kosmeli, insynuując nawet, że Goethe
wzgardził Niemcami i podpisał się w księdze z francuska de Goethe. Co zabawne,
do zupełnie odmiennych wniosków wiele lat później dojdzie Jan Nowak, tarnogórski
kronikarz, zarzucając Goethemu germańską butę.
Jednak kontrowersji wywołanych przez utworek Goethego nie sposób zrozumieć bez
lektury innego wiersza polemicznego autorstwa miejscowego wyższego urzędnika
górniczego Jerzego Geseliusa. W księdze pamiątkowej figuruje tenże tekst
opatrzony datą 10 kwietnia 1793 roku. Najistotniejsze z pewnością są wersy pełne
oburzenia otwierające utwór Geseliusa. „Choć na rubieżach państwa, lecz jeszcze
przy wykształconych ludziach” – te słowa stały się podstawą jakże rozbieżnych
interpretacji. Geselius zarzucił Goethemu w złośliwym komentarzu „żarty i
drwinki”. Trzeba przyznać, że ten płynący z głębi duszy sprzeciw Geseliusa
wynika najwyraźniej z niezrozumienia idei wiersza Goethego. Jak na górnika
rymopisarza przystało, Geselius wyłapuje tylko powierzchowne znaczenia z
czterowersu niemieckiego poety. Urażony w swojej urzędniczej dumie podkreśla, iż
w mieście nie brak ludzi wykształconych.
Tym tropem wyznaczonym przez polemikę górniczego urzędnika poszli też inni
badacze. Bolesław Lubosz doczytuje się tekście warstw o wydźwięku
narodowościowym i klasowym.
„Przybyli na Śląsk kulturtraegerzy, utworzyli na prowincji lokalne wielkości,
nie wybaczyli poecie, że nie uznał ich za sól tej ogromnie spracowanej ziemi” –
pisał Lubosz. Jego zdaniem, Goethe, widząc wyzysk gwarków, tylko ich trud
postanowił docenić.
W podobną nutę uderza Jan Nowak w „Kronice miasta i powiatu” wydanej w 1927
roku. Tyle że szacowny księgarz i kronikarz dopatruje się w postawie
niemieckiego poety pogardy dla gwarków mówiących po polsku oraz odrazy dworaka
do brudnych ubiorów górników. Nowak nie omieszkał przytoczyć, ile to szkół
znajdowało się w Tarnowskich Górach. Brzmi to nieco komicznie, bo wymienia
głównie szkółki parafialne, a owe zastępy inteligencji to w większości
kopalniani urzędnicy. Już w tym zestawieniu widać, jak bardzo rozbiegły się
intencje Goethego, miłośnika wiedzy ścisłej i klasycznej na najwyższym
uniwersyteckim poziomie, z dywagacjami Geseliusa i Nowaka.
A przecież krótki wiersz poety jest peanem pochwalnym nie tyle na cześć pracy
gwarków i złośliwym pamfletem na ciemnotę mieszczan, co gloryfikacja wartości
nadrzędnych, jakimi są rozum i uczciwość. Zatem wierszyk to ściśle oświeceniowy,
bo pochwalający rozum kierujący osiągnięciami człowieka. Podobnej wiary w naukę
można doszukać się w pochwałach górnictwa, nie tylko górnośląskiego, jakie poeta
wyrażał w listach z podróży. Był wówczas Goethe miłośnikiem minerałów i
wydobywania kruszców. W czasie zwiedzania kopalni Fryderyk poeta wyzbył się już
mrocznej wizji świata przedstawionej w „Cierpieniach młodego Wertera”. Po
okresie burzy i naporu wszedł w czas zainteresowania klasycyzmem z jego pochwałą
harmonii, piękna. Do kanonu tego należy też cnota uczciwości, tak wychwalanej w
tarnogórskim wierszyku. To nie tajemne moce pozwalają wydobyć ziemskie skarby,
ale dobre przymioty człowieka. Goethe jawi się nam w krótkim wierszu napisanym
na kolanie w karecie jako klasyczny dydaktyk i moralista.
Szkoda, że dotychczas szlachetne intencje Goethego zawarte w tarnogórskim
wierszu ugrzęzły w bajorze przyziemnych urazów, swarów i rozbieżnych
interpretacji.
Ryszard Bednarczyk
|