|
Nocą z 12 na 13 grudnia 1981r. dekretem Rady Państwa - niezgodnie z
Konstytucją - wprowadzono na terenie kraju stan wojenny. Władzę przejęła
Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego pod przewodnictwem gen. Wojciecha
Jaruzelskiego. Od rana tego niedzielnego dnia w tonacjach muzyki poważnej
nadawano przemówienie generała, że socjalizmu bronić będziemy jak
niepodległości. Później pojawili się dziennikarze w wojskowych mundurach.

Henryk Sporoń podczas wizyty w Tarnowskich Górach podpisuje swą ostatnią książkę
- wrzesień 2006.
Ograniczono podstawowe wolności obywatelskie,
zdelegalizowano bądź zawieszono większość niezależnych od władzy związków i
stowarzyszeń. Wprowadzono godzinę milicyjną, a do zakładów pracy skierowano
komisarzy wojskowych. Opór społeczny był brutalnie tłumiony. Do tragedii doszło
w Katowicach, gdzie 16 grudnia zastrzelono 9 górników z kopalni „Wujek”. W
obozach internowania znalazło się ponad 10 000 osób, głównie działaczy
„Solidarności”. Zdaniem historyka Wojciecha Roszkowskiego ogólną liczbę ofiar
(poza osobami, które zginęły w wyniku bezpośrednich akcji ZOMO i wojska,
odcięcia telefonów, zablokowania transportu i bałaganu wywołanego przez
komisarzy wojskowych) ocenia się na kilkaset osób.
 |
 |
| Okładka książki |
Fragment więziennej
korespondencji z rodziną |
Stan wojenny odwołano 22 lipca 1983r., jednak w praktyce trwał on aż do przełomu
1988/89 czyli do początków obrad okrągłego stołu.
Zdaniem większości historyków był on próbą cofnięcia społeczeństwa do stanu
sprzed 1980r, czyli powstania „Solidarności” - pierwszej masowej organizacji
sprzeciwu wobec komunistycznego państwa. Był realizacją doktryny „ograniczonej
suwerenności” sformułowanej przez przywódcę ZSRR - Leonida Breżniewa.

Z posłem Janem Rzymełką - przyjacielem z czasów internowania
Zastosowanie w praktyce doktryny miało miejsce na Węgrzech w 1956 i w
Czechosłowacji 1968 roku. Jedyną różnicą było to, że zamiast czołgów z czerwoną
gwiazdą, na polskich ulicach pojawiły się wozy ludowego wojska polskiego.
Nie sposób oszacować strat w gospodarce, życiu społecznym i kulturalnym. W opini
powszechnej czas do 1989r. został zmarnowany a represyjna polityka spowodowała
odwrócenie się społeczeństwa od władzy, traktowanej jako obcej. Trwał stan
strachu oparty na poczuciu nagiej siły. Dominowało w działaniach władzy - jak to
opisał w swoim wierszu Stanisław Barańczak - to ich marne zwycięstwo, ta ich
satysfakcja, że oto można wreszcie bezkarnie dać w twarz.
Poniżej przedstawiamy naszym czytelnikom fragment wspomnień tarnogórzanina -
Henryka Sporonia z internowania i warunków panujących w obozach w czasie stanu
wojennego.
Red.
Nasze kontakty ze światem zewnętrznym
W areszcie KW MO w Katowicach byliśmy w
pierwszym okresie prawie całkowicie odcięci od świata zewnętrznego. Potem
nastąpiły comiesięczne dziesięciominutowe wizyty rodzin, o czym już pisałem. W
drugim miesiącu umożliwiono nam kontakt korespondencyjny z rodzinami. Raz w
tygodniu wolno było dozorowi przekazać nie zaklejony list. W związku z tym
wydano mi z depozytu długopis i papeterię. Listy te podlegały ostrej cenzurze.
Świadczą o tym liczne czarne, bardzo skuteczne skreślenia.
Dostępu do radia i telewizji w areszcie KW MO nie mieliśmy. W innych obozach
sytuacja pod tym względem była lepsza. Mieliśmy dostęp do telewizora. Radia
jednak nie było. Tak, że prawdziwe wiadomości - spoza kraju - docierały do nas
poprzez odwiedzających, lub duchownych. Istniało kilka utajnionych małych
radyjek. Nieliczni wtajemniczeni przekazywali informacje kolejnym kolegom. W
Jastrzębiu Szerokiej - Maciek Klich, Załężu - Rafał Szymoński i inni. W Załężu
i Łupkowie nadawano w sieci radiowęzła krótkie, nielegalne programy zrobione
przez internowanych.
Wizyty można było przyjmować dwa razy w miesiącu, i to przez godzinę, a czasem i
dłużej, przy tym w większym pomieszczeniu, do którego na wizytę wprowadzano
jednocześnie 5-6 internowanych. Strażnicy nie byli rygorystyczni i można było
sobie porozmawiać, a nawet to i owo po kryjomu przekazać, np. listy czy jakiś
drobiazg. Dopiero w Nowym Łupkowie obowiązywało znowu ograniczenie wizyt do
jednej w miesiącu. Odwiedzający musieli tam mieć specjalne przepustki do strefy
nadgranicznej i rodziny otrzymywały tylko jedną na miesiąc.
Przy tej okazji chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że umieszczenie internowanych z
Dolnego i Górnego Śląska na południowo-wschodnim krańcu Polski, było wyraźną
szykaną ze strony władz. Uderzała ona zwłaszcza w nasze rodziny. W rejonie
Katowic i Wrocławia było pod dostatkiem pomieszczeń dla wszystkich miejscowych
internowanych, a tymczasem Wrocław i Katowice przetrzymywały swych internowanych
od kwietnia w Uhercach, Nowym Łupkowie i Rzeszowie. Służbie Bezpieczeństwa
chodziło o to, aby nas odizolować od naszego środowiska, aby utrudnić nam
kontakty z rodzinami i przyjaciółmi. Sądzono prawdopodobnie, że oddalając nas od
miejsc zamieszkania o całodzienną podróż, zniechęci się naszych bliskich do
odwiedzania nas. Owszem, uniemożliwiono odwiedziny ciężarnym żonom i matkom
małych dzieci, które nie były w stanie znieść dwu nocy w zatłoczonych pociągach.
Znalazły się jednak na ich miejsce inne osoby i liczba odwiedzających nas wcale
nie zmniejszyła się w porównaniu do Jastrzębia, leżącego niedaleko Katowic.
Tu należałoby w imieniu nas wszystkich złożyć bardzo serdeczne dzięki naszym
rodzinom, naszym bliskim, naszym przyjaciołom - za ich poświęcenie, za dzielenie
się z nami skromnymi przydziałami żywnościowymi, za wzruszające listy
przekazywane nam za pośrednictwem odwiedzających nas, za podtrzymywanie nas na
duchu, za wszystko, co uczynili dla nas i dla naszych rodzin. To była żywa
Solidarność.
Miały też miejsce szczególnie wyjątkowe kontakty ze światem zewnętrznym. Np. w
Uhercach mogliśmy przez okno korytarzowe na pierwszym piętrze widzieć przedpole
obozu, na którym gromadzili się odwiedzający nas, czekając na swoją kolejkę
wpuszczenia ich do środka. Widzieliśmy ich też z dziedzińca w czasie naszego
spaceru. Można więc było kilka zdań z nimi na odległość zamienić. Najczęściej
urozmaicaliśmy im czekanie ustawiając się przy otwartym oknie lub w czasie
spaceru, w grupie, niedaleko ogrodzenia, śpiewając chóralnie obozowy repertuar.
Pewnego dnia podeszła z zewnątrz pod druty liczna grupa młodzieży jednego z
gliwickich liceów ogólnokształcących. Była to ich wycieczka w Bieszczady. Taka
lekcja wychowania obywatelskiego była dla tej młodzieży na pewno bardzo dużym
przeżyciem. Odważna nauczycielka, która wycieczkę tam przyprowadziła, drogo za
nią zapłaciła. Po zwolnieniu mnie z internowania, dowiedziałem się, że po
powrocie z wycieczką do Gliwic została internowana.
Takie wyjątkowe kontakty były możliwe wyłącznie w Uhercach, i to tylko do
pamiętnego 19 kwietnia. Potem okno korytarzowe na piętrze zamurowano luksferami,
a między dziedzińcem obozowym i placem przedobozowym ustawiono trzeci płot i
zbudowano mur.
W Rzeszowie Załężu cały teren więzienny był otoczony wysokim, 5-6 metrowym
murem, więc o kontakcie ze światem zewnętrznym nie mogło być mowy. W Jastrzębiu
Szerokiej mur był niższy, lecz izolował nas skutecznie.
W Rzeszowie raz nam zrobiła wielką niespodziankę znana aktorka, Maja Komorowska.
Przyjechała do obozu z prezentami od siebie i jej kolegów. Była to żywność i
trochę odzieży. Dopuszczono do niej grupę 4-5 internowanych na krótkie
spotkanie. Przekazali nam potem serdeczne pozdrowienia od niej i innych artystów
scen polskich. Było to dla nas bardzo wzruszające. Tym bardziej, że
wiedzieliśmy, iż oni sarni, z powodu bojkotu telewizji i radia, cierpią
niedostatek.
Wspomnieć by jeszcze trzeba o dwóch wizytach Ministerstwa Sprawiedliwości.
Pierwsza całkowicie mnie zaskoczyła. Było to jeszcze w KW MO w Katowicach.
Niespodziewanie zostałem zaprowadzony z celi do małego pokoju. Powitał mnie tam
starszy pan, przedstawiając się jako prokurator wojewódzki, który z ramienia
Ministerstwa Sprawiedliwości przeprowadza rozmowy z internowanymi. Pytał, czy
zgadzam się z decyzją internowania, to znaczy z jej uzasadnieniem? Stwierdziłem,
że nie. Zapytał więc, czy złożyłem odwołanie od tej decyzji. Odpowiedziałem, że
nie, wszyscy bowiem twierdzili, iż to i tak nie ma szansy. Na to on stwierdził,
że tego nie można z góry przesądzać i że takie odwołanie nie może mi zaszkodzić.
Podobnie zresztą doradził koledze z celi, który był po mnie na takiej rozmowie.
Odwołanie zrobiliśmy, ale odpowiedzi były negatywne.
Prokurator ten pytał mnie jeszcze, czy mam jakieś skargi czy życzenia?
Powiedziałem mu, że od 2 tygodni nie miałem możności się golić. Mam więc skromne
życzenie, aby mi to umożliwiono. Istotnie, następnego dnia wezwano naszą celę do
golenia. Druga wizyta z Ministerstwa Sprawiedliwości, to trzech panów, którzy
przybyli do Uherc. Rozmawiali z internowanymi w świetlicy. Właściwie na
wszystkie tematy - od spraw bytowych aż do politycznych. Prawdopodobnie była to
lustracja obozu przez delegację tegoż ministerstwa.
Słyszałem również, że w którymś z obozów była delegacja Międzynarodowego
Czerwonego Krzyża, ale bliższych szczegółów z tej wizyty nie znam.
Henryk Sporoń
Wspomnienia i listy z ośrodków internowania PRL w czasie stanu wojennego
1981-1982, Chorzów 2006
Sporoń Henryk Franciszek
Urodzony 7.08.1926r w Świerklańcu, publicysta
historyczny.
W czasie II wojny światowej wcielony do Wehrmachtu, walczył w Słowacji i na
Węgrzech. Ranny w marcu 1945r., przebywał w szpitalu w Czechach, a następnie w
niewoli sowieckiej. Powrócił po wojnie na Śląsk. Absolwent Liceum Pedagogicznego
w Tarnowskich Górach, Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych w Warszawie -
historia powszechna (1954) i WSP w Krakowie- geografia (1964). Studia
Podyplomowe na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach (1974-76).
Pracował jako nauczyciel geografii i historii w szkołach podstawowych i średnich
w Tarnowskich Górach, Radzionkowie, Świętochłowicach, Rusinowicach, Mierzęcicach,
Katowicach, Świerklańcu, Koszęcinie oraz w Norymberdze i Schweinfurcie w
Niemczech - gdzie obecnie mieszka.
W czasie stanu wojennego internowany, przebywał w więzieniach w Katowicach,
Jastrzębiu Szerokiej, Uhercach i Rzeszowie Załężu. Po zwolnieniu wyjechał w roku
1983 - bez prawa powrotu - z całą rodziną do Niemiec. Zajmuje się dokumentacją
najnowszej historii Polski - okresem stanu wojennego, śląsko-polsko-niemieckimi
tematami. W Niemczech „broni Polski przed nacjonalistami, w Polsce tępi narodową
megalomanię i walczy ze stereotypami”.
Publikuje na łamach prasy emigracyjnej, polonijnej i śląskiej. Wydał zbiór
wspomnień i dokumentów: „Z rodzinnych stron i emigracji”, „W poszukiwaniu
historycznej prawdy”; „Wspomnienia z ośrodków internowania PRL w czasie stanu
wojennego 1981/82”.
Na podst. „Pracownicy polskiej
książki i prasy w Niemczech”,
pod red. Marii Kalczyńskiej, Opole 2003.
Henryk Sporoń stale podkreśla swe związki z
Tarnowskimi Górami. Za zasługi dla osób szczególnie zasłużonych dla miasta, 10
września br. został uhonorowany przez burmistrza miasta nagrodą „Srebrnego
Skrzydła”.
|