|
O księdzu Franciszku Blachnickim niewiele napisano w tarnogórskiej prasie
(patrz Montes numer 15 - przyp.
red). Dlatego też życiorys tego znakomitego obywatela miasta, byłego druha Hufca
ZHP mało jest znany, chociaż żyją jeszcze tacy, co pamiętają jego kazania w
kościele pw. Św. Piotra i Pawła.

Prawdopodobnie na praktyce w Mikołowie. Ks. Franciszek po prawej
Coraz mniej takich osób jak Henryk Jaksik,
który znał go osobiście. Tacy wychowawcy, jak profesor gimnazjum Pawlik, kapelan
hufca ks. Emil Skudrzyk, harcmistrz Ryszard Kalyta i kierownik kręgu
starszoharcerskiego Alojzy Pakosz, którzy ukształtowali jego charakter już
odeszli, także z pamięci tarnogórzan.
A przecież to właśnie przedwojenna edukacja i harcerstwo wszczepiły młodemu
Franciszkowi umiłowanie wolności, wręcz nakazały podjąć walkę ze zniewoleniem
przez hitlerowski a później stalinowski totalitaryzm.

Harcerz na jednej z wypraw krajoznawczych, przypuszczalnie rok 1936
Blachnicki przez całe życie zmagał się z uciemiężeniem, lecz nigdy nie
występował przeciwko konkretnym osobom, Niemcom czy Rosjanom, zawsze walczył z
systemem.
Stworzony przez niego Ruch Oazowy Światło - Życie i Chrześcijańska Służba
Wyzwolenia Narodów wychowały zwolenników ekumenizmu wypływającego z potrzeby
ducha, gdzie obok poczucia wspólnoty międzyludzkiej w wierze, jest miejsce
poczucia odrębności i tożsamości narodowej. Właśnie te cechy - moim zdaniem -
należałoby przekazywać młodzieży karmionej obcą propagandą nowego stylu życia,
jakże odmiennego od naszej polskiej kultury.
Przerwana młodość
Franciszek Karol Blachnicki urodził się 24
marca 1921 roku w Rybniku na śląskiej ziemi, jako syn starszego pielęgniarza
Józefa i Marii z domu Miller. Oboje rodzice wywodzili się z rodzin robotniczych.
Niewiadomo jakie pobudki nimi kierowały gdy opuszczali w 1929 r. ziemię rybnicką
i przenieśli się do Tarnowskich Gór. Możliwe, że ówczesna sytuacja
społeczno-polityczna. „Polska Zachodnia” w numerze 29 z 1927r. pisała: „ Powiat
rybnicki, jeden z najbardziej polskich powiatów Górnego Śląska (...) znalazł się
pod terrorem gospodarczym przedsiębiorstw, kierowników przemysłowych i
urzędników niemieckich, którzy za cenę chleba wymuszają na Polaku, by w Polsce
stał się Niemcem”.
A może po prostu była to wędrówka za chlebem. W szpitalach, ze względu na
szczupłość funduszy zatrudniano niewiele personelu medycznego. W mieście
pracowało 4-5 internistów i chirurgów ogółem, natomiast tarnogórska służba
zdrowia, górnicza i miejska, pod kierownictwem dr. Hagera, znana była na całym
Śląsku.
Wraz z rodzeństwem: Elżbietą, Adelajdą, Rudolfem, Ernestem i Henrykiem
uczęszczał do ośmioklasowej szkoły powszechnej przy ulicy Sobieskiego.
Pan Henryk Jaksik - z Towarzystwa Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, zapamiętał
Rudolfa, z którym od 1929 roku uczęszczał do jednej klasy, i Franciszka, o rok
młodszego, jako „noszących się wysoko, nosili głowy do góry. Uczniowie, ba nawet
nauczyciele nazwisko Blachnicki wymawiali z pewnym akcentem”.
Franciszek, chociaż w ćwiczeniach fizycznych się nie wyróżniał, to zawsze lubił
„szpanować”.
W 1930r. rozpoczął naukę w neoklasycznym gimnazjum. Paweł Wieczorek w artykule
„Wyrósł w Tarnowskich Górach” napisał, że Blachnicki po latach nie szkołę, jak
sam przyznawał dobrą, wspominał, ale próbę ucieczki od sformalizowanych systemów
urzędowych, do środowisk nacechowanych autentyzmem, tętniących życiem i
owocnych. Przed wojną w szkole średniej była to ucieczka w ruch harcerski.
Szkoła znajdowała się na drugim planie, jako pewna konieczność, której trzeba
się było poddać i której program trzeba było zaliczyć. W centrum zainteresowania
była fascynująca przygoda harcerska ze swoim programem wychowawczym, zawartym w
przyrzeczeniu harcerskim. Ze swoją metodą wychowania rówieśniczego, systemem
małej grupy - zastępu - wychowania metodą gry wzbudzającej inicjatywę i
aktywność. Ze swoją obrzędowością i bliskim kontaktem z przyrodą oraz ideą
rycerskiej służby wobec bliźnich.
Jako przyboczny I Męskiej Drużyny ZHP Franciszek był jej niespokojnym duchem.
Jednocześnie spełniał się w pracach i instruktażach udzielanych harcerzom z
zastępów i drużyn wiejskich w okolicznych miejscowościach. Druhowie jego drużyny
przekazywali im nabyte wiadomości sanitarne i medyczne uzyskane na szkoleniach
prowadzonych przez mjr Longina Konachewicza, lekarza 11. Pułku Piechoty.
Opowiadali także o historii i pięknie miejscowości rozsianych na wschodnich
rubieżach - Polesia, Podola, Rusi, Ukrainy w których przebywali podczas wakacji
i wycieczek organizowanych przez p. Pawlika, ks. Skudrzyka, drużynowego
Markowiaka i innych wychowawców. Prowadzili zajęcia topograficzne na biwakach w
terenie z druhami i zuchami - członkami szczepów „wilcząt”, których w powiecie
było 30. Późniejsze lata jego życia pokazały, że nigdy nie szedł wydeptaną
drogą, stale przedzierał się przez gąszcz kłujących spraw i pomysłów,
niejednokrotnie ryzukując bolesnym upadkiem, mogącym tragicznie się skończyć.
Szedł dalej, nabierając nowych sił, z głową pełną odkrywczych projektów,
podobnie jak ks. Skudrzyk, podharcmistrz Pakosz, i pociągał za sobą innych w
swój fascynujący świat.
Czy chciał się poświęcić zawodowej służbie wojskowej? Tego nie wiemy - chociaż z
miast garnizonowych, dużo młodzieńców z wielodzietnych rodzin, po skończeniu
szkoły średniej, taką karierę w latach międzywojennych obierało ze względu na
brak funduszy na dalsze kształcenie.
W każdym razie, w sierpniu 1938r., jako ochotnik rozpoczął roczny kurs
podchorążych rezerwy w 23. Dywizji Piechoty w Katowicach. Praktykę odbywał w
Mikołowie w batalionie fortecznym Korpusu Ochrony Pogranicza „Mikołów”,
wchodzącym w skład Obszaru Warownego „Śląsk”.
Wspominając roczną służbę wojskową stwierdził: „Służba wojskowa była
doświadczeniem negatywnym, jako zetknięcie się z bezsensownym, w moim odczuciu,
systemem tresury”. Kartę mobilizacyjną - powołanie do służby wojskowej na okres
wojny - otrzymał jako podchorąży do 11. Pułku Piechoty w Tarnowskich Górach. Z
nim w składzie „Zgrupowania Tarnowskie Góry” płk Gorgonia, wyruszył na kampanię
wrześniową.
Stanisław Obcowski
Ciąg dalszy w następnym numerze
Fot. ze zbiorów autora
|