|
Wizyty w Tarnowskich Górach zawsze były pełne wrażeń, bardzo
przeżywałam jeden z moich pierwszych w życiu wywiadów, którego miałam okazję
udzielić właśnie podczas podsumowania konkursu (przeprowadzała go ze mną pani z
katowickiego radia).
− Nazwisko Mida jest właściwie nierozerwalnie związane z Tarnogórskim Konkursem
Poetyckim. Czy pamiętasz, kiedy był ten pierwszy raz?
− Tak, pamiętam, kiedy pierwszy raz pojechałam do Tarnowskich Gór na
rozstrzygniecie konkursu, było to w dzień moich urodzin, w roku 2001. Na
początku czerwca tegoż roku został wydany mój pierwszy tomik poezji pt.
„Pytajniki”. Jednak to nie był mój pierwszy udział w tym konkursie. Zostałam
laureatką również rok (a może nawet 2 lata) wcześniej, wtedy jednak nie mogłam
pojechać na podsumowanie konkursu.
− W jaki sposób dowiedziałaś się o konkursie, kto był inspiratorem Twoich
poetyckich działań?
− O konkursie powiedziała mi moja Mama (przeczytała o nim w prasie, chyba w
„Gościu Niedzielnym”). Ona też motywowała mnie do pisania wierszy. Była kimś w
stylu menedżera – moim zadaniem było pisać, pisać i jeszcze raz pisać, a Mama
zajmowała się promocją.
− Tworkowa jest dosyć daleko od Tarnowskich Gór, a mimo to prawie zawsze byłaś
obecna na wręczaniu nagród. Jakie wrażenia wyniosłaś po tych krótkich przecież
wizytach w Tarnowskich Górach?
− To prawda, Tworkowa jest daleko od Tarnowskich Gór i wyjazd na rozstrzygnięcie
konkursu był dla mnie zawsze ogromnym przeżyciem, zwłaszcza gdy byłam młodszą
dziewczynką i jechałam wraz z Mamą, różnymi środkami lokomocji. Czasem miałyśmy
nawet 3 przesiadki. Zdarzało się i tak, że do Tarnowskich Gór przyjeżdżałam
samochodem, z Tatą (tak jak było to ostatnio). Wizyty w Tarnowskich Górach
zawsze były pełne wrażeń, bardzo przeżywałam jeden z moich pierwszych w życiu
wywiadów, którego miałam okazję udzielić właśnie podczas podsumowania konkursu
(przeprowadzała go ze mną pani z katowickiego radia). Poza tym, to właśnie w
Tarnowskich Górach wpisałam pierwszą w życiu dedykację w swojej książce, a była
ona dla ks. bpa Jana Wieczorka. Pamiętam, że bardzo trzęsły mi się wtedy ręce.
− Czy Tarnowskie Góry − myślę o naszym konkursie − w jakiś sposób wpłynęły na
kształtowanie Twoich zainteresowań?
− Tak, wspomnę chociażby o osobie śp. ks. Jana Twardowskiego, pod patronatem
którego odbywają się tarnogórskie konkursy. Jest on moim ulubionym poetą.
Świadomie używam czasu teraźniejszego, bo „mistrz Jan od biedronki” żyje dla
mnie w wersach, które napisał i między nimi – gdzie pozostawił miejsce na
refleksję. Poza tym, każdy kolejny Pegaz, którego stawiałam na półce szeptał
„pisz dalej, bo masz mnie, a skoro Ci mnie dano, to nie po to, żebyś przestała
”. Pisałam więc dalej, wlewając tym samym duszę w kolejne Pegazy.
− Każdy z nas ma w swoim życiu osoby, które wpływają na jego wybory i
zainteresowania. Czy możesz powiedzieć, kto i w jaki sposób ukształtował Twoje
zainteresowania?
− Myślę, że zainteresowania człowieka nigdy nie są ukształtowane do samego
końca. Wraz z latami, które dodaje mi czas, w moich wierszach pojawiają się nowe
wątki, motywy. Ale to, co już mam, zawdzięczam wymienionym już wyżej osobom:
Mamie, ks. Janowi Twardowskiemu, a oprócz tego lekturze liryków różnych poetów.
Jest jeszcze jedna, bardzo ważna osoba, której wiele zawdzięczam, a jest nią pan
Andrzej Grabowski, poeta, pisarz pochodzący z Ciężkowic, laureat Orderu Uśmiechu
i niezliczonej ilości innych nagród oraz autor wielu książek dla dzieci i
dorosłych. On to prowadził mnie po literackich ścieżkach od najmłodszych lat,
nawet gdy nie pisałam jeszcze poezji, ale opowiadania i baśnie. Jest moim
opiekunem do tej pory, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.
− Masz już na swoim koncie wiele publikacji, czyli całkiem poważny dorobek. Jak
oceniasz to, co do tej pory dokonałaś?
− Nie mogę temu zaprzeczyć, ale myślę, że nie mnie to oceniać. Zdaję sobie
sprawę, że ja tylko „obracam talentem”, który otrzymałam od Boga i pewnie z tego
będę kiedyś rozliczona. Gdyby nie ta „Boża iskra”, nie powstałby żaden z moich
wierszy. Poza tym spotykam na swej drodze wielu ludzi, którzy potrafią cieszyć
się z tego, co uda mi się stworzyć, mówię tu o tych, którzy słuchają moich
wierszy na wieczorkach autorskich, rozstrzygnięciach konkursów (tu myślę także o
Tarnowskich Górach) lub podczas większych literackich imprez (jak np.
Międzynarodowa Literacka Jesień Pogórza, organizowana co roku przez p. Andrzeja
Grabowskiego). Uśmiech na ustach czy łezka w oku słuchacza lub czytelnika moich
wierszy są dla mnie najcenniejszą oceną.
− Jakie masz plany na przyszłość? Sugerowałaś, że chcesz zostać nauczycielką.
Czy nie zniechęcają Cię negatywne opinie o tym zawodzie i ludziach, którzy go
wykonują?
− Nadal zamierzam być nauczycielką. Nie zniechęcają mnie negatywne opinie o tym
zawodzie, zwłaszcza dlatego, że wygłaszają je przeważnie ludzie, którzy w nim
nie pracują, więc posiadają tylko wiedzę teoretyczną, nie zdają sobie sprawy z
praktycznych trudności, na jakie napotyka nauczyciel na swojej drodze; wymaga
się od niego, aby nie tylko nauczał, ale i wychowywał. Ja znam pracę nauczyciela
„od podszewki”, ponieważ w tym zawodzie pracują moi rodzice. Każda praca wymaga
jakiegoś wysiłku, dzięki obserwacji moich rodziców i znajomych nauczycieli wiem,
jakiego rodzaju jest to wysiłek. Bycie nauczycielem jest szczególnie trudne w
dzisiejszych czasach, ale czy to jest wystarczający powód, aby rezygnować z
marzeń o zawodzie, do którego czuje się powołanie?!
− W jednej z edycji konkursu laureatem został Twój brat. Czy cała rodzina Midów
jest utalentowana literacko? Czy brat nadal tworzy?
− Mój brat także pisze wiersze. Aktualnie tylko „do szuflady”. Według Mamy
(polonistki) Marcin także ma talent, ale trudno go przekonać do tego, aby jego
wiersze ujrzały światło dzienne. W konkursach bierze udział sporadycznie.
Literackie zdolności przejawiała także nasza Mama, gdy była w wieku licealnym.
Obecnie uczy języka polskiego w szkole podstawowej i gimnazjum. Jej scenariusze
lekcji i uroczystości szkolnych były drukowane w „Języku Polskim dla klas 4-8”,
„Bibliotekarzu” i „Bibliotece w Szkole”.
− Czy łatwiej Ci tworzyć w maleńkiej Tworkowej czy w dużym akademickim Krakowie,
gdzie teraz studiujesz?
− Piszę zarówno w Tworkowej, jak i w Krakowie, nigdy nie zastanawiałam się,
gdzie lepiej mi się tworzy. Natchnienie nie jest jak alergia, której dostaję,
gdy wracam do rodzinnych stron, a w Krakowie nie mam. Oba te miejsca mają swoje
niepowtarzalne klimaty, z Tworkową jestem związana od urodzenia, a w Krakowie
zakochałam się w czasach licealnych, kiedy zdecydowałam, że tylko w tym mieście
chcę studiować. I nie żałuję tego wyboru.
− Dziękuję za rozmowę i zapraszam do Tarnowskich Gór za rok.
S. Szymczyk
Dagmara Mida, rocznik 85, studentka polonistyki
w krakowskiej Akademii Pedagogicznej, laureatka
Tarnogórskiego Konkursu Poetyckiego
w roku 1999, 2000, 2002, 2003, 2005, 2006.
|