|

Dla potrzeb tej dysertacji wyróżniłbym następujące:
1. Formalne (Konstrukcyjne).
Dobry dowcip śląski powinien charakteryzować się przede wszystkim zwięzłością
treści i zaskakującą pointą. Już Stanisław Ligoń w arcyzabawnym wykładzie o
sztuce opowiadania dowcipów stwierdził:
- Wic, czyli kąsek, musi być krótki.
- Fajnie łopedziany.
- Koniec zaś nieoczekiwany.
Krótki, lapidarny dialog, paradoksalny zwrot myśli, wymaga od odbiorcy
inteligencji. Poniewaź Ślązakom jej nie brakuje, a w dodatku z natury swojej są
zwięźli i rzeczowi, dowcipy o tej formie są najpopularniejsze i najlepsze.
Przykładami tego typu humoru mogą być dowcipy przytoczone wcześniej o hucie,
nudelkuli, Chorzowie, a także następujący: - „Przychodzi synek do masoża i pyto:
- Mocie mózg? Nie mom. - I bez to mocie taki gupi pysk!”
2. Podmiot (Bohater).
W dowcipie śląskim rzadko się zdarza, by żart dotyczył pojęcia abstrakcyjnego,
osoby anonimowej, jednej z wielu. Daremnie szukać na Śląsku autorów dowcipów o
zwierzątkach (skądinąd moich ulubionych), o blondynkach, czy typu „przychodzi
baba do lekarza”. Bohaterami anegdotek są prawie zawsze konkretne osoby -
nazwane imieniem (począwszy od Ligoniowego Karlika po współczesnego Ecika) lub
nazwiskiem (Pytlino czy Masztalski). Tendencja ta z jednej strony podkreśla
przywiązanie Ślązaków do konkretów i niechęć do bujania w obłokach, z drugiej
strony jest pewnego rodzaju znakiem firmowym. Wiadomo skąd dowcip ten pochodzi.
Po wojażach „klubu Masztalskiego” i kabaretu „Rak” po Polsce, nasiliła się, co
prawda, ilość „podróbek”, proceder ten jednak dotyka tylko najlepsze firmy.
3. Religia i wierzenia.
Religia związana jest z życiem Ślązaka nierozłącznie i szczególnie blisko. W
trudnych chwilach była ucieczką i ostoją, obroną i pocieszycielką. Towarzyszyła
mu w pracy (św. Barbara) i po niej (niespotykana gdzie indziej masowość
pielgrzymek, odpustów, chórów kościelnych). Ta powszechność zdecydowała o tym,
że wiara Ślązaka różni się od tej, cechującej mieszkańców innych regionów.
Figurka świętego na każdym prawie domu, kaplica świętej w każdej kopalni,
ołtarzyki domowe, księża pochodzący z sąsiednich gospodarstw - wszystko to
sprawiło, że „Maryjka” i „Ponboczek” stali się szczególnie bliscy, a religia nie
miała wymiaru bizantyjskiego z surowymi bóstwami i wyniosłymi kapłanami (jak
chociażby na polskiej wsi). „Barbórka”, „Alojziczek”, „Nepomucek”, „Świynty
Jorguś co piere się ze smokiym”, to święci, wyrozumiali, bliscy prawie że
koledzy, a „forożicek” to „przeca synek od Kawcycki”. Śmierć, poprzez ciągłe o
nią się ocieranie („Żaden to górnik, który pod pierzyną umrze”), straciła swój
mroczny wymiar, była zwykłą „śmiertką”. Demony z piekła rodem reprezentowane są
na Śląsku przez ucieszne „diobołki”. Nic więc dziwnego, że postaci te znajdują
swe miejsce i w śląskich dowcipach. Do grupy tej zaliczam także humoreski i
dowcipy, w których występują istoty, znane tylko ze śląskich „berów i bojek” (Utopiec,
Skarbnik).
4. Tematyka.
Oprócz wyżej wymienionych cech, śląski humor odróżnia się specyficzną,
charakterystyczną dla tego regionu tematyką. Kilka poruszanych w nim spraw
przedstawiłem (górnictwo, obyczaje, zatargi z ludnością napływową). Do innych
„żelaznych” tematów dowcipu śląskiego należą także:
a) Powstania śląskie – w dowcipie tracą oficjalną otoczkę „zwycięskich walk o
narodowe i społeczne wyzwolenie”. Z kawału o tym, jak po wielokrotnych bojach o
lasek „feśter się wnerwioł” i przepędził obie wojujące strony, przebija skrywana
dotąd prawda, że w większości bitew brało udział góra kilkanaście osób. Postawa
leśniczego wyraża stosunek większości Górnoślązaków do powstań, które w
rezultacie krainę i rodziny podzieliły i skłóciły, kładąc kres wielowiekowej
tolerancji. W rzeczywistości „lasek” nie został obroniony. Został podzielony na
kilka części i rozszabrowany, a leśniczego to jedna, to druga strona przepędzała
z jednego zagajnika w drugi. W końcu wraz z kolejną partią drewna z wyrębu stał
się częścią wywózki. Opowiadanie starzika o przebiegu poszczególnych powstań („najsamprzod
boł zignal .... potym dupło i my pitli”) oraz o swych doznaniach („niy wiym
czych dostoł kulom w łopatki, czy łopatkom w kule”) odzierają w krańcowym już
stopniu Powstania Śląskie z patosu i tak obcej Ślązakom bohaterszczyzny.
b) Emigracja do Niemiec - ten skomplikowany, niezmiernie doniosły i bolesny dla
Śląska problem znajduje swoje odzwierciedlenie także w humorze. Począwszy od
dowcipów, wykpiwających mentalność osób, które na wyjazd z utęsknieniem czekali:
„- Kupioł żech gynś 15 kilo - To unmyjglich - Ale niemiecko! - ja, to je
myjglich!”, poprzez ich perypetie w nowym miejscu zamieszkania: „Kupiołbych se
bratheringa, ale niywiym jak to się nazywo po niemiecku”. Ostatnio źródłem
dowcipów (monologi kabaretu „Rak”) stały się słynne „byzuchy”. I te dawniejsze -
mercedesem i z prezentami: „puszką piwa i kaugumą”, i te obecne, pełne
nostalgii, chęci powrotu.
5. Dosadność.
Ciężka praca, bezustanne borykanie się z przeciwnościami przyrody i życia,
utrzymywanie licznej rodziny ukształtowało człowieka zdecydowanego i twardego.
Prosty i twardy jest też jego język, w którym nie brak ostrych sformułowań.
Wszak cała Polska określiła nas dosadnym wyrazem - „śląskie pierony”. W tym
przypadku opinia ogólna wykazała się wyjątkowym zrozumieniem i wyczuciem.
Określenie to bowiem, składające się z przekleństwa, zawiera w sobie i nutkę
podziwu, i nić sympatii, i szczyptę humoru. Ślązacy, oddzieleni od kultury
szlacheckich i mieszczańskich salonów, nie kierowali się zasadami kodeksu
honorowego Boziewicza. Posiadali swój własny, sprawdzony na własnej skórze, a
konsekwencje odstępstw od niego były o wiele bardziej kategoryczne niż
towarzyski bojkot. Rubaszność, dosadność wśród gładkich słówek to zgrzyt. W
mowie prostej, zwięzłej - to wyrażenie wielu odczuć jednym słowem. Przykładem
dowcip: „Eleganckiej pani wiatr podniósł sukienkę. Szybko przysłoniła co trzeba
i widząc zainteresowanie stojącego za nią chłopczyka mówi - Ale mam refleks, co?
- U nos to się nazywo rzyć!” - Odpowiada poważnie Ziguś.
Gwara śląska posiada wiele wyrazów dosadnych, rubasznych, skrótowo, bez
owijania w bawełnę (jak Ziguś), ujmujących przedmiot lub część ciała. Nie było
(nie ma?) w niej miejsca dla anatomicznych „wiązanek” - charakterystycznych dla
żargonów czy slangów różnych subkultur, docierających też niestety coraz
częściej do naszych uszu z ekranu i ulicy. Za używanie słów wulgarnych,
przeklinanie kazano nam „zamknąć dziób”, bo inaczej dostałoby się „bez tyn gupi
bezpysk”.
Temat ten, po raz pierwszy potraktowany w ten sposób, jest tematem wdzięcznym i
rozwojowym. Prosimy więc czytelników o uwagi, ewentualne poszerzenie
„kategoryzacji”, a przede wszystkim o przykłady najcelniej ilustrujące
charakterystyczne cechy śląskiego humoru.
Jan Hahn
|