|

Zwożenie zboża
Gospodarze czekali z furmankamii opodal kościoła, niespokojnie
patrząc w niebo - które się już chmurzyło - i na świątynię, kiedy wyjdzie
pierwszy uczestnik mszy świętej.
Wtedy zaczęło dziać się coś niesamowitego. Konie z wozami pędziły galopem przez
wieś, co przypominało wyścigi rydwanów. Fury podskakiwały niebezpiecznie na
kocich łbach, jakimi była wybrukowana ulica Zamkowa. Jednakże, kiedy jechano do
stodoły z ostatnim wozem zboża, było śląskim obyczajem zatrzymać się przy
przydrożnej kapliczce albo krzyżu, żeby podziękować Bogu za zebrane plony.
Po zebraniu całego zboża z pola, ściernisko zostało dokładnie wygrabione. Do
tego celu służyło specjalne grabisko, szerokie na około półtora metra o
półmetrowych zębach, które zazwyczaj ciągnęły dwie osoby. Z zebranej słomy
robiono snopki, które po śląsku nazywano ociepkami. Nagrabionej słomy nie było
już wiele, dlatego jeżeli ktoś mieszkał blisko pola, była ona zwożona na
tragaczach (jednokołowa taczka do gnoju). Przywóz ostatniego snopa miał
uroczystą oprawę. Nazywało się to „Die letzte Garbe”. Słowo „ociepka” i „Garbe”
jest rodzaju żeńskiego, dlatego snop był ubierany w strój kobiecy np. w zapaskę
starki. Tego dnia wieczerza była wyjątkowa bo gospodyni miała więcej czasu, a
gospodarz sięgał do buta, po schowaną tam flaszkę z samogonem z zeszłorocznego
zboża. Następnie rozpoczynano młócenie za pomocą cepów lub młockarni. Biedny
koń, który miał worek na łbie, cały dzień chodził w koło i za pomocą kieratu
napędzał młockarnię. Po zwiezieniu wszystkich płodów rolnych, pozostało tylko
czekać na uroczyste jesienne dożynki.
Historia dożynek na świecie sięga czasów biblijnych, przez Żydów nazwane były
Sokut. Jak wyglądało święto Sokut możemy się dowiedzieć z Księgi Nachemiasza „
... gromadził się tedy wszystek lud jak jeden mąż w Jeruzalem. Tu naznosiwszy z
gór przeróżnych ozdób liściowych ... ”.
W ceremonii sokutowej potrząsano na cztery strony świata, czteroma gatunkami
gałązek z palmy, wierzby, mirtu i cytrusu. Wyobrażało to świat upraw i
przypominało młócenie gałęziami.
Świętowano od 15 do 21 tiszri tj. na przełomie września i października, po
zakończeniu żniw i zwiezieniu całorocznych zbiorów. Radowano się, wśród zabawy
rolnicy spożywali ofiarne jadło i mieszkali w tym czasie w szałasach
wybudowanych z gałązek palm. Przez wszystkie dni święta składano ofiary z płodów
rolnych, owoców oraz ofiarę całopalną z siedemdziesięciu byków. Starożytni
Rzymianie też świętowali przez kilka dni uroczystość o nazwie „feriae messis”
(dni żniwnego świętowania).
W spisanych tzw. mowach papieża Leona I Wielkiego (29.IV.440 r. - 10.XI.461r.)
są wzmianki o jesiennych Dniach Kwartalnych, które przypadają pod koniec
września, na wzór pogańskiego „feriae messis”, był to kościelny początek
dziękczynienia za zebrane plony. W średniowiecznej Polsce również świętowano
dożynki przez 3 dni w październiku, a na Śląsku był już obyczaj uczestniczyć we
mszy wotywnej z błogosławieństwem plonów.
Ks. Hoscheck w swojej kronice parafialnej z 1795 r., nic nie wspomina na temat
uroczystości, która by mogła przypominać dożynki, chociaż skrupulatnie wymienia
inne mniejsze uroczystości. Pisze tylko, że w dzień św. Marka odbywa się
procesja przez pola, która miała na celu wyprosić dobry urodzaj.
W Prusach ustalono w 1773r., że po św. Michale Archaniele, w pierwszą niedzielę
października, należy odprawiać dożynki. Natomiast w polskiej obyczajowości
dożynki odprawiano na święto Matki Boskiej Zielnej - 15 sierpnia - patronki
dobrych zbiorów. W latach 30. ub. wieku dożynki w Tworogu nabrały szczególnego
splendoru i miały świecki charakter. Pierwsze z tym scenariuszem odbyły się
1.10.1933r. Kościół miał swoją, niezależną uroczystość dziękczynną. W pochodzie
uczestniczyli wszyscy ci, którzy pracowali na roli.
Pochód rozpoczynał się na Prinz - Hohenloheplaz (Plac Wolności), szedł główną
ulicą do torów i z powrotem. Pierwsza szła w pochodzie małorolna gospodyni,
która pchała przed sobą skrzypiącą taczkę do gnoju, na taczce stała beczułka ze
smarem, tawotem. Za nią szła orkiestra wiejska. Następnie jechały furmanki, na
których każdy gospodarz pokazywał to, co produkował. Jeżeli zajmował się
produkcją zboża, to miał pełną furmankę snopów, jeżeli ziemniaków, kapusty,
kukurydzy, ćwikły itp. to tym miał wypełniony wóz. W pochodzie brał też czynny
udział właściciel tartaku, traktor ciągnął pełen wóz dłużycy.
Za furmankami jechała Straż Pożarna, a za nią na koniach członkowie „Kriegervereinu”
- kombatanci z I wojny światowej. W późniejszym czasie, również chłopcy z HJ
nadający rytm marszu pochodowi na werblach i dziewczęta z BDM. Po pochodzie
odbywał się festyn przy piwie w ogrodzie Hoppego, dzisiaj GOK. Pierwsze dożynki
po II wojnie światowej odprawiono w Tworogu 26.08.1945r.
Fryderyk Zgodzaj
|