|
Już przed 60 laty Julian Tuwim w „Modlitwie” („Kwiaty polskie”) zanosił do
Boga: „niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”.
Wyrażone przez poetę tęsknoty Polaków, towarzyszą im - jak się okazuje, nie
tylko w obliczu narodowej klęski. Marzenia o państwie prawa i sprawiedliwości
wyniosły ostatnio do zwycięstwa partię, która te wartości wpisała na swe
sztandary i plakaty. Nadanie tym słowom takiej rangi, uczynienie z nich podstawy
wszelkich działań, nakłada na Prawo i Sprawiedliwość wielką odpowiedzialność.
Niesie także z sobą ogromne ryzyko. Nie szarga się bowiem świętości. Można
wybaczyć żonglerkę słowami – ale nie takimi.
|
|
Na Górnym Śląsku - w regionie, w którym sprawiedliwość nigdy
nie była pustym słowem, a poszanowanie dla prawa wpajane było od dziecka,
obserwujemy działania, które z tymi pojęciami mają mało wspólnego.
Zacznę od sprawy fundamentalnej dla dalszego rozwoju województwa śląskiego – od
podziału (w założeniu oczywiście sprawiedliwego) środków pomocy unijnej dla
regionów na lata 2007-2013. Mimo protestów senatorów ze Śląska, sejmiku
wojewódzkiego i rad powiatów i gmin, rząd dokonał podziału według algorytmu
najbardziej dla nas krzywdzącego. Województwu odjęto (w porównaniu z
korzystniejszym algorytmem) 1,2 miliarda złotych! Licząc inaczej: na głowę
mieszkańca województwa śląskiego przypadnie około 300 euro, wobec 1100 euro na
głowę mieszkańca województw wschodnich. Na nic protesty większości
opiniotwórczych środowisk, nic to, że opracowania ekspertów Unii Europejskiej,
wśród wszystkich regionów nowoprzyjętych do niej państw właśnie na Śląsk
wskazują, jako na region, który najbardziej potrzebuje wsparcia z racji na
prowadzoną tu przez kilkadziesiąt lat rabunkową gospodarkę i wynikłą z tego
degradację środowiska naturalnego. Pani minister rozwoju regionalnego twierdzi,
że należy województwom wschodnim dać szansę, kosztem bogatszych od nich.
Zapomina jednak, lub nie wie, że cała Polska przez dziesięciolecia żyła kosztem
Górnego Śląska i nikt nie pomyślał o rewanżu. Miliony złotych potrzebne na
remont dróg rozjeżdżanych przez ciężarówki z węglem wożonym na wschodnią
granicę, zabrane nam zostaną na budowę obwodnicy wokół np. Siemiatycz. Nie dość,
że pieniędzy z Unii Europejskiej dostaniemy znacznie mniej, to jeszcze nie mamy
wpływu na ich podział! Podług ministerstwa większość pieniędzy – 60 % - powinna
być przeznaczona na „budowę nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy”, na
zdrowie wyznaczono limit – maksimum 3 %. Sejmik wojewódzki chętnie odwróciłby te
proporcje, znając potrzeby województwa związane z ochroną zdrowia i obawiając
się, że pieniądze na budowę społeczeństwa informacyjnego nie zostaną w pełni
wykorzystane, ale nie ma na to wpływu.
Z działaniami rządu bliższymi raczej pojmowaniu sprawiedliwości po zbójnickiemu,
mamy do czynienia w stosunku do gmin górniczych. Od dawna zresztą podatek
eksploatacyjny, nazywany jest przez zainteresowanych „podatkiem janosikowym”.
Chodzi o kwoty wypłacane gminom przez przedsiębiorstwa górnicze za degradację
środowiska. Nie każde przedsiębiorstwo płaci w całości, nie każde w terminie. Do
tej pory gminy były z obowiązku rozliczania się z państwem zwolnione. Od 1
stycznia przyszłego roku gminy muszą ten podatek odprowadzać w całości –
niezależnie, czy kopalnia pieniądze wpłaciła, czy nie! Ponieważ dla budżetu gmin
są to kwoty kolosalne, wiele z nich stanęło w obliczu jeśli nie bankructwa, to
ogromnych kłopotów.
Ślązakom, których nie tylko na tych łamach staram się reprezentować, bliskie są
ideały głoszone przez Prawo i Sprawiedliwość. Katolicka zaś rodzina to ostoja
śląskości. Lewicowość jednak i obyczajowy liberalizm równie nam jest obca jak
szowinizm i zapędy dyktatorskie. Awantury w Sejmie wokół wygodnej dla PiS
ordynacji wyborczej, szantaż wobec bezpartyjnych, pewnych kandydatów na
zwycięzców w wyborach (prezydent Katowic Piotr Uszok), budzi niesmak i obawy.
Jeśli minister sprawiedliwości wkrótce po objęciu urzędu mówi publicznie, że
jest gotów ułaskawić skazanego już przestępcę, jeżeli ten przestępca dostarczy
mu haków na jego przeciwników politycznych wzbudza już przerażenie. PiS
zapomina, że słowo „rząd” pochodzi od „rady” (śląskie „rządzić” – mówić,
dyskutować) i robi wszystko, by zdyskredytować osiągnięcia, z których Polska
może być dumna, wyrosłe z atmosfery dyskusji („okrągłego stołu”), porozumień
(gdańskie, szczecińskie, jastrzębskie) i działań samorządów. Kilka tygodni temu
Kazimierz Kutz napisał: „Samorząd gminny jest największą zdobyczą nowego
ustroju. Jaki był, taki był – idzie o to, aby był lepszy i nasz, obywatelski.
Nie wolno dopuścić, aby zawłaszczony został przez kogokolwiek.” Miejmy to na
uwadze w czasie trzech przedwyborczych miesięcy.
Jan Hahn
|