|
Najwięcej problemów organizacyjnych było z przestawieniem się na życie w dwóch
miejscach jednocześnie. Praca posła to nieustanne przemieszczanie się pomiędzy
Warszawą, a miejscem zamieszkania, także wiele wędrówek po okręgu wyborczym.
Często więc zdarza się, że rzeczy, czy dokumenty, które akurat są mi potrzebne,
znajdują się w innym miejscu...
- Jak Pan ocenia sytuację w parlamencie tej kadencji?
- Trudno niestety powiedzieć wiele dobrego na ten temat, a swoje zdanie opieram
zarówno na własnych obserwacjach, jak i opiniach posłów z jakimś stażem
parlamentarnym, którzy zdecydowanie mówią, że to najgorsza kadencja od 1989
roku. Nie było jeszcze nigdy tak wielkiego parcia na upartyjnienie państwa,
wręcz próby utożsamienia Polski z jedną partią. Jestem porażony stopniem agresji
ze strony ugrupowań rządzących, zwłaszcza Prawa i Sprawiedliwości, jak i
absurdalnym obrażalstwem w wykonaniu ich liderów.
Przez pierwsze niemal pół roku V kadencji Sejmu toczyła się permanentna dyskusja
o nowych wyborach. Był to skuteczny, choć w sumie mało wymyślny zabieg
socjotechniczny Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki wywoływanym nieustannie kryzysom
media mówiły wyłącznie o ewentualnych wyborach, przez co nikt nie pytał o
realizację programu wyborczego, podatki, gospodarkę. Ponadto na tym samym ogniu
dawało się piec drugą, ważniejszą pieczeń - stale dążono do obniżania autorytetu
Parlamentu, co niewątpliwie jest celem spragnionych silnej władzy prezydenckiej
„napoleonów”.
Szczególnie groźne są tendencje recentralizacji państwa, a tą jakże szkodliwą
ideą, niestety są owładnięci bracia Kaczyńscy.
- Jak w tych realiach daje się pracować dla Śląska, czy też Tarnowskich Gór?
- Trzeba robić ile się da, wykazując się dużą dyplomacją, choć nie jest to
łatwe. Obecna konfiguracja jest bardzo zła dla naszego regionu. Śląsk i jego
specyfika nie znajduje zrozumienia w kierownictwie PiS, które hołubi regiony
ściany wschodniej, gdzie partia ta osiąga najlepsze wyniki wyborcze. Szczególnie
wyraziście widać to po decyzji dotyczącej podziału środków europejskich pomiędzy
poszczególne województwa w latach 2007-2013. Dla „ściany wschodniej” kosztem
m.in. Śląska, przewidziano na te lata tak duże środki, ze istnieje obawa, czy
województwa te będą w stanie je spożytkować. Nawet wśród śląskich posłów PiS
dostrzegałem złość, ale i bezradność wobec takiej sytuacji.
Natomiast jeżeli chodzi o Tarnowskie Góry, bardzo wiele pracy wymagają ode mnie
zabiegi w celu doprowadzenia do końca likwidacji wysypisk odpadów po Zakładach
Chemicznych „Tarnowskie Góry”. Sprawa ta była wiele razy poruszana w mediach,
więc wspomnę o niej jedynie w dużym skrócie. Po wywalczeniu w budżecie na 2006
rok dodatkowej kwoty w rezerwie celowej dla Zakładów Chemicznych (co było moim
pierwszym sejmowym sukcesem), musiałem zająć się inicjatywą ustawodawczą, dzięki
której będzie możliwe wykorzystanie zarówno tej kwoty, jak i 1,6 mln dotacji
podmiotowej przewidzianej dla Tarnowskich Gór w budżecie wojewody śląskiego.
Sprawa jest w toku. Strasznie dużo wysiłku wielu osób wymagało zapewnienie
środków na bieżące funkcjonowanie Zakładów - w tym roku pierwsze pieniądze
wpłynęły na ich konto dopiero w lipcu! Sytuacja była bardzo poważna, gdyż
groziło nam wyłączenie oczyszczalni ścieków przy Zakładach Chemicznych. Ponadto
odbywa się wiele spotkań, na których powinna zostać wypracowana wizja
dokończenia procesu likwidacji wysypisk. Najważniejsze mają miejsce w
Ministerstwie Skarbu, które planuje w tym roku spłacić zaległe 17 mln za prace
wykonane w 2001 roku, dzięki czemu możliwe będzie pozyskanie na ten cel środków
europejskich.
- Czy w działaniach na rzecz regionu ma miejsce współpraca posłów województwa
śląskiego?
- To bardzo dobre pytanie. Dobrą tradycją poprzednich kadencji parlamentu były
regularne spotkania śląskich posłów wszystkich opcji, dzięki czemu czasem,
szczególnie w okresie uchwalania budżetu, udawało się wywalczyć coś dla regionu.
W tej kadencji przez ponad pół roku nic takiego nie miało miejsca. Naturalne
jest, że inicjatywa takiej współpracy powinna wyjść od ugrupowania rządzącego,
które ma największe możliwości, ale i ponosi największą odpowiedzialność. Na
taki ruch PiS-u więc czekaliśmy, tym bardziej, że w nieformalnych rozmowach
obiecywali nam oni nawiązanie takiej współpracy. Ponieważ do niczego takiego nie
doszło, postanowiłem sam wyjść z inicjatywą. Udało mi się zainicjować spotkania
śląskich posłów i doprowadzić do wypracowania technicznych szczegółów
współpracy. Zostałem też jednogłośnie wybrany koordynatorem tejże grupy. Sądzę,
że coś pożytecznego z tego wyniknie, gdyż odrzucamy w tym gronie polityczne
animozje, a skupiamy się na sprawach, co do priorytetowości których nikt nie ma
wątpliwości. Nie ukrywam, że na czołowym miejscu znalazły się wśród nich
problemy tarnogórskich Zakładów Chemicznych. Z konsekwencją i uporem
doprowadziłem do sytuacji, kiedy spotykający mnie w sejmowych korytarzach
niektórzy śląscy posłowie np. PiS-u, relacjonują mi, co poczynili w ostatnim
czasie dla sprawy Zakładów Chemicznych (śmiech).
- Na koniec proszę opowiedzieć, jak wygląda praca posła. Więcej czasu spędza
Pan w Warszawie, czy Tarnowskich Górach?
- Rozkłada się to mniej więcej po połowie, dzięki czemu mogę sporo uwagi
poświęcić pracy moich Biur Poselskich - głównego w Tarnowskich Górach oraz w
Radzionkowie i wkrótce otwieranych w Bytomiu i Zabrzu.
Ta część pracy poselskiej daje mi dużo satysfakcji, gdyż lubię rozmawiać z
ludźmi i nikt nie ma problemów z umówieniem się ze mną na spotkanie. W ramach
Biura prowadzimy bezpłatne porady radcy prawnego (wiele spraw zostało
zakończonych sukcesem, np. wypłatą odszkodowania), doradztwo podatkowe, jak
również w zakresie pozyskiwania funduszy europejskich.
Wychodzimy z różnymi inicjatywami, np. ostatnio zorganizowaliśmy konkurs na
najlepszego maturzystę powiatu tarnogórskiego, gdzie nagrodą była m.in.
wycieczka do Parlamentu Europejskiego.
Tego typu działania są dla mnie czymś niezmiernie odżywczym, szczególnie w
porównaniu z wariactwem, które ma miejsce w Sejmie.
Sporo czasu pochłania mi przygotowywanie interpelacji i zapytań poselskich. Ich
tematyka jest bardzo różnorodna, można się z nimi zapoznać na mojej stronie
internetowej www.glogowski.net. Cieszy mnie, że niektóre z nich odnoszą skutek.
Na przykład w odpowiedzi na interpelację dotyczącą podpisywania deklaracji
podatkowych przez pełnomocników, Minister Finansów odpowiedział mi, że
Ministerstwo wyda rozporządzenie nakazujące urzędom skarbowym dopuszczanie
takiej możliwości (do tej pory praktyka była różna). O tym, że problem ten
dotyczył kilku tysięcy osób w całej Polsce, dowiedziałem się z bardzo miłego
podziękowania, które otrzymałem od Krajowej Izby Doradców Finansowych.
- Dziękuję za rozmowę
|