|
Miniony rok był czasem jego jubileuszu - w 85. rocznicę
działalności, zorganizowano koncerty chórów, zespołów i orkiestr dętych, w
miejskim Ratuszu odbyła się także sesja naukowa, której tematem przewodnim, była
historia ruchu muzycznego na Śląsku. Zasłużeni działacze Związku, uhonorowani
zostali orderami Zarządu Głównego PZCHiO.
Niezwykle istotnym dla historii kultury muzycznej miasta,
swoistą macierzą współczesnych tradycji, był okres międzywojnia.

Orkiestra mandolinowa w Rozgłośni Polskiego Radia
w Katowicach
- 1938 rok
W latach trzydziestych obok edukacji muzycznej, którą prowadzono w filii
katowickiej Śląskiej Szkoły Muzycznej, w Domu Ludowym (dzisiejsze TCK) od 1923r.
przez siedem kolejnych sezonów, odbywały się spektakle dzieł scenicznych, z
udziałem artystów Teatru Polskiego w Katowicach. W najlepszych obsadach solistów
wystawiano m.in. Halkę St.Moniuszki, Traviatę G.Verdiego, Noc w Wenecji
J.Straussa. Swoją działalność prowadziła także opera bytomska (ówczesny
Landestheater), która ze swojego bogatego repertuaru proponowała miejskiej
publiczności śpiewogry i operetki.
Dynamizm w sensie liczby i różnorodności form działalności artystycznej,
przejawiał ruch amatorski. Działały także towarzystwa muzyczne, grupujące w swej
organizacji szereg różnych sekcji i kół zainteresowań. Obok Towarzystwa
Śpiewaczego im. A. Mickiewicza i podobnego w swym charakterze im. St. Moniuszki,
ożywioną działalność prowadziła Rodzina Kolejowa, a w jego ramach orkiestra
mandolinowa.

Legitymacja członkowska z 1937r.
Zespół powstał w 1927r. dzięki inicjatywie Teodora Dunajewskiego - znakomitego
muzyka, instrumentalisty specjalizującego się w grze na instrumentach, które w
terminologii fachowej, określa się mianem szarpanych. Tworzą one liczną rodzinę
- począwszy od gitary poprzez bałałajkę, banjo, mandolinę, mandolę, aż po domrę.
Integralną częścią każdego z nich są struny, z których wydobywa się dźwięk
poprzez ich zarywanie (szarpanie) palcami lub przy pomocy specjalnego przyrządu
zwanego plektronem. Pudła rezonansowe tych instrumentów, to nierzadko dzieła
sztuki, są bogato zdobione, często inkrustowane. Gra na nich wymaga
niebagatelnych umiejętności - obok muzykalności, słuchu, także siły i techniki
samych palców.
Talent do gry na takich, dzisiaj już raczej rzadko spotykanych instrumentach,
(za wyjątkiem gitary, która nie straciła na popularności) odziedziczył po
przodkach. Niemałe znaczenie miało także miejsce jego urodzenia - Kamieniec
Podolski, a więc tereny Ukrainy, gdzie tradycyjnymi w folklorze były właśnie
bałałajka, banjo, mandolina. Ojciec był dyrektorem polskiego gimnazjum, które
Teodor ukończył w 1919r. W snutych na przyszłość planach, była zapewne dalsza
edukacja muzyczna, lecz zawirowania historii sprawiły, że rok później zwerbowano
go do armii rosyjskiej. W trakcie jednej z licznych walk udało mu się przejść na
stronę polską. W grupie „uciekinierów”znaleźli się także inni, w tym Stanisław
Styczeń i bracia Kaniewscy - przyłączyli się do 3 Pułku Ułanów i w 1922r wraz z
nim przybyli do Tarnowskich Gór.
Po demobilizacji swoje życie zawodowe związał z tarnogórskim węzłem PKP, w
latach późniejszych pracował w charakterze asesora w katowickim oddziale kolei.
Lecz pomimo stabilizacji życiowej, rodziny którą założył w 1923r., młodzieńcza
fascynacja muzyką pozostała. W 1926r. utworzył dziecięcą orkiestrę mandolinową
przy tarnogórskim Związku Zawodowym Kolejarzy. Działała w strukturze
organizacyjnej Rodziny Kolejowej, stowarzyszenia o wielosekcyjnym charakterze, w
którym obok trupy teatralnej funkcjonowały także różne koła zainteresowań.
40. osobowa orkiestra w skład której wchodziły bałałajki, banja, mandoliny,
mandole, domry, gitary i kontrabasy była, zważywszy na ten rodzaj zastosowanego
w niej instrumentarium, unikalnym na skalę Śląska zespołem. Teodor Dunajewski
był jego swoistym spiritus movens - nabywał instrumenty, prowadził naukę gry,
wprowadzał swoich orkiestrantów w tajniki teorii muzyki, dyrygował. Sporządzał
partytury, często trzeba było bowiem opracowywać utwory na ten oryginalny skład.
Na repertuar składała się różna w swym charakterze i formie literatura muzyczna
- najczęściej stanowiły ją opracowania popularnych marszy, uwertur, potpourri
(termin oznacza mieszaninę; jest to utwór składający się z zestawionych
swobodnie popularnych melodii, arii operetkowych, pieśni np., patriotycznych),
dumek rosyjskich i pieśni.
Orkiestra współpracowała z trupą teatralną, a jej owocem były cieszące się
uznaniem tarnogórskiej publiczności wystawienia sztuki p.t. ”Wesele na Górnym
Śląsku” (w jednej z ról grała żona Teodora, Jadwiga - działaczka Komitetu
Plebiscytowego, w czasie powstań śląskich współpracowała z Jerzym Ziętkiem).
Aktywnie uczestniczyła w życiu miasta, uświetniając koncertami obchodzone
rocznice świąt narodowych i innych uroczystości.
Na przełomie 1935/1936r. zespół rozbudowano o dziecięcy chór, fakt ten jeszcze
bardziej wzbogacił i uatrakcyjnił jego brzmienie, a dyrygent musiał wykazywać
się nielada umiejętnościami, w prowadzeniu takiego aparatu wykonawczego.
Niespożyta energia i zaangażowanie, które cechowały wszelkie poczynania Teodora
na niwie muzycznej sprawiły, że jeszcze z początkiem lat trzydziestych
zorganizował bliźniaczy zespół w Radzionkowie, lecz brak zainteresowania tego
typu muzykowaniem sprawił, że trzeba było go rozwiązać.
Na krótko przed wybuchem wojny, orkiestra podjęła współpracę z Rozgłośnią
Polskiego Radia w Katowicach - był to drugi zespół reprezentujący Tarnowskie
Góry, nieco wcześniej bowiem, dokonywano nagrań orkiestry symfonicznej
działającej przy Towarzystwie Muzycznym im.St.Moniuszki. Radiostacja emitowała
popularne wówczas audycje Stanisława Ligonia zatytułowane „Niedziela przy
żeleźnioku”, w trakcie których swój muzyczny kunszt, prezentował zespół Teodora
Dunajewskiego.
We wrześniu 1939r. orkiestra jak wiele innych stowarzyszeń i organizacji,
musiała przerwać swoją działalność. Do dramatycznych informacji docierających z
różnych stron kraju doszła jeszcze jedna, szczególnie bolesna dla rodziny
Dunajewskich.
W pierwszych dniach wybuchu wojny, dyrekcja katowickiej kolei zobligowała
Teodora do organizacji ewakuacji pociągu dyrekcyjnego. W trakcie przejazdu w
okolicach Kalet, do jego pasażerów dotarła informacja o zbliżającym się bombowym
nalocie niemieckiej Luftwaffe - w tak dramatycznej sytuacji, jedyną szansą na
uratowanie życia, była ucieczka w otaczające miejscowość lasy.
W grupie powracających nie było Teodora Dunajewskiego - poszukiwania trwały
długie lata, lecz nie przyniosły żadnego rezultatu - osierocił trójkę dzieci:
Aleksandrę, Eugeniusza i Bazylego.
Odziedziczyły po ojcu muzyczny talent, chociaż muzyką nie parają się zawodowo,
swobodnie poruszają się w jej skomplikowanej materii, grają na tych
instrumentach, których dźwięki rozlegały się kiedyś w ich rodzinnym domu.
W latach powojennych nie podjęto prób reaktywacji orkiestry, lecz pewne formy
działalności artystycznej prowadzonej przez Rodzinę Kolejową, przejął późniejszy
Dom Kultury „Kolejarz”.
W pamięci rodziny i nielicznej już grupy członków orkiestry mandolinowej, Teodor
Dunajewski pozostał jako człowiek pogodnej natury, bezpośredni i towarzyski.
Słusznego wzrostu o oryginalnej urodzie, zjednywał sobie innych uśmiechem i
optymizmem. Jego życiową pasją była muzyka, lecz pomimo rozlicznych obowiązków
związanych z prowadzeniem zespołu, nauką swoich orkiestrantów, aranżowaniem
utworów, koncertami, angażował się także w społecznikowską działalność. Był
m.in. członkiem Związku Marynarzy i kilkakrotnie organizował w mieście obchody
Dni Morza.
Tęsknota za rodzinnymi stronami towarzyszyła mu przez całe życie, lecz jak
mawiał : „w Tarnowskich Górach znalazł wreszcie swoje miejsce na ziemi”.
dr Elżbieta Szwed
|