|
Nie
pojawił się jeszcze na Śląsku ktoś taki jak ksiądz Tischner, który w ujmujący
sposób potrafił wyeksponować główne nurty filozofii góralskiej, jednocześnie
rozprawiając się z prostackim jej przedstawianiem w kawałach „o bacy”. Ów sposób
myślenia ludzi z gór, przrebijał już z Sabałowych bajań, z powieści Orkana i
Tetmajera, wyrażają go teksty przyśpiewek, teraz już folkowo - rockowych. Ale to
właśnie wspomniane kawały były najbardziej rozpowszechnionym sygnałem o
„inności” ludzi z Tatr. Mimo, że w większości nie przedstawiają górali w
najkorzystniejszym świetle, są przekonującym dowodem na ich odmienny niż „ceprowski”
sposób odbierania rzeczywistości. Chyba też z tego powodu górale specjalnie nie
mają pretensji do autorów tych dowcipów, przeważnie pochodzących z nizin.
Oprócz górali, jedyną tak powszechnie postrzeganą jako odmienną, grupą etniczną
(by nie używać innych określeń, ostatnio tak kontrowersyjnych), są Ślązacy. Ową
odmienność tworzyło o wiele więcej uwarunkowań niż środowisko naturalne, toteż
próba przedstawienia chociażby zarysu „filozofii śląskiej” jest zadaniem
karkołomnym. Chciałbym zająć się malutkim wycinkiem i spróbować odpowiedzieć na
pytania: Czy istnieje śląska odmiana humoru? Czy Ślązak cechuje się
charakterystycznym, niepodobnym do innych poczuciem humoru? Czy istnieją dowcipy
z których śmiać się może tylko Ślązak, dla „goroli” niezrozumiałe?
Po przemianach politycznych i społecznych w ostatnim półwieczu, hermetyczne
dotąd pod względem obyczajowym i zawodowym środowiska - adresat i jednocześnie
nadawca humoru śląskiego – nie ze swej woli otwarły się na przybyszów z różnych
stron Polski.
Z jednej strony doprowadziło to do sytuacji, że w wielu miejscowościach na
Górnym Śląsku rodowici Ślązacy stanowią mniejszość, z drugiej zaś strony
opowieści o naszym regionie i jego mieszkańcach trafiły „pod strzechy”,
zaniesione tam przez świeżoupieczonych górników i hutników na urlopach w
stronach rodzinnych. Pomińmy fakt, że opowieści te przybrały w większości
przypadków formę stereotypów, często nam nieprzychylnych. Rzeczywistością jednak
jest niezwykła popularność w ostatnich latach śląskiego humoru. Teksty Lucjana
Czernego, kabaretu „Rak”, działalność „Klubu Masztalskiego” rozbawiają całą
Polskę. Nie doprowadziło to, co prawda, do masowego uczęszczania na kursy gwary
śląskiej, niemniej zapoznało mieszkańców innych regionów kraju ze specyfiką tego
humoru, nauczyło ich paru zwrotów, a przede wszystkim uświadomiło, że Ślązak
oprócz innych przymiotów, posiada jeden niezmiernie cenny - poczucie humoru na
wysokim poziomie.
Wróćmy jednak do naszego tematu.
W kategorii humoru zrozumiałego głównie przez Ślązaków, rozróżniam następujące
podgrupy:
1. Językowa
Bez znajomości gwary nie sposób zrozumieć dowcipu. Kto, oprócz Ślązaków, jest w
stanie bawić się półtorej godziny na „Pomście” lub „Zolytach”? Do grupy tej
należą wszelkiego rodzaju monologi - „Kuramin”, o babci klozetowej, Lucjana
Czernego - zagadki typu „Alkohol na „K”- „Kista piwa” oraz takie dowcipy jak: -
„Pracuje pan w hucie? - W czopce, hut mom na niedziela”.
2. Zawodowa
Do tej grupy należy specyficzny humor górniczy. Żarty i opowiastki opisujące
specyfikę tego zawodu, stosunek starych wyjadaczy do nowicjuszy, a szczególnie „goroli”,
kontakty górników z dozorem („sztajgrem”), nie są w pełni zrozumiałe dla kogoś,
kto nigdy nie zetknął się z górniczą bracią. Reagować może on tak, jak delikwent
wysłany przez” ślepra” po „kibel śtromu”.
3. Obyczajowa
Niespotykany w innych rejonach Polski charakter pracy, sposób spędzania czasu
wolnego, więzy rodzinne, miejsce zamieszkania (familok), wytworzyły pewien model
zachowania, który jako przedmiot dowcipu u mieszkańca np. „Kongresówki” może
wywołać jedynie zdziwienie. Taki dowcip: „Francik przekazał gołębia Zeflowi,
jadącemu do Świnoujścia. Zeflik wrócił i minęło sporo czasu, kiedy nagle żona
Francika przylatuje i godo: - Twój gołąb przyszoł, ale piechty! - O pierona! To
Zeflik zapomnioł mu krzidła rozwiązać!” Przed opowiedzeniem tego dowcipu
należałoby np. warszawiakowi zafundować pogawędkę o typowo śląskim hobby -
gołębiarstwie, o znaczeniu i regulaminie takiej konkurencji jak „loty”, o
rodzajach gołębi itp. Dowcip o sześcioletnim synku, który nie odzywał się wcale
i był uważany za niemowę, gdy nagle przy obiedzie wypalił: „Kaj jest kompot!” i
na pytanie „To ty godosz? Czamuś boł cały czos cicho”? odpowiada - „Bo zawsze
boł” - śmieszy jedynie tych, dla których kompot obok klusek, rolady i modrej
kapusty jest tak samo ważny jak dla 6-latka. Z obiadem, ale nie tylko, związany
jest taki kawał: - „Pytlino, pożyczcie mi nudelkuli - Nie moga, tyż na chopa
czekom”. Także i w tym przypadku nieodzownym byłby krótki kurs na temat: wyglądu
i zastosowanie „nudelkuli” w rodzinie śląskiej.
4. Toponimiczna (jak naukowo to naukowo)
Akcja wielu historyjek i dowcipów rozgrywa się w konkretnym miejscu. Nie chodzi
tutaj o znajomość geografii Śląska. Z tym każdy Polak dałby sobie radę. Nazwa
kopalni, miasta, osiedla, rzeki, niesie w sobie wiele dodatkowych treści. Jeśli
pada nazwa np. Radzionkowa, to nie chodzi o określenie miejsca na mapie, lecz o
szczególne upodobania „cidrów”. Helenka na przykład, to osiedle wzniesione dla
przybyszów, w którym rozgrywa się akcja wielu dowcipów, ukazujących konflikt
Ślązaków i „goroli”. Brynica, „rzeka”, „Jordan” - to nie tylko niebieska
niteczka na mapie, to granica dzieląca dwa światy - to „ciepłe kraje”. Istnieją
dowcipy zrozumiałe dla Ślązaków tylko z określonego regionu. Rybniczanin nic nie
zrozumie z kawału: - „Kaj to jedziecie, starko? - Do Chorzowa. - Do Starego? -
Niy, do Yrmy, gynsi szkubać”.
Jan Hahn
Ciąg dalszy w następnym numerze
|