|
- Jakie ścieżki wiodły Panią do pisarstwa?
- Moje próby pisarskie biorą początek w rodzinnych Reptach
Śląskich, jakkolwiek urodziłam się w Bytomiu, ale dzieciństwo i późniejsze lata
spędziłam właśnie w tej miejscowości, będącej teraz dzielnicą Tarnowskich Gór.
Od 15 lat mieszkam w centrum miasta. W Reptach Śląskich zostałam ochrzczona w
kościele św. Mikołaja, chodziłam do szkoły podstawowej, bawiłam się z dziećmi na
podwórku przy domu mojego dziadka ze strony ojca, na przykład w Indian.
- To wtedy napisała Pani pierwsze opowiadanie o Dzikim
Zachodzie?
- Opowiadanie zamieściłam w 32-kartkowym zeszycie pod koniec
nauki w podstawówce. Na wakacjach bywały u mnie kuzynki, coś tam malowały, a ja
pisałam. Kuzyn wykonał nawet ilustracje do tej opowieści.
- Rodzina Pani od pokoleń związana jest ze Śląskiem.
- Głównie z miastem gwarków i jego okolicami. Rodzina ojca
mieszkała przed wojną w Nowych Reptach, rodzina mamy z kolei w Starych Reptach,
rozciągających się po prawej stronie głównej ulicy Gliwickiej, kiedy jedzie się
z Tarnowskich Gór w kierunku Gliwic.
Repty w całości po plebiscycie należały do Polski. Jak głosi
legenda, już około 1200 roku do Rept przybyli norbertanie, którzy założyli osadę
i wybudowali kościół. Odkryto tam złoża rud cynku, ołowiu i srebra.
Ojciec mamy mieszkał w okolicy Chorzowa. Poznał swoją przyszłą żonę, moją
babcię, w Hucie „Laura”, gdzie wspólnie pracowali. Dziadkowie zamieszkali w
Świętochłowicach.
Mama została półsierotą w wieku 8 lat, kiedy zmarła moja babcia. Dziadek nie
mógł sobie dać rady, niewiele zarabiał, nie stać go było na opłacenie opiekunki,
dlatego moją mamę i jej brata przyjęła do siebie babcia ze strony matki w
Reptach. W ten sposób dzieci pozyskały wiele wujków i cioć oraz mogły do woli
bawić się z kuzynami i kuzynkami, gdyż między nimi była niewielka różnica wieku.
- Jakie były losy rodziców?
- Wyczytać to można w powieści ale oczywiście rozwinę ten
wątek i odpowiem. Ojciec na początku wojny jako młodociany pracował w kopalni „Mikulczyce”.
Później został wcielony do Wehrmachtu. Po wojnie trafił do obozu jenieckiego
gdzie został zwerbowany do wojska polskiego w Anglii. Wrócił w 1947 roku i
podjął pracę w starostwie. Pracował też w Spółce Brackiej i w urzędzie gminy w
Reptach. Gdy mama została opluta i przeklęta przez pewną kobietę za to, że
ojciec wysłał jej nakaz płacenia podatku to przeszedł do pracy spółdzielni
rolniczej. W dodatku moim rodzicom zmarła ich pierwsza córka. Wszyscy znajomi i
rodzina uważali, że spowodowały to te przekleństwa. Gdy ja się urodziłam i obie
z mamą poważnie chorowałyśmy, ojciec z powodu zarobków postanowił podjąć pracę w
kopalni „Miechowice”.
Wkrótce rodzice zamieszkali w bloku wybudowanym przez kopalnię w Zabrzu Helence.
Ja zostałam przy dziadkach w Reptach. Jestem jedynaczką, miałam wówczas 5 lat. W
tym miejscu zdradziłam nieco z drugiej części sagi gdyż „Trzy Rozalie i Ewa”
kończy się przed moimi narodzinami.
Wracając do mamy losów, to gdy wybuchła wojna miała 15 lat. Musiała iść na
landjahr, czyli podjąć przymusową pracę w rolnictwie. Uciekła z tej pracy. Wtedy
ciocia załatwiła jej schronienie i pracę u ks. proboszcza Konstantego Twórza w
parafii św. Marcina w Starych Tarnowicach. Po powrocie z landjahru otrzymała
nakaz pracy w tarnogórskim zakładzie odzieży wojskowej Ostaff (obecnie Tarmilo).
Rodzice poznali się chodząc pieszo do pracy z Rept do Tarnowskich Gór. Wtedy
moja mama pracowała już w Spółce Brackiej, dlatego też tata tam się przeniósł.
- Jaką uczennicą była Pani w liceum, kim chciała zostać po
maturze?
- Byłam średnią uczennicą. Szczególnie interesowała mnie
historia, zwłaszcza Śląska. Moja wychowawczyni w tarnogórskim liceum imienia
Stefanii Sempołowskiej, nauczycielka historii, pani dr Maria Sikorska namawiała
mnie abym podjęła studia w tej dziedzinie w Opolu, miałam już wystawioną opinię
na WSP. Jestem jednak rogatą duszą, zmieniłam plany, przenosząc dokumenty na
wydział prawa. Studiowałam administrację na Uniwersytecie Jagiellońskim w
Karakowie.
Później przez jakiś czas pracowałam w księgowości przedsiębiorstwa handlowego
oraz – w następnych latach – jako sekretarz sądowy w różnych wydziałach sądu
rejonowego. Byłam też członkiem kolegium d/s wykroczeń, a gdy kolegia zakończyły
działalność byłam ławniczką. Teraz nie pracuję zawodowo, mam więcej czasu na
pisanie, zajmuję się domem, ogrodem i roczną córką Lucyną. Mąż, z wykształcenia
mgr inż. elektronik, pracuje w jednej z tarnogórskich firm.
- Wróćmy do początku Pani twórczości literackiej.
Czy
powstawały też wiersze?
- Będąc nastolatką, pisałam takie naiwne wiersze, ale nie
pokazywałam ich nikomu. Do dziś zachowały się 3 wiersze, które znalazłam robiąc
kiedyś porządki w meblach. Prowadziłam wtedy również dzienniczek.
- Zatem, pisała Pani opowiadania?
- Tak, od czasu do czasu w wolnych chwilach. Pisałam o
codziennych sytuacjach, zaobserwowanych zdarzeniach, na przykład o moim bystrym
i sprytnym piesku, srokach nękanych przez kota, Cygankach zachwalających przede
mną swoje sztućce: „mąż by się ucieszył, gdyby dostał taką dyplomację”.
Napisałam też opowiadanie o wypadku pewnego górnika, opierając się na faktach
oraz dodając zdarzenia zapamiętane z lat 60. i 70., kiedy to mama pracowała w
kopalni w Radzie Zakładowej jako księgowa. Byłam nie jeden raz u niej w pracy,
siedziałam wtedy na parapecie okna i często obserwowałam wynoszonych spod ziemi
górników po wypadku. Górnik z mojego opowiadania przeżył ten wypadek. Znam
dobrze to środowisko ciężkiej i niebezpiecznej pracy, gdyż pradziadkowie,
dziadek i ojciec oraz wielu znajomych pracowało w górnictwie. Zgoła inne było
opowiadanie o zasłyszanej rozmowie ludzi na Górze Świętej Anny.
- Coraz bardziej zbliżała się Pani do pracy nad śląską sagą
rodzinną.
- Dodawały mi sił i zachęty do pisania zdobyte w kilku
konkursach literackich nagrody i wyróżnienia. Ważną dla mnie rolę odegrał „Twój
Styl”, zapraszając czytelników do nadsyłania rodzinnych opowieści o prababkach.
Spóźniłam się z terminem przesyłki, dlatego sekretarz redakcji zaproponował
przekazanie mojego opowiadania do wydawnictwa tego miesięcznika. Nie
skorzystałam z tej propozycji, tylko zabrałam się do pracy nad powieścią.
Przedtem, wraz z mężem przetłumaczyłam z języka niemieckiego pamiętniki mojego
dziadka Pawła ze strony ojca, który był górnikiem.
Sięgnęłam też do rodzinnych wspomnień, zasłyszanych opowieści, pamiątek,
fotografii, a nawet urzędowych dokumentów i rachunków. Od czasu napisania
książki do czasu jej wydania upłynęło 8 lat.
- Powieść „Trzy Rozalie i Ewa” składa się z trzech części:
„Ewa”, „Marta”, „Dom Rozalii”.
- Rozrysowałam najpierw drzewo genealogiczne mojej rodziny.
Ustaliłam imiona i nazwiska (część z nich zmieniłam), stopnie pokrewieństwa.
Pisałam etapami poszczególne opowieści i zdarzenia. Sięgałam do bardzo wielu
źródeł i publikacji historycznych.
- Powieść zaczyna się od prapradziadka Fryderyka ze strony
ojca w 1869 roku ....
- W czasie Świąt Bożego Narodzenia kiedy to urodziła się moja
prababka Ewa. Po latach również w Święta prapradziadek Fryderyk siedzi przy
stole wigilijnym trzymając na kolanach wnuka, czyli mojego dziadka Pawła,
rozmyśla o narodzinach swojej córki i swojej młodości.
Jego żona zmarła przy porodzie drugiej córki Matyldy. Wspomina pracę w jednym z
szybów rud i w szkole leśnej gdzie pracował po powrocie z kilkunastoletniego
pobytu w wojsku. Ma u siebie wnuka, którym chce się jak najlepiej zająć. Podczas
lat szkolnych Pawła jego dziadek umiera ale na szczęście wraca do rodzinnej
miejscowości mama.
Część ta dzieje się aż do czasu gdy dziadek Paweł wrócił z I wojny światowej i
poznał moją babcię Martę i jej rodzinę. Oczywiście znajomość zakończyła się
weselem. Nagle zmarła prababka Ewa, a u Pawła zaczęły się kłopoty w pracy.
- Druga część, „Marta”, kreśli losy rodzin z obu stron przed i
po ślubie dziadka Pawła i babci Marty, poczynając od 1881 roku.
- Dzieje rodzin, ich osiągnięcia, życie codzienne, zmagania się z różnymi
przeciwnościami losu, kłopoty, zmartwienia, ale także i radości, osiągnięcia,
siłę charakterów – starałam się je ukazać na tle takich wydarzeń, jak pierwsza i
druga wojna światowa, powstania śląskie, plebiscyt, powrót części Śląska do
Polski.
- Poruszająca w powieści jest scena, kiedy pewien kupiec
ratuje rodzinę dziadka Pawła przed utratą domu ...
- Domu postawionego w wielkim trudzie, częściowo dzięki
kredytom zaciągniętym w bankach niemieckim i polskim. Polskie banki miały
specjalne oferty dla powstańców. Dom był po stronie polskiej, zaś miejsce pracy
– kopalnia – po stronie niemieckiej. Dziadek stracił pracę i nie miał za co
spłacić kredytów, musiał sprzedać dom. Przyczyna sprzedaży domu nie stała jednak
po stronie kłopotów z bankami ale z pewnym człowiekiem, który udzielił dziadkowi
pożyczki. Umowa była tak spisana, że mógł on natychmiast zażądać zwrotu całej
kwoty pożyczonych pieniędzy. Gdy dziadek utracił pracę wykorzystał to.
Niespodziewanie, gdy rodzina była już spakowana i przygotowana do przeprowadzki,
przyszedł kupiec repecki, położył na stole kopertę z pieniędzmi mówiąc, że tak
nie można niszczyć ludzi i zaraz wyszedł. Babcia Marta, która się pierwsza po
tym niezwykłym zdarzeniu opamiętała wybiegła za nim, ale już go nie było na
drodze. Pieniądze te dziadek zwracał w dogodnych ratach do końca drugiej wojny
światowej. W książce nie wymieniłam jego nazwiska, podobnie jak wielu innych,
ale teraz mogę powiedzieć: był to pan Jan Stefanik z Rept.
- Pełna humoru jest scena związana z Karoliną, matką prababci
Rozalii.
- Karolina była osobą – mówiąc po śląsku – pyszną, trochę
przewrotną, zawsze chciała dobrze wyglądać. Dlatego uznała, że skoro skończyła
50 lat i córki mogą objąć gospodarstwo, tym bardziej, że jedna z nich była już
zamężna – może przygotować się do śmierci. Kupiła więc na targu solidną trumnę
dębową. Pewnego dnia przymierzała się do niej na strychu w najlepszym starannie
dobranym odzieniu.
- Co było potem, nie mówmy, zachęcając tym samym do lektury
książki. Część trzecia, „Dom Rozalii”, zaczyna się w 1918 roku od wprowadzenia
się prababki Rozalii Ikowskiej ze strony mamy do Rept Śląskich.
- Prababcia ta była córką kupca z Chorzowa, który sprzedał
swój dom. Rodzina przeprowadziła się do Nakła Śląskiego, gdzie kupiła dom z
kamieniołomem i gospodą. Prababcia nie mogła patrzeć jednak jak górnicy
przepijali u niej swoje zarobki, dlatego z pradziadkiem Pawłem kupili dom w
Reptach.
Opisałam losy tej rodziny, dorastających dzieci, ich naukę,
pracę, zmagania się prababci po przedwczesnej śmierci jej męża. Jeden z moich
wujków został księdzem, inny urzędnikiem w Spółce Brackiej, jedna z cioć
bufetową w restauracji, inna kucharką na probostwie w Starych Tarnowicach
(prawidłowo powinnam ich nazywać stryjecznymi dziadkami i stryjecznymi babkami).
To dzięki niej mama znalazła w czasie II wojny światowej tam pracę.
- Saga rodzinna kończy się w 1950 roku. Czy zamierza Pani
dopisać ciąg dalszy?
- Zaczęłam już pisać dalsze losy rodziny. Akcja będzie toczyć
się w latach 1950 – 1960, a może sięgnę jeszcze dalej, do roku 1968. Opowieść tę
zatytułowałam „Dziedzictwo”.
- „Trzy Rozalie i Ewę” wydała Pani w grudniu ubiegłego roku w
szczecińskim wydawnictwie „My Book”. Jej promocja, połączona z 83. „Wieczorem
pod renesansowym stropem” odbyła się w tarnogórskim Muzeum 20 maja 2005 roku.
Gdzie można kupić tę książkę?
- Na razie w wydawnictwie internetowym
www.mybook.pl.
- Jak powieść została dotychczas przyjęta przez czytelników:
rodzinę, znajomych, internautów?
- Dobrze. Zwracano uwagę na jej wartką akcję, dokładność
opisów, historyczną wiedzę, przybliżenie śląskiej tematyki mieszkańcom innych
regionów kraju. Chociaż w jednym z listów w poczcie elektronicznej, zarzucono mi
nieprawdę w odniesieniu do plebiscytu i III powstania śląskiego. Internauta ten,
oczywiście anonimowo, napisał między innymi, że Ślązacy nigdy nie chcieli
należeć do Polski. Nie lubię jak mi ktoś wciska kit, dlatego spokojnie i
rzeczowo odpisałam. Ktoś inny znowu napisał, że powstańcy byli przebierańcami z
Polski. Temu internaucie chciałam odpisać, że żony powstańców miały się dobrze:
co powstanie, to do domu przychodził inny chłop!
- Czy mogę zapytać o kolejne zamierzenia pisarskie?
- Oprócz sagi zaczęłam już pisać współczesną powieść o
śląskiej tematyce. Napisałam też dla mojej córki trzy bajki, które opowiem jej
już niedługo.
W lutym 2006 roku ukazały się „Opowiadania nie tylko o piesku”, Wydawnictwo
Fabuła, Pruszków. Książkę można nabyć w księgarni internetowej www.bookworm.pl.
Niebawem ten zbiór opowiadań ukaże się również w księgarniach. Chcę też na
koniec dodać, że w przygotowaniu jest drugie wydanie sagi pod nieco zmienionym
tytułem, które również trafi jeszcze w tym roku do księgarń.
- Życzę spełnienia tych planów i bardzo dziękuję za rozmowę
Rozmawiał:
Krystian Krzemiński
|