|
Profesor Florian Ludwik Śmieja, jeden z najwybitniejszych iberystów, poeta,
tłumacz literatury hiszpańskiej i hispanoamerykańskiej, eseista, profesor
University of Western Ontario w Kanadzie, a także uniwersytetów Londyńskiego,
Wrocławskiego i Opolskiego.
Urodził się w 1925 roku w Kończynach, obecnej dzielnicy
Zabrza. Naukę rozpoczął w Kończynach, kontynuował w Tarnowskich Górach w szkole
ćwiczeń w konwikcie biskupim, następnie w gimnazjum imienia księcia Jana
Opolskiego.
|
|

Wieczór pod Renesansowym Stropem z prof. Florianem Śmieją, Muzeum w
Tarnowskich Górach, 12 kwietnia 2002 r. |
|
W czasie wojny został wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec, skąd po trzech
latach zbiegł do Belgii, gdzie ochotniczo wstąpił do wojska polskiego pod
dowództwem gen. Maczka. Trafił do Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej i został
radiotelegrafistą. W 1944 roku dostał się do Anglii. W Szkocji zdał maturę,
następnie podjął studia z hispanistyki i anglistyki na Uniwersytecie Irlandzkim
w Cork i ukończył je w Anglii doktoratem.
Był lektorem języka hiszpańskiego w Londyn School of Economics i później
wykładowcą literatury hiszpańskiej w University of Nothingam. Należał do grupy
poetów skupionych w Londynie wokół pism „Merkuriusz Polski” i „Kontynenty”,
których był współzałożycielem i redaktorem naczelnym. Tworzył lirykę refleksyjną
o tematyce emigracyjnej, biblijnej i cywilizacyjnej. Debiutował w 1953 roku
zbiorem wierszy „Czuwanie u drzwi”, zaś w 1964 roku ukazał się w Londynie zbiór
wierszy „Powikłane ścieżki”.
BUDA W ROKU 1939
Gimnazjum i Liceum im. księcia Jana Opolskiego
nazywaliśmy pieszczotliwie „Budą”.
Pamięci P.P. Brońca, Huzy, Knosały, Merklingera, Pająka,
Piaseckiego, Roja, ks. Skudrzyka, Wójcika.
Nauczycielskim gronem się chlubiła
na czele z dyrektorem Merklingerem:
kładł piękny podpis na naszych świadectwach
a czasem łapał uczniów bez krawata.
Ks. Emil gnębił nas ministranturą
którą chcieliśmy zdawać przez telefon
anonimowo dzwoniąc dla kawału.
Kufoń-Piasecki pilnował historii
czuprynę jego widzę dziś wyraźnie.
Szpinę, hodować uczył patyczaki
i drobne stułbie w słoiku po dżemie.
Wójcik podbijał efektowny loczek
zażarty kwestarz na Fundusz Obrony
kazał nam ścigać się w codziennych składkach.
Nie miał przydomka Huza, elegancki
pan skłoniwszy głowę w bok czytał wiersze
z maestrią aktora, lecz salwę śmiechu
wzniecił deklamując „śląskie pierony”
bez pochylenia „o”, jak mówi Ślązak.
Szadaj-Knosała mylił polskie głoski
choć patriotą był nieskazitelnym
a germanistą z dopuszczenia losu.
Kanciok dostojność nosił jak tunikę
głowa - medalion, gdzieś w Rzymie wykuta.
Pożądał miru, choć miał także tkliwość
widząc pacholę pilnie pochylone
nad heksametrem. Sędziwy podręcznik
był ozdobiony rysunkiem i mottem:
promesą króla, że pilną naukę
monarszą wynagrodzi przychylnością.
Kalfas wprowadzał w cyfrowe tunele
wraz z geometrią uczył oszczędzania
sprzedając tanie ekierki z papieru.
Mimo nalotów stanął po bilety
drugiego września na krakowskim dworcu.
Wtedy nas wszystkich zamieć ogarnęła
że trudno dzisiaj wspomnienia pozbierać.
Florian Śmieja,
uczeń klas 1 i 2 Gimnazjum w latach 1937-39
|
W 1969 roku wyjechał do Kanady, gdzie został profesorem
zwyczajnym University of Western Ontario. Od 1991 roku prowadził wykłady
gościnne na iberystyce Uniwersytetu Wrocławskiego, później także na
Uniwersytetach Opolskim i Śląskim. Jest też profesorem Akademii Polonijnej w
Częstochowie, gdzie wykładał nauki filologiczne, przekładoznawstwo angielskie i
hiszpańskie. Opublikował liczne szkice o literaturze hiszpańskiej oraz
przekłady, m.in. J.R. Jimeneza, opracował „Poezje arabsko – andaluzyjskie”
(Kanada 1988). W 2003 roku Biblioteka Śląska wydała jego „Zbliżenia i kontakty”,
w których autor wspomina korespondencję i spotkania ze znanymi postaciami
emigracji powojennej w Londynie i w Polsce. Ukazywały się też kolejne tomiki
wierszy, m. in.(„Kopa wierszy”, (1981), „Przezroczystość czasu” (1992), „Ziemie
utracone” (1994), i eseje („Siedem rozmów o poezji”, 1990).
Najnowszy tomik wierszy, wydany w Toruniu, właśnie w tych dniach został
zaprezentowany na spotkaniu z autorem w Zabrzu. Wydał kilka tomików w Silcan
House w Mississauga, gdzie mieszka, m. in. Jana Goczoła „Znad Odry”, wiersze
Bolesława Lubosza „Niedoskonałość” – jak pisał „… prezent Bolkowi na Święta,
rarytasy, bo wyjdzie ich pół setki egzemplarzy…”
Profesora Śmieję miałam zaszczyt i wielką przyjemność poznać prawie dziesięć lat
temu. Pozwolił się zaprosić na spotkania w tarnogórskim Muzeum z cyklu
„Wieczorów pod renesansowym stropem” w 1999 roku, a potem znowu w 2002 roku.
Chętnie odwiedzał Muzeum, interesował się wszystkim, co nas dotyczyło, miastem,
ludźmi, darząc niezasłużoną przyjaźnią i pomocą. Tarnowskie Góry, w których
spędził lata szkolne, wspomina ze szczerą sympatią i wzruszeniem.
Kiedy zasiadłam do napisania tej notki, niespodziewanie – po czterech latach –
stanął w drzwiach gabinetu. Pogodny i ciepły cieszył się na spotkanie z
przyjaciółmi, z młodzieżą w „swojej” budzie, snuł przepiękne opowieści i
wspomnienia. Przyniósł pięknie wydany przez Uniwersytet Wrocławski tomik
„Rzeczywiste i możliwe rozmowy z Florianem Śmieją” opracowany przez Jego
studentów - Marcina Kurka i Justynę Ziarkowską. Wspomina w nich znowu Tarnowskie
Góry. Przysłał mi kiedyś swój wiersz „Buda w roku 1939” i krótki esej „Disce
puer latine”. To też wspomnienie czasów szkolnych i, jakże słuszna, zachęta do
nauki i nauczania łaciny, którą Autor poznał w Gimnazjum i Liceum im. Księcia
Jana Opolskiego. Do zobaczenia, Panie Profesorze, tak jak się umawialiśmy, za
rok w Tarnowskich Górach.
Zofia Krzykowska
|