|
Prowadziła ją z mikrofonem w ręku i na wszystko miała oko,
uśmiechnięta jak zwykle, pani Henryka Borkowska-Szmatloch. Nie dając zbyt wiele
czasu na uroczyste mowy dostojnikom – bo tacy na każdej imprezie być muszą,
choćby tylko z tego powodu, że bez ich woli mogłaby się wcale nie odbyć –
ogłosiła początek i program zabawy. Tak, by każdy mógł sobie zaplanować udział w
jednym z licznych konkursów.

W kolejce do następnych zawodów
W rodzinnych konkursach wyróżniły się rodziny Ciemięgów i
Bednarków. Żadnych oporów nie miały oczywiście dzieci, dla których
organizatorki: Teresa, Klaudia, Ewa, Małgosia, Basia i Beata, przygotowały wiele
zabaw zręcznościowych z nagrodami. W żaden widoczny sposób nie naruszyły one
dziecięcych zapasów energii.
I blanki dmuchanego zamku nie miały żadnych szans w starciu ze zdobywającymi go
maluchami. Pełnię sił zachowało również czterech ochroniarzy, bo walka o nagrody
na wszystkich frontach odbywała się w atmosferze fair play. Musiał to przyznać
poseł na Sejm RP, Tomasz Głogowski, który „sejmowych gier klimaty ” zna z
autopsji.

W konkursach najmłodszym pomagały mamy
Każdemu wedle jego zasług i stanu – mówi się czasami. I dostał
za swoje, prawdziwy – jak podkreślały dzieci – mustang z pobliskiej stadniny.
Ale i jego znajomy kucyk, wytrwale dreptał z dosiadającymi go maluchami.
Rozbawił mnie przy tej okazji podsłuchany dialog między ojcem i synem. Bo na
pytanie; czy to prawdziwy, i skąd się biorą takie małe koniki, tata z całą
powagą objaśnił, że to koń najprawdziwszy. A mały: dlatego, bo już kilka razy
był na Dniu Dziecka i się... schodził. No cóż, jak zabawa, to zabawa.

Wśród gości burmistrz Kazimierz Szczerba
i poseł Tomasz Głogowski
I trwała ona na estradzie, na którą zaproszono wodzirejów z
Radia Piekary. W ramach zabawy w rolę konferansjera zapowiadającego ich występ,
wcielił się Burmistrz Miasta Gwarków Kazimierz Szczerba. Wybierano też
tradycyjnie Miss Pikniku. Została nią 3 – letnia Oliwia. Wybór był trudny, ale
chyba nieodwołalnie przesądził o nieodległym zmierzchu kariery Klaudii Schiffer.
Oczywiście ani ona, ani Naomi Campbell, nie oderwałaby od Skata uczestników
rozgrywek. Mistrzem wśród mistrzów, okazał się być kolega Ryszard Zajączkowski z
Zarządu ZZKŚl.

Na zwycięzców czekały nagrody
W piknikowej loterii, główna nagroda, rower górski, wpadła w
szczęśliwe ręce Mirosława Lacha. Nie pozwolono mu jednak wypróbować go zjazdem z
wysokiej estrady i doradzono zachowanie sił na Tour de Tarnowskie Góry.
Pozostałe nagrody też trafiły w ręce szczęśliwców, którym sprzyjał ślepy los.
Zawiodło nieco słońce, któremu należałoby pokazać czerwoną kartkę. Ale i bez
niego warto było spędzić kilka godzin, wśród uprzejmych, uśmiechniętych ludzi. Z
dala od lustracji, weryfikacji i teczek. Tym bardziej, że każdy mógł zlustrować
stan pieczonych na rożnie kiełbasek i sam zweryfikować jakość wojskowej
grochówki, której nie gotował żaden cienias, tylko as, kucharz. Wyjątkową
czujność wykazała straż pożarna, którą podobno tylko sam cień dymu z rożna
sprowadził na teren pikniku. Ale, że dała pokaz sprawności i działania, należy
sądzić, że akcja była z góry „ukartowana” przez Dyrektora Zakładu pana Antoniego
Witkowskiego i przewodniczących związków: Jarka, Ryśka i Mirka. Nazwisk nie
wymieniam, bo raz, że wszyscy je znają, dwa; bo opracowują podobno wspólnie
program następnego pikniku. Na razie w konspiracji.
A potem były tańce. Różne rytmy, figury i kroki.
ORGANIZATORZY
|