|
Sądownictwo było w Tarn. Górach wzorowo wprowadzone. Najwyższą władzę sądową
miał dziedzic ziemi bytomskiej–tarnogórskiej na Świerklańcu, który mianował
miejskiego sędziego, nazwanego wówczas wójtem.
Wójt taki rozstrzygać mógł o życiu i śmierci winowajcy a
dziedzic jedynie w drodze ułaskawienia mógł wyrok zmienić. Ze starych aktów
sądowych zachowanych w magistracie wynika, że rozprawy sądowe i protokóły prawie
wyłącznie były prowadzone w języku polskim, zapisywano dokładnie zeznania
świadków i stron i na końcu wyrok, lecz nie noszą one żadnych podpisów.
Widocznie podpisy położono dopiero na odpisach wyroków, dostarczonych skazanym,
a może też, że i sama pieczęć wystarczyła.
|
|

Powieszenie. Maciej Trzciński.
Miecz katowski, pręgierz, szubienica. Zabytki jurysdykcji karnej na Dolnym
Sląsku (XIII-XVIIIw., Wrocław 2001. |
|
Oprócz kary śmierci, więziennej i pieniężnej nakładano karę kościelną w ten
sposób, że winowajca przez kilka niedziel odprawiać musiał w kościele zadaną mu
przez sąd pokutę. Zdarzył się wypadek, że nawet karę śmierci
zamieniono na karę kościelną. Dziedzic często winowajców ułaskawiał, a wyrok
śmierci dość rzadko bywał wykonany. Szubienica znajdowała się poza miastem przy
dzisiejszym zakładzie św. Jana. Z więźniami obchodzono się widocznie bardzo po
ludzku, gdyż często zdarzyło się, że aresztant ulatniał się z więzienia. W roku
1658, dnia 16 marca hrabia Gabrjel Henckel na Świerklańcu wydał następujące
rozporządzenie w sprawie rzezimieszka Reusa, który po przekupstwie dozorcy i
jego pomocnika z więzienia uciekł:
„Jest moim pierwszym i stanowczym rozkazem, żebyście na to zważali, aby
więzienie tak było urządzone, żeby Reus, jak poprzednio, nie zdołał uciec. W
przeciwnym razie nie tylko dozorcę, lecz także Was pociągnę do
odpowiedzialności. Wszak nie podobna, żeby djabeł miał moc uwolnić więźnia z
aresztu, który na wszelkie sposoby jest zamknięty. Gdyby jednak tak było,
trzebaby Reusa i jego towarzyszy oddać pod tortury jak czarownice, a nie więzić
ich.”
Dozorca bowiem podczas aresztu Reusa zwrócił się do magistratu z uwagą, że za
jego pewność nie może odpowiadać, gdyż Reus jest pełen czarnoksiężnictwa, robi
się niewidzialnym i trzyma z djabłem.
W roku 1658 na wniosek magistratu i na rozkaz hrabiego Gabrjela Henckla miał
Jerzy Kozioł w Lasowicach, poddany miasta przymusowo się ożenić z panną z którą
z pewnością miał jaką sprawkę. Gdy Kozioł się wzbraniał, nałożono mu karę
pieniężną, a gdy i to nie pomogło, wsadzono go do aresztu. (Co za szkoda, że
dzisiaj takiego prawa niema!).
Widocznie ani dozorca, ani magistrat nie kierowali się według poprzedniego
rozporządzenia hrabiego, gdyż i Kozioł z więzienia uciekł.
W r. 1692 osądził miejski sąd gardłowy niejakiego Saleterskiego na śmierć przez
powieszenie za zamordowanie swego ojczyma, lecz hr. Henckel nie stawił winowajcy
do wykonania nad nim wyroku. We wrześniu 1713 r. odbyło się wykonanie wyroku
śmierci nad skazanym na szubienicę Czakowskim. Na to trzeba było sprowadzić kata
ze Pszczyny, lecz nikt nie chciał ponieść wydatków we wysokości 20 tal.;
dopiero, gdy hr. Henckel z dniem 28 sierpnia 1713 nakazał mistrzowi pocztowemu
Bernardowi Petraszowi wyłożenie kosztów z kasy pocztowej, został wyrok wykonany.
Wisielców nie pogrzebano na cmentarzu, lecz zakopywano ich na płóczkach,
ciągnących się wówczas od ulicy Bytomskiej do kolonji Lasowickiej. W styczniu
1927 r. wykopano na gruncie fabrykł „Pług”, po prawej stronie ul. Nakielskiej
dwa szkielety, które prawdopodobnie pochodzą od dwuch żołnierzy, skazanych na
śmierć przez powieszenie za pewien występek w r. 1683 przez króla Jana
Sobieskiego, podczas swego pobytu w Tarn. Górach.
Najwyższą władzę sądową posiadał dziedzic do czasów zajęcia Śląska przez Prusy.
Odtąd rząd mianował sędziów; dziedzic miał jeszcze wprawdzie nadzór nad sądem,
lecz prawo ułaskawienia przeszło na króla. Zbrodnie już nie podlegały więcej
sądownictwu miejskiemu, lecz sądowi ziemiańskiemu w Raciborzu.
Ostatni wyrok śmierci wykonano w Tarn. Górach dnia 31 sierpnia 1849 r., rano o
godz. 6-tej nad robotnikiem Franciszkiem Haynem, pochodzącym z Huty pokoju,
którego sąd w Raciborzu skazał dnia 14 października 1848 za morderstwo na śmierć
przez koło. W drodze ułaskawienia został wyrok zamieniony na śmierć przez
ścięcie. Ponieważ hr. Henckel Donnersmarck w Nakle, właściciel szubienicy
wzbraniał się oddania swego gruntu na miejsce wykonania krwawego wyroku, ścięto
Hayna na Płóczkach.
Do roku 1790 wszelkie zmiany nieruchomości uskuteczniane bywały przed
magistratem i powołanym notarjuszem miejskim. Potrzebne pomiary przy podziałach
gruntów wykonywał prymitywnie miernik górniczy. W latach 1790-1795 założone
zostaly księgi wieczyste, a dla każdej posiadłości osobne akty gruntowe z
bieżącemi liczbami. W dawniejszych czasach grunty nie miały numerów, a
posiadłości oznaczano według dróg i sąsiadów. W roku 1721 można znaleźć pierwszy
ślad numerowania domów, które biegło przez całe miasto i zaczęło się na rynku od
starostwa (Sedlaczek), tą samą koleją jak dziś, i przeszło dalej na ulicę
Gliwicką, Zamkową i t d. Przy założeniu ksiąg wieczystych i aktów gruntowych
użyto starej kolejności i dzisiejsze numery gruntowe posiadłości miejskich
odpowiadają mniejwięcej pierwotnym numerom domów. Sąd i Urząd górniczy mieściły
się w jednym gmachu, który był własnością państwową i znajdował się na miejscu
dzisiejszego ratusza. Dnia l listopada 1895 został sąd przeniesiony do nowego
budynku przy ulicy Lublinieckiej, a stary gmach nabyło miasto. Dzisiejszy areszt
miejski przy ratuszu, to jest dawniejsze więzienie sądowe, zaś dawniejszy areszt
miejski był narożnik przy ulicy Ogrodowej i ul. Stalmacha w stronę rynku, od
czasów, kiedy w hotelu pod lipami znajdował się magistrat, później drugi areszt
znajdował się przy rynku, gdzie dziś dom Jośta.
Jan Nowak,
Kronika miasta i powiatu Tarnowskie Góry, 1927
|