Skip to content
Dom numer 1, czyli historia Sedlaczka na nowo odkryta Drukuj Poleć znajomemu
Najstarszy znany widok winiarni Sedlaczka, który musiał powstać przed 1906 rokiem. Na szyldzie widnieje jeszcze napis: Inh. Ottilia Sedlaczek, później widniał tam napis H. Sedlaczek G.m.b.H.. (Fragment pocztówki ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke)
Najstarszy znany widok winiarni Sedlaczka, który musiał powstać przed 1906 rokiem. Na szyldzie widnieje jeszcze napis: Inh. Ottilia Sedlaczek, później widniał tam napis H. Sedlaczek G.m.b.H.. (Fragment pocztówki ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke)
Mieszczący się na tarnogórskim rynku dom z numerem 1 to miejsce szczególne ze względu na swoją historię oraz wymowną symbolikę. W tym właśnie miejscu, znajduje się najwyższy punkt wzniesienia (306 m n.p.m.), na którym powstało w XVI wieku górnicze miasto. Stojąc przed narożnikiem budynku, zobaczymy w perspektywie schodzące w dół ulice: Krakowską, Zamkową i Wajdy. W dawnych czasach, gdy nie używano jeszcze dzisiejszych adresów – ulica i numer domu – wszystkie domy w mieście miały tylko numery. Na rogu Rynku i ulicy Gliwickiej znajdował się „dom nr 1”. Symbolicznie to wciąż nr 1, najbardziej znany i rozpoznawalny budynek „na Gorach”. Mimo znaczenia tego miejsca niewiele wiadomo o jego początkach, a liczne historyjki jedynie zamazują prawdziwe dzieje tego miejsca. Mam nadzieję, że poniższy tekst będzie istotnym wkładem do poznania jego dziejów.

Według miejscowych Kronik Carla Winklera i Jana Nowaka, w lipcu 1697 roku August, elektor Saksonii i pretendent do tronu polskiego, miał gościć w tym domu. Przypomnijmy kontekst tego wydarzenia. Sejm elekcyjny 27 czerwca 1697 roku wybrał na króla Polski Franciszka Ludwika de Burbon (1664-1709), co zostało oficjalnie potwierdzone przez prymasa Michała Radziejowskiego. Jednak jego kontrkandydat – August, elektor Saksonii – mając za sobą poparcie Rosji, Austrii, Brandenburgii i części polskiej szlachty, śmiało udał się wraz z 8000 dworzanami do Polski, by stosując politykę faktów dokonanych koronować się na króla. Przed wkroczeniem do Rzeczpospolitej zapewne dobił ostatecznie targów ze swoimi stronnikami. 21 lipca (11 lipca według obowiązującego w Saksonii i Prusach kalendarza juliańskiego) saski władca przybył pod Tarnowskie Góry. Zacytujmy fragment anonimowego Dyaryusza: „(…) upatrzono w tym prawie czasie przy bramie miejskiej z tegoż samego przyjazdu, sporą jednę i gotową szopę, z której wyrzuciwszy ściany, z wierzchu zaś niby sufit z gałęzi drobnych uplótłszy i do tego dwa jeszcze spore namioty rozbiwszy, płótnem przez połowę namiotowem szopę pomienioną przegrodzono, żeby tym sposobem w jednej części audyencya, a w drugiej tymczasem symetrya stołów ustawiona być mogła. A ponieważ, przez prawie cały ten dzień, niezwyczajna nad inne dni dokuczała słota i nieustanny deszcz hojnie lejąc na wielkiej był przeszkodzie, zaczem musiała się do wtorku odłożyć i audyencya. (…) Nazajutrz, to jest we wtorek dnia 23 julii (…) Po tych ceremoniach zaraz niebawiąc ruszywszy się wszyscy konno z Żyglińskich gór, od przerzeczonych kawalerów Saskich w kalwakacie, która około półtora tysiąca koni wynosiła, do Tarnowskich gór byli prowadzeni. Gdzie stanąwszy w pomienionej szopie, Króla zastali, mającego u swojego boku znaczną dosyć tak kawalerów Polskiej dystyngwowanej rangi paniąt, którzy się tam byli naprzód zjechali, mieszkając odkilku dni - jako też i z swojej Saskiej nacyi assystencyą. Wójsk żadnych przy sobie nie miał, ponieważ że wszystkie, które się mogły znaleźć w obozie za miastem, mimo który też droga właśnie przejeżdżającym posłom przypadała, były ulokowane, gdzie podczas tej tak ciężkiej plagi i strasznej niewygody, pod rozbitemi namioty, wojskowym obyczajem po podróżnej fatydze odpoczywały. Warty prócz zwyczajnych z drabantów, mężczyzn wielce dorodnych i moderownych dla uszanowania osoby Monarchy, w koło szopy porozstawiane stały. (...) Jak przybyli posłowie, zaraz natychmiast kotły i trąby słyszeć się dały. Wtem zsiadłszy z koni prosto się do szopy udali, która lubo dosyć przestronna i obszerna była, tak jednak licznym orszakiem posłów w momencie została zacieśniona, że nawet sami posłowie z wielką ciężkością, rum osobom swoim uczynić mogli.

Nowoobrany Król, który natenczas w krześle pod baldakinem siedział, prezentując w tym punkcie serca wspaniałość, (…)”.

Spotkanie polskich delegatów i elektora odbyło się więc poza miastem. Możliwe jednak, że jak wspomniano w Kronikach, część dworu (a może sam elektor) gościła w połączonych z tej okazji domach przy południowej pierzei Rynku – od numeru 1 do 4.

Pierwsza pewna wiadomość o budynku, którą udało się znaleźć, pochodzi z 1746 roku. 9 lipca tegoż roku wielki pożar, strawił blisko połowę miejskiej zabudowy, w tym budynek numer 1. Należał on wtedy do spadkobierców Löwenkrona i ubezpieczony był na 570 talarów. Ta informacja pozwala określić właściciela budynku na początku XVIII wieku, którym był Martin Scholz von Löwenkron (pisany także Löwenckron, 1661-1731). Pochodzący z rodziny zamożnych bytomskich mieszczan, Scholz von Löwenkron był człowiekiem o nieprzeciętnych zdolnościach do robienia interesów. W dokumentach określany jest jako „Salzversilberer” – osoba odpowiedzialna za uzyskiwanie srebra z rud. Dziś nie znamy szczegółów jego kariery, natomiast za pewną informację może posłużyć fakt, że stał się właścicielem następujących miejscowości: Sieroty, Kamieniec, Karchowice, Wieszowa, Konar, Turawa, Szumirad i Stare Tarnowice. Istniejące do dziś pałace w Kamieńcu i Turawie świadczą o fortunie mieszczanina, który w 1707 roku otrzymał tytuł szlachecki. W testamencie Löwenkron przeznaczył spore fundusze na kościół pw. św. Apostołów Piotra i Pawła, w którego krypcie spoczęli jego przedwcześnie zmarli synowie. Właścicielem domu nr 1 był zapewne także i syn Martina - Thomas. Mimo że Martin Scholz von Löwenkron miał dwie żony i jedenaścioro dzieci, jego ród szybko wygasł i dziś jest prawie całkiem zapomniany.

Zanim jednak zmarł ostatni z Löwenkronów, w 1740 roku, prawie cały Śląsk został przyłączony siłą do zmilitaryzowanego Królestwa Prus. Po II wojnie śląskiej (1745-1746), która jeszcze bardziej umocniła pruskie panowanie, w Tarnowskich Górach utworzono garnizon szwadronu 4. Regimentu „Brązowych” Huzarów Paula von Wernera. W 1755 roku na tarnogórskim rynku wydzielono specjalny „Parade-Platz” na potrzeby tegoż szwadronu, a pochodzący z pomorskiej szlachty dowódca Karl Christoph von Owstin (1720-1791), nabył za 550 talarów dom nr 1. W następnym roku wybuchła III wojna śląska (wojna siedmioletnia), a opuszczone przez huzarów miasto zmuszone było płacić kontrybucje obu stronom konfliktu – Austriakom i Polakom (oficjalnie pod sztandarami Saksonii) i najwyższe – pruskim żołnierzom dowodzonym przez podpułkownika Gottloba Skrbensky’ego.

Opuszczony przez wojskowego dom nabył doktor medycyny Jacob Karol Psczenski (pisany także Psczynski, Pszczenski, Pszczyński) odnotowany w dokumencie z 1764 roku jako jego właściciel. Pochodził on, podobnie jak Löwenkron, z Bytomia. Był synem Georga Psczenskiego, burmistrza Bytomia. W 1713 roku w tamtejszych aktach określono Jacoba jako studenta, a w roku 1721 już jako medyka. Carl Winkler zanotował, że Psczenski był rajcą miejskim w Tarnowskich Górach w latach 1727-1730, a Jan Nowak, że także burmistrzem w roku 1746. Nieszczęśliwie – trójka dzieci Jakoba Psczenskiego przedwcześnie zmarła. Pochowano je w kryptach kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła kolejno w 1728, 1729 i 1737 roku. Psczenski choć zawodowo oddał się medycynie, część swojego życia poświęcił poezji. W Częstochowie ukazały się pisane łaciną utwory: Palma Paulina i Oda leonica iliade. Warto nadmienić, że od 1714 roku proboszczem w kościele św. Mikołaja w Reptach był niejaki Joannes Pszczynski, zapewne bliski krewny tarnogórskiego medyka.

Po zakończeniu III wojny śląskiej, 1 października 1763 roku szwadron huzarów powrócił do Tarnowskich Gór. Kosztami jego aprowizacji obciążono podtarnogórskie wsie: Bobrowniki, Piaseczną, Boruszowice, Lasowice, Miechowice, Chechło, Żyglin, Orzech i Piekary Rudne. W maju 1764 roku nowym dowódcą szwadronu mianowano Johanna Benedikta Grölinga (1726-1791), który w 1768 roku uhonorowany został tytułem szlacheckim. Jest możliwe, że Gröling – tak jak jego poprzednik von Owstin – wprowadził się do tego najbardziej reprezentacyjnego budynku w mieście. Awansowanego w 1772 roku na podpułkownika Grölinga zastąpił rotmistrz Paczenski, który jest wspomniany w Kronice Jana Nowaka jako właściciel „domu nr 1”. Militarne dzieje wyjaśniają, dlaczego nad portalem wejściowym znajdował się do 1954 roku pruski orzeł z mieczem i berłem w szponach.

Franz Leopold von Paczenski und Tenczin (pisany także Paczinski lub Paczynski, 1733-1798) nie był – jak pisał Nowak – ani generałem, ani tym bardziej starostą tarnogórskim, lecz rotmistrzem, a później majorem szwadronu huzarów. Szwadron liczył w 1784 roku: 3 oficerów, 14 podoficerów i 84 żołnierzy, co stanowiło spory oddział jak na takie małe miasteczko, mające wtedy niespełna 1300 mieszkańców. Paczenski wywodził się ze śląskiej szlachty, a niejaki Prosho de Pacyna odnotowany został w XIV wieku jako notariusz Władysława księcia bytomskiego i kozielskiego. Franz Leopold należał do protestanckiego odłamu tej rodziny z Gwoździan. W 1780 roku, gdy przebudowywano kościół ewangelicki, udostępnili swój dom (można się domyślać, że właśnie dom nr 1) dla sprawowania nabożeństw. Dowódca huzarów zintegrował się z miastem i jego mieszkańcami. W latach 80. był nawet członkiem tutejszego magistratu. W listopadzie 1780 roku ożenił się z Eleonorą Karoliną Sebottendorf und Lorenzdorf (1756-1829). W Kronice Nowaka możemy przeczytać: „generałowa Paczyńska sprzedała go (dom nr 1) dnia 21 sierpnia 1790 roku Jerzemu Leopoldowi Reiswitzowi”. Jednakże w tym czasie jej małżonek niewątpliwie żył. Jan Nowak coś źle zinterpretował, a może 23 lata młodsza od męża Eleonora Karolina zarządzała rodzinnym interesem, pozostawiając mężowi zabawę w huzarów i dlatego jej podpis znalazł się na akcie sprzedaży? Paczenscy przeprowadzili się wtedy do odziedziczonego po ojcu Eleonory Karoliny domu na ulicy Zamkowej 7 (dawne kolegium jezuickie). Pewne natomiast jest, że pani Paczenska prowadziła bogate życie towarzyskie. W śląskiej prasie z tych czasów („Schlesische Provinzialblätter”) można przeczytać zaproszenia na kolejne urodziny ich dzieci. Córka Eleonora Leopoldyna (1781-1819) została żoną Johanna Heinricha Heitzmanna jednego ze współtwórców górnośląskiego przemysłu. Niestety zmarła w połogu mając zaledwie 38 lat. Kolejne z dzieci Georg Wilhelm (1786-1852) poszło w ślady ojca, będąc pod koniec swej kariery w stopniu pułkownika. Natomiast syn Heinrich Wilhelm (1791-1843) został radcą górniczym.

Na jednej z internetowych aukcji wystawiono olejny portret 88 na 67 cm Franza Leopolda von Paczenski und Tenczin majora brunatnych huzarów (Braunen Husaren), co stanowi nie lada gratkę. Nazwa „brunatni husarzy” pochodzi od doskonale widocznej na obrazie brązowej barwy umundurowania, charakterystycznej tylko dla tego regimentu. Podkreślę, że jest to najstarszy olejny obraz przedstawiający mieszkańca Tarnowskich Gór.

W 1790 roku kolejnym właścicielem domu nr 1 został pochodzący z Mosznej baron Georg Leopold von Reiswitz (1764-1828). Jego żoną była Henriette von Skrbensky (1767-1840) pochodząca z tej samej rodziny co Gottlob von Skrbensky, który w 1757 roku wymusił na mieście tak znaczące kontrybucje wojenne. Nie wiemy czym zajmował się Reiswitz w Tarnowskich Górach, prawdopodobnie mieszkał tutaj bardzo krótko, bo już w tym samym 1790 roku został powołany na radcę wojennego do Warszawy. Wkrótce oddał się swoim pasjom. Napisał książkę o historii Mannonitów (odłamu Anabaptystów) pt. Beiträge zur Kenntnis der Mennoniten-Gemeinden in Europa und America, statistischen, historischen und religiosen Inhalts, Berlin 1821 i był członkiem berlińskiego klubu szachowego. Nieśmiertelność zapewniła mu jednak stworzona w 1812 roku razem z synem planszowa gra wojenna Das Taktische Kriegsspiel. Gra służyła do szkolenia oficerów, ale i dla umilenia wolnego czasu. Stała się ona pierwowzorem dla wszystkich strategicznych gier planszowych, a pośrednio także dla współczesnych komputerowych, turowych gier strategicznych.

30 marca1796 roku kamienicę kupił za 1800 talarów hrabia Erdmann Gustaw Henckel von Donnersmarck (1734-1805), którego postać jest na tyle znana, że nie będę jej bliżej przedstawiał. 1 listopada 1805 roku Donnersmarck odsprzedał kamienicę za taką samą sumę 1800 talarów kupcowi i handlarzowi win Johannowi Sedlaczkowi (1756-1846).

Johann Sedlaczek urodził się 25 maja 1756 roku prawdopodobnie we Wrocławiu. W 1786 roku założył w Tarnowskich Górach sklep i winiarnię, która mieściła się najpierw przy Rynku pod numerem 16. W 1791 roku Sedlaczek wstąpił do Bractwa Strzeleckiego, a wkrótce został także członkiem Komitetu Rajców (późniejszej Rady Miejskiej). 2 lutego 1795 roku ożenił się z 20-letnią tarnogórzanką Theresą Langer. Firma handlowała przede wszystkim winami z Węgier, gdzie Sedlaczkowie uzyskali ziemię i winnice. Johann Sedlaczek dożył sędziwego wieku, zmarł 27 sierpnia 1845 i został pochowany na starym cmentarzu przy kościele pw. św. Apostołów Piotra i Pawła.

Johann i Theresa mieli co najmniej siedmioro dzieci, które musiały otrzymać dobre wykształcenie. Joseph (ur. w 1804 roku) studiował prawo na Uniwersytecie w Heidenbergu. Najwięcej informacji mamy o najstarszym synu – Johannie Paulu Sedlaczeku (1796-1878) który przejął prowadzenie winiarni i kamienicy. Johann Paul założył tutaj także księgarnię i podobnie jak ojciec był (od 1826 roku) członkiem Bractwa Strzeleckiego. Był on dwukrotnie żonaty: najpierw z Marią z domu Broja (1803-1835), następnie Albertiną z domu Ernst. Najstarsza jego córka – Maria (ur. około 1828 roku) wyszła za miejscowego lekarza Johanna Gustava Böhma, któremu w wianie wniosła wspomnianą dawną siedzibę Sedlaczków przy Rynku nr 16. Jej młodszy brat – Heinrich Sedlaczek (1829-1878) poślubił młodszą siostrę doktora Böhma – Ottilię (1831-1906). Heinrich rozbudował firmę i na 100-lecie jej działalności, odnowił dom przy rynku oraz wybudował nowy magazyn przy ulicy ks. Michała Lewka nr 9. Budynek magazynu, o surowych neogotyckich formach zaprojektował najwybitniejszy ówczesnych górnośląski architekt Paul Jackisch (1825-1919). Dom przy rynku ozdobiły wtedy malowidła, m.in. przedstawiające króla Polski Augusta II, który prawdopodobnie gościł w 1697 roku w tym miejscu. Heinrich zmarł przed ukończeniem wszystkich prac – 11 listopada 1886 roku.

Firmę przejął na krótko najstarszy syn Heinricha Hugo Sedlaczek (1863-1918), który jednak po dwóch latach wyjechał do Mád w okolicach Tokaju, gdzie Sedlaczkowie mieli winnice, a wkrótce do Nowego Jorku. Tarnogórską firmą zarządzała aż do swojej śmierci 1 marca 1906 roku jego matka Ottilia Sedlaczek. Przypomnijmy, że młodszy brat Huga – Erwin Sedlaczek (ur. 1871) był chemikiem pracującym w Berlinie, autorem kilku znaczących prac naukowych, a najmłodsza siostra Irma (ur. 1879, po wyjściu za mąż posługująca się podwójnym nazwiskiem Erben-Sedlaczek) była poetką, autorką kilku tomików wierszy (szerzej o niej można przeczytać w „Montes Tarnovicensis” nr 51).

W 1904 roku powstała filia firmy w Chorzowie (Königshütte), a 1 stycznia 1907 roku rodzinne do tej pory przedsiębiorstwo zostało przekształcone w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością – H. Sedlaczek, G.m.b.H. Wein-Grosshandlung. Zarządzali nią Karl Loeprecht i Paul Lunow. W 1908 roku powstała kolejna filia, ale tym razem w Zabrzu. Tarnogórski „dom nr 1” pozostał własnością spółki do 1945 roku.

Skąpa dokumentacja nie pozwala precyzyjnie ustalić, kiedy budynek powstał, ani jak zmieniał się jego wygląd. Wprawdzie został on utrwalony na akwareli Friedricha Bernharda Wernera powstałej jeszcze przed 1766 rokiem, ale rzetelność tej akwareli, w oddaniu wyglądu Tarnowskich Gór budzi duże wątpliwości. Wiele budynków nie powinno znaleźć się w przedstawionych przez Wernera miejscach, szczególnie w prezentowanej przez niego formie. Ilość i rozmieszczenie otworów okiennych „domu nr 1” także nie pasuje do obecnego stanu budynku i wydaje się niemożliwe, by taki układ kiedykolwiek istniał. Na podstawie analizy dzisiejszego stanu budynku przedstawiam poniżej moje wnioski.

W piwnicach pod północno-wschodnią częścią budynku wyróżnia się zbudowana z kamienia trapezoidalna sala z centralnym filarem i sklepieniami kolebkowymi z lunetami. Jest to z pewnością jedna z najstarszych części budynku, prawdopodobnie XVI-wieczna. Piwnice w części zachodniej nie są tak głębokie, stąd można wnioskować, że są późniejsze. Część z nich ma sklepienia żaglaste, wykonane z cegły, a część ma sklepienie oparte na metalowych szynach wykorzystywanych dopiero w XIX wieku. Przypatrując się parterowi od wnętrza, w ścianie zachodniej zobaczymy cztery arkadowe wnęki, będące prawdopodobnie pozostałością podcienia – analogiczne do tych znajdujących się do dziś po drugiej stronie ulicy (Rynek 18, Gliwicka 1, 3 i 5). Ta część parteru budynku nakryta jest sklepieniem krzyżowym. Pod podcieniami często nie budowano piwnic, co wyjaśniałoby wtórność tej części piwnic. Na kilku planach miasta pochodzących z przełomu XVIII i XIX wieku można ponadto zauważyć dwie przypory od ulicy Gliwickiej. Przypory wzmacniające arkadowy układ parteru często były elementem XVII-wiecznej architektury miejskiej. W tym przypadku podtrzymywały masywne ściany sali na piętrze budynku (w której zachował się drewniany ozdobny strop oparty na dwóch sosrębach).

Analizując wartość ubezpieczenia obiektu podawaną w katastrach Feuer-Societaets (Archiwum Państwowe w Katowicach), można dojść do wniosku, że do rodziny Sedlaczek należał tylny budynek – dzisiaj część budynku przy ulicy Zamkowej nr 2 – natomiast nie wiadomo, od kiedy należał do nich również budynek z późnobarokowym portalem przy ulicy Gliwickiej. Jest on z pewnością innym budynkiem, niemającym pierwotnie związku z „domem nr 1”, inny bowiem jest kierunek ścian i wysokość piętra. Budynek ten został później połączony z właściwym „domem nr 1”. Zapewne dopiero w końcu XIX wieku dobudowano wąskie wschodnie skrzydło, a na początku XX wieku rozbudowano poddasze.

Architektonicznymi elementami wartymi wspomnienia są zachowane kamienne portale między pomieszczeniami na piętrze (najciekawszy), dwa na parterze i dwa częściowo zachowane w piwnicach.

Nad wejściowym portalem znalazła się stiukowa kotara podtrzymywana przez dwa putta z herbem pośrodku. Niestety, obecnie nie tylko herb jest nowy (wykonany po 1954 roku), ale także kotara, która w większej części jest rekonstrukcją. Na piętrze zachowały się także kolebkowe sklepienia z lunetami ozdobione stiukową dekoracją o XVIII-wiecznych formach oraz drewniane stropy - których czasu powstania nie można określić w sposób niebudzący wątpliwości. Niestety nic nie pozostało z XIX-wiecznych malowideł na parterze, które zostały skute w latach pięćdziesiątych XX wieku.

 Marek Wojcik