|
Wielkanoc u grofa
Przed świętami Wielkanocnymi w zamku hrabiego Krafta Henckel von Donnersmarcka panował nie mały rejwach. Kucharki przygotowywały kołocze, świąteczne baby i biszkoptowe baranki. Gotowały też ogromne ilości jajek w cebulowych łupinach. Ulubionymi były jajka gotowane w Wielką Sobotę z dużą ilością kminku oraz wędzona szynka.

Pałac w Reptach. Okres międzywojenny
Zapachy rozchodziły się nawet po parku, który o tej porze rozkwitał pięknie srebrnymi baziami. Złociste żonkile i białe narcyzy cieszyły oczy i mieszkańców zamku i przyjezdnych gości. Szemrała mozaikowa fontanna z siusiającymi amorkami, bzyczały budzące się pszczoły, a oświetlony wiosennym słońcem zamek wydawał się wręcz bajkowym.
Wspomnienia pani Marii, która urodziła się w 1924r. i mieszkała wraz z rodzicami nad maszynownią niedaleko zamku pozwalają cofnąć się w czasie. Ojciec Marii, Karol, był konserwatorem zamkowej elektrowni. Prowadził grupę pracowników, a że sam był „złotą rączką” powierzano mu i inne pilne zadania. Miał ośmioro dzieci. Do zamku w Reptach przeszedł z pałacu w Świerklańcu, kiedy w zamkowym parku trzeba było zainstalować latarnie elektryczne. Najstarszy syn, Franciszek wraz z tatą prowadził prace
porządkowe i bieżące naprawy centralnego ogrzewania, kanalizacji, itp. Wszystko musiało „grać”. Karol zagonił do pracy także trzech młodszych synów. Hrabia z rodziny mieszkającej przy zamku był zadowolony i nie bał się zostawiać im zamku pod opieką podczas swych podróży. W zamian Karol miał dobry zarobek, wszelką opiekę, także tę od lekarza oraz deputaty, na zimę kartofle, codziennie mleko a i często mięso z ubojów. Pomoc ta pomagało rodzinie i dzieciom stanąć później o własnych siłach.
Dzieci i młodzież przynależała jakby do zamku. Ganiała po parku, właziła na drzewa, urządzała często wrzaski i płoszyła zwierzynę, której było wtedy sporo. Sarny podchodziły pod zamek gdzie kucharki szykujące świąteczne smakołyki wynosiły kapuściane głąby, sałatę, czy inne co lepsze dla zwierząt kąski. W krzakach kicały zające. Wiewiórki rozrzucały resztki orzechowych łupin. Świerki o smukłych, zdrowych pniach, pełne ptactwa i bulgoczące źródełka między srebrnymi bukami.
Pani Maria pamięta święta z 1939r. i przystojnego Krafta patrzącego z okna. Hrabia lubił dzieci mieszkające nad maszynownią. Przynosił im prezenty. W Wielkanoc kolorowe jajka i czekoladowe zajączki w „pozótkach”. Hrabia krył prezenty w parku w najbardziej wg niego wyszukanych, a tajemnych miejscach. Można było penetrować i godzinę, by znaleźć ukryte skarby w rozwidleniach gałęzi, za posągami, itd. Często koszyczek ze smakołykami wisiał na rączce amorka, lub leżał w niewielkim zakamarku. W
poszukiwaniach brały udział wszystkie dzieci pracowników mieszkających przy zamku. Panował wtedy hałas nie do opisania, a ucieszony hrabia pakował dzieci do bryczki i obwoził po parku. Robiono zdjęcia.
W święta wielkanocne zamek gromadził wielu gości. Rozjaśnione salony i apartamenty rozbrzmiewały śmiechem i brzęczącym szkłem. Przyjeżdżała do Krafta hrabina z Siemanowic. Na pewno w niej był zakochany. Uważnym okiem można było zauważyć delikatne muśnięcia dłońmi, a ogniste oczy Krafta patrzyły z zachwytem na młodą hrabinę. Zapamiętano ostatni pobyt hrabiny w zamku. Kraft do samochodu odprowadził ją darując ogromny bukiet róż. Zasypał wręcz płaczącą hrabinę. I inne dziewczęta obserwujące z
ukrycia płakały.
Często w święta hrabia Kraft spędzał jeden dzień ze swymi pracownikami w Zamku w Starych Tarnowicach. Przybywali wszyscy urzędnicy, dozorcy, robotnicy. Do zamku zaglądał także przynajmniej raz w tygodniu. W zamkowej wieży miał swoje archiwum.
Hrabia wyjechał z zamku w grudniu 1944r. Kolejnych świąt wielkanocnych już na zamku w Reptach nie było. Potem rozkradany i niszczejący zamek chylił się ku upadkowi. Później unicestwiono i okaleczono mury. Pozostały tylko drzewa, starsze jednak i jakby nieco bardziej przygarbione swym wiekiem...
Zebrała: Gabriela
Horzela-Szubińska |