|
Winda z Edwardem Gierkiem
Do szpitala w Starych Tarnowicach miała prowadzić dwupasmowa droga, której nigdy nie wybudowano w całości. Dzisiaj pacjenci docierają do Wielospecjalistycznego Szpitala Powiatowego im.Hagera od ul. Pyskowickiej, gdzie miało być zaplecze, łączące lecznicę z Górnośląskim Centrum Rehabilitacji.

O lokalizacji szpitala zdecydował Jerzy Ziętek
W 1962 roku rozpoczęła się budowa Górniczego Centrum Rehabilitacji w repeckim parku. Projektanci już wówczas zaplanowali także budowę nowego szpitala powiatowego. W Wydziale Zdrowia tarnogórskiego starostwa urzędnicy wybrali trzy miejsca, gdzie mógłby powstać szpitalny budynek. Pod uwagę wzięto tereny w Radzionkowie, Lasowicach i Starych Tarnowicach. Ostateczną decyzję o lokalizacji szpitala miał jednak podjąć ówczesny wojewoda śląski, Jerzy Ziętek.
Eugeniusz Siemieniec, obecnie prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Gwarek”, był wtedy kierownikiem Powiatowego Wydziału Zdrowia. Razem z powiatowymi architektami pojechał w 1964 roku do Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, przedstawić propozycje lokalizacji szpitala.
- Pamiętam doskonale, jak w swoim gabinecie wojewoda Jerzy Ziętek powiedział do nas: Mnie się tak nie przychlybiejcie, bo jo w Radzionkowie szpitala niy chca - wspomina Eugeniusz Siemieniec.
Wojewoda odrzucił także pomysł wzniesienia lecznicy na polach w Lasowicach, gdzie póżniej wybudowano osiedle Andersa. Do gustu przypadła mu za to lokalizacja w Starych Tarnowicach. Szalę przeważyło to, że w repeckim parku budowano już Centrum Rehabilitacji, a Jerzy Ziętek marzył o budowie kompleksu leczniczego między Reptami Śląskimi i Starymi Tarnowicami. Według jego wizji, obok ośrodka rehabilitacyjnego miały powstać dwa szpitale. Jeden powiatowy, a drugi dla kolejarzy. Był to ukłon w stronę
licznej braci kolejarskiej w Tarnowskich Górach, gdzie do dziś istnieje największy węzeł kolejowo-towarowy w Polsce. W latach 60. ubiegłego stulecia przez tarnogórską stację kolejową przejeżdżały liczne pociągi ze śląskim węglem do portu morskiego w Gdyni.
Jednak tylko część ambitnych planów Jerzego Ziętka doczekała się realizacji. Szpital kolejowy ostatecznie zbudowano w Sosnowcu. W 1975 roku zakończono budowę ośrodka rehabilitacyjnego w Reptach Śląskich. Dwa lata później gotowy był budynek szpitala w Starych Tarnowicach. Budynki obu placówek miały wspólną kotłownię.
- W szpitalu do dziś nie ma też osobnej pralni, bo z powodu oszczędności już podczas projektowania zaplanowano, że pranie odbywać się będzie w pralni GCR-u - tłumaczy Eugeniusz Siemieniec.
Nie wybudowano też dwupasmowej drogi z Tarnowskich Gór do Laryszowa. Powstał jedynie jej fragment. To dzisiejsza Aleja Jana Pawła II na osiedlu Przyjaźń. Obecnie pacjenci dojeżdżają pod szpital od ul. Pyskowickiej, czyli od strony zaplecza. Dwupasmówka, rozjazdy i parkingi miały zostać zbudowane z drugiej strony szpitalnego budynku.
Uroczyste oddanie szpitala do użytku odbyło się 28 kwietnia 1977 roku. Już kilka tygodni wcześniej w nowo wybudowanej lecznicy odbywało się generalne sprzątanie. W doprowadzaniu szpitala do porządku pomagali uczniowie i pracownicy tarnogórskich zakładów pracy.
- Przed uroczystościami ciągle przyjeżdżali partyjni prominenci i oglądali budynek. Zawsze zabrudzili nam tyle co wypastowane podłogi. Dlatego w przeddzień otwarcia nawet partyjni dostojnicy chodzili po szpitalu w skarpetkach - śmieje się Jerzy Brych.
Pan Jerzy był wówczas kierownikiem zakładu radiologii w nowym szpitalu. Doskonale pamięta, jak przywożono sanitarkami pierwszych pacjentów z dwóch starych szpitali miejskich, w których zlikwidowano oddziały wewnętrzny i chirurgiczny. Wszystko po to, żeby zadowolić I sekretarza KC PZPR, Edwarda Gierka, który przybył na otwarcie szpitala. Zanim pierwszy sekretarz zjawił się w budynku, dokładnie wszystkie kąty sprawdzili ochroniarze. Specjalnymi czujnikami skontrolowali nawet doniczki z kwiatami.
Bomby wprawdzie nie znaleźli, ale niespodziankę spłatała oficjelom szpitalna winda.
Podczas wizyty Edward Gierek postanowił wjechać windą na piąte piętro budynku, gdzie znajdował się blok operacyjny. Pierwszemu sekretarzowi towarzyszyła liczna świta. Nikt z ministrów i sekretarzy wojewódzkich nie chciał odstąpić towarzysza Gierka ani na krok. Oficjele wsiedli więc razem do windy. Byli z nimi także ochroniarze. Prawie 20 osób. Winda, którą mogło jechać co najwyżej 10 osób, nie wytrzymała nadmiernego obciążenia. Zatrzymała się między czwartym i piątym piętrem. Zapanowała panika.
- Goryle biegali po schodach z góry na dół i wydzwaniali do siebie z podręcznych radiostacji. Na szczęście jeden z lekarzy nacisnął guzik i winda zjechała o pół piętra w dół - wspomina Jerzy Brych.
Resztę drogi ekipa pokonała pieszo, wspinając się po schodach na ostatnie piętro budynku. O awarii windy z towarzyszem Gierkiem do dziś krążą anegdoty wśród starszych pracowników szpitala. W 1977 roku w prasie nie ukazała się żadna wzmianka na ten temat.
RYCH |