|
Rozmyślania nad „Ziemiami Odzyskanymi”
Pojęcie „Ziem Odzyskanych”, mimo iż narodziło się wraz z zakończeniem II wojny światowej, bywa w dalszym ciągu często wykorzystywane w polskiej historiografii i publicystyce. Warto więc zastanowić się nad jego sensem oraz prawdziwością.

Terytoria przyznane Polsce na Konferencji w Poczdamie
Terminem tym określiły władze polskie w 1945 roku obszary należące do pokonanej III Rzeszy, które decyzją aliantów przekazane miały zostać po „wyzwoleniu” administracji polskiej. W ich skład wszedł: Śląsk Dolny i Opolski (tzn. wschodnia część Górnego Śląska nie będąca w latach 1922-1939 w II Rzeczpospolitej), Ziemia Lubuska, Pomorze wraz z Wolnym Miastem Gdańskiem oraz południowa część Prus Wschodnich.
Przyłączenie powyższych ziem do Polski nowe władze komunistyczne argumentowały przede wszystkim obecnością tam ludności rodzimej oraz pradawną przynależnością do państwa polskiego.
W momencie ich zajmowania przez Armię Czerwoną, na tzw. „Ziemiach Odzyskanych” panowała specyficzna sytuacja ludnościowa. Wśród wielu Niemców, którzy „nie skorzystali” z możliwości ewakuacji, na niektórych terenach (np. na Górnym Śląsku) zamieszkiwała ludność rodzima. „Tubylcy” ci, żyjąc stale przez wieki na obszarze przenikania się kultur, wykształcili z czasem charakterystyczną grupę cechującą się brakiem jasnej tożsamości narodowej, nad którą cenili raczej solidarność regionalną. Jednakże w
1945 r. okrzyknięto ich nagle i bezdyskusyjnie ludnością polską. Tymczasem wraz z napływem Polaków na zamieszkane przez autochtonów tereny zaczęły ujawniać się pomiędzy obiema grupami rozmaite odrębności, czy to językowe, czy znów mentalnościowe. Przez przybyszów z Polski centralnej oraz zza Buga różnice te interpretowane były jako przejaw niemczyzny. Z kolei wobec traktowania jako Niemców lub w najlepszym wypadku jako „gorszych” Polaków, decydowała się ludność rodzima na wyjazd do Niemiec
(wśród wysiedlonych w latach 1945-1950 3,2 mln Niemców było w rzeczywistości wielu „miejscowych”). W ten sposób komuniści polscy pozbyli się prawie całkowicie Słowińców, jak również całych rzesz Mazurów, czy wreszcie Górnoślązaków.
Jeszcze bardziej absurdalny okazał się być argument historyczny. Od 1945 r. powtarzano nieprzerwanie hasło „powrotu pradawnych ziem piastowskich do Macierzy”. Faktycznie, niektóre z tzw. „Ziem Odzyskanych” wchodziły w skład rządzonego przez dynastię piastowską państwa polskiego. Było tak m.in. ze Śląskiem, który zdobyty został przez Mieszka I już po chrzcie 966 r. Jednak w okresie rozbicia dzielnicowego, w wyniku podziałów wewnątrz jednej z linii Piastowiczów, region podzielony został na ok. 40
niezależnych księstw (XIII wiek). Odtąd dzieje każdego z minipaństewek potoczyły się osobno, choć podobnie. Ich słabi władcy składając hołd lenny królowi Czech i zarazem cesarzowi niemieckiemu przyłączali swe władztwa do Rzeszy. Nierzadko też poszczególni członkowie piastowskich dynastii śląskich pod wpływem koniunktury politycznej lub po prostu z upływem czasu poczuwali się związani bardziej z kulturą niemieckiego dworu niż ze swym polskim pochodzeniem królewskim. Przykładem niech będzie fakt
uczestnictwa po stronie krzyżackiej w bitwie pod Grunwaldem ks. Konrada Białego albo też imiona noszone przez niektórych z ostatnich Piastów: Wilhelm, Chrystian, Ruprecht, Ludwik.
Jeszcze inaczej było z Prusami, który to region we wczesnym średniowieczu zamieszkiwał lud pochodzenia bałtyckiego, (a więc nie Słowianie), o tej samej nazwie (krewni Litwinów, Łotyszy). Prusy Wschodnie zupełnie sztucznie podzielił prostą linią poziomą Stalin, co wciąż widoczne jest w kształcie północno-wschodniej granicy dzisiejszej Polski.
Największy jednak absurd argumentu historycznego polega na tym, że - jak słusznie zauważył Piotr Madajczyk - powołując się na niegdysiejszą przynależność państwową, mogłyby równie dobrze i Niemcy wysuwać roszczenia do Szwajcarii, Holandii czy Luksemburga, które to kraje długo należały przecież do Rzeszy.
Podsumowując, stwierdzić należy, iż przyznanie Polsce obcych w większości etnicznie ziem zachodnich i północnych było tylko rekompensatą za utracone na rzecz ZSRR kresy wschodnie, nie zaś żadnym „aktem sprawiedliwości dziejowej”. Zmiana granic odbyła się zgodnie z maksymą vae victis - kosztem pokonanych w II wojnie światowej Niemców. Nielogiczne jest więc traktowanie Śląska, Pomorza etc. zarówno jako „wyrównanie strat”, jak i słusznego „odzyskania” przez państwo polskie.
Potwierdza to również charakter działań polskich na tych terenach: polityka kolonizatorska, od samego początku zaprzeczająca hasłom. „Ziemie odzyskane”. Jak stwierdził Edmund Osmańczyk, Polska zamiast „Macierzy” stała się dla Ślązaków „macochą”. Istnym zaś majstersztykiem propagandowym było wpojenie Polakom twierdzenia o rzekomo odwiecznej polskości ziem zachodnich i północnych. Niestety stereotypy powstałe z syntezy myśli endeckiej i praktyki bolszewickiej wciąż funkcjonują.
KŁys |