|
Śląski wzorzec
Próbujemy w „Montesie” dokonywać obrachunku z historią Górnego Śląska. Nasze publikacje niektóre „prawdy” próbują odkłamać, „białe plamy” - zapełnić. Chcielibyśmy także zajmować się sprawami związanymi z życiem regionu, jego obyczajowością i kulturą. Wbrew pozorom wielu z nich warto się bliżej przyjrzeć.
Miesiąc temu w Radzionkowie miałem okazję wysłuchać bardzo interesującego wykładu pani dr Beaty Ecler na temat wychowania w śląskich rodzinach nacechowanego wpajaniem szacunku do pracy i wysiłku. Przemiły naukowiec swoje rozważania podsumował stwierdzeniem: „Potrzeba takiego wychowania jest istotna szczególnie teraz, kiedy żyjemy w kulcie wychowania hedonistycznego, nastawionego na kreowanie człowieka skupiającego się na życiowych uciechach. Obok spornego moralnego wydźwięku,
wychowanie to ma jeszcze jedną niebezpieczną cechę - nie przygotowuje do realnego życia, do niepowodzeń, nie hartuje ducha - zatem może robić krzywdę”. Wychowanie w śląskich rodzinach zaś rozwijało „procesy identyfikacji, utożsamiania się oraz sugestii - podstawowe mechanizmy oddziaływań wychowawczych, wpajających szacunek do tradycji i autorytetów oraz poszanowanie podstawowych zasad moralnych. Chcąc zachować tradycje trzeba się wysilić. Dla zachowania spokoju wobec cierpienia należy
zmobilizować energię psychiczną, co znowu wymaga wysiłku. Chęć pomocy związana jest z rezygnacją z własnej wygody. Widać w tym proces kształtowania się silnego ducha, którego zdaje się coraz bardziej brakować dzisiejszej młodzieży”.
Prelekcja ta, podbudowana latami zajmowania się tematem i wieloma badaniami socjotechnicznymi, wywołała żywą dyskusję. Dotknięto w niej innych aspektów śląskiego wychowania, służących kształtowaniu młodych charakterów. Wielu z nas pamięta atmosferę rodzinnego domu: autorytet i surową sprawiedliwość ojca, matczyne ciepło, skrupulatnie przestrzegany podział obowiązków, silną więź pokrewieństwa. Rodzina na Górnym Śląsku funkcjonowała według schematu niespotykanego (lub spotykanego rzadko) gdzie
indziej. Wyjaśnienie jest proste: natężenie i specyfika uprzemysłowienia regionu spowodowała między innymi, że powstały mieszkania, w których żyła rodzina składająca się z kilku pokoleń - „familoki”. Ojciec zarabiał na wieloosobową rodzinę, dawał dobry przykład - wychowaniem zajmowała się matka. Taki model funkcjonował doskonale, nic więc dziwnego, że stał się obowiązujący także w rodzinach mieszkających z dala od przyfabrycznych familoków.
Skoro istniał (istnieje?) wzorzec śląskiej rodziny, istnieć musi także jej „produkt” - model Ślązaka! Prawie to samo wychowanie, zbliżone, lub identyczne warunki bytu, musiały stworzyć ściśle określony wzorzec osobowy, podobny typ człowieka.
W ogólnych zarysach takie pojęcie istnieje. O czymś świadczy fakt, że w Polsce egzystują jedynie dwa wyraźne określenia mieszkańców regionów: Góral i Ślązak. Nie chwali się lub szydzi z Małopolan, czy z Mazowszan. O ile jednak duchowy wizerunek, mentalność Górali jest powszechnie znana (ostatnio chociażby z przezabawnych „traktatów” księdza Tischnera), to nikt poważnie o cechach wrodzonych, wynikłych z wychowania - Ślązaków - nie napisał. Dla chociażby własnego dobrego samopoczucia należy tą
sprawą najrychlej się zająć. W przeciwnym bowiem wypadku „typowymi Ślązakami” będą błazny strojące miny z ekranu telewizyjnego, lub nieudacznicy roztrwaniający odprawy górnicze, posiadający „serca z węgla”.
Zwracam się przeto do szanownych czytelników z prośbą o nadsyłanie przemyśleń dotyczących „typowego Górnoślązaka”. Jakimi wyróżniał się on cechami? Czy przebyte zmiany obyczajowe dokonały w nim nieodwracalnych spustoszeń? Co pozostało w nas z dawnych wzorców?
Jan Hahn |