|
„...Krople atramentu płyną
w żyłach kultury...”
Jest taka książka, której przeczytanie staje się zaklęciem otwierającym drogę ku zaczarowanym w nas marzeniom, ku urodzie słowa, ku jego życiodajnej mocy. Książka ta nazywa się „Alchemia słowa”. Napisał ją Jan Parandowski. Mistrz słowa i czarodziej. A oto, co czytamy na jej dobroczynnych kartach:
„Słowo jest potęgą. Utrwalone w piśmie zdobywa nie dającą się obliczyć ani przewidzieć władzę nad myślą i wyobraźnią ludzką, panuje nad czasem i przestrzenią. Tylko myśl pochwycona w sieć liter żyje, działa, tworzy. Wszystko inne roznosi wiatr. Każdy postęp w rozwoju umysłu ludzkiego rodził się kiedyś wśród tych wątłych badylków, wschodzących na karcie papieru. Krople atramentu płyną w żyłach kultury”.
Nie jest także przypadkiem, że w jednej z najpiękniejszych, najbardziej znaczących i najbardziej odmieniających historię książek powstałych w Europie już dwa tysiące lat temu autor na samym początku umieścił takie zdania:
„Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
W nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemnościach świeci
i ciemność go nie ogarnęła”.
Bo słowo jest jak światło, jest jak życie i jest silniejsze niż śmierć. Trwa. Pisał wspomniany już „Alchemik Słowa” Jan Parandowski: „Homer był jedynym panującym, który miał poddanych we wszystkich niezależnych i skłóconych państwach greckich, był królem Hellady, gdy nikt inny nie potrafił z niej stworzyć wspólnej ojczyzny. Dante zjednoczył Włochy w swoim dziele i języku na sześćset lat przed zjednoczeniem politycznym. Nasi wielcy romantycy stworzyli Polskę, której nie było na mapie. Słowa
pisarzy wiązały szczepy i plemiona, wyzwalały narody, walczyły o sprawiedliwość, kruszyły kajdany...”
W epoce romantyzmu zdarzyła się rzecz znacząca. Słowo uzyskało rangę tak wielką, że zdawało się panować nad rzeczywistością. W przepięknej książce „Romantyzm i historia”, jej autorki Maria Janion i Maria Żmigrodzka tak pisały: „Romantyzm to prąd w kulturze, który życiu każe naśladować literaturę - jakże stanowczo i ostentacyjnie miał przeciw temu zaprotestować realizm”. A nieco dalej już odnosząc słowa do romantyzmu polskiego dodają: „Literatura w tej epoce - podobnie jak i w
przeszłości - stanowiła najważniejszą bodaj część kultury narodowej, a znaczenie jej zwłaszcza poezji romantycznej, rosło z latami. W miarę zwiększania się ucisku zaborczego, postępującego likwidowania lub ograniczania działalności instytucji kulturalnych i hamowania inicjatywy społecznej, literatura stawała się dla Polaków główną trybuną życia umysłowego. Dawała ona nieustanne świadectwo żywotności narodu, jego dążeń wolnościowych. Niektórzy nawet sądzili, że zastępowała państwo”.
Rozmiłowani w historii romantycy, patrzyli na nią także przez pryzmat literatury. Aż wreszcie, raz jeszcze mówiąc słowami autorek „literatura w Polsce musiała wydać walkę historii - i wygrała ją”. To właśnie literatura stwarzała przestrzeń wolności, której tak bardzo brakowało ówczesnym Polakom pod jarzmem zaborów. I o tym właśnie pisał w cytowanym fragmencie Jan Parandowski.
Przywołuję wszystkie te myśli zachęcając, byście uwierzyli w magię słowa, w niezbędność dla życia jego urody, byście uwierzyli, że słowo piękne i wyrażające miłość potrafi nadać życiu niepowtarzalny i jedyny smak, potrafi pokonać każdą brzydotę, a tym samym pozwoli wygrać wam z okropnościami wojny, z szarością, bezbarwnością, bylejakością. Naszymi największymi wrogami.
Słowo zaklęte jest w szeptach i w piśmie, prozie i poezji. A piszę o tym w chwili, kiedy jesteśmy świadkami umierania książki jako słowa drukowanego. Żyjemy bowiem w świecie obrazów, tricków, iluzji, rozwrzeszczanych okładek gazet, ekranów komputerowych, telefonów, z których piszemy kalekie, pozbawione wielu liter polskiego alfabetu okropne listy, którym nie wolno mieć więcej niż 160 znaków i w których słowo miłość pisze się - milosc.
Są już także wielkie wydawnictwa wielotomowe, o których wydawcy mówią, że nie będą ich drukować na papierze. Wystarczą płyty, które wkładamy do komputerów. To ważny czas, czas zmian być może nieuniknionych. I nie trzeba nad nimi rozdzierać szat. Trzeba tylko wzbudzić w sobie pragnienie, by ich skutkiem nie stało się oderwanie nas od piękna książki, ciszy, którą ona ofiaruje i tego szczególnego spotkania, jakim są niczym nie zastąpione chwile, gdy widzimy słowa, bez których nie można żyć. Słowa
mogą układać baśń, opowieść o życiu pięknym i niezwykłym. Pisał jeden z mistrzów słowa: „Nie wyrzucajcie bajek do dziecinnego pokoju. Nie wyrzucajcie ich w ogóle, bo cóż wam zostanie? - zupa w proszku, kronika ogłoszeń, godzina na zegarku. Życie się kończy, a zegarek tyka dalej. Tylko bajkę można zabrać ze sobą”.
Myślę, że czas Bożego Narodzenia przeżywany w naszym lokalnym świecie, w naszym Domu jest sprzyjającą okazją, by wzbudzić w sobie wiarę, że piękne słowo jest także naszą wartością, że jest dostępne, że może być wśród nas obecne, że trzeba o nie dbać i o nie zabiegać. To dzięki niemu zdarzają się przecież rzeczy wspaniałe.
Tu w naszym Domu dbajmy o jego wewnętrzną, duchową, kulturową urodę. Bo tu także dzieje się życie niepowtarzalne i jedyne. Tu także odnosić możemy zwycięstwa i przeżywać radość. I choć często cierpimy, ponosimy porażki, przeżywamy najróżniejsze lęki, to jednak podnosimy się do nowych walk, zmagań, jakich wymaga od nas życie. I oby było w nas jak najwięcej sił, tak, byśmy mogli zamieniać nasz Dom w miejsce magiczne, które dzięki nam - jego mieszkańcom - zmienia się w najpiękniejsze miejsce na
świecie. Obyśmy umieli żyć w nim tak, by uwierzyć, że wcale nie trzeba nam szukać nieznanych lądów, odległych krajów, bo tu także możemy być szczęśliwi. Sztuka życia to także tajemnica odkrywania w nim urody tu i teraz, z tymi, pośród których żyjemy, którzy zostali nam podarowani przez nasz los. Zrozumienie tej prawdy jest warunkiem podstawowym dla odnalezienia wokół siebie wszystkiego tego, czego trzeba nam, byśmy byli wolni i odważmy się to powiedzieć... szczęśliwi.
Jacek Kurek |