|
Maszyna
która nie śniła się filozofom
Maszyna ogniowa - jak pierwotnie nazywano maszynę parową - została sprowadzona z Anglii do Tarnowskich Gór przez hrabiego Fryderyka Wilhelma von Redena pod koniec XVIII w. Była jedną z pierwszych w Europie poza Anglią. Fakt jej zainstalowania w podtarnogórskiej kopalni „Fryderyk” został tak mocno nagłośniony, że praktycznie to właśnie tutaj zaczęła się jej kontynentalna kariera. Odczyt o Redenie i jego zasługach dla naszej ziemi wygłosił niedawno Adam Frużyński. Poniżej publikujemy fragment
poświęcony maszynie parowej.


Schemat kieratu i maszyny parowej
zainstalowanych w kopalni „Fryderyk”
Woda była zawsze jednym z największych wrogów górnika. Wystarczyło zapuścić się kilka metrów w głąb ziemi, by pojawiła się ta, która niczym zazdrosny skarbnik strzegła podziemnych skarbów. Zalewała podziemne chodniki, błotem i gliną zatapiała pokłady minerałów, topiła w gęstej mazi kilofy, pyrliki i żelazka. Wykręcała reumatyzmem wścibskie palce, łamała życie ludzkie, gdy nie ustrzeżono się potęgi żywiołu.
Gdy w 1784r. z inicjatywy hr. Fryderyka Wilhelma von Redena doszło do reaktywacji górnictwa srebra i ołowiu w Tarnowskich Górach, górnicy pracujący w kopalni „Fryderyk” bardzo szybko zetknęli się z nadmiarem wody napływającej do chodników kopalni. Aby ją usunąć sięgnięto do starego i wielokrotnie już wypróbowanego sposobu montując na szybie „Kunst” w 1785r. kunszt wodny. Było to urządzenie składające się z kieratu konnego poruszającego dwie pompy odwadniające zainstalowane w szybie kopalnianym.
Ponieważ nie mogły one sobie poradzić z nadmiarem wody wkrótce na kopalni zamontowano dwa dodatkowe kunszty wodne. Aby mogły one sprawnie pracować kopalnia musiała utrzymywać 120 koni co kosztowało około 14 tys. talarów rocznie. Na tamte czasy było to sumą dość znaczną. Odwadnianie kopalni tymi urządzeniami okazało się dość drogie i mało efektowne.
Aby zaradzić tej sytuacji w 1785r. hr. Reden polecił budowę sztolni odwadniającej „Pomagaj Bóg”. Uważano wtedy, że jest to najlepszy, najskuteczniejszy i najtańszy sposób osuszenia kopalni. O roli sztolni w górnictwie niech świadczy zdanie, pochodzące ze starego XVIII-wiecznego dokumentu dotyczącego górnictwa: „Lepszej drogi nie masz ku ratunku rzeczy górnej i osuszenia tych gwałtownych wód, tylko przywiedzenie sztoły ziemnej, którą by podeszłe a spuszczone wody być mogły”. Jednak jej budowa
okazała się skomplikowanym i drogim przedsięwzięciem, które nie spełniło pokładanych w nim nadziei. Dlatego hr. von Reden postanowił zerwać z wielowiekową tradycją górniczą związaną z odwadnianiem kopalni.
Zamiarem Redena stało się zamontowanie w Tarnowskich Górach maszyny parowej. W tym celu udał się do Anglii, gdzie w zakładach Penydarrn (południowa Walia) należącym do słynnego konstruktora Ilompfraya, zakupiono 32-calową maszynę systemu Newcomena. Następnie załadowano ją w porcie Cardiff na statek. Przewieziono drogą morską do Szczecina. Tam przeładowano ją na barki, którymi przetransportowano ją do Koźla, skąd furmankami dotarła do kopalni „Fryderyk”.
Ważące 31 ton urządzenie zamontowano pod nadzorem jego twórcy w specjalnie w tym celu wzniesionym budynku. 19 stycznia 1788r. pierwsza na ziemiach polskich maszyna parowa rozpoczęła pracę w szybie „Kunst” kopalni „Fryderyk”.
Maszyna ogniowa bo tak ją wtedy nazywano składała się z kotła parowego wykonanego z kutych blach miedzianych połączonych nitami. Para wytwarzana w kotle kierowana była do ustawionego pionowo otwartego od góry cylindra. W jego środku znajdował się tłok połączony za pomocą tłoczyska z łańcuchów z pozioma belką (wahaczem) przenoszącą ruch tłoka na przyłączone z drugiej strony żerdzie poruszające pompy. Ogromny ciężar żerdzi ciągnął tłok maszyny w górę, a w ślad za tłokiem do cylindra wpływała para.
Gdy znalazła się ona w górnym położeniu dopływ pary zamykano. Do cylindra wtryskiwano zimną wodę. Ochłodzona para ulegała skropleniu wytwarzając podciśnienie. Wtedy do pracy przystępowało ciśnienie atmosferyczne, które z ogromną siłą wykonywało 15 takich skoków wypompowując 1,5 m sześć. wody z głębokości 50 m.
Maszyna kosztowała 15 tys. talarów. Stanowiło to sumę większą niż całoroczny zarobek wszystkich pracowników kopalni. Jednak wydatki ponoszone na jej utrzymanie - 3,7 tys. talarów rocznie - były i tak trzykrotnie niższe niż pieniądze przeznaczone na funkcjonowanie odwadniarek konnych.
Zainteresowanie tym najnowszym cudem techniki było ogromne. Wielu ciekawskich, wśród nich także wybitne osobistości przybywało do Tarnowskich Gór, aby podziwiać prace maszyny ogniowej. Niektórzy z nich swoje wrażenia zawarli we wpisach do „Złotej Księgi” miasta. Jednym z pierwszych był słynny niemiecki poeta Johann Wolfgang Goethe, który pełen podziwu wpisał do księgi wiersz sławiący rzetelność i pracowitość tarnogórskich gwarków. Inny podróżnik Karol Lamprecht oniemiały na widok maszyny parowej
zapisał: „Niżej podpisanemu przypomniało się na widok maszyny miejsce z Szekspira, gdzie mówi on, że są rzeczy na ziemi i niebie, o których się filozofom nie śniło”. Kilka lat później poeta Julian U.Niemcewicz zanotował w swoim dzienniku, że widział machinę zastępującą siłę dwustu koni: „Wylewa ona 400 wiader wody na minutę, tak olbrzymimi potokami leci woda z gór tarnowskich w szyby nie mające nawet 25 sążni głębokości”.
Dzięki pracy maszyny parowej osuszono podziemia kopalniane i przystąpiono do eksploatacji bogatych pokładów rudy ołowiu i srebra niedostępnych do tej pory. Sama maszyna służyła górnikom jeszcze przez wiele lat. Wyciągała wodę z szybów „Abracham” i „Pachały”, a w 1801r. przeniesiono ją na szyb „Fryderyk” sztolni „Pomagaj Bóg”. W 1834r. sprzedano ją do kopalni węgla „Król” w Chorzowie skąd po kilku latach trafiła do kopalni „Fanny” w okolicach Siemianowic Śląskich. Z niej to, najnowocześniejsze
kiedyś w górnictwie urządzenie, trafiło w 1857r. na złom i zostało przetopione. Uzyskany metal posłużył do budowy innych maszyn górniczych.
Adam Frużyński
Zabrze, 10 XII 2001r. |