|
Śląskie Boże Narodzenie
Święta Bożego Narodzenia zawsze były wielkim przeżyciem. W tym przypadku zresztą tradycje są przestrzegane do dziś. Kiedy się buntowałam przeciw pieczeniu pierników w domu (wolę po prostu kupić), Matka mi na to nie pozwalała.

Świąteczna strona przedwojennego wydania
„Gazety Tarnogórskiej”
Jeździłam więc do Niej z córką i wnukiem i razem z bratową i bratanicą zaczynałyśmy pieczenie w obszernej kuchni Babci Ulki. Ileż było radości, śmiechu i próbowania. Każda miała swój udział. Babcia rządziła, doglądała i doradzała. Była wyrocznią, to przecież znana kucharka. Jej piękne stroiki - choinki z piernika były szeroko znane. Ozdabianie pierników również było tradycyjne. Utarty na biało lukier nanoszony patyczkiem na piernik, dawało wspaniałe efekty. Malowaliśmy pejzaże,
stare chaty w otoczeniu świerków. Młodzi wprowadzali nowości. Zachodnie ozdoby, kolorowe groszki, srebrne kulki i czekoladowe listki. Wywoływało to gwałtowny sprzeciw Babci i szybko wracaliśmy do starych metod.
Duże piernikowe serca ozdobione różami z marcepanu, przewiązane wstążką, od dziesiątków lat stanowiły miły podarunek przyjaciołom.
Ozdoby choinkowe robione przez dzieci pod kierunkiem Babć, cieszyły się przez lata powodzeniem. Jakież były proste w wykonaniu. Orzechy owijane pozłótką, łańcuchy ze słomy i kolorowej bibułki. Duże pawie oka z kolorowego papieru, wydmuszki z jajek to małe arcydziełka. Uśmiechnięte lub smutne buzie pajaców, aniołków, wszystkie wieszano na choince. Były pierniki, cukierki i jabłuszka. Najpiękniejsze bombki i ozdoby na sztucznych choinkach, nie oddadzą nastroju tamtych lat. Nigdy już lampki
elektryczne nie zastąpiły palących się świeczek.
Zapach jabłek, pierników i wigilijnych potraw łączy się w mojej pamięci z kolędami. „Cicha noc...” śpiewana u nas do dziś ściska gardło. Nie ma Babci Berty, Babci Ulki, Babki Zuzki z Arndtów z pięknymi kolczykami w uszach. Po stracie 24-letniego syna, który zginął w Oświęcimiu, babka Zuzka do końca życia cierpiała, a głowa z białymi włosami trzęsła się nieustannie. Pozostał w pamięci widok migocących i ciągle ruszających się kolczyków. Nie ma ich, ale są i żyją w tradycji. Te gwiazdki,
łańcuszki, piernikowe dzieła to one - moje babcie.
Nad wieczerzą wigilijną siedzimy wszyscy razem wzruszeni. Ojciec mój stawał przy stole i odmawialiśmy wszyscy tą samą od dziesiątków lat modlitwę. „Aniele Boże stróżu mój...” Tak jak dziś i będzie zawsze. Wędruje opłatek, a na stole siemieniotka, (nie zawsze) zupa z konopi, nie wszystkim smakuje, ale powinna być na stole. Jest kapusta z grochem, grzybami, karp, śledzie marynowane z mleczem, kompot z suszonych śliwek i makówki - śląski najlepszy specjał, nigdzie nie spotykany w innych regionach
kraju.
Teraz makówki są znacznie bogatsze od tych pamiętnych z dawnych lat. Tamte składały się z bułki, mleka, maku, wanilii i cukru. Nie zawsze dodawano bakalie. Obecnie w makówkach jest dużo rodzynek, orzechów, kokosu i migdałów. Oj czasy się zmieniają. Aby tylko o tradycji nie zapomnieć.
Gabriela
Horzela-Szubińska |