|
Śląski szmugiel
Głównym problemem Straży Granicznej w powiecie tarnogórskim był przemyt, czyli jak wówczas mówiono „szmugiel”. Z wielu względów było to zajęcie dosyć intratne. Proceder ten rozwinął się szczególnie bujnie w okresie „wielkiego kryzysu”, czyli w latach 1929-1933.

Przejście graniczne z okresu międzywojennego
Masowe bezrobocie i spowodowany tym spadek poziomu życia niejako zachęcał duże grupy z rejonu pogranicza do uprawiania tego zajęcia. W powiecie tarnogórskim zjawisko to miało szczególne nasilenie ze względu na to, że spore odcinki granicy stanowiły obszary leśne. Przemytnicy działali indywidualnie lub w dobrze zorganizowanych grupach, bezwzględnie tępiąc konkurencję w swoich rewirach. Grupy te dysponowały siecią informatorów dzięki czemu doskonale znały zwyczaje strażników po
obu stronach granicy. Posiadały liczne „meliny”, zwłaszcza w przygranicznych gospodarstwach, gdzie przechowywano towar i dokonywano transakcji z odbiorcami. Aby ukrócić ten proceder, Straż Graniczna zmuszona była także tworzyć własną sieć informacyjną, płacąc niemałe sumy za informacje dotyczące przemytników
Co przemycano? Z Polski do Niemiec płynęła rzeka mięsa, wędlin, spirytusu i innych artykułów spożywczych. Były one w Polsce tańsze niż w Niemczech, a popyt na nie wzrósł zwłaszcza po dojściu Hitlera do władzy (1933r.), kiedy to wprowadzono system kartkowy. Z Niemiec szmuglowano do Polski artykuły przemysłowe: rowery, kamienie do zapalniczek, zapalniczki, części do maszyn, radioodbiorniki.
W okresie późnej jesieni przeprowadzano z Polski do Niemiec stada żywych gęsi. Było to przedsięwzięcie niezwykle trudne i wymagało od organizatorów dużego doświadczenia i pomysłowości. Nieżyjący już rzeźnik z Tarnowskich Gór - Jan Kociok, swego czasu wspominał, że niezwykle poszukiwani i cenni byli specjaliści od „przysposobienia ptaków do przerzutu”. Chodziło o to aby gęsi nie gęgały, bo mogły zwabić strażników, a to wiązało się z ogromną stratą, stada liczyły nawet ok. stu ptaków. Stosowano
przeróżne metody, od prymitywnego obklejania gęsich dziobów plastrem, do wkładania źdźbeł słomy w nozdrza, co też podobno zapobiegało gęganiu. Jednak wysokiej klasy specjaliści faszerowali gęsi środkami farmakologicznymi (skład oczywiście był ściśle chronioną tajemnicą zawodową), tak iż nie wydawały żadnego dźwięku.
Przemytem trudniły się także kobiety, tyle tylko, że rzadziej przechodziły przez „zielona granicę” a korzystały z oficjalnych przejść. Sprytna przemytniczka potrafiła poprawić swą figurę nawet o 10 kg słoniny i wędlin.
W przededniu wojny na granicy zrobiło się niebezpiecznie. Coraz częściej dochodziło do incydentów prowokowanych przez bojówki hitlerowskie. 24 VIII 1939r. w Reptach Śląskich, grupa bojówkarzy zabiła na posterunku strażnika granicznego Edmunda Piątkowskiego. Była to niejako zapowiedź zbliżającej się katastrofy i jednocześnie koniec malowniczego epizodu na śląskiej granicy.
Szymon Silczak |