| Wilhelm
Butny i zarozumiały wyłaniał się z własnych wypowiedzi: „My, Hohenzollernowie otrzymaliśmy nasze korony bezpośrednio z nieba i tylko wobec nieba jesteśmy odpowiedzialni za obowiązki, które to na nas nakłada”. Jego niezwykła bogobojność kłóciła się z jego poczynaniami, z bezwzględnymi decyzjami i uporem. Powiedział kiedyś: „jest tylko jedna osoba, która rządzi w tym cesarstwie i nie zamierzam tolerować nikogo innego”. Przyjął na siebie rolę pomazańca Bożego i za takiego się
uważał.
Europie imponował, wzbudzał w swoim narodzie posłuch. Otaczać go zaczęła wszechobecna sława i mit. Jego babką był angielska królowa Wiktoria. Uchodził za niezrównoważonego. Historycy dość łatwo obarczają władców już to schizofrenią, już to innymi szaleństwami. Opinia taka przylgnęła do niego dosyć szybko. Zmienne nastroje, wielkie irytacje, jakieś dąsy i humory. Zaczęto przebąkiwać o chorobie umysłowej.
Miał sparaliżowaną rękę, uchodził mimo to za dobrego jeźdźca i był świetnym myśliwym. Pomimo choroby, która upośledziła całą jego lewą stronę ciała, wychowywano go na żołnierza. |
| Rodzina Jego matka, angielska księżniczka, była częstym obiektem jego ataków. Swego ojca, ciężko chorego cesarza i króla Fryderyka III, też nie oszczędzał.
W wieku 21 lat ożeniono go z dwa lata starszą księżniczką holsztyńską Augustą Wiktorią. Doczekał się siedmioro dzieci. Augusta Wiktoria jak na cesarzową była prostą, dobrą i życzliwą kobietą. Nie interesowały ją w większym stopniu książki, nie zajmowała się polityką. Była kobietą - matką. Jej dzieci były jej bogactwem. Z Wilhelmem rozumieli się dobrze i uchodzili za szczęśliwą parę.
| |

|
| Podróże Ogromne pieniądze wydawał na podróże. Uwielbiał zarówno góry jak i morze. Ciekawość świata i zabytków powodowała, że ciągle organizowano większe wycieczki i wojaże. Zbudowano dla niego specjalny pociąg z 12 wagonami-salonkami. Miał luksusowy jacht.
Zagraniczne podróże „cesarza-podróżnika”, jak go zaczęto nazywać, były kurtuazyjne, ale i kosztowne. Lubił obdarzać prezentami poznanych, a przychylnych mu ludzi. Wzięto mu to za jego dobrą stronę charakteru. Na prezenty w Wiedniu i Rzymie przeznaczył - jak podają w źródłach - 80 pierścionków z brylantami, 150 srebrnych orderów, 50 spinek do krawatów, 3 złote ramki, 30 złotych zegarków i 20 pokrytych brylantami Orderów Orła. Posiadał pałace, setki lokajów i służby.
(...)W 1898r. odbył pielgrzymkę nawet do Jerozolimy. Odwiedzał różne święte miejsca. Był także w Damaszku i Maroku. Pływał swym jachtem po Morzu Śródziemnym. Spodobał mu się Tanger.
Wojna
Wojna rozpoczęła się w sierpniu 1914r. i trwała 4 lata. Wzięły w niej udział 33 państwa - 70 milionów żołnierzy. 10 milionów zginęło, a 22 miliony zostało rannych. Kolejne 10 milionów zmarło z głodu.
W Niemczech rewolucja 1918 roku uświadomiła wielu, że cesarz bawiący wówczas w Spa w Belgii, mający do dyspozycji salonki, telefony i dobre, wręcz luksusowe wyżywienie, nie był już nietykalny, że był sprawcą nieszczęść zbyt wielu. Tam dowiedział się, że podpora jego tronu - żołnierze - przeszli na stronę rewolucji. Powrotu do Berlina już nie było. Uciekł więc do Holandii. Ta jednak przyjmuje go, ale po wielu perturbacjach i upokorzeniach.
Kupił piękny zamek w Doorn. Po śmierci cesarzowej Augusty Wiktorii ożenił się powtórnie. Odtąd wiódł życie spokojne i dostatnie. Przyjmował gości i pisał wspomnienia, aż do swej śmierci w 1941r.
Na Śląsku
Lubiany był przez jednych, a nienawidzony przez drugich. Bywał na Śląsku często. Uchodził za kobieciarza. Często się to powtarza w przekazach o jego wizytach. Pokazywany był jako myśliwy, odwiedzający zamki i pałace. Bywał u księcia Donnersmarcka w Świerklańcu, u księcia pszczyńskiego Hochberga, u hrabiego von Tiele-Wincklera w Mosznej.
Zafascynowany tym ostatnim pałacem, w 1911r. kilka razy do niego powracał. Ta wspaniała rezydencja zachowana do dziś budzi nadal zachwyt wielu, jakby żywcem wzięta z bajek Disney’a. Brakuje tylko dawnego wystroju i snujących się po komnatach hrabianek i księżniczek.
Na Jasnej Górze
Wilhelm był także w Częstochowie. Tam zabiegał o przychylność Polaków. Nie obyło się bez tarć na tle religii. Panujący Hohenzollernowie to byli przecież protestanci.
Kiedy przybył w 1915r. z wielka pompą do Częstochowy w towarzystwie księcia pszczyńskiego i innych wysoko urodzonych, ówczesny przeor ojciec Justyn Welowski nie wyszedł na spotkanie - udał chorego. Zakonnik pamiętał, że w Mostowie wojsko zamieniło zabytkowy XIII-wieczny klasztor w stajnię, profanując obraz Matki Boskiej, który okradziono z cennych wot. Zdarto sukienkę i koronę, zabrano korale. Do przetopu zabrano dzwony i ołowiane piszczałki organów. Rozżalony przeor nie chciał widzieć cesarza.
Wilhelm orientował się w szkodach poczynionych w klasztorze, przekazał na kościół zastępcy przeora pokaźną kwotę. Od tego czasu Klasztor na Jasnej Górze wyodrębniony był spod niemieckiej administracji.
Wiluś
Ślązacy nazywali go po prostu Wilusiem. Chętnie również śpiewano i śpiewa się jeszcze:
Wiluś w Holandyji
Śledziami handluje
Widzis ty pieronie
Jak ci to pasuje!
Gabriela Horzela-Szubińska |