|
Pergole z kwiatami oddzielały poszczególne scenografie. W rogach sali umieszczono garderoby. Była pani charakteryzatorka, obok stolik z napojami dla oczekujących swojej kolejki. Ja miałam wystąpić w programie p. Adrianny Godlewskiej, opowiadając o słynnej markizie Blance z Świerklańca.
Księdza profesora poznałam już wcześniej. Miał niepospolitą pamięć. Szybko skojarzył sobie moją osobę "od magnatów" jak mnie określił. Ba! Pamiętał także o Śląskim Dzwonie Nadziei. Moje opowieści o śląskich magnatach na tyle go zaintrygowały, że sam sięgnął później po materiały o nich. Rozmowy z tym wielkim filozofem nie można wymazać z pamięci. Jego precyzyjne określanie rzeczywistości, otoczenia i ludzkich charakterów zadziwiały. Uśmiechnięty, bezpośredni stawiał na nogi najbardziej
nieśmiałych. Moje niepewne uśmiechy, jąkanie i narzekanie na długie czekanie skwitował krótko: "Swoje w życiu trzeba łodsiedzieć". Śpiewna góralszczyzna i spojrzenie pełne chochlików zjednywały otoczenie. Ja szybko opowiedziałam wówczas o Dzwonie, Ojcu Karchu - kamilianinie, historii Tarnowskich Gór i Zabytkowej Kopalni. Ależ miałam słuchacza! Obiecał odwiedzić miasto gwarków i zobaczyć się z ojcem Karchem. Gdy dostałam filiżankę kawy - sam pił wodę mineralną - stwierdził "A mogłem se też
zamówić filiżankę".
Pokazałam mu zdjęcie starego kościoła św. Marcina i zamku w Starych Tarnowicach. Poprosiłam o autograf dla ojca Karcha i dla Dzwonu. Nie odmówił.
Kiedy dowiedziałam się o chorobie księdza profesora, sądziłam że to chwilowe. Nadal przygotowywałam w sekrecie jego przyjazd do Tarnowskich Gór. Chciałam zaskoczyć miasto spotkaniem z tym wielkim filozofem i człowiekiem.
Jego śmierć wydawała się nierealna. Jakby nie pasowała do jego osoby. Nie mogła go dosięgnąć. Z rodziną odwiedziłam miejsce Jego wiecznego spoczynku w Łopusznej. Zdałam sobie sprawę, iż rzeczywiście go nie ma. Jego grób przykryty tymczasowo betonową płytą na pewno wielu odwiedzi. Zapaliłam znicz i do innych dodałam kwiaty od Ślaskiego Dzwonu Nadziei z Tarnowskich Gór. Nie zapomnimy, choć z wizytą u nas już nie zdążył.
Gabriela Horzela-Szubińska |