 |
Nie wyobrażam sobie by prawdziwy lokalny patriota pożałował na
nią tych paręnaście złotych. Chciałbym napisać parę słów na temat koncepcji,
przemyśleń autora, które legły u podstaw jego „aktu twórczego”. Kanclerz jest
przekonany, że czynione przez pisarzy zabiegi nad strukturą powieści,
niebezpiecznie zbliżają ich do dadaizmu. Po eksperymentach Joyce’a, Bartha, a u
nas Schuberta („Trenta Tre”) i tarnogórzanina Donata Kirscha („Liście Croatoan”),
trudno coś nowego (jeśli chodzi o narrację) wymyślić. Andrzej Kanclerz proponuje
powrót do praźródeł powieści: do opowiadania, do snucia sagi, opowieści. Jak sam
mówi: każdy ma coś do opowiedzenia. |
|
Każda, najbanalniejsza na pozór, historia,
znajdzie swego odbiorcę. Wielu bowiem może się w niej odnaleźć, wielu może
dopowiedzieć jej początek lub koniec. Musi być jednak opowiedziana szczerze. Nie
jest istotna prawdziwość realiów, nie musi być zachowana kolejność zdarzeń.
Liczy się to, co chcemy powiedzieć. Szczerość i prawda (nie prawdziwość)
wypowiedzi dałaby tej formie tworzenia powieści olbrzymią przewagę nad popisami
literackimi, sztuczkami z językiem i żonglerką formalną. Jeśli o mnie chodzi, to
proszę mnie zapisać do grona wyznawców tej teorii powieści. Nie każdy ma tak
bogaty życiorys jak ulubiony pisarz Kanclerza – Blaise Cendrars, choć (jak na
spotkaniu zareagował Jacek Swoboda): jak by tak sięgnąć pamięcią ...
Teorię tę należy popierać także i z innego względu. W Tarnowskich Górach jest
wiele osób, które pięknie opowiadają swe historie. Swoją historię o
Zbrosławicach opowiedział Wojciech Ginko, jakże inaczej ( przy pomocy utopców)
te same tereny opisał Jan Drechsler! Historycznej prawdy w kolejnym tomie
poszukuje Henryk Sporoń. Inną historię ukazuje nam Arkadiusz Kuzio – Podrucki.
Krzysio Winiecki, by powiedzieć to, co chciał, przeniósł się do świata fantazji.
Niedawno w Muzeum, młody Tomasz Rzeczycki opowiadał o swych górskich ścieżkach.
A ileż ciekawych opowieści znaleźć można w naszym „Montesie”. Gdybyśmy
przemyślenia i zachęty Andrzeja Kanclerza potrafili rozpowszechnić i przyjąć za
swoje, miasto nasze stałoby się (jak niegdyś Bagdad) źródłem przepysznych
opowieści (niekoniecznie snutych nocą). Jak bowiem wykazałem na cząstkowym
przykładzie, w Tarnowskich Górach potrafią opowiadać i mają o czym. I wierszem i
prozą.
Jan Hahn
|