|
Taka postawa przysporzyła księdzu rozgłosu, stała się ogólnie znaną i
podziwianą, ale rozbudziła też sumienia wielu bogatych. Znalazło się wielu
ofiarodawców, którzy chcieli także pociągnięci przykładem przyczynić się do
dobra. Ofiarowywano księdzu nowe buty, ubrania i inne przedmioty, które ten,
widząc ludzi bardziej potrzebujących, rozdawał. Pisano o nim: „W parafii byli
biedni, lecz najbiedniejszym pewnie był sam proboszcz, gdyż wszystkie dochody
swoje rozdawał biednym i gotów był podzielić się z nimi ostatnim płaszczem”. Tak
więc otrzymane dary niedługo służyły ks. Teodorowi. Tłumaczył to w prawdziwie
franciszkańskim duchu ubóstwa: „Gdy proszący potrzebuje - dać jemu, a dla mnie
jeszcze coś z Opatrzności Boskiej się znajdzie”.
Wśród ofiarodawców znalazły się bogate rodziny z Tarnowskich Gór, które składały
ofiary na biednych oraz na Msze św., a i te stypendia w dużej części ksiądz
przeznaczał na potrzebujących.
Nawet miejscowi bogaci żydzi i protestanci wspierali ks. Christopha w dziele
miłosierdzia. Wśród dobroczyńców znalazł się też hrabia Hugon Henckel von
Donnersmarck, który ofiarował drzewo pod budowę nowej plebanii. Taką ofiarność
może wyjaśnić fakt, że ks. Teodor opiekował się nie tylko swoimi wiernymi, ale
wszystkimi potrzebującymi pomocy z Miasteczka lub okolic, gdy o tę pomoc
prosili.
Inną formą służby, której również poświęcił się ks. Teodor Christoph, było
przygotowywanie chłopców do nauki w gimnazjum. Sam w młodości skorzystał z tej
formy pomocy, dlatego znał sytuację młodych pochodzących z ubogich rodzin.
Szkolnictwo elementarne na Śląsku w XIX wieku nie przygotowywało młodzieży do
kontynuacji nauki w gimnazjum. Dzieci wiejskie i z biedniejszych rodzin starano
się przygotować tylko do rzemiosła. Szkoła ludowa nie otwierała możliwości
podjęcia dalszej edukacji. Nauka w gimnazjum była odpłatna, ale wydatki na naukę
można było zmniejszyć wstępując do wyższej klasy gimnazjum po zdaniu egzaminu. W
taki właśnie sposób, przygotowując do egzaminów, postanowił ks. Christoph
otworzyć wielu ubogim chłopcom drogę do nauki.
Poza miejscowymi zdolnymi chłopcami uczył również innych, którzy przyjeżdżali
doń z całego Górnego Śląska. Kilku chłopców mieszkało zawsze na probostwie,
kilku u gospodarzy, zaś z chwilą przybycia i założenia własnego domu przez
siostry służebniczki, kilku mogło także liczyć u nich na gościnę.
Przyjmując zaś uczniów nie kierował się przynależnością narodową czy wyznaniową.
Uczył również protestantów i żydów. W ten sposób ks. Christoph utorował drogę do
gimnazjum około 200-tu wychowankom.
Działalność dydaktyczna świątobliwego księdza nie polegała tylko na
przygotowywaniu chłopców do gimnazjum. Sam będąc Niemcem, szerzył kulturę polską
w swojej parafii, ponieważ większość jej mieszkańców była narodowości polskiej.
Ksiądz posiadał wiele książek polskich, które pożyczał zachęcając do czytania
dorosłych i dzieci. Rozumiejąc konieczność pielęgnacji ojczystej kultury swoich
parafian, zaangażował się w ruch na rzecz szerzenia języka polskiego. Dlatego
wyróżnił się w akcji zbierania podpisów zorganizowaną przez ks. Engla na
zlecenie bpa Koppa, domagającą się przywrócenia języka polskiego w szkole.
Ks. Teodor pomagał innym kapłanom w ich posłudze, wspomagał modlitewnie, a nawet
materialnie tych, których spotkały represje i prześladowania w okresie „Kulturkampfu”.
Ks. Robert Scholz, jezuita i kuzyn proboszcza, który podczas „Kulturkampfu”
musiał opuścić Prusy, znalazł schronienie na probostwie w Miasteczku. Popierając
wzajemną pomoc wśród robotników miasteczkowski duszpasterz założył Towarzystwo
Robotników św. Józefa, które miało na celu szukać rozwiązań dla narastających
problemów tzw. kwestii robotniczej. Sam został prezesem Związku Czeladników, do
którego to stowarzyszenia wprowadzał ducha chrześcijańskiego poprzez liczne
konferencje o następującej tematyce: o uczciwości, słowności, o popieraniu
katolików w diasporze, o Soborze Watykańskim, jak powinien postępować katolik
itp. Po śmierci księdza w „Katoliku” umieszczono informację, iż ks. Christoph
odznaczał się rzadką skromnością. Lokalia w Miasteczku należała do jednej z
najlichszych, a mimo to nie przyjął on lepszych, które mu ofiarowywano.
Natomiast „Schlesische Volkszeitung” napisał, że nikt nie mógł przypuszczać
widząc tylko skromnego i ubogo ubranego księdza, że posiadał on tak wielkie
zaufanie u ludzi w całym obwodzie przemysłowym Górnego Śląska, że był cenionym
doradcą i przyjacielem wielu wpływowych rodzin. Ze względu na swoją gorliwość
apostolską, dobroczynność bezgraniczną, świątobliwe życie kapłańskie był wysoce
ceniony przez świeckich i duchownych, przez wielkich i małych, Niemców i
Polaków, protestantów, żydów i katolików, którzy razem zebrali się nad mogiłą
kapłana. Wśród ludu górnośląskiego mówiło się o nim: „To święty!”
W dzisiejszym świecie trudno jest mówić o wartości ubóstwa w życiu człowieka.
Liczy się bowiem piękny dom, samochód, konto bankowe, pozycja społeczna,
podróże, krąg wpływowych przyjaciół itp. Człowiek ubogi często kojarzy się z
kimś niezaradnym, pechowym lub wręcz przegranym życiowo. A jednak wciąż na nowo
wraca w każdej epoce duchowość franciszkańska, duchowość, której istotą jest
ewangeliczna postawa ubóstwa.
Wyrazem żywotności takiej duchowości była i jest również postać ks. Teodora
Christopha. Najuboższy wśród ubogich stał się dla swoich parafian postacią
wiecznie żywą. Ten, „który przed stu laty zmarł - mówił o nim ks. bp Wieczorek -
nadal żyje, nie tylko u Pana niebios, ale także wśród tego ludu tej parafii, a
można rzec i ludu śląskiego. Odszedł ciałem, ale duchem i tym, co czynił, żyje
nadal wśród nas; jest między nami”.
Ks. Teodor jest postacią, która zawstydza i pociąga swoją prostotą, ekumeniczną
postawą, otwartymi rękami i sercem. Dla mieszkańców Miasteczka Śląskiego i
okolic jest nadal wzorem pokory i miłości bliźniego.
Poucza i dziś, jak w czasie, w którym przyszło mu żyć.
Jego służba drugiemu człowiekowi jednoczyła ze sobą ludzi różnych przekonań i
narodowości. Przyczynił się do przyjaznej koegzystencji dwóch narodów i dwóch
wyznań, głosząc czynami Ewangelię Chrystusa, i wydobył wartości ponadczasowe,
budując komunię wszystkich wiernych w Kościele. Jest więc wzorem postawy
ekumenicznej, a można rzec nawet więcej - także postawy misyjnej, ponieważ dawał
świadectwo Miłości również wśród żydów. Ci zaś widząc autentyczną postawę
ubóstwa, dobre czyny i owoce pracy ks. Teodora, włączali się w jego dzieło
poprzez różnego rodzaju ofiary.
Dowodem na to, że takiego wzoru ubóstwa, jaki reprezentował ks. Teodor, potrzeba
dzisiejszemu człowiekowi, jest szerzący się kult. Zmarł 10 lutego 1893r. w
opinii świętości, żywej po dziś dzień wśród ludzi i objawiającej się rosnącym
zainteresowaniem. Przy jego grobie i za jego pośrednictwem proszą o łaski oraz o
pomoc Bożą w trudnych decyzjach życiowych ludzie młodzi - zwłaszcza maturzyści,
a dorośli proszą o wstawiennictwo w pokonywaniu problemów dnia codziennego. Do
grobu ks. Teodora pielgrzymują również kapłani diecezji gliwickiej chcąc czerpać
stąd siły do służby człowiekowi. Wielu na trudne drogi swego życia zabiera
grudkę ziemi z mogiły świątobliwego kapłana jak relikwię, ufni w skuteczność
jego wstawiennictwa. Wyrazem wciąż żywej pamięci jest kontynuacja pobożności,
którą zapoczątkował ponad sto lat temu. Należą do niej kult Matki Boskiej
Bolesnej i związany z nim odpust oraz coroczne pielgrzymki na Górę św. Anny i do
Piekar Śl. Ks. Teodor stał się dla wielu dziś wzorem do naśladowania. Przemawia
za tym nadanie szkole podstawowej w Miasteczku Śl. imienia ks. Teodora
Christopha na życzenie rodziców, którzy pragną, by ten czczony kapłan był
patronem i wzorem dla ich dzieci oraz dla wychowawców.
Jego postawa jest wyzwaniem w okresie zagubienia człowieka, apatii, frustracji i
patologii społecznych.” To jest postać na dzisiejsze czasy” - powiedział o ks.
Teodorze bp Wieczorek. Był ubogi, a jednak wzbogacał i po dzień dzisiejszy
wzbogaca wielu, „jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko” (2 Kor 6,
10).
Joanna Lech-Boryczka
|