|
Podczas wielotygodniowych prac nad sporządzeniem tego
opracowania, z udziałem przedstawicieli wielu środowisk, mieliśmy okazję
przyjrzeć się dokładniej każdej dziedzinie życia miasta. Przy stawianiu diagnoz
i formułowaniu wniosków musieliśmy na bok odłożyć niepochlebne opinie i
utyskiwania wynikłe z bolączek dnia codziennego. Były one albo typowe dla
wszystkich miast w Polsce, albo dotyczyły zbyt wąskiej sfery funkcjonowania
miasta. I w jednym i w drugim przypadku nie mogły świadczyć o charakterze
Tarnowskich Gór. I chociaż po lekturze tekstów z różnych gazet Tarnowskie Góry
tracą wiele, obraz naszego miasta po dokładnej analizie nie jest tak mroczny jak
się wydaje, a wręcz przeciwnie – dominują w nim jasne, optymistyczne barwy.
Właściwie to nie ma się co dziwić głosom wytykającym błędy i zaniedbania. Proces
udoskonalania polega zawsze na odnajdywaniu i eliminowaniu cech ujemnych.
Wiadomo do czego potrafi doprowadzić nadmiar pochwał i upajanie się sukcesem.
Niemniej nadmiar krytyki prowadzi do czarnowidztwa, zniechęcenia i zaniku
aktywności. Nie najlepiej też ( delikatnie mówiąc) wpływa na promocję i
turystykę. Na spotkaniach w Rybnej podkreślono wyraźnie jeden fakt: „podmioty
zewnętrzne lepiej postrzegają miasto niż podmioty wewnętrzne”. Będąc miłośnikiem
swego miasta rodzinnego poczuwam się do obowiązku napisania o nim czegoś
ciepłego, od serca, na co ze wszech miar zasługuje i czego ma prawo stale żądać.
Samo otoczenie Tarnowskich Gór nie ma sobie podobnych. Skupiając wzrok na
kierownicy nie dostrzegamy przy wjeździe od wschodu urokliwego rozlewiska
Ostrożnicy, świerklanieckiego parku, nakielskiego dolomitowego wzniesienia wraz
z malowniczym pałacem. Od południa miasto odgradzają od czarnego, przemysłowego
krajobrazu niezwykle zróżnicowane atrakcje przyrodnicze: obok rezerwatu buków
mamy położone w dole wyrobiska podolomitowe: Blachówka i „Czerwony Kanion”. Od
zachodu doliną Dramy docieramy do miasta wzdłuż imponującej zieleni parku
repciańskiego. Od rogatek na północy nie prowadzą żadne drogi. Na wiele
dziesiątek kilometrów rozciąga się wielki masyw leśny, a na terenie Pniowca
(dzielnicy 60. tysięcznego miasta!) zetknąć można się z wydrą, czaplą siwą, jak
także (na szczęście nie za często – z wilkiem).
W tej pięknej oprawie tkwi zabytkowe centrum miasta. Jak twierdzą fachowcy –
jedyne na Górnym Śląsku zachowane w całości. Szesnastowieczne kamieniczki
świadczą o początkach miasta i jego pierwszym „złotym wieku”, rozległy Rynek i
największy w regionie Ratusz symbolizują drugi okres świetności. Zachowane
zabytki nie stanowią o wyjątkowości naszego miasta. Inne posiadają starsze i
okazalsze. Wyjątkowym jest to, jak te zabytki wykorzystano. Jak je ożywiono. W
starych kopalnianych wyrobiskach brzmi gwar szkolnych wycieczek, na poddaszach
kamieniczek ulokowano galerie, w najokazalszych budynkach znalazło swe lokum
Muzeum i ekskluzywna i sławna ( do niedawna) restauracja oraz stowarzyszenie,
które tym poczynaniom patronowało. Pewnego razu, wraz z gościem z Krakowa,
wędrowałem przez centrum Tarnowskich Gór. W jednym lokalu trwał koncert jazzowy
z udziałem uznanej sławy, w drugim ciekawa wystawa obrazów. W galerii „Pod-Nad”
odbywał się pokaz filmu i prelekcja o nim, pod renesansowym stropem muzeum miało
miejsce spotkanie z wybitnym tarnogórzaninem. Zaznaczam, że nie było to podczas
„Gwarków” i nie była eskapada ta zaplanowana. Po prostu szukaliśmy wspólnego
znajomego. Przyjaciel z Krakowa – uznany twórca i człowiek bywały w świecie –
był zszokowany. Nie będę tu przytaczał jego opinii, by nie być posądzonym o
skłonności do eufemizmu.
I tu dochodzimy do istoty fenomenu socjourbanistycznego jakim są Tarnowskie
Góry. Największym skarbem naszego miasta są jego mieszkańcy. I ci -znani z
nazwiska, honorowani i znani powszechnie, i ci – poświęcając swój czas wolny,
wyrzekając się rozrywek i przyjemności - pieczołowicie drążący zasypane sztolnie
i penetrujący podziemia, działający w organizacjach społecznych i kulturalnych.
Piszę te słowa w dzień po tym, jak kolejne osoby zostały obdzielone tytułem
„Honorowego Obywatela Tarnowskich Gór”. I ksiądz profesor Remigiusz Sobański –
największy autorytet w Polsce w dziedzinie prawa kanonicznego, i ksiądz Stefan
Wylężek – od 15 lat mieszkający w Rzymie, prezes fundacji, dyrektor instytutu i
naczelny redaktor czasopisma krzewiących kulturę chrześcijańską – obaj w swych
przemowach zwracali uwagę na twórczy wpływ otoczenia, z jakim mieli do czynienia
w Tarnowskich Górach. Zaliczali do niego nie tylko wspaniałych nauczycieli ze
„Staszica”, rodziców i kolegów, lecz także szerokie kręgi mieszkańców miasta, z
którymi mogli pożytecznie i ciekawie spędzać czas. Ksiądz Wylężek – kapelan Jego
Świątobliwości, organizując w Rzymie wystawę prac Wernera Lubosa (w ramach
promocji polskiej sztuki sakralnej) starał się przekonać niezorientowanych, że
dzieła profesora Lubosa eksponuje nie z kumoterstwa ( też z Tarnowskich Gór)
lecz ze względu na wysoki ich poziom. Gdyby sporządzono wykaz wybitnych postaci
pochodzących z poszczególnych miast, opracowano współczynnik uwzględniający ich
wielkość, okazałoby się, uważam, że Tarnowskie Góry znalazłyby się na czołowych
miejscach tej listy. Miasto gwarków jest taką dzieżą, w której znajduje się
doskonała zaprawa na wyborne ciasto, pełna rodzynków i wspaniałych bakalii. Na
podorędziu znaleźć można doskonałe drożdże. Od władz miasta, choć właściwie od
nas samych, naszej aktywności zależy, czy ciasto to pięknie wyrośnie. Na Święta,
z Nowym Rokiem życzę każdemu mieszkańcowi grodu gwarków, by mógł wziąć udział w
czekającym nas (mam nadzieję) wspaniałym wypieku.
Jan Hahn
|