|
Wspomniana „literatura ustna nie jest jednolitym zespołem.
Wśród utworów wchodzących w jej skład wyróżnia się zazwyczaj cztery podstawowe
gatunki, to jest: podania, bajki anegdoty oraz opowieści wspomnieniowe”.
Wśród bogactwa dokumentacji wspomnianej kultury duchowej mieszkańców Tarnowskich
Gór i okolicy znajduje się wiele przykładów zapisów literatury mówionej, której
początków doszukać możemy się już w latach późnego średniowiecza.
Przed laty na łamach tarnogórskiego „Gwarka” obserwowałem toczące się potyczki
na temat początków Gór Tarnowskich, prowadzonych pomiędzy autorem a recenzentem
opublikowanego wtedy albumu fotograficznego. Sprawa dotyczyła bardzo „płynnej”
granicy istniejącej pomiędzy światem ludowego przekazu a prawdą historyczną.
Pośrednio, nie zamierzenie, zamieszany byłem w spór, jako autor opublikowanego
wcześniej jednego z istotnych dla Tarnowskich Gór, źródeł historycznych.
Wiedział o nim recenzent, nie dotarła zaś do niego autorka słowa wstępnego
wspomnianego albumowego wydawnictwa.
|
Zbójnicki zamek
Przy prastarym szlaku łączącym Bytom z Siewierzem, dwa
ośrodki istniejącego w średniowieczu księstwa bytomskiego, pośród gęstych
lasów i przepastnych bagien, niedostępny także dla ludzkiego oka, znajdował
się dużych rozmiarów murowany zamek. Zbudowany został przez miejscowych
zbójników, którzy nie tylko łupili kupców na pobliskim szlaku, lecz czynili
wiele złego w trakcie swych wypraw na odległe tereny Górnego Śląska i
Małopolski. Liczne wyprawy rycerstwa jak i zastępy szpiegów i wywiadowców
nie potrafiły odnaleźć zbójeckiego zamczyska. Ludność okoliczna milczała, bo
spośród niej rekrutowali się świerklanieccy rabusie, a znaczna część łupów
wspomagała miejscową biedotę.
Powszechnie wiadomo, ze zbójnicy to ludek skory do uciech i wydawania
„ciężko zarobionego” grosza. Wyprawiali się oni tedy do okolicznych karczem,
by tam przy dźwiękach skocznej muzyki, suto zastawionych stołach i w
towarzystwie najpiękniejszych dziewcząt mile spędzać chwile wolne od
„pracy”. Zdarzyło się jednego dnia, kiedy to przebywali w karczmie w
Lasowicach, wsi położonej o mile od Świerklańca, że „wpadła w oko” hersztowi
zbójców najładniejsza z dziewcząt.
Opryszkowie zauroczeni dziewczyną a i rozzuchwaleni nadmiarem wypitych
trunków, uprowadzili ją do swego siedliska. Porwanej dziewczynie czyn
zbójców nie przypadł jednak do serca. Te bowiem oddała już wcześniej komu
innemu. W czasie pierwszej nadarzającej się okazji, kiedy to zbójców nie
było w zamku, wymknęła się strażom i uciekła z niewoli. Mając kieszenie
wypełnione fasolą znaczyła nią drogę ucieczki. Tym samym szlakiem, lecz w
odwrotnym kierunku nadciągnęło wojsko, które zdobyło siedzibę zbójników. Jak
głosi legenda, na pamiątkę tego, że wojsko odnalazło zamek, nazwano go „Znajdkiem”.
|
W 1842 roku Józef Lompa, nauczyciel w nieodległej od
Tarnowskich Gór Lubszy w swych niepublikowanych dotychczas zapiskach, zwanych
„Rozmaitościami Śląskimi”, przechowywanymi obecnie w Muzeum Etnograficznym w
Krakowie, zanotował następującą wersję wydarzeń sprzed kilku wieków:
„Szachty kruścy śrybrnych przy Górach Tarnowskich przypadkiem odkryte były, gdy
bowiem byk kawał, czyli bryłę kruścu wytoczył, który wędrowni saksońscy górnicy
znaleźli, z trafunku tego bacznymi będąc, dalsze śledztwa czynili. Tak to
Tarnowskie Góry ryciu byka mają powstanie swoje do podziękowania”.
Ten krótki akapit odnosi się do dwóch ważnych wydarzeń. Pierwszym z nich to
próba wyjaśnienia początków kruszcowego górnictwa w tym rejonie Górnego Śląska.
Drugie, pośrednie, to wyjaśnienie genezy powstania miasta Tarnowskie Góry.
Ponad ćwierć tysiąca lat wcześniej, w roku 1612, spod pras krakowskiej oficyny
wydawniczej Szymona Kempiniego wyszła niezwykle cenna dla poznania fragmentu
bogactwa przeszłości górnośląskiego przemysłu końca średniowiecza i początków
czasów nowożytnych książka: „Officina ferraria abo huta y warstat z kuźniami
szlachetnego dzieła żelaznego”. Jej autorem był mistrz Walenty zwany
Roździeńskim. On to w rozdziale o archaicznie brzmiącym tytule: „O zaginieniu
kruszca Bytomskiego a o nastaniu Gorskiego” przytoczył inną wersję genezy
tarnogórskiego górnictwa, którego konsekwencją stało się w nieodległej
przyszłości powstanie górniczej osady a następnie miasta Tarnowskie Góry:
„ ... Jest w circumferencyey państwa bytomskiego Obfitość wielka rudy i kruszca
śrebrnego Jest i kamień pyrites, co tam czynią z niego Hałun, siarkę i farbę,
koperwas do tego. Tym kruszcem przedtym Bytom, poki był nie zginął Srebrnym był
zwan Bytomiem i tak wszędy słynął, (...) po tym skoro ustał Śrebrny kruszec w
Bytomiu, na gorach wnet nastał Iny zasię od kruszca w mili zalanego, Naleziony
przez chłopa – Rybkę niejakiego Przed tym prawie Bleszynem – bydła straconego
szukając – przerzeczony Rybka dnia jednego Natrafił pod wykrotą kruszec, który
było Korznie z sobą na wierzch ziemie wytargnęło”.
Dwa teksty, Lompy i Roździeńskiego, dwie różne okoliczności znalezienia
legendarnej bryły „srebra”, sprawcy późniejszego powstania Gór Tarnowskich.
Która z nich bliższa prawdzie? Dodać należy, że oprócz wspomnianych autorów
podaniami o odnalezienia kruszcu zajmowali się i inni: Burmann, Grabowska,
Piernikarczyk a z wcześniejszych Jan Greupner, osiemnastowieczny notariusz z
Pszczyny.
W końcu lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku opublikowany został tekst
nieznanego wcześniej „Spisu wolnych chłopów ziemi bytomskiej”. Datowany on jest
na rok 1498. Pośród wielu wymienionych w tym dokumencie miejscowości, znalazły
się także Tarnowice, zwane dziś Starymi. Z zapisu wynika, że w ówczesnej wiosce
mieszkało 16 wolnych chłopów, a to:
Jan Rakuz, Stanek Swinak, Grzegorz Gendin, Jakub Larasska, Stanek Swirkoss,
Michal Lopych, Mikolay Ziebro, Matiey Sowka ssoltis, Jakub Gnida zachradnik, Jan
Slouik, Woytek Wiechcz ssoltis, Gurek Rygkotka, Bartek Rygkotka, Matiey Swoka
zahradnik, Mati Piczura oraz JAN RYPKA.
Rybka, dotychczas mityczna w mówionej literaturze postać, odnaleziony został w
zapisach dokumentu jako Jan Rypka, wolny chłop z Tarnowic. Zmaterializował się.
Odnalezienie bogatych złóż kruszców srebronośnych w rejonie dzisiejszych
Tarnowskich Gór spowodowało napływ licznych rzesz górników – jak chcą podania aż
z dalekiej Saksonii oraz innych krain ówczesnej Europy. Powstało swoiste
górnośląskie Klondike końca średniowiecza i początków czasów nowożytnych. Wraz z
migrującymi na nasz teren rzeszami gwarków napłynęły równocześnie nowe
zachowania, zwyczaje w tym górnicze podania między innymi o mitycznych
postaciach podziemnego świata. Wzbogaciły one górnośląską demonologię górniczą,
której przykłady znane są nam już z wcześniejszych przekazów, między innymi z
terenu Bytomia a dotyczących wydarzeń jakie ówcześnie miały miejsce w tym
górniczym mieście (Szarlen).
Przełom średniowiecza i czasów nowożytnych zaowocował pojawieniem się obok
dotychczas rolniczej w swej masie ludności tego regionu (z wyjątkiem Bytomia)
nowej odmiennej grupy zawodowej, związanej z dobywaniem rud kruszconośnych oraz
jej przerobem. Spowodowało to, że obok Bytomia wyrosło nowe miasto Tarnowskie
Góry a później kolejne Żyglińskie Góry, oficjalnie zwane Georgenbergiem lub
bardziej swojsko - Miasteczkiem. Wszystkie te miasta cechowało jedno. Wyrosły na
bogactwie skrytym w głębinach tej górnośląskiej ziemi, tak szczodrze obdarowanej
przez naturę. Bogactwo podziemnych skarbów zawodowo, nie pochłonęło jednak
wszystkich. Do drugiej połowy wieku dziewiętnastego, do czasów przemysłowej
rewolucji na Górnym Śląsku, na naszym obszarze dominowało jednak rolnictwo.
Rodzący się na Górnym Śląsku nowy przemysł, oparty na nowych odkrytych pokładach
węgla powodował kolejne migracje ludzkie na obszary gdzie w dalszym ciągu żyli
sobie odwiecznym rytmem Górnoślązacy.
W ukazującej się w drugiej połowie XIX wieku poznańskiej
„Warcie” w 1875 roku opublikowane zostały artykuły o Naszej Ziemi: „Obrazki ze
świata górniczego” oraz w cyklu o wspólnym tytule: „Legendy i podania
górnośląskie”. Sprawcą ich był bliżej nieznany, ukrywający się pod pseudonimem
„Skromny” – autor. Wiemy, że był Wielkopolaninem, pracował początkowo w
Nadrenii, w tamtejszym górnictwie węglowym a następnie przebywał na Górnym
Śląsku w rejonie Bytomia i Tarnowskich Gór, gdzie kształcił się w dalszym ciągu
w zawodzie górniczym. W trakcie pobytu poczynił wiele spostrzeżeń. Między innymi
tak Wielkopolanom przedstawił obraz Górnoślązaków:
„.. Lud ślązki niczym nie różni się od ludu wielkopolskiego, chyba tym jedynie,
że może więcej zachował szczerości. A nie jest łatwą to rzeczą, zjednać sobie
zaufanie tego ludu. Lud górnoślązki, sam sobie oddany, opuszczony od klasy
wyższej, wykształconej, wzgardzony przez nię, niedowierza nikomu, co mu się być
zdaje członkiem należącym do sfer wyższych. A jeżeli kto się do tego ludu chce
zbliżyć, niech się nie zraża chwilowym niepowodzeniem. Poznałem bliżej górników,
a s tego wyprowadzam wniosek o reszcie ludności wiejskiej. Zbliżasz się do
górników; mierzą cię od stóp do głowy, unikają ciebie. S początku jeden, drugi
się zbliży, spyta, skąd przybywasz, rzuci ci jinne jakie pytanie, potym
ucichnie, odejdzie i zda raport drugim. Tak pojedyńczymi pytaniami wymacają cię
na wsze strony, a kiedy ciebie jeden poznał, poznali cię wszyscy; jeden polubił,
to wszyscy cię na ręku nosić będą. Wtedy niknie oziębłość, ginie tajemniczość,
jaką do pewnego czasu względem ciebie zachowywali, i masz wstęp otwarty do ich
serc poczciwych i siać możesz na tę nieuprawną jeszcze ale żyzną rolę, złote
ziarno, które obfity plon przynieść musi. Lecz nie każdy może się tu przydać.
Trzeba człowieka oględnego i ostrożnego, a szczerego i otwartego zarazem, trzeba
dalej mieć zasady religijne, bo tylko człowiek religijny, człowiek pobożny, może
zyskać sobie zupełne zaufanie ludu. ..”
Czy taki i dziś jest obraz Górnoślązaka?
Nie to jednak jest głównym powodem odwołania się do naszego „Anonima” z
wielkopolskiej „Warty”. Bardziej interesującym wydaje się jednak opis zbiorowego
przekazu – „bajania”, niemal na klasyczny wzór znanych nam z literatury postaci.
Oddajmy więc ponownie głos „Skromnemu”:
„Pomiędzy ludnością wiejską Śląska Górnego zachował się jeszcze stary zwyczaj
„prządek”. W porze zimowej o zmroku wieczornym zbierają się po chatach
wieśniaczych młode dziewczęta i pachołki. Dziewczęta przędą len, chłopcy zaś,
pomagają niby to „strząsać paździerze”, sprzeciwiają się młodym prząśniczkom, to
urywając im jedwabistą niteczkę, to żartobliwym słówkiem wywołując rumieniec i
dąsy wesołe na kraśne twarze rówieśniczek młodości. Lecz niedługo kończy się ta
niewinna pustota; po wesołym gwarze następuje grobowe milczenie, a oczy
wszystkich zwracają się na punkt jeden, na drzwi. Zbliża się godzina, w której
zacznie się rozmowa o strachach i upiorach. Nie widać jeszcze bajarza starego,
którego wszyscy z niecierpliwością wyglądają. Nareszcie zgrzytnęła klamka,
skrzypnęły zawiasy i wchodzi do izby staruszek siwy jak gołąb. Prząśniczki
rzuciły wrzeciona, chłopcy porwali się z ławek, wszyscy spieszą do starca i
proszą go, by im opowiedział jakąś gadkę ciekawą. Starzec niby to się wzbrania,
lecz uległ już pieszczotom i prośbom młodego pokolenia. Już go posadzili, już
otoczyli wiankiem dokoła, więc zaczyna opowiadanie swoje, a czerpiąc je z lat
szczęścia i młodości, sam się młodzieńczym ogniem zapala. Tam to nasłuchać się
można przeróżnych bajek i legend prześlicznych, tam mają jeszcze przytułek,
wygnane zewsząd, strzygi i upiory, tam usłyszeć można jeszcze nutę piosenki
ludowej. A wieczorynki takie trwają całą zimę; dziś w tej chacie się odprawiają,
jutro w innej, a młodzież zbiera się tam gromadnie, by nie uronić i jednego
słowa ukochanego bajarza. Kiedy zbliża się wiosna i roboty w polu nastają,
kończy się czas prządek, a na zakończenie wyprawia sobie młodzież tak zwane „siudowajki”,
wesołe z tańcami połączone zabawy.”
„Zapierająca dech w piersiach” narracja przypomina w swej konstrukcji jak żywo
Jankielowy koncert w mickiewiczowskim „Panu Tadeuszu”.
Imprezy podobne „siudowajkom” miały miejsce tak w osadach miejskich jak i na
górnośląskiej wsi podczas darcia pierza, w tak zwane „wyszkubki”. Różna była
tylko sceneria. Także odmiennie od wiejskiego, w środowisku miejskim, w
górniczych czy hutniczych rodzinach, przy „szolce zbiyranego tyju, abo tysz
blank fajnie ocukrowanych kakauszali, pomiyszanych z mlykiym” starzyk opowiadał
podania zasłyszane w swoim zawodowym kręgu. Były to najczęściej opowiadania o
Skarbniku, o świętej Barbarze lub innych świętych patronach, a także i lokalne
przekazy bądź to o parahistorycznej lub też fantastycznej fabule.
W przypadku Tarnowskich Gór i ich okolicy, zainteresowanie literaturą mówioną
datuje się już na wiek dziewiętnasty. Po wspomnianym Lompie, początkowo były to
umieszczone przez różnych autorów wybrane podania w opracowaniach zbiorowych czy
antologiach. Klasycznym przykładem jest w tym przypadku opowiadanie Wrubla o
Skarbniku, który jako malutka myszka pomagał w pracy górnikowi a następnie
dzielił się z nim wypłatą. Tekst tego pouczającego podania wykorzystali
następnie kolejni autorzy: J. Fulbier w dodatku do swej pracy: Heimattkunde des
kreises Tarnowitz. Tarnowitz [1898], Paweł i Hildegarda Knötel: Oberschlesische
Sagen, s. 35 i nast., czy Richard Kuhnau: Schlesische Sagen, II, s. 431 – 435 i
wielu innych. Motyw ten w różnych zmutowanych postaciach funkcjonuje w różnych
środowiskach górniczych do dnia dzisiejszego.
Wiele ciekawego materiału przekazał Karl Ernst Schellenhammer w swoim „Oberschlesischer
Sagenspiegel”, wydawnictwie które w okresie przedwojennym jak i w czasie drugiej
wojny światowej doczekało się kilku wydań. Odrzucając założenia ideologiczne
autora, które częściowo w pracy mu przyświecały, otrzymaliśmy piękny zbiór
górnośląskich legend i podań. Wśród 236 zapisów, wiele z tych przekazów legend i
podań związanych jest z szeroko pojętą Tarnogórską Ziemią.
Przypatrując się wszystkiemu co napisano, śmiało możemy mówić o bogactwie
duchowym Tarnogórzan. Występują tutaj niemal wszystkie typy podań, te wiejskie i
miejskie, charakterystyczne dla włościan jak i dla ludności związanej z pracą w
mrokach podziemi. Przed laty, na łamach tarnogórskiego ”Gwarka”, prowadziłem
cykl zwany tak po prostu: „Gwarkowe legendy”. Największym zainteresowaniem
cieszyły się te, związana z przeszłością poszczególnych miejscowości lecz nie
tylko. Swoistym ciepłem darzone były te demoniczne, szczególnie o utopcach i
innych nieziemskich zjawiskach.
Bernard Szczech
|