|
Układ ten być może został nieco zakłócony w czasie pewnej biesiady, suto
zakrapianej trunkami, jaka miała miejsce około roku 1179. Książę Kazimierz
Sprawiedliwy, będący już po kilku kielichach wina, podarował kasztelanię
bytomską i oświęcimską – ziemie ściśle związane z dzielnicą krakowską – swojemu
chrześniakowi, Mieszkowi Plątonogiemu, protoplascie śląskich Piastów. Co takiego
dokładnie otrzymał Mieszko, kroniki nie podają, ale w ramach darowizny znalazła
się między innymi siewierszczyzna (z Siewierzem i Czeladzią), która na niemal
trzy wieki znalazła się w rękach śląskich. Ciekawe w związku z tym jest to, że w
ten sposób rozumując Czeladź jest właściwie miastem śląskim.
Koniec XIII i pierwsze dekady XIV stulecia to stopniowe odchodzenie księstw
śląskich od Polski. Poszczególni udzielni władcy piastowscy stopniowo składali
hołd lenny królowi czeskiemu. Kazimierz Wielki nie miał specjalnie wyjścia, i
mimo prób, nawet zbrojnych, musiał ostatecznie zrzec się swojej władzy z ziem na
zachód od Czarnej Przemszy. Dosłownie sto metrów od będzińskiej warowni, która
powstała w formie znanego nam dziś murowanego zamku właśnie do obrony nowej
granicy Królestwa Polskiego, przebiegała granica polsko-czeska. Większa część
dzisiejszego powiatu będzińskiego należała wówczas do Czech, w tym także tereny
dzisiejszych dzielnic Będzina – Grodźca, Gzichowa, Łagiszy, Syberki, Małobądza...
Kiedy w wigilię Bożego Narodzenia roku Pańskiego 1443 biskup krakowski Zbigniew
Oleśnicki odkupił z rąk księcia cieszyńskiego Wacława Księstwo Siewierskie,
granica nieco się przesunęła, na Brynicę, gdzie pozostała aż do pierwszej wojny
światowej. Śląsk kilkakrotnie w tym czasie zmieniał swą przynależność państwową,
ale zawsze zaczynał się tuż za Czarną Przemszą (na wysokości Mysłowic) i
wpadającą doń Brynicą. Warto może nadmienić, że bracia Wacława nie pogodzili się
z tą decyzją i wszczęli kilkuletnią wojnę, którą jednak przegrali.
Warto przy tym zauważyć, czego to była granica. Bo tak naprawdę granica państwa
polskiego właściwie się nie przesunęła. Otóż Zbigniew Oleśnicki kupił
siewierszczyznę nie dla Korony Polskiej (jak wówczas nazywało się Polskę), a
tylko dla biskupstwa krakowskiego. Od niego począwszy każdy kolejny – aż do
Sejmu Czteroletniego – kiedy to dopiero zlikwidowano odrębność Księstwa
Siewierskiego – biskup krakowski nosił jednocześnie tytuł księcia siewierskiego.
Księcia dosyć udzielnego! Bo trzeba wiedzieć, że owo Księstwo (pisane właśnie
dużą literą) było wręcz odrębnym państwem! Osobna administracja, osobne nadania
szlacheckie, osobne sądownictwo („kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj”),
słowem – niemal wszystko oprócz polityki zagranicznej – to wszystko są atrybuty
samodzielnego państwa. Gdyby przetrwało ono do dzisiaj, mielibyśmy państwo
prawdziwie kościelne, bardzo podobne do innych europejskich tworów –
pozostałości po średniowieczu, jak choćby Andora (zlepek pięciu górskich
parafii), Lichtenstein, Monaco... Jest taka ciekawa mapa XVII-wiecznej
Rzeczypospolitej. Warto jej się przyjrzeć uważnie, bo to jedyny w naszych
dziejach przypadek, kiedy część województwa nie należy do państwa. Granica
Korony Królestwa Polskiego przebiega wzdłuż Czarnej Przemszy, ale Księstwo
Siewierskie jest oznaczone tym samym kolorem co całe województwo krakowskie,
którego w jakiejś mierze było częścią. Osobliwa to rzecz.
Granica przebiegała zasadniczo wzdłuż Brynicy, ale był jeden ważny wyjątek,
wynikający z niedoskonałości dokumentu kupna Księstwa Siewierskiego. Otóż po
„śląskiej” stronie Brynicy znajdowały się grunta czeladzkich mieszczan, co
powodowało kilkusetletnie spory i procesy. Dziś możemy się z tego tylko cieszyć,
bo pozostały po nich świetne mapy, jakich Będzin czy Siewierz mogą tylko
pozazdrościć.
Granica – jak to granica – nigdy spokojną nie była. Bodajże najbardziej
ucierpiała na tym Czeladź, kilkakrotnie palona podczas przemarszów różnych
wojsk. Pogranicze zawsze niesie ze sobą korzyści i ograniczenia. Korzyści to
oczywiście handel oraz – bardzo z nim związany – przemyt. Być może także właśnie
pograniczne położenie Będzina skłoniło Żydów do osiedlenia się właśnie w tym
mieście. Z czasem gmina żydowska rozrosła się i urosła na znaczeniu, zawsze
pozostając w ścisłym związku z handlem zarówno detalicznym jak i hurtowym.
O trwałości naszej granicy dobitnie świadczyć może fakt, że nie ruszyły jej
nawet zabory. Mimo bezpośredniej bliskości z pruskim Śląskiem, na tym odcinku
granice upadającej Rzeczypospolitej nie zmieniły się (jeśli nie liczyć włączenia
do Korony w roku 1790 wspomnianego wcześniej Księstwa Siewierskiego, ale to było
rozszerzenia państwa, a nie jego uszczuplenie). Zasadnicze zmiany przyniósł
dopiero rok 1795, kiedy teren dzisiejszego Zagłębia znalazł się pod panowaniem
pruskim. Wtedy właśnie utworzono Nowy Śląsk, administracyjnie połączony ze
Śląskiem – co miało miejsce po raz pierwszy w dziejach. Zresztą układ ten nie
przetrwał długo. Kiedy powstało Księstwo Warszawskie, większość jego granic była
absolutnie nowa i niejednokrotnie wręcz przypadkowa – z wyjątkiem granicy ze
Śląskiem, a więc także Czarnej Przemszy i Brynicy. Nowe to państwo powstałe pod
auspicjami Napoleona także zresztą nie ostało się. Nowe Królestwo Polskie znowu
ma nowe granice oprócz – oczywiście Czarnej Przemszy i Brynicy. Czy to jeszcze
dziwi? A przecież miało tak zostać aż do I wojny światowej.
Będzin, a wraz z nim cała okolica, nadal miał charakter pograniczny. Był
najdalej na południowy zachód wysuniętym skrawkiem potężnej Rosji Carskiej.
Nadal kwitł handel, przemyt, tutaj nawet rozgrywała się prusko-rosyjska wojna
celna. Pod koniec XIX wieku ściągnięto do Będzina – od roku 1867 miasta
powiatowego – dońskich Kozaków, których posterunki rozciągnięte były wzdłuż
Czarnej Przemszy i Brynicy.
Wielka wojna trwała stosunkowo krótko – cztery lata – ale pod względem
administracyjnym na terenie Zagłębia przyniosła pewne novum. Nastąpił podział
pomiędzy dwu okupantów – Niemcy i Austrię. Znowu – po raz drugi w historii –
Zagłębie połączono ze Śląskiem...
Odrodzone państwo polskie, II Rzeczpospolita, znowu otrzymała – właściwie
wywalczyła – zupełnie nowe granice. Czy aby wszędzie nowe? Ze Śląskiem był znany
z historii problem, musiało dojść do trzech powstań i referendum. Część Górnego
Śląska przypadła – po blisko 600 latach – nowej Polsce. Po raz pierwszy od
wieków na Przemszy i Brynicy przestała istnieć granica państwowa. Odtąd była to
już tylko granica województwa, ale jakiego województwa! Śląsk miał wówczas
autonomię, odrębny sejm nawet. Mimo odległości mierzonej w rzutach kamieniami,
to nadal były dwie odrębne krainy.
Kolejna okupacja po raz trzeci połączyła ziemie po obu stronach Brynicy. Tereny
Zagłębia włączono bezpośrednio do III Rzeszy, choć Generalna Gubernia zaczynała
się niedaleko, za miedzą wręcz, ze stolicą w Krakowie.
Po wojnie do Polski przyłączono niemal cały Śląsk. Na terenie Górnego Śląska
utworzono nowe województwo, obejmujące także część zachodniej Małopolski. Była
to absolutna nowość w naszych dziejach. Takie połączenie dopiero po raz pierwszy
dokonało się pod panowaniem władz polskich, choć dla wielu to także była
okupacja... Początkowo próbowano jeszcze trzymać pozory dzięki nazwie –
województwo śląsko-dąbrowskie. Dzisiaj nazwa ta przetrwała jeszcze w nazwie
regionalnych struktur związkowych. Do 1975 roku Brynica i Czarna Przemsza były
jeszcze granicami powiatowymi, później i to zanikło.
Dzisiejszy podział administracyjny niewiele ma wspólnego z tradycją. Województwo
Śląskie niemal w połowie składa się z ziem nigdy śląskimi nie będącymi (a z
drugiej strony bez śląskiej przecież Opolszczyzny). Granice nowego powiatu
będzińskiego także są nowe, część zagłębiowskich gmin znalazła się w śląskich
powiatach. Super ewenementem jest w ogóle casus Sławkowa Może więc wracamy do
naszych korzeni, kiedy rzeki nie dzieliły ludzi, a je łączyły? Dzisiaj nie da
się już właściwie oddzielić Śląska od Zagłębia. Ostatnie 60 lat więcej ważą niż
poprzednie 1000. Warto jednak może pamiętać o historycznych i kulturowych
zaszłościach, które długo jeszcze będą się odzywać wśród mieszkańców po obu
stronach tej niezwykłej, najbardziej trwałej w dziejach państwa polskiego,
granicy.
Jarosław Krajniewski
Autor jest historykiem,
pracownikiem Muzeum Zagłębia w Będzinie
|