|
Pałac myśliwski w Zielonej
W 1833 roku, pan na Świerklańcu, Karol Łazarz hr. Henckel von Donnersmarck,
nabył dobra lubszeckie. Do nich to, prócz rozległego areału użytków rolnych,
należało parę tysięcy hektarów lasów. Sięgały one w Kuczowie i Kaletach Małej
Panwi, od zachodu zaś graniczyły z lasami koszęcińskimi.
|
|
Wcześniej, bo w 1802r. ojciec Łazarza - Erdmann Gustaw -
zakupił majątek Woźniki. W 1840r. odsprzedano go Bernardowi Rosenthalowi. Ten,
po 16 latach zbył go porucznikowi von Zastrow. Trzy lata później włości ponownie
trafiły w ręce Donnersmarcków. Należało do nich około 2560 ha lasów wokół
Zielonej.
|
|
Od początków XIX wieku nadleśnictwo dla lubszeckich lasów znajdowało się w
Kaletach. Inspektor Neumann zarządzał też tamtejszym dworem. Był tam jeszcze w
1841r. Później biura nadleśnictwa przeniesiono do Lubszy. Z chwilą powtórnego
zakupu dóbr woźnickich (1859), postanowiono przenieść siedzibę nadleśnictwa w
znacznie bliższe Świerklańcowi miejsce - do Zielonej.
Twórca fortuny Donnersmarcków, hrabia Guido, miał szersze wizje. Prócz budynku
nadleśnictwa postanowił wznieść tam również pałac myśliwski z otoczeniem
parkowym. Miał przecież w pobliżu także lasy z nadleśnictwa Żyglinek.
Zrealizowano to w latach 1860 - 61.
Triest w „Topographisches Handbuch von Oberschlesien”, wydanym w 1864r.,
potwierdza istnienie pałacu.
W tym czasie hrabia gorączkowo budował też drogi, na których pobierano myto.
Tłuczniówkę ze Świerklańca - Ostrożnicy do Miotka ukończono w sierpniu 1862r.
Także droga z Woźnik przez Sośnicę do Miotka była na ukończeniu. Przy okazji
wytyczono na nowo stary trakt łączący ongiś kuźnicę w Zielonej z takową w Miotku
i Kuczowie.
Teraz droga była prosta i zaczynała się pod gankiem pałacu. Obecny objazd do
stawu powstał na początku XX wieku.
Z reguły w pałacu mieszkała wdowa po jakimś urzędniku, która zapewniała
wyżywienie i obsługę gości. W sezonie łowieckim byli to pojedynczy lub małe
grupki myśliwych, za to w okresie polowań zbiorowych bywało tu gwarno. Stąd
rozpoczynano i kończono pobliskie łowy, a nawet przy dalszych, tutaj właśnie
układano upolowaną zwierzynę w pokot. Co dwa - trzy lata pan na Świerklańcu
robił przegląd trofeów zdobytych w ogrodzonych zwierzyńcach Truszczyce i
Zielona. Przeglądał też zbierane skrzętnie zrzuty jelenich wieńców, co służyło
do porównań skuteczności, czy też nieskuteczności prowadzonych zabiegów
hodowlanych.
Podczas II wojny światowej, kiedy to Niemcom już niezbyt darzyło się na froncie
wschodnim, zakwaterowano w pałacu ukraińską jednostkę SS wraz z jej dowództwem.
Przedtem jednak wywieziono co cenniejsze meble i przedmioty. Wtenczas to pałac
właściwie przestał być pałacem. Żołnierze pełnili straż przed magazynami
amunicji, które rozlokowano w lesie wzdłuż szosy Sośnica - Kalety. Dozorowali
też ludzi, których zmuszano do kopania rowów przeciwczołgowych i umocnień
kolejnego „Ostwallu”. Jak wiemy, na nic się to zdało.
Po wojnie zorganizowano tu bazę Ośrodka Transportu Leśnego. Na parterze
urządzono warsztaty ślusarskie i stolarnię. Zabudowano tokarki i inne ciężkie
maszyny. Podłogi nasycono zużytym olejem i środkami grzybobójczymi. Na piętrze
były biura i noclegownia. Bazę zlikwidowano z końcem 1991 roku. Odtąd budynek
stoi pusty.
W pięknym wydawnictwie „Zamki i pałace Donnersmarcków”, autorzy przeoczyli ten w
Zielonej.
Decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Częstochowie z dnia 13 lutego
1991r. pałac został wpisany do rejestru zabytków.
Jego frontowa elewacja wygląda dość dostojnie. Jest siedmioosiowa, w części
środkowej trzyosiowy ryzalit. Nie podpiwniczony budynek jest dwukondygnacyjny, w
miejscu ryzalitu, trzykondygnacyjny. Nad wejściem taras z żelazną balustradą,
wsparty na filarach. Mury z cegły i kamienia wapiennego, stropy drewniane, dach
czterospadowy kryty papą. Zgodnie z przepisami w przypadku remontu, winien być
zachowany wygląd zewnętrzny i wewnętrzny budynku. Jednak bez gruntownej
przebudowy wnętrza, nie wiadomo, czemu pałac ten ma służyć. Już w chwili
wpisania go do rejestru zabytków, stopień zużycia oceniono na 70%. Obecny
właściciel - Nadleśnictwo Koszęcin, o ile nie uda mu się go sprzedać,
wielomilionowy remont będzie odkładał ad Kalendas graecas.
Edward Goszyk
|