|
Kilka dni przed wyjazdem jednak nastąpił przełom - po skontaktowaniu się z
księciem okazało się, że jest on zachwycony naszymi odwiedzinami. Książę pytał,
kiedy u niego będziemy i aby wygospodarować nam chwilkę czasu poprzesuwał swoje
planowane spotkania. Okazało się też, że prócz samych odwiedzin, książę zaprasza
nas na obiad, co uczniowie, powitali z zaskoczeniem, acz uznaniem -
niecodziennie zdarza się wszakże, by zapraszał cię na obiad sam książę,
arystokrata z krwi i kości.

Uczestnicy z księciem przy grobach jego przodków
Wszystko szło znakomicie, tak więc 18 maja o 5:00 uczestnicy zebrali się
punktualnie przed autokarem z uśmiechami na twarzach, pomimo wczesnej,
nieludzkiej wręcz godziny. W takich też nastrojach radosnego uniesienia
ruszyliśmy w stronę czeskiej Pragi, która powitała nas pochmurną, deszczową
pogodą, stawiając pod znakiem zapytania dzień następny. Kto widział, aby w tak
ważny dzień, jakim miało być spotkanie z Guidotto Henckel von Donnersmarckiem,
padał deszcz?! Nie do pomyślenia. Tak więc kładąc się spać mieliśmy świadomość,
iż prawdopodobnie dnia następnego przyjdzie wyciągać nam deszczowe kurtki i
parasole.

Rozmowa z księciem Guidotto von Donnersmarckiem
Aura nie zawiodła jednak i gdy tylko otworzyliśmy oczy przywitało nas świecące
słońce, zwiastujące udaną, ciepłą pogodę. Żartując, iż zamówiliśmy sobie idealną
na odwiedziny pogodę, ruszyliśmy w stronę Rottach-Egern, leżącego w Bawarii w
Niemczech, kilkanaście kilometrów od Monachium. Droga była długa, mieliśmy do
przejechania niezwykle wiele kilometrów, jakie dzielą Pragę od Monachium, jednak
pomimo spóźnienia udało nam się zajechać na miejsce już o 15:00, czyli mniej
więcej na planowaną godzinę.
Prosto z autokaru, ustawiając się parami ruszyliśmy do restauracji, którą książę
Donnersmarck zamówił na spotkanie. Zasiadłszy na miejscach, niecierpliwie się
kręcąc i rozglądając ujrzeliśmy starszego, siwiejącego pana w okularach,
witającego nas serdecznie i zapraszającego do nalewania sobie soku. Od razu
wszyscy skojarzyli sobie, iż właśnie oto stoi przed nami wnuk ostatniego pana na
zamku w Świerklańcu, Guidotto Henckel von Donnersmarck. W chwilę potem przybył
też syn księcia, hrabia Aleksander, wzbudzające niemałe zainteresowanie płci
pięknej ze względu na swój wdzięk i poczucie humoru - hrabia cały czas zabawiał
siedzące przy stole uczennice, śmiejąc się i dowcipkując i podpisując widokówki.
No właśnie, obiad. O tyle, o ile spodziewaliśmy się ciasta i kawy, o tyle
pomyliliśmy się - był to iście bawarski obiad, z zupą, drugim daniem i lodowym
deserem, tak więc po zjedzeniu tego wszystkiego niektórym było żal odchodzić od
stołu.

Hrabia Aleksander (syn księcia) w otoczeniu gimnazjalistów
Po zjedzeniu i podpisaniu rozdanych nam widokówek przez księcia i hrabiego,
ruszyliśmy na zwiedzanie Rottah-Egern, które okazało się uroczą, małą
miejscowością, położoną nad malowniczym jeziorem z górami w tle, gwarantując
bajeczne widoki, zapierające dech w piersiach. Następnie weszliśmy na cmentarz,
na którym pochowana była rodzina księcia. Wędrując pomiędzy nagrobkami, na
przemian z synem, książę opowiadał nam o historii swojego rodu, a po wyjściu z
kaplicy stwierdził z uśmiechem iż Górny Śląsk wcale nie taki górny, a góry to
dopiero tutaj widać, czym rozśmieszył całe towarzystwo. Po zwiedzeniu cmentarza,
dróżką pomiędzy drzewami ruszyliśmy do jego domu.
Doświadczeni uczestnicy wycieczki, będący na wrześniowym spotkaniu w Wolfsbergu
spodziewali się pałacu, zamku lub czegoś pośredniego, mocno zdziwili się więc,
gdy odkryli, że książę mieszka w niepozornym domu, dużym, aczkolwiek wciąż dość
zwyczajnym. Po sesji zdjęciowej weszliśmy do środka, gdzie czekały na nas sterty
albumów, kronik i zdjęć przedstawiających Świerklaniec i inne ziemie, należące
przed wojną do jego rodziny. Przeglądając to, wciąż delektowaliśmy się
opowieściami księcia, a po skończeniu wręczyliśmy mu kilka prezentów: od
Starostwa Powiatowego, jak i od uczniów Gimnazjum w Świerklańcu. Gimnazjaliści
poprosili księcia, o pozwolenie na umieszczenie w herbie szkoły róży,
symbolizującej ród Donnersmarcków. Zgoda księcia przyjęta została oklaskami i w
takiej też atmosferze opuściliśmy dom księcia. Na zewnątrz ostatnie zdjęcia z
hrabią Aleksandrem i krótkie pogawędki.
Ruszyliśmy za przewodniczką w stronę autokaru. Tam pożegnaliśmy się z hrabią
Aleksandrem, który z uśmiechem na twarzy ściskał każdemu dłoń i ruszyliśmy w
stronę Salzburga, który dnia następnego przyszło nam zwiedzać. W dwa dni później
oblegaliśmy czeskie zamki, nieuchronnie zbliżając się w kierunku Polski.
W Rottach-Egern, skończyła się najistotniejsza część wycieczki. Plan został
zrealizowany w całości, nic nie zostało pominięte i w ten też sposób zapisaliśmy
się na trwałe na kartach historii, jako pierwsza oficjalna powojenna wizyta
władz gminy Świerklaniec u księcia Donnersmarcka. Złożyliśmy też zaproszenie w
nasze strony, z którego książę obiecał skorzystać. Przypomniał także o ostatniej
woli dziadka, który bardzo chciał zostać pochowanym w Świerklańcu, tak jak jego
przodkowie od wielu pokoleń. Któż to wie, może otwiera to zupełnie nowy rozdział
w stosunkach Śląsk-Donnersmarckowie? Czas pokaże.
Maria Flakus
– uczennica Gimnazjum
im. Jana Pawła II w Świerklańcu
Fot. Jarosław A. Krawczyk
|